Rodziny pokrzywdzone dwa razy
Z Ewą Kochanowską, wdową po rzeczniku praw obywatelskich dr. Januszu
Kochanowskim, który zginął w katastrofie Tu-154M pod Smoleńskiem, rozmawia
Paulina Jarosińska
Minęło dziesięć miesięcy od katastrofy smoleńskiej, największej tragedii w
powojennej Polsce. Jest już po publikacji raportu MAK, przed polskim raportem
komisji Jerzego Millera. Czy według Pani, jesteśmy bliżej czy dalej od poznania
przyczyn i okoliczności tragedii?
– Nie tylko ja chyba odnoszę takie wrażenie, że prawda jest coraz dalej, a
przyczyną tego są błędne decyzje przedsiębrane na początku całego postępowania.
Dlaczego mam takie wrażenie? Brak dowodów w Polsce, niektóre niszczeją i tracą
swoją moc wpłynięcia na śledztwo. Na początku prognozowano, że badanie
katastrofy może potrwać szereg lat – w tej chwili zaczyna się to sprawdzać. Nie
widzę w tym momencie zbliżania się do prawdy.
Co najbardziej Panią oburza, jeśli chodzi o sposób prowadzenia śledztwa i
sposób komunikowania zarówno polskiego rządu, jak i prokuratury z rodzinami i
opinią publiczną?
– Najbardziej oburza mnie to, że polski rząd i polska prokuratura głównie
przejmują się tym, co powiedzą Rosjanie. Na jednym ze spotkań z prokuratorami w
sposób kategoryczny uzasadniano, dlaczego prokuratura polska przychyla się do
wniosku o wycofanie zeznań kontrolerów z wieży smoleńskiej na wniosek
prokuratury rosyjskiej. Powiedziałam wówczas, żebyśmy przestali przejmować się
tylko Rosjanami, a zastanowili się, co prokuratura powinna zrobić dla strony
polskiej, jakie kroki podjąć. Wtedy jeden z pełnomocników podsunął wyjątkowo
rozsądne rozwiązanie prawne. Zarówno strona rządowa, jak i polska prokuratura
starają się nadmiernie przypodobać Rosji i mam takie wrażenie, że niekoniecznie
polska racja jest priorytetem. Bardzo wiele pozostawia do życzenia także
stosunek do rodzin. W każdym normalnym państwie jest tak, że rodziny ofiar
katastrof są z natury rzeczy uznawane za najbardziej zainteresowane prowadzonym
śledztwem. W naszym wypadku tak nie jest. W Wielkiej Brytanii komisja państwowa
badająca katastrofy lotnicze o swoich postępach w pierwszej kolejności informuje
rodziny, urządza briefingi, na bieżąco przedstawia wszystkie nowe dane ze
śledztwa – oczywiście wszystko to jest czynione z ogromnym wyczuciem. Dzięki
temu zachowuje się minimum przyzwoitości, ponieważ osoby najbardziej
zainteresowane sprawą, czyli osoby bliskie, dowiadują się o wszystkim jako
pierwsze. Natomiast w przypadku katastrofy smoleńskiej to opinia publiczna jest
informowana w pierwszej kolejności, a rodziny najczęściej słyszą pewne
informacje tylko z mediów.
Tak właśnie potraktowano rodziny, gdy ogłoszono w mediach, że otrzymają one
po 250 tys. zł zadośćuczynienia.
– Ja sama dowiedziałam się o tych odszkodowaniach od dziennikarki, która chciała
uzyskać ode mnie komentarz w tej sprawie. Tego typu sytuacje pokazują
jednoznacznie, że informacje, które pojawiają się najpierw w mediach na temat
rodzin, są publikowane tylko po to, aby manipulować opinią publiczną. Te
nieszczęsne zadośćuczynienia zostały "wrzucone" do mediów po bardzo nieudanym
wystąpieniu sejmowym premiera Donalda Tuska w sprawie katastrofy. Ewidentnie
chodziło o to, aby weekendowe informacje były poświęcone kwestii zadośćuczynień,
a nie nieudolności Tuska w jego sejmowym przemówieniu. Przeciwstawiano rodziny
jednej katastrofy bliskim innej tragedii właśnie po to, aby zmanipulować opinię
publiczną. Co znamienne, ci, którzy po tej informacji zwrócili się do
Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, aby dowiedzieć się czegoś konkretnie na
ten temat, stwierdzili, że Prokuratoria jest kompletnie nieprzygotowana do
podjęcia kwestii zadośćuczynień.
Jak Pani skomentuje odrzucenie przez sejmową Komisję Ustawodawczą projektu
uchwały jednoznacznie potępiającej raport MAK?
– Przywołam tutaj słowa księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który już dawno
tak trafnie zauważył: "W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju
tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez
sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej, i tych, którzy woleli
upadlające obce panowanie". Mam wrażenie, że te słowa w obecnej sytuacji całkiem
udanie określają jadro konfliktu. Nic nie szkodziło polskim parlamentarzystom
powiedzieć, że Sejm odrzuca raport MAK w całości. Gdyby taką uchwałę podjęto,
Polska wyszłaby z twarzą z całej tej upokarzającej sytuacji.
Co Panią najbardziej niepokoi w sprawie katastrofy smoleńskiej? Jakie ma Pani
dziś pytania?
– Mnie najbardziej niepokoi to, że katastrofa smoleńska poprzez brak
transparentnego śledztwa od samego początku będzie przez wiele lat nieszczęściem
dla naszego kraju i Narodu. Na pewno położy się cieniem na relacjach
polsko-rosyjskich i na pewno będzie główną osią sporu w Polsce na długie lata.
Nawet jeśli zostaną kiedyś ujawnione obiektywne i rzetelne przyczyny, to błędne
decyzje z początku śledztwa mogą powodować, że ciągle będą osoby, które będą
podważały te przyczyny. To jest rana, która będzie się wciąż odnawiać – tylko
dlatego, że od początku zabrakło perspektywicznego, odpowiedzialnego myślenia o
państwie.
Dziękuję za rozmowę.
