Rodzina jest nadzieją dla gospodarki!

Z dr. Henrym G. Potrykusem, analitykiem amerykańskiego Instytutu ds. Badań
nad Rodziną i Religią, rozmawia Mariusz Bober

Podkreśla Pan fundamentalne znaczenie rodziny dla gospodarki. Ma Pan na myśli
oczywiście tradycyjną rodzinę?

– Rodzinę rozumiem jako związek kobiety i mężczyzny, którzy wydają na świat
dzieci i tworzą silną wspólnotę. Z naukowego punktu widzenia jest oczywiste, że
to jest właśnie model zdrowej rodziny. Nauka bada różne aspekty życia rodzinnego
oraz ich znaczenie dla państwa i gospodarki. W Instytucie Badań nad Rodziną i
Religią koncentrujemy się przede wszystkim na aspektach ekonomicznych,
wykorzystując do analiz nowe dane i badania naukowe.

W Polsce w wielu środowiskach pokutuje stereotyp rodziny (szczególnie tej
wielodzietnej) jako źródła ubóstwa.

– Różne badania pokazują, że rodzina jest niezwykłą siłą napędową w budowaniu
kapitału społecznego i pomnażaniu oszczędności. Sophia Aguirre, autorka raportu
sporządzonego na zamówienie hiszpańskiego Centrum Badań Rodziny, która
prowadziła badania w Gwatemali, dowiodła, że co prawda koszty funkcjonowania
rodziny początkowo rosną wraz z narodzinami kolejnych dzieci, i od tego momentu
gwałtownie zmniejsza się porównawcza wartość rodzinnych aktywów nad pasywami.
Jednak badając uwarunkowania miejscowej ludności i uwzględniając poziom
edukacji, Aguirre doszła do wniosku, że najważniejszym czynnikiem określającym
relatywnie wyższy poziom dobrobytu, znacznie ważniejszym niż m.in. powyżej
wskazane zmienne, jest stan cywilny, a przede wszystkim to, czy dane osoby
pozostają w zdrowym związku małżeńskim. Jak wskazała, różnica była widoczna w
porównaniu z innymi gospodarstwami domowymi, gdzie "partnerzy" nie żyli w
związku małżeńskim. Ponadto doszła do wniosku, że rodziny z większą liczbą
dzieci miały względnie wyższy poziom dobrobytu niż te z mniejszą liczbą
potomstwa. To mocny dowód wskazujący na efekty inwestowania w kapitał ludzki, a
także umiejętnego oszczędzania.

Jednak wiele osób utrzymuje, że z punktu widzenia gospodarki to właśnie
rodziny wielodzietne są "gorszymi klientami", ponieważ nie stać ich na towary
luksusowe, na które mogą sobie pozwolić np. single…

– Występowanie tego zjawiska zależy od wielu czynników, m.in.: kultury, warunków
społecznych i ekonomicznych konkretnego kraju. Podane przeze mnie dane dotyczą
Gwatemali, ale zbliżone procesy można zaobserwować również w USA. Ogólnie single
są lepszymi klientami, ale tylko w krótkiej perspektywie. W dłuższej – dla
gospodarki większe znaczenie mają właśnie osoby w związkach małżeńskich. Rodzina
jest niezwykle silnym motywem dla małżonków, by podjąć długofalowy wysiłek nad
doskonaleniem swoich umiejętności. Wszystko po to, aby mogli świadczyć bardziej
wartościową pracę.
W ten sposób rozwija się kapitał ludzki każdego z małżonków, który można
wykorzystać na rynku zewnętrznym, dając im jednocześnie poczucie realizacji ich
możliwości.

Czy ten model rozwoju leży poza zasięgiem singli, czy też osób żyjących w
konkubinatach?

– Wzorce konsumpcyjne singli całkowicie nie przystają do tych, które obowiązują
w rodzinach wychowujących dzieci. Twierdzę, że w dłuższej perspektywie
konsumpcja dóbr wysokowartościowych przez małżeństwa wychowujące dzieci lepiej
dopasowuje się do cyklu inwestycyjnego przedsiębiorstw i do kapitału ludzkiego.
Podnosi także wydajność gospodarki w skali makro, zarówno w sensie zwrotu z
inwestycji kapitałowych, jak i zwiększenia konsumpcji dóbr. Wartościowa praca i
rodzinna oszczędność w połączeniu z pomysłowością to kanały, poprzez które
rodzinne korzyści są absorbowane przez gospodarkę. Dwoma kolejnymi czynnikami
koniecznymi do społecznego dobrobytu pokoleniowego są: mechanizm pozwalający na
ponowne reinwestowanie nadwyżek środków finansowych, co jest istotą kapitalizmu
oraz rynek, który efektywnie może wdrożyć innowacje. Występują również
konsekwencje dla dzieci…

Jakie?
– David Armor [naukowiec, autor "Maksymalizacji i inteligencji", Nowy Jork 2003
– red.] dowiódł empirycznie, iż troskliwe i mądre rodzicielstwo oraz
wychowywanie dzieci ma większy ilościowy wpływ na podniesienie ilorazu
inteligencji dziecka, niż ten przypisywany czynnikowi genetycznemu. Iloraz
inteligencji jest ściśle związany z kapitałem ludzkim, szczególnie w okresie
dorastania, gdy doskonalone umiejętności nie są jeszcze w pełni ukształtowane.

Prezentuje Pan zupełnie inne oceny roli rodziny dla gospodarki i
społeczeństwa niż eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych…

– Rzeczywiście mam nieco inne podejście. Ale tak jak inni analitycy opieram się
na konkretnych danych i badaniach naukowych. Myślę, że eksperci ONZ mają inny
pogląd na gospodarkę dlatego, że być może patrzą na nią jedynie z pozycji
marksistowskich…

Z Pana analiz wynika, że zmiany w rodzinach oznaczają zmiany w gospodarce.
– Ależ oczywiście! Zmiany zachodzące w rodzinach zmieniają gospodarkę. Jest
wiele różnych czynników, które ją kształtują. Liczba dzieci jest ważna, ale
jeszcze bardziej ważne jest, czy ludzie są gotowi doskonalić swoje umiejętności
potrzebne w gospodarce.

Biorąc pod uwagę doniosły wpływ rodziny na gospodarkę i społeczeństwo, jak
powinna kształtować się polityka państwa w tym obszarze?

– Państwa muszą się poważnie zastanowić, czy nie powinny chronić rodziny i jakie
podjąć adekwatne do tego celu działania. Ludzie, którzy będą podejmować decyzję,
czy starać się o potomstwo, lub nie, powinni wiedzieć, czy państwo będzie ich
wspierało. Państwa zaś powinny wiedzieć, że demografia ma ogromny wpływ na
gospodarkę i podatki. Dla każdego rządu powodem do obaw powinna być kwestia
długoterminowej wypłacalności fiskalnej [spadek liczby obywateli, a więc również
podatników, utrudnia spłatę zobowiązań państwa wobec innych podmiotów – red.].
By zrozumieć zmiany bazy podatkowej, należy opracować
socjologiczno-demograficzny model związany z dochodami oraz zobowiązaniami,
które należy zaciągnąć. Model ten powinien być wystarczająco precyzyjny, aby
umożliwił szybką analizę funkcjonowania różnych rodzin w ekonomicznych i
fiskalnych ramach tworzonych przez państwo. Staranne, dłuższe studia badające
całościowy rozwój dziecka mogłyby być ważnym rozszerzeniem powyższych dociekań
na temat wpływu różnych zachowań rodzin na gospodarkę. Takie analizy
umożliwiłyby głębsze zrozumienie rodziny jako komórki społecznej w pełnym tego
słowa znaczeniu oraz kształtowania jej inteligencji, kapitału ludzkiego i
społecznego, jak również sposobów pomnażania bogactwa międzypokoleniowego. Te
dociekania pokazałyby również osobom odpowiedzialnym za tworzenie polityki
państwowej, że międzypokoleniowy wpływ rodziny na rozwój gospodarczy jest
faktem.

W Polsce brakuje polityki prorodzinnej, a młodzi ludzie koncentrują się na
pracy, odkładając zawieranie małżeństwa.

– Młodzi ludzie mają ogromny potencjał. Ich pozycja socjalno-ekonomiczna
polepszy się właśnie dzięki zawarciu małżeństwa. Żona zyska męża, który pomoże
jej rozwiązać wiele problemów, a mężczyzna będzie się cieszył kochającą żoną.
Zwykle młode małżeństwa doświadczają też wsparcia swoich rodzin. Dlatego jestem
optymistą. Myślę, że ludzie w krajach rozwijających się mają zbyt wiele obaw.
Rodzina jest nadzieją dla gospodarki, dla narodów i dla państw.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj