Raport MAK nas rozczarował

Z senator Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który 10
kwietnia ub. roku zginął w katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem,
rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i informacji, jakie poszły w
świat, wynika, że polscy piloci to samobójcy, a gen. Andrzej Błasik był pod
wpływem alkoholu.

– Rosjanie traktują nas z góry. Teraz mogę to tylko powtórzyć, dodając, że
traktują nas źle. Rodzina i przyjaciele, ale też chyba wszyscy Polacy, którym na
sercu leży dobro Ojczyzny, po raporcie MAK odczuwają niesmak i przygnębienie.
Jednakże takiego raportu można się było spodziewać, bo na to pozwolił poprzez
oddanie śledztwa w ręce rosyjskie polski rząd z premierem Tuskiem, ministrem
Millerem i innymi osobami odpowiedzialnymi za dogłębne wyjaśnienie faktycznych
przyczyn katastrofy rządowego tupolewa. Polski rząd nie zadbał również o to,
żeby na przyszłość obronić godność i dobre imię wszystkich pasażerów i załogi
tego samolotu. Z przykrością muszę powiedzieć, że spośród sprawujących władzę w
państwie polskim nie było osób, które stanęłyby na wysokości zadania i wypełniły
chociaż minimum obowiązków, jakie na siebie przyjęli, obejmując konstytucyjnie
urzędy premiera czy członków rządu.

Powinni za to ponieść odpowiedzialność?
– Za chaos w przygotowaniu wizyty prezydenta i towarzyszących mu osób i
nonszalancję w traktowaniu sytuacji, jaka się wydarzyła 10 kwietnia i jaka
trwała przez kolejne miesiące aż do dziś, ktoś musi ponieść odpowiedzialność.
Bez rzetelnego podsumowania i prawnej oceny winnych zaniedbań te sprawy będą się
za nami ciągnęły w nieskończoność.

Czy patrząc na raport MAK, nie odnosi Pani wrażenia, że 9 miesięcy od
katastrofy zostało zmarnowane?

– Jako rodziny daliśmy odpowiedzialnym instytucjom szanse wyjaśnienia tej
sprawy. Tymczasem nie wydarzyło się nic, co przybliżyłoby nas do wyjaśnienia
przyczyn i okoliczności tego, co się wydarzyło 10 kwietnia ub. roku. Zwodziła
nas zarówno strona polska, jak i rosyjska, a raport MAK ogromnie nas
rozczarował, chociażby w kwestii oceny gen. Błasika, którego poznałam osobiście,
podobnie jak wiele innych osób, które leciały tym samolotem. Łączę się z rodziną
pana gen. Błasika, a to, co zrobili Rosjanie, uważam za jeden wielki skandal w
kategoriach, których nawet nie potrafię nazwać. Rosjanom zabrakło nie tylko
umiejętności dyplomacji, która powinna być w tym wypadku na najwyższym poziomie,
ale zabrakło zwyczajnie ludzkiego podejścia do sprawy. Mamy zatem do czynienia
nie tylko z brakiem dyplomacji, ale również z brakiem poszanowania naszych
bliskich ofiar. Jako rodziny wielokrotnie powtarzaliśmy, że chcemy zachować
pamięć i szacunek do naszych zmarłych. Na pokładzie znajdowały się wspaniałe,
wartościowe osoby, łącznie z załogą samolotu, i dzisiaj przedstawianie w ten
sposób raportu nie tylko obraża nas, Polaków, ale w sposób nieuprawniony rzuca
cień na cały nasz kraj. My nie mamy nic do społeczeństwa rosyjskiego, ale
chcemy, żeby nasza władza odpowiednio zareagowała, broniąc dobrego imienia
Polski i Polaków.

Jak odebrała Pani upublicznienie przez Rosjan taśmy z nagraniem głosów
załogi?

– Mimo upływu czasu wciąż przeżywamy śmierć naszych bliskich, zastanawiamy się
gdzieś podświadomie, jakie były ostanie chwile ich życia. Dlatego pytam, czy
prezentując raport rosyjskiego MAK, nie można nam było tego oszczędzić. Czy
media, powtarzając w nieskończoność animacje i moment katastrofy z odgłosami z
kabiny, mają prawo narażać nas powtórnie na ból?! A może ważniejsza jest
sensacja i zrobienie wrażenia na widzach? Szkoda, że zabrakło taktu i ludzkiego
spojrzenia na to wszystko, a dominuje arogancja.

Sądzi Pani, że prawda o tragedii smoleńskiej wyjdzie w końcu na jaw?
– Jestem tego pewna. Nie wiem natomiast, kiedy to nastąpi. Skoro zawodzi polski
rząd z organami do tego powołanymi, to mam nadzieję, że na wysokości zadania
stanie parlamentarny zespół ds. katastrofy smoleńskiej. Mam nadzieję, że
wszystkie rodzące się inicjatywy społeczne, w tym również Stowarzyszenie im.
Senatora Stanisława Zająca – mojego męża, pomogą w wyjaśnieniu, a przede
wszystkim wpłyną na przyspieszenie prac związanych z wyjaśnieniem okoliczności i
przyczyn tego, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Raport MAK
wcale nie przybliżył nas do prawdy, wręcz przeciwnie – wywołał niesmak, żal i
troskę o najbliższą przyszłość. Mam nadzieję, że jeżeli nie ja, to moje dzieci
doczekają się wyjaśnienia prawdy o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku. Liczę też,
że nigdy więcej nie powtórzy się sytuacja, kiedy w chwili ogłaszania raportu MAK
premier polskiego rządu przebywa na nartach za granicą, a na pytanie, czy nie
powinien być w tym czasie w kraju, na posterunku, rzecznik rządu odpowiada: "po
co…?". Jeżeli w sytuacji kryzysowej, bo w takiej po ogłoszeniu raportu MAK
znalazła się Polska, premier Tusk chce jeździć na nartach czy grać w piłkę, to
niech złoży rezygnację z pełnionego urzędu, a jeżeli nadal chce być premierem
państwa, to niech zabierze się do rzetelnej pracy, nie w interesie własnej
opcji, ale dla Polski.

Premier wyczerpał, Pani zdaniem, możliwości swoich działań w wyjaśnianiu
okoliczności katastrofy?

– Pan premier Tusk, stawiając Polskę w roli petenta w śledztwie, dał wyraz małej
troski o nasze narodowe interesy. Nie może być tak, że śledztwo w sprawie
katastrofy, w której zginęli prezydent kraju członkowskiego UE i elita władzy,
znalazło się poza polskim nadzorem. Dotychczas nie mamy też dowodów: oryginału
zapisu czarnych skrzynek, zapisu rozmów kontrolerów smoleńskich z Moskwą czy
chociażby szczątków samolotu. Na takie traktowanie nie pozwoliłby sobie żaden
szanujący się kraj na świecie. W tej sytuacji uważam, że włączenie do śledztwa
międzynarodowych organizacji i ekspertów jest konieczne. Na razie wygląda na to,
że to bardziej rodzinom smoleńskim zależy na dojściu do prawdy niż polskiemu
rządowi. Smutne to, ale niestety prawdziwe.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj