Rada Trwam Nierada

A już się wydawało, że na trzecim z rzędu wspólnym posiedzeniu obu komisji
posłowie będą w stanie przegłosować wniosek opozycji o skontrolowanie Krajowej
Rady. Szef Komisji ds. Kontroli Państwowej Arkadiusz Czartoryski (PiS) na
początku posiedzenia poinformował o wniosku o sprostowanie informacji zawartych
w pisemnych odpowiedziach na pytania posłów do przewodniczącego KRRiT Jana
Dworaka. Oponowała stojąca na czele sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu
Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO). – Takiego wniosku nie znamy. Na jakiej
podstawie nasza komisja stała się komisją śledczą? – pytała poseł Platformy. –
To nie komisja śledcza, poseł ma prawo pytać, a wniosek leży na stole
prezydialnym – tłumaczył Czartoryski.

Z tezami zawartymi w odpowiedziach Jana Dworaka polemizowała Lidia
Kochanowicz, dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis, właściciela Telewizji
Trwam. Fundacja zarzuca Janowi Dworakowi, że wprowadza posłów w błąd,
przekonując, iż Rada przestrzegała wszystkich procedur podczas postępowania
koncesyjnego. Chodzi o fakt, że już po terminie złożenia wniosków o przyznanie
koncesji na naziemne nadawanie cyfrowe niektóre spółki dokonywały zmian w swoich
dokumentach. Przykładem może być spółka STAVKA, która najpierw przedstawiła
ofertę kredytową z banku BGŻ, ale nie zapisano w niej okresu spłaty kredytu ani
stopy procentowej. Nie była to ani promesa, ani umowa kredytowa, a co więcej,
potem, już po terminie składania wniosków, STAVKA przedstawiła promesę kredytową
z BRE Banku. – KRRiT nie powinna tego uwzględnić – powiedziała Lidia
Kochanowicz. Drugi przykład dotyczy spółki Kino Polska. Najpierw zapewniała, że
będzie finansować emisję na multipleksie z obecnej działalności i przychodów z
reklam, a dwa tygodnie po terminie składania wniosków koncesyjnych uzupełniła
swój wniosek o zapis, że będzie finansowała tę działalność także przez emisję
nowych akcji w ofercie publicznej. Na tym jednak nie koniec wątpliwości.

Termin składania wniosków koncesyjnych mijał 4 marca 2011 r., a tymczasem 29
marca KRRiT wezwała innego z koncesjonariuszy – ESKĘ – do przysłania dokumentów
programowych i ekonomiczno-finansowych, w tym danych na temat przewidywanego
czasu reklamowego, czego nie było w ramówce. Tym samym KRRiT nie mogła wydać
pozytywnej opinii w kwestiach programowych stacji. Rada otrzymała to pismo
dopiero 18 kwietnia. – Jest to ewidentne uzupełnienie wniosku i Krajowa Rada
tego wniosku nie powinna uwzględniać – przekonywała Lidia Kochanowicz.

Dyrektor Fundacji Lux Veritatis podkreśliła, że Jan Dworak wprowadził posłów
w błąd, informując o sytuacji finansowej właściciela Telewizji Trwam. Nie jest
bowiem prawdą, że w 2011 r. Fundacja miała zacząć spłatę pożyczki, co wedle
KRRiT osłabiłoby jej zdolność do ponoszenia kosztów nadawania naziemnego.
Kochanowicz poinformowała, że spłata rozpocznie się dopiero w 2015 roku. Tak
samo jak finansów Fundacji nie obarczały wydatki inwestycyjne, nie miała też
zobowiązań wobec Skarbu Państwa. Dyrektor Kochanowicz zarzuciła KRRiT
tendencyjne i wybiórcze działanie. – Podobnej analizy Krajowa Rada Radiofonii i
Telewizji nie przeprowadziła wobec innych wnioskodawców – podkreśliła Lidia
Kochanowicz.

Jutro w "Naszym Dzienniku": wystąpienie Lidii Kochanowicz, dyrektora
finansowego Fundacji Lux Veritatis, na posiedzeniu sejmowych komisji: ds.
Kontroli Państwowej oraz Kultury i Środków Przekazu.

Poseł Zbigniew Kuźmiuk (PiS) nie krył, że argumenty Fundacji stawiają w innym
świetle wyjaśnienia Krajowej Rady przedstawione posłom. – Dwa razy występowałem
o porównanie wniosków finansowych firm, byłem zapewniany, że jakość finansowa
wniosków jest bez zastrzeżeń. W świetle tego, co przedstawiła dyrektor
Kochanowicz, pan przewodniczący Dworak mijał się publicznie z prawdą – mówił
Kuźmiuk. I apelował do Jana Dworaka o ustosunkowanie się do tych zastrzeżeń, a
do posłów Platformy Obywatelskiej o poparcie wniosku do NIK. – Dobrze by było,
aby rozdział dóbr rzadkich odbywał się poza podejrzeniem – podkreślał Kuźmiuk.
Jan Dworak uchylał się jednak od udzielenia dodatkowych informacji, zasłaniał
się tym, że Fundacja Lux Veritatis wystąpiła do Wojewódzkiego Sądu
Administracyjnego w Warszawie przeciwko KRRiT i dlatego nie może o wielu
kwestiach mówić, a cała wielotonowa dokumentacja z postępowania koncesyjnego
zostanie skierowana do sądu. Zapewnił jednocześnie posłów, że na wszystkie ich
pytania odpowie na piśmie. Przy okazji zgłosił pretensje, że posłowie już na
siedmiu posiedzeniach różnych komisji zajmowali się kwestią nieudzielenia
Telewizji Trwam koncesji na naziemne nadawanie cyfrowe. Zarzucił też stacji, że
transmituje posiedzenia komisji, aby "urabiać opinię publiczną". Jego zdaniem,
jest to konflikt interesów. – Każdy może wejść na salę, transmitować
posiedzenie. Proszę nie recenzować trybu posiedzeń komisji – ripostował
Arkadiusz Czartoryski.
Informacje przedstawione przez dyrektor Kochanowicz wywołały także poruszenie
wśród posłów PO i SLD, choć z innego powodu. Wśród nich zaczęły krążyć jakieś
dokumenty, którymi wymachiwała poseł Śledzińska-Katarasińska, a parlamentarzyści
głośno wymieniali uwagi, zagłuszając wystąpienie dyrektor Lidii Kochanowicz. –
Nie może tak być, że pani urządza cyrki, machając dokumentami. Apeluję o
uspokojenie – zwróciła się do szefowej komisji Małgorzata Sadurska (PiS). I
podkreśliła, że posłowie powinni skierować sprawę postępowania koncesyjnego do
NIK, bo to, co zrobiła KRRiT, jest żywcem wyjęte z powieści Orwella; "wszystkie
podmioty są równe, ale niektóre równiejsze". – Apeluję o to, aby dać szansę NIK
na skontrolowanie procesu koncesyjnego. Sąd administracyjny nie bada
uznaniowości, tylko procedurę, a tu oprócz złamania procedury są wątpliwości
uznaniowego postępowania KRRiT – mówiła Sadurska.

Śledzińska-Katarasińska nie ustępowała i przekonywała, że żadna komisja
sejmowa nie ma prawa rozpatrywać kwestii uznaniowych w procesie koncesyjnym. Jej
zdaniem, jeśli odpowiedzi udzielone posłom są niezgodne z prawdą, to obciąża to
KRRiT. – Można dopytać Krajową Radę o szczegóły. Ale ten tryb procedowania jest
niewłaściwy – stwierdziła przewodnicząca sejmowej komisji kultury. – Nie ma nic
niewłaściwego w pytaniach posłów – odpowiadał szef Komisji do spraw Kontroli
Państwowej.
Posłowie zarzucali też przewodniczącemu KRRiT lekceważenie społecznych protestów
przeciwko nieprzyznaniu miejsca na multipleksie cyfrowym Telewizji Trwam. Poseł
Anna Sobecka wypomniała Dworakowi, że publicznie kwestionował zebranie ponad 1,5
mln podpisów protestu i mówił, że KRRiT dostała ich zaledwie 35 tysięcy. – Czy
państwo zmierzają do konfrontacji, bo to oburzenie przestało wam przeszkadzać? –
pytała Sobecka. Dworak bronił się, że Krajowa Rada nie liczy tych podpisów. –
Nigdy nie kwestionowaliśmy liczebności podpisów, liczymy koperty, nie podpisy.
Jeśli jest ich 1,5 mln, traktujemy je z powagą jako głos opinii publicznej, ale
to nie może wpłynąć na nasze decyzje – mówił Jan Dworak.

Ale przewodniczący nie odniósł się za to do zarzutów poseł Sobeckiej o
manipulowanie danymi dotyczącymi oglądalności Telewizji Trwam. Ma ona mieć
podobno tylko 6 tys. odbiorców, podczas gdy z badań przeprowadzonych w 2009 r.
wynikało, że tę telewizję ogląda regularnie ponad 650 tys. widzów. – Eska Nord
miała w 2011 r. 6,5 tys. widzów i to nie przeszkadzało, aby udzielić koncesji
temu podmiotowi – podkreślała poseł Sobecka.

Joński prowokuje

Gdy wydawało się, że posłowie wreszcie przystąpią do głosowania nad wnioskiem
do NIK o zbadanie procesu koncesyjnego, wybuchła awantura wywołana przez
Dariusza Jońskiego z SLD, znanego z bezpodstawnej krytyki Kościoła i księży.
Poseł zaatakował Fundację Lux Veritatis i o. Tadeusza Rydzyka CSsR, twierdząc,
że Fundacja jest niewiarygodna finansowo, skoro 4,5 tys. zł grzywny, jaką sąd
ukarał dyrektora Radia Maryja (jest jednym z fundatorów Fundacji), zapłaciła
poseł Anna Sobecka, a nie Lux Veritatis. – Fundacja nie może zapłacić kary za
osobę fizyczną, majątek Fundacji należy do Fundacji, a nie do fundatorów –
przekonywała Lidia Kochanowicz. – W zgromadzeniu nie otrzymuje się pensji,
otrzymuje się jedzenie, spanie, pokój, biurko, nie ma się żadnej własności. To
stanowi konstytucja zgromadzenia – odpowiadał posłowi SLD o. Tadeusz Rydzyk.

Wystąpienie Jońskiego posłowie ocenili jako kompromitujące, obwiniali go o
głoszenie antyklerykalnych haseł, celową prowokację służącą zaognieniu atmosfery
na sali. – Panie Joński, niech pan nie kompromituje województwa łódzkiego –
apelował jeden z posłów (Joński został wybrany do Sejmu w tamtejszym okręgu).
Ale mleko się rozlało, parlamentarzyści zaczęli sobie przeszkadzać,
przekrzykiwać się, walić rękami w stół, składać różne wnioski formalne. –
Dyskusja była merytoryczna, dopóki Joński jej nie popsuł – podsumował poseł
Andrzej Jaworski (PiS). W końcu Arkadiusz Czartoryski uznał, że dalsze
prowadzenie obrad jest niemożliwe. I ogłosił przerwę do 14 marca.

Krzysztof Losz

drukuj