Resowietyzacja Białegostoku pod rządami PO

Pod rządami PO w urbanistycznej przestrzeni Białegostoku jak grzyby po
deszczu wyrastają miejsca pamięci komunistycznych działaczy. Dążenia do zmiany
wymowy pomników zbrodni bezpieki oraz zmian nazwy ulic, które upamiętniają
sowieckich zaborców, nie znajdują aplauzu władz miasta.

W miejskim samorządzie już drugą kadencję realną władzę dzierży koalicja radnych
PO – Forum Mniejszości Podlasia – reprezentująca środowiska białoruskie i
prawosławne. Więzy między tymi klubami zacieśniają się coraz mocniej. Dlatego
też przedstawiciel mniejszościowego koalicjanta wiceprezydent Aleksander Sosna,
jak mówią radni PiS, jest nie do ruszenia. Wszelkie skargi kierowane przez
organizacje patriotyczne (np. WiR) na jego często kontrowersyjne decyzje,
przywracające pamiątki komunizmu, prezydent Tadeusz Truskolaski kwituje
stwierdzeniem mniej więcej w stylu: "Sosna jest OK".
Jednak jak twierdzą przedstawiciele organizacji patriotycznych i społecznych,
decyzje wiceprezydenta Sosny nie zawsze służą miastu. – Za rządów Aleksandra
Sosny następuje kulturalna resowietyzacja Białegostoku – twierdzi Ewa Cywińska,
przewodnicząca społecznego komitetu, dzięki staraniom którego powstał w tym
mieście pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Mówi też ona o dziwnej słabości
prezydenta do tego, co idzie ze Wschodu. – Weźmy najprostszy przykład wyborów,
które dokonuje wiceprezydent, organizując w mieście koncerty. Nie zaprasza na
występy w stolicy województwa podlaskiego ani chóru Wojska Polskiego, ani
zespołów takich jak Mazowsze czy Śląsk – zaprosił już jednak kilka razy rosyjski
Chór Aleksandrowa – podkreśla Ewa Cywińska. Już od ponad roku organizacje
kombatanckie, przy wsparciu instytucji takich jak m.in. IPN, NSZZ "Solidarność"
czy Kuria Metropolitalna, bezskutecznie zabiegają u zdominowanych przez PO władz
Białegostoku o to, aby te zmieniły wymowę największego w tym mieście monumentu,
który PZPR w latach 70. postawiła pracownikom bezpieki "poległym w walce o
Polskę Ludową". Nadal jednak obowiązuje stanowisko wydane w tej sprawie przez
wiceprezydenta Sosnę, który sprzeciwia się pomysłowi "ucywilizowania" pomnika. W
kuriozalnym piśmie odmawiającym umieszczenia na tym pomniku słów: "Bóg, Honor,
Ojczyzna", twierdzi, że zniszczyłoby to jego "historyczną wartość" i przepędziło
"ducha epoki", w której powstał. Do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego wpłynął
wniosek o uchylenie decyzji jego zastępcy. Od 9 miesięcy nie ma jednak
odpowiedzi. Klub Więzionych, Internowanych i Represjonowanych oraz Związek
Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego zbierają obecnie podpisy mieszkańców
Białegostoku pod petycją o zmianę komunistycznej wymowy pomnika. Tymczasem
władze samorządowe opanowane przez PO zamiast poprzeć ten patriotyczny zryw
ducha, przeznaczają środki na podświetlenie pomnika w jego dotychczasowej
nijakiej formie i ciemnej wymowie.

Sosna jest OK?
Specyficzny sposób interpretacji historii Polski prezentowany przez Aleksandra
Sosnę, od kilku miesięcy również społecznego doradcę prezydenta RP ds.
mniejszości prawosławnej, najlepiej ujawniają publikacje, których sam był
autorem bądź ich tłumaczem. Kilka lat temu głośna była sprawa jego
współautorstwa dwóch książek "Kopuły nad Wisłą" oraz "Stulecie w kamieniu i
metalu". W każdej z nich można znaleźć stwierdzenia jawnie zakłamujące historię
Polski. Choćby takie, że Powstanie Styczniowe było "bezsensowną konfrontacją z
Rosją", a Augustów to ziemia białoruska. Sosna jest też tłumaczem na polski
m.in. kuriozalnej książki "Rosyjska Warszawa". Można dowiedzieć się z niej, że
dzięki Rosji w okresie zaborów Warszawa została odbudowana, udział Rosji w
rozbiorach Polski był zasadny i zrozumiały, a rusyfikacja była jedynie "próbą
wyegzekwowania od Polaków szacunku dla państwa i znajomości państwowego języka
imperium".
Nieprzypadkowa była również obecność Sosny jako reprezentanta władz miasta
podczas prezentacji niedawno powstałej, niemal w centrum Białegostoku,
instalacji artystycznej poświęconej Dawidowi Kaufmanowi ps. "Dziga Wiertow",
cenionemu za swoje odkrywcze eksperymenty w świecie sztuki filmowej, a
równocześnie za czasów Lenina i Stalina – najkrwawszej komuny w Rosji,
zatwardziałemu propagandziście sowieckiemu. Kasę miejską ten hołd złożony
urodzonemu w Białymstoku twórcy propagandowej kroniki filmowej kosztował 75
tysięcy złotych. – Aleksander Sosna podczas prezentacji dzieła wyrażał całkowite
zadowolenie z tak spożytkowanych publicznych pieniędzy, jednak kiedy podeszłam
do niego z tablicą, na której był portret Lenina z zasłoniętym przepaską jednym
okiem, a fotoreporterzy to utrwalili, wiceprezydent nie wiadomo dlaczego, nagle
stracił dobry humor – opowiada nam Ewa Cywińska, która podczas prezentacji
instalacji przeprowadziła protest w nietypowej formie performance. Mimo apeli
IPN i radnych PiS w Białymstoku po przeszło 20 latach wolnej Polski pozostają
nazwy niektórych ulic z okresu PRL, np. 27 Lipca (zajęcie Białegostoku przez
Armię Czerwoną), ul. Janka Krasickiego – stalinowskiego agitatora. Władze miasta
argumentują przeważnie, że nie mają na takie zmiany środków. Natomiast przy
dużym wsparciu finansowym miasta tworzy się w Białymstoku "Szlak Dziedzictwa
Żydowskiego". Niestety, oprócz postaci autentycznie zasłużonych, np. Albert
Bruce Sabin – odkrywca szczepionki przeciwko polio, upamiętnia się osoby, które
w historii rozwoju ducha ludzkości nie zapisały się chlubnie. W ramach projektu
pamiątkową tablicę na budynku kina Ton otrzymał wspomniany Dawid Kaufman,
sowiecki ideolog. Trwają również zaawansowane prace nad stworzeniem miejsca
pamięci Meira Mojsiewicza, znanego jednak bardziej z historii jako Maksim
Litwinow, ambasador i sowiecki dyplomata, który skutecznie maskował przed
Zachodem stalinowskie zbrodnie.

 

Adam Białous

drukuj