Radio Maryja: dar i zadanie

Radio Watykańskie ma już 75 lat i z tej okazji Ojciec Święty Benedykt XVI
zaszczycił siedzibę Radia swoją obecnością, wygłaszając spontaniczne przemówienie
do pracowników tej instytucji. Słuchając 3 marca relacji z tego wydarzenia
w audycji Radia Watykańskiego, a potem czytając odnośny tekst uzyskany przez
internet, odnosiłem wrażenie, że cały czas Benedykt XVI mówił o Radiu Maryja.
Wszystko bowiem, co mówił w Watykanie, zgadza się "kropka w kropkę" z
tym, co się dzieje w Toruniu przy ulicy Żwirki i Wigury. Powiedział Papież,
że Radio Watykańskie jest tym głosem, "poprzez który można rzeczywiście
wypełniać polecenie Chrystusa: 'Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu aż
po krańce ziemi’. Dziś głos Radia Watykańskiego dociera do wszystkich części
świata, do tak wielu domów, i – jak zostało powiedziane – przede wszystkim
jest to piękna wymiana, ponieważ Rozgłośnia nie tylko mówi, lecz także otrzymuje
odpowiedzi w prawdziwym dialogu, aby rozumieć i dawać odpowiedzi i budować
w ten sposób rodzinę Bożą. Wydaje mi się, że na tym polega znaczenie (sens)
tego rodzaju środka komunikacji: pomagać w budowie tej wielkiej rodziny, która
nie zna granic, w której przy różnorodności kultur i języków wszyscy są braćmi
i siostrami, stając się w ten sposób siłą pokoju. Pragnę życzyć wszystkim,
którzy mnie w tym momencie słuchają, aby się czuli rzeczywiście włączeni w
ten wielki dialog prawdy. W świecie mediów, komunikacji społecznej nie brak,
jak wiemy, także głosów przeciwnych (głosów sprzeciwu). Dlatego jest tym bardziej
konieczne, aby istniał ten głos, który rzeczywiście chce oddać się na służbę
prawdzie, służbę Chrystusowi i w ten sposób służyć pokojowi i pojednaniu w
świecie" (Zenit, 3 marca).

"Walka o wiarę"
Osobno, w specjalnie przygotowanym przemówieniu jubileuszowym, Benedykt XVI
wyraził hołd i wdzięczność wszystkim, którzy przysłużyli się sprawie rozwoju
Radia Watykańskiego, przypominając główne etapy historii tej rozgłośni. Ojciec
Święty przypomniał wyjątkową rolę Radia Watykańskiego w czasie II wojny światowej,
kiedy Pius XII w swoich wspaniałych orędziach budził otuchę i ożywiał nadzieję
udręczonych społeczeństw. W czasie panowania imperium komunistycznego Radio
pomnożyło swoje programy i transmisje, aby "przekazać społeczeństwom
chrześcijańskim uciskanym przez reżymy totalitarne, świadectwo bliskości
i solidarności Papieża i Powszechnego Kościoła". Wielu z nas pamięta,
jakim pokrzepieniem dla Polaków była w czasie stanu wojennego prowadzona
przez Jana Pawła II systematyczna modlitwa za Ojczyznę kierowana do Pani
Jasnogórskiej. Pomimo brutalnego zagłuszania przez komunistów głos Papieża
– pełen bólu a zarazem nadziei i wiary w moc Królowej Nieba – dochodził na
falach Radia Watykańskiego do serc Polaków, budząc wiarę w zwycięstwo prawdy,
wolności i solidarności. Nawiązując do fragmentu Listu św. Pawła do Tymoteusza,
Benedykt XVI podkreślił, że misja ewangelizacyjna prowadzona przez Radio
Watykańskie jest "walką o wiarę" (1 Tm 6, 12). Na koniec Papież
życzył wszystkim szczególnej opieki Najświętszej Dziewicy Maryi, "Gwiazdy
nowej ewangelizacji" (Zenit, 3 marca).
Śledząc z uwagą słowa Ojca Świętego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to
wszystko, co powiedziano pod adresem Radia Watykańskiego, a nawet w ogóle radia
ewangelizacyjnego, odnosi się bez żadnego wyjątku do Radia Maryja. Pomijam
szczegóły czysto historyczne (prof. Marconi, Pius XI i Pius XII), ale wszystko,
co dotyczy istoty posłannictwa takiego radia, zgadza się z tym, co dzieje się
w Radiu Maryja.
Jestem osobiście wdzięczny Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI za podkreślenie tego
aspektu służby radiowej, którym jest "budowanie rodziny Bożej". Każdy
bezstronny obserwator, a zwłaszcza słuchacz, musi przyznać, że od początku
swego istnienia Radio Maryja "buduje rodzinę Bożą". Istotnie, zawiązała
się rychło i rozwinęła "Rodzina Radia Maryja", która wcale nie jest
grupką zainteresowaną egoistycznymi interesami czy zgromadzeniem "wzajemnej
adoracji". Idea rodziny sięga tu głębiej, szerzej, dalej. Pojęcie "rodziny" przecina
się tu wewnętrznie (jak ktoś chce: transcendentnie) z pojęciem Kościoła, jak
to pojęcie zostało zdefiniowane w dokumentach Soboru Watykańskiego II i często
bywało przedmiotem głębokiej refleksji Jana Pawła II.
Kościół polski przez lata okupacji komunistycznej został w ogromnej mierze
stłamszony, poniżony, ograniczony w swoich możliwościach samoorganizacji, inicjatywy,
twórczości, ekspansji ewangelizacyjnej. Robiono wszystko, aby w życiu publicznym
Kościół przestał być obecny, widzialny, żywy, promieniujący – szczególnie w
wymiarze kultury. W swoim czasie jakiś dziennikarz zagraniczny pytał ks. Prymasa
Wyszyńskiego, czy to prawda, że Żydzi są w Polsce prześladowani. Ksiądz Prymas
dowcipnie, lecz trafnie odpowiedział: "Czy Żydzi są prześladowani, tego
nie wiem; ale wiem, że jest w Warszawie Teatr Żydowski, natomiast Teatru Katolickiego
nie ma" (cytowane z pamięci). Rzeczywiście naszą kulturę zaokupowali różni
ludzie "niewiadomego pochodzenia", natomiast katolicy nie mieli głosu
w nauce, w publicystyce, w życiu artystycznym, w aktywności społecznej, nie
mówiąc już o życiu politycznym, które jest naturalnym prawem każdego narodu,
nawet jeśli ten naród jest przez jakieś "nieszczęście" narodem katolickim.
Niszczenie wszystkich form życia katolickiego, które działoby się "poza
zakrystią" doprowadziło do zburzenia bardzo wielu naturalnych więzów łączących
ludzi i tak naprawdę Polacy mogli czuć się jednością tylko w rodzinach oraz
w parafiach, o ile te były rzeczywiście prowadzone według modelu rodziny, a
nie spółdzielni rejestrującej narodziny, śluby i zgony. Głosem, który w jakimś
stopniu budził poczucie jedności, był głos ks. kardynała Hlonda, potem Prymasa
Wyszyńskiego i oczywiście – głos Jana Pawła II. Ale to był głos, który – jeśli
nie znalazł trwałego zakorzenienia – szybko się ulatniał, nie zostawiając trwałego
skutku w organizmie Narodu. Było potrzebne istnienie i działanie jakiegoś organu,
który uruchamia swoisty "krwiobieg" prawdy, informacji, formacji,
pobudza do samoorganizacji, otwiera nowe przestrzenie dialogu i spotkania w
miłości, w radości uczestnictwa w tej samej Prawdzie. Dla pewnych grup takim
czynnikiem pozwalającym przeżyć doświadczenie rodziny Kościoła były pielgrzymki.
Ale pielgrzymki się kończą, a życie toczy się nadal "w ciemnej dolinie",
nad którą latają "kruki i wrony" gotowe rozdziobać kiełkujące ziarna
Bożego życia. Pewne pisma katolickie nie nadążały za potrzebami o wymiarach
społecznych, pewne pisma, uchodzące z "przyzwyczajenia" za katolickie,
zmieniły nieznacznie i podstępnie swój profil, oferując czytelnikom zawężony
profil prawdy. Dlatego jest potrzebny głos, który stale dociera do wszystkich,
nie tylko z chłodną informacją, ale z przekazem prawdy, niosącej zarazem przesłanie
miłości jako więzi budującej rodzinę, ale i budzącej poczucie odpowiedzialności.
Potrzebny jest głos, który budzi, niepokoi, a nawet gniewa niektórych ("gniewajcie
się, ale nie grzeszcie"), głos, który otwiera oczy na istotne problemy
dotykające całego narodu i całego Kościoła. Głos, który każe zrewidować utrwalone
z nawyku schematy myślowe i dociera do sumienia jak lancet lekarza dotykającego
chorej tkanki. Potrzebny jest głos, który mówi o wszystkim, co interesuje i
powinno interesować całą rodzinę narodową, nie pozwalając na zamykanie się
w kręgu ciasnej kliki prywatnych interesów. Jest wiele do zrobienia w Polsce,
zanim staniemy się jedną Rodziną – i oprócz wszelkich innych form aktywności
– potrzebne jest działanie takiej rozgłośni katolickiej, jaką jest Radio Maryja.

Metoda otwartego dialogu
Dzięki temu, że Radio Maryja posługuje się metodą otwartego dialogu, Naród
może jak gdyby rozmawiać ze sobą samym i Naród może mieć pewność, że nie
jest oszukiwany, gdyż każdą wypowiedź można skonfrontować z rzeczywistością.
Słuchacze zaczynają się orientować, co jest problemem całego państwa i w
jaki sposób wszyscy są odpowiedzialni za rozwiązanie podobnych problemów.
Radio tworzące Rodzinę uczy przeżywania ważnych spraw Ojczyzny w kategoriach
wspólnoty rodzinnej, a nie w kategoriach partyjnej walki dialektycznej, w
której często zwycięża tupet, krzyk i bicie pięścią.
Jest to ważna dziedzina wychowania, które dzieje się za sprawą Radia, choć
nie do wszystkich dociera sens i konieczność przezwyciężenia partyjnych i w
ogóle partykularnych perspektyw w rozważaniu zagadnień narodowych. Ta szczególna
misja wychowawcza, pełniona przez Radio, jest tą dziedziną aktywności, w której
Radio "wkracza" – i to legalnie – w politykę: ponieważ wychowuje
polityków. To wrogowie Kościoła wymyślili absurdalny frazes, że katolicy nie
mogą zajmować się polityką. Jeżeli politycy zgłaszają się do Radia, ponieważ
ufają radiu katolickiemu (bo jakiemu mają ufać?), to Radio dotyka polityki
w sposób rzeczywisty, ale nie w sposób polityczny, lecz w sposób moralno-wychowawczy.
I tego nikt temu Radiu nie może zabronić. Któż to bowiem wymyślił dogmat, że
katolickie media nie mogą mieć wpływu na ludzi, którzy tego wpływu szukają
i tego wpływu potrzebują. Owszem, ten wpływ się mieści organicznie i logicznie
w podstawowej misji ewangelizacyjnej, której radio katolickie nie może się
w żaden sposób wyrzec. Polityka również podlega ewangelizacji, ponieważ ludzie
polityki także mają prawo do zbawienia i też powinni wiedzieć, w jaki sposób
służba dobru wspólnemu jest – i ma być dla nich
– drogą do świętości.
W tej misji wychowawczej, podporządkowanej ewangelizacji życia publicznego,
Radio ma prawo nazywać rzeczy po imieniu i grzech nazywać grzechem, niesprawiedliwość
niesprawiedliwością, głupotę głupotą, warcholstwo i awanturnictwo parlamentarne
– zdradą i podłością, która dyskwalifikuje takich ludzi jako polityków. Tak
postępował wielki kaznodzieja polityczny ks. Piotr Skarga, który odważnie i
z mocą piętnował grzechy tych, którzy dzierżyli władzę w Polsce, a poprzez
egoizm, niezgodę i chciwość doczesnych korzyści, przygotowywali Polsce upadek.
Jakiego dzisiaj potrzeba kaznodziei, aby wskrzesić umarłe sumienia ludzi uwikłanych
w mafie ciemnych interesów, aby ożywić i oczyścić zmurszałe i tonące w zgniliźnie
dusze niewolników Złego, którzy zaprzedali się, by profanować rodzinę i małżeństwo,
demoralizować młodzież, mordować nienarodzone dzieci, niszczyć i poniżać religię
i Kościół oraz sprzedawać na nowo Polskę w niewolę międzynarodowych mafii?
Czy religia ma być tylko okadzaniem wciąż na nowo złoconych ołtarzy, a nie
raczej uwalnianiem człowieka i Narodu od wielorakiej niewoli kłamstwa, grzechu
i wszelkiej podłości, której nagromadzono wiele przez lata ohydy i pogardy
dla prawdy? Uwolnienie Polski z nawarstwionej przez rządy komunistyczne zgnilizny
jest konieczne, aby dzieło ewangelizacji Narodu odpowiadało prawdzie i historycznej
konieczności: aby człowiek mógł z dumą odkryć swoją ludzką godność, przyobleczoną
w blask Chrystusa, aby rodzina stała się znów Kościołem, w którym Trójca Przenajświętsza
odbiera cześć przez ofiarę świętej miłości, aby Naród odzyskał swoją tożsamość
polską i katolicką – jak to przypomniał niedawno Ojciec Święty Benedykt XVI
– i aby z wiarą i ufnością spojrzał w oczy historii, a zwłaszcza przyszłości,
w której ma się stać światłem dla innych narodów Europy. To może nastąpić tylko
przez ewangelizację, której treść stanowi głoszenie Chrystusa, który chce być
obecny w centrum wspólnoty ludzkiej, w sercu ludzkich spraw, owszem na tronie
Narodu i u źródła życia, które rodzi się ku wieczności, pod macierzyńską opieką
Najświętszej Maryi, Patronki Swego Radia i "Gwiazdy nowej ewangelizacji"
– jak to potwierdził obecny Papież. Stale się modlę, aby moce Niebios strzegły
tego Radia jako niezwykłego Daru Nieba i aby dzisiejsi nieprzyjaciele Radia
Maryja nawrócili się i razem z nami śpiewali Bogu Alleluja!

ks. prof. Jerzy
Bajda

drukuj