Resort nie chce przyznać się do błędu

Z Januszem Kołakowskim, dyrektorem Wojewódzkiego Podkarpackiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. Eugeniusza Brzezickiego w Żurawicy, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Jest Pan chyba pierwszym dyrektorem szpitala, który wygrał z resortem zdrowia kierowanym przez Ewę Kopacz…

– Sytuacja była dość kuriozalna. Ministerstwo w 2006 r. zobowiązało (tzw. ustawą podwyżkową) dyrektorów szpitali do wypłacenia pracownikom podwyżek płac od IV kwartału 2006 roku. Podstawą do naliczenia środków potrzebnych do realizacji tej podwyżki była wysokość kontraktu z NFZ, który został zobowiązany tą samą ustawą do podwyższenia kontraktów z poszczególnymi szpitalami o wyliczoną, zgodnie z podanym algorytmem, wysokość podwyżki. W związku z tymi decyzjami koszt leczenia jednego pacjenta w naszym szpitalu wzrósł ze 100 do 130 złotych i tę różnicę uwzględnił podkarpacki oddział NFZ, zwiększając kontrakt dla szpitala. Niestety, resort zdrowia w dalszym ciągu refundował koszty leczenia pacjentów nieubezpieczonych według starej stawki. Monitowałem ministerstwo prośbami o wypłatę należnej szpitalowi kwoty, a kiedy odmówiło, pozostała droga sądowa. Sąd przyznał mi rację i zasądził na rzecz szpitala 307 tys. zł wraz z odsetkami w wysokości około stu tysięcy złotych.

I to nie po raz pierwszy. Jest Pan usatysfakcjonowany?

– To już druga wygrana z Ministerstwem Zdrowia. Pierwszy raz szpital w Żurawicy wygrał proces w ubiegłym roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a następnie przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie o wyrównanie kosztów leczenia płaconych przez ministerstwo za pacjentów nieubezpieczonych do wysokości kosztów leczenia pacjentów ubezpieczonych, płaconych przez NFZ w IV kwartale 2006 roku. Łącznie była to kwota 111 tys. złotych. Prawdę mówiąc, zamiast satysfakcji wolałbym mieć pewność, że stanowione w Polsce ustawy nie będą zmuszały dyrektorów szpitali do dochodzenia swoich należnych praw nabytych przed sądami. Wygląda na to, że sąd to jedyna droga dochodzenia swoich racji. Również szpital w Jarosławiu poszedł podobną drogą. Należy żałować, że ministerstwo nie uznało swego błędu i zmusza szpitale do kolejnych procesów w tej samej sprawie. Wiem, że w polskim prawodawstwie nie ma tzw. precedensu procesowego, ale jeżeli sąd wydaje ten sam werdykt, to ten fakt winien zmusić decydentów w resorcie do myślenia. Przecież uznając racje szpitali, ministerstwo zaoszczędziłoby na wcale niemałych ustawowych odsetkach.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj