Rozpad na 60 procent
Przywódcy eurostrefy i szefowie instytucji finansowych usiłowali
wczoraj wymóc na greckim rządzie realizację ustaleń szczytu w Brukseli.
Planowane przez Ateny referendum w tej sprawie zwiększa ryzyko strat po stronie
wierzycieli Grecji. Coraz więcej ekonomistów przychyla się do opinii, że
eurostrefa w obecnym kształcie nie przetrwa.
Kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy wraz z przedstawicielami
instytucji UE i MFW spotkali się wczoraj wieczorem w Cannes z premierem Grecji
Jeoriosem Papandreu, by wymóc na nim jasną deklarację na temat realizacji planu
ratunkowego dla Grecji uzgodnionego przez kraje eurostrefy na szczycie w
Brukseli.
Plan praktycznie legł w gruzach po zapowiedzi greckiego rządu przeprowadzenia
referendum na temat jego przyjęcia. Badania pokazują, że 60 proc. Greków jest
przeciwnych oszczędnościowym reformom. Plan zakładał redukcję długu wobec banków
o 100 mld euro, ze 160 proc. PKB do 120 proc. PKB – w zamian za 130 mld euro
pomocy finansowej w spłacie długów, w tym 30 mld euro w formie gwarancji dla
inwestorów na zakup greckich obligacji. Plan zobowiązuje Grecję do wdrożenia
ostrego programu oszczędnościowego, w tym dalszej redukcji płac, emerytur,
podwyżki podatków i wyprzedaży państwowego majątku w ręce inwestorów
zagranicznych. Przywódcy eurostrefy przed wczorajszym spotkaniem nie kryli
irytacji, ponieważ decyzja greckiego rządu o referendum to zła wiadomość dla
wierzycieli tego kraju. Byłoby ono dla eurostrefy do wygrania tylko wtedy, gdy
zaoferuje Grecji znacznie głębszą niż dotąd redukcję długu i zmniejszy cięcia
oszczędnościowe, tj. gdy Berlin sięgnie głębiej do własnej kieszeni. Jeśli Grecy
odrzucą unijną pomoc i reżim oszczędnościowy – skutek będzie podobny: Grecji nie
pozostanie nic innego, jak wrócić do własnej waluty, przeszacowując na drahmy
majątek, płace, emerytury, a z drugiej strony – zobowiązania. Spłata przez
Grecję długów w drahmach, walucie silnie zdewaluowanej do euro, będzie oznaczać
dla wierzycieli znacznie głębsze straty niż te uzgodnione na procent. Tak czy
owak – za długi Grecji zapłacą wierzyciele. Wśród nich są europejskie banki, w
tym włoskie, hiszpańskie, francuskie i niemieckie, oraz podpora wspólnej waluty
– Europejski Bank Centralny, który od miesięcy skupuje obligacje zadłużonych
krajów eurostrefy. Nic dziwnego, że kanclerz Merkel nie chciała publicznie
komentować decyzji Papandreu o referendum. – Przyjęliśmy decyzję premiera Grecji
do wiadomości – powiedziała chłodno na konferencji prasowej w Berlinie.
Rząd Grecji jednogłośnie przyjął decyzję o referendum. Przeważyła opinia, że do
tak bolesnych dla społeczeństwa reform, jakie przewiduje pakiet pomocowy,
konieczny jest silny mandat społeczny. W piątek wieczorem grecki parlament
przeprowadzi też głosowanie nad wotum zaufania dla rządu. Termin referendum
zaplanowano na styczeń lub luty 2012 r., co bardzo martwi rynki finansowe, dla
których przedłużająca się niepewność oznacza zamknięcie roku stratą.
– Możliwe, że referendum odbędzie się już w grudniu, jeśli Grecja i jej
międzynarodowi partnerzy wcześniej wypracują szczegóły porozumienia w sprawie
pakietu pomocy dla Aten – zaznaczył szef greckiego MSW Haris Kastanidis.
Według renomowanego brytyjskiego ośrodka badawczego RUSI, jedynym sposobem
przełamania impasu w strefie euro będzie nowy projekt unii monetarnej, która
byłaby tym razem oparta na zdrowych podstawach ekonomii, a nie na ideologii i
polityce. Według analityka RUSI Jonathana Eyala, eurostrefę opuszczą kraje
peryferyjne z południa Europy, zaś Niemcy, Austria, Holandia i Finlandia,
których finanse są zdrowe, a gospodarki konkurencyjne na arenie międzynarodowej
– pozostaną przy euro. Eyal nie jest pewien, czy zadłużona Francja zdoła
utrzymać się w eurostrefie, choć uważa, że rząd w Paryżu zrobi wszystko, aby
pozostać w twardym jądrze.
Małgorzata Goss
