Szef MON do dyspozycji

Donald Tusk, jak tylko może, próbuje utrzymać swój rząd w całości.
Minister obrony narodowej Bogdan Klich już kilkakrotnie rozmawiał z premierem o
swojej dymisji. Szef rządu może by i swojego, słabo ocenianego ministra
zdymisjonował, ale na tym mogłaby ucierpieć rządowa propaganda. Dymisja szefa
MON zostałaby bowiem potraktowana jako przyznanie się ekipy Tuska do zaniedbań
przy organizacji wizyty prezydenta RP w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku.

Przed Donaldem Tuskiem nie lada wyzwanie: jak utrzymać rząd w pełnym składzie,
przekonując przy tym społeczeństwo, że wszystko jest w porządku. Zadania nie
ułatwiają sami członkowie rządu, którzy rozglądają się za innymi zajęciami. Do
tej pory premierowi Tuskowi udało się ich jednak przekonać, by rządu nie
opuszczali – choćby, szefa grupy swoich doradców, ministra w kancelarii premiera
Michała Boniego. Minister obrony narodowej Bogdan Klich – jak się dowiedzieliśmy
– już kilkakrotnie rozmawiał z szefem rządu o swojej dymisji. Do tej pory jednak
Tusk był na tyle przekonujący, by namówić Klicha do pozostania, choć szef MON
swoje trwanie na stanowisku przypłacić miał załamaniem nerwowym.
Choć Bogdan Klich nie cieszy się poważaniem wśród generałów, to argumentami, na
razie nie do podważenia, okazały się stwierdzenia premiera o konieczności
"trzymania fasonu". Dymisja szefa MON w kontekście katastrofy smoleńskiej
mogłaby zostać potraktowana jako wyciągnięcie odpowiedzialności wobec winnego, a
więc przyznania się ekipy Tuska do odpowiedzialności za zaniedbania przy
organizacji lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Dodatkowo, sytuację
Klicha zdaje się komplikować opozycja, wskazująca go jako jednego z głównych
odpowiedzialnych za niewłaściwą organizację wylotu prezydenta na uroczystości w
Katyniu, a w konsekwencji żądająca dymisji szefa MON.
Skoro jednak sam premier nie decyduje się na wyciągnięcie odpowiedzialności,
opozycja zapowiedziała złożenie wniosku o wotum nieufności dla ministra Klicha.
– Powody wniosku są oczywiste. Podstawową przesłanką do odwołania Bogdana Klicha
są bezprecedensowe katastrofy lotnicze za czasów pełnienia przez niego funkcji
ministra – poinformował Jarosław Kaczyński, prezes PiS. Oprócz katastrofy
Tu-154, za rządów Klicha doszło chociażby do katastrofy wojskowego samolotu CASA
w Mirosławcu, w której zginęli wyżsi oficerowie polskiego lotnictwa.
"W jednej śmierć poniósł kwiat polskiego lotnictwa, a w drugiej zginął prezydent
Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński oraz 95 obywateli państwa polskiego, w
tym wielu generałów Wojska Polskiego. Ponadto minister Klich nie podjął
jakichkolwiek działań w obronie czci polskich oficerów, w tym generała broni
Andrzeja Błasika" – napisał w oświadczeniu prezes PiS.
Po dymisji Klicha premier Tusk musiałby się jednak zmierzyć z kolejnym problemem
– znalezieniem następcy ministra obrony narodowej. Chętnych jednak do zajęcia
gabinetu ministra przy Klonowej 1, którzy byliby skłonni firmować swoją twarzą
poczynania ekipy Donalda Tuska w polskiej armii, jednak brakuje, zwłaszcza na
kilka miesięcy przed wyborami. Sam Klich zadeklarował wczoraj na antenie TVP
Info, iż cały czas pozostaje do dyspozycji premiera "od samego początku swojego
urzędowania". – Ministrem się bywa, człowiekiem się jest – oświadczył tajemniczo
szef MON.
Po tragedii smoleńskiej ministrowi Klichowi wytykano, iż lekkomyślnie zgodził
się, aby – wbrew zdrowemu rozsądkowi – najwyżsi dowódcy wojskowi na uroczystości
w Katyniu udali się wspólnie na pokładzie jednego samolotu. Zwracano też uwagę,
że ciągle odkładany był przez MON zakup nowych samolotów dla 36. Specjalnego
Pułku Lotnictwa Transportowego, choć minister zdawał sobie sprawę, że maszyny
będące na wyposażeniu pułku nie zapewniają najważniejszym osobom w państwie
bezpiecznych przewozów. Ministrowi przypisywano również odpowiedzialność za
regres szkolenia w armii, m.in. pilotów. Wiele zastrzeżeń budziła także kwestia
wyposażenia naszych żołnierzy w Afganistanie.

 

Artur Kowalski

drukuj