Smoleńskie żniwa Tuska
Z senator Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który
zginął w katastrofie rządowego Tu-154M, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po 10 miesiącach od katastrofy smoleńskiej wciąż nie ma decyzji co do rzeczy
ofiar. Jak odbierają to rodziny smoleńskie?
– Są to rzeczy pozostałe po naszych najbliższych i bezwzględnie powinny być
zabezpieczone. Dotychczas nikt z nas nie miał do nich wglądu, poza instytucjami
czy służbami, które rzeczy te zabezpieczały. Owszem, część przedmiotów została
nam okazana przed kilkoma miesiącami w Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w
Mińsku Mazowieckim, natomiast co do pozostałych – nic nam nie wiadomo. Przede
wszystkim zaś nie wiemy, co tam jest. Nie daj, Boże, żeby były tam również
fragmenty ludzkich ciał, czego także nie można wykluczyć.
Skąd takie przypuszczenie?
– Nie mamy co do tego żadnej pewności, ale takie wątpliwości mogą być
uzasadnione, zwłaszcza kiedy pojawiają się informacje, że rzeczami naszych
bliskich będą zajmować się przedstawiciele służb zabezpieczenia chemicznego i
biologicznego. To z kolei może być podyktowane faktem, że przez wiele miesięcy
rzeczy te są przechowywane nie wiadomo w jaki sposób. Pamiętajmy, iż część z
nich została wydobyta z miejsca tragedii pod Smoleńskiem, inne zaś zgromadzono
podczas sekcji zwłok naszych bliskich w Moskwie. Żadnych szczegółów nie znamy,
bo nikt nas nie raczył poinformować. Chcę też powiedzieć, że gdyby nie nasza
interwencja po kilku miesiącach od katastrofy, rzeczy te zostałyby już dawno
spalone.
Zwrócono Pani jakiekolwiek rzeczy należące do męża?
– Owszem, ale było ich bardzo niewiele. Otrzymałam paszport dyplomatyczny,
saszetkę z dokumentami (dowód osobisty i prawo jazdy). Ponadto zwrócono mi dwa
obrazki z wizerunkami Ojca Pio i Miłosierdzia Bożego z modlitwą i pewną kwotę
pieniędzy, które do domu dostarczyła żandarmeria wojskowa. Natomiast do tej pory
nie odzyskałam ani telefonu komórkowego, ani aparatu fotograficznego, ani części
garderoby, zegarka, paska czy chociażby bardzo charakterystycznych butów, które
nosił mąż. Podobne sytuacje dotyczą zwrotu telefonów komórkowych i aparatów
fotograficznych innym rodzinom, o czym dowiedziałam się w ubiegłym miesiącu
podczas spotkania w Warszawie.
Jakie są Pani oczekiwania?
– Oczekuję zwrotu naszej własności – mam tu na myśli telefon i aparat
fotograficzny, a także rzetelnych informacji od instytucji odpowiedzialnych za
zbadanie rzeczy naszych bliskich, co dalej z nimi będzie i czy jest szansa na
ich odzyskanie. Jestem bardzo ciekawa, czy wobec faktu, że polscy prokuratorzy,
którym po rozmowach w Moskwie wciąż nie udało się uzyskać dostępu do dowodów,
m.in. czarnych skrzynek czy wraku samolotu, prowadząc polskie śledztwo, chcą się
posiłkować właśnie rzeczami naszych bliskich. Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę
tym, którzy będą pracować nad tymi materiałami.
Zadziwiające, że dopiero po 10 miesiącach od katastrofy próbuje się zbadać
ten materiał…
– Pocieszające jest jedynie to, że nie zrobiono tego w kolejną miesięcznicę
katastrofy. Przecież dziwnym zbiegiem okoliczności od pewnego czasu po
katastrofie każdego 10. dnia miesiąca podawane są tzw. nowe fakty medialne
znaczące dla sprawy. Tak naprawdę czas i sposób ogłaszania różnych wieści służy
jedynie wprowadzeniu zamieszania i podziału między rodzinami, jak było to
chociażby w przypadku odszkodowań i zadośćuczynień, o czym rodziny dowiedziały
się z mediów. Taka forma komunikowania państwa z rodzinami katastrofy
smoleńskiej jest nie do przyjęcia. Do nas, choć też nie do wszystkich, zwrócono
się jedynie za pośrednictwem e-maili. Była to prośba o wyrażenie opinii odnośnie
do odszkodowań, ale nastąpiło to dopiero po przekazach medialnych, kiedy z
oburzeniem mówiliśmy głośno, że nikt z władz nas nie informuje.
Jaka jest Pani opinia na temat zadośćuczynień proponowanych przez
Prokuratorię Generalną?
– Uważam, że rozmowa na ten temat jest zdecydowanie przedwczesna. Dlatego do
dziś na tego e-maila nie odpowiedziałam. Natomiast z niecierpliwością czekam na
szczegóły raportu komisji ministra Millera.
Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że jego powstanie przesunie się o
kolejnych 6 tygodni.
– W mojej ocenie, jest to działanie celowe. Nie wiem, czemu ma to służyć, a już
na pewno nie przybliżeniu prawdy. To kolejny dowód na to, że odpowiednie organa
państwa kierowanego przez koalicję PO – PSL nie radzą sobie z rządzeniem
państwem i ze skutkami raportu MAK, nie bardzo też wiedzą, jak w tej sytuacji
się zachować. Jest to wynik oddania całkowitej kontroli nad śledztwem w ręce
Rosjan. Myślę, że rząd Donalda Tuska coraz bardziej zdaje sobie sprawę, iż
mataczenie wokół sprawy rzetelnego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej już
wpływa, a z czasem jeszcze bardziej wpłynie na krytyczną ocenę i spadek poparcia
społecznego dla tej formacji politycznej. Jeżeli manipuluje się faktami, jeżeli
podejmuje się działania w celu ukrycia prawdy, a więc postępuje – mówiąc po
ludzku – w sposób nieetyczny i niemoralny, a w obliczu tej katastrofy właśnie
tak rząd postępuje, to należy się liczyć z konsekwencjami. Społeczeństwo ma
prawo pytać i pyta: komu powierzono najwyższe urzędy w państwie i czy ludzie ci
spełniają oczekiwania? Odpowiedź na to pytanie jest prosta.
Gdzie będzie Pani 10 kwietnia?
– Nie zajmuję się uroczystościami centralnymi, ponieważ od początku miałam
przekonanie, że gdyby mój mąż nie zginął przy pełnieniu obowiązków służbowych,
nie zgodziłabym się na pogrzeb państwowy. Pogrzeb Staszka odbyłby się w gronie
rodziny i najbliższych przyjaciół, byłaby to skromna uroczystość, bo tak mój mąż
żył. Jednak w związku z tym, że leciał do Katynia z pewną misją i zginął w tym
czasie, podporządkowałam się tym okolicznościom. Rocznicę tej tragedii chcę
spędzić w Jaśle wśród rodziny i przyjaciół, bo nie będzie to dla nas łatwy czas.
Mogłoby się wydawać, że z biegiem czasu będzie łatwiej zaakceptować to, co się
stało, ale nic z tych rzeczy: ból i żal wciąż są obecne. Może byłoby inaczej,
łatwiej, gdyby nam, rodzinom ofiar, pozwolono trochę odpocząć. Tymczasem pełno
wokół nas szumu, informacji często fałszywych. Nie daje się nam odpocząć ani na
moment. W Jaśle odbędą się dwudniowe obchody: 9 kwietnia zaplanowaliśmy
uroczystą konferencję poświęconą śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i
senatorowi Stanisławowi Zającowi. Prelegentem będzie Andrzej Duda, minister w
Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego. Drugą część uroczystości wypełni koncert
muzyki poważnej. Natomiast 10 kwietnia o godz. 9.30 w jasielskiej farze zostanie
odprawiona Msza Święta w intencji mojego męża i wszystkich, którzy zginęli w
katastrofie Tu-154M.
Dziękuję za rozmowę.
