Rada na poprawienie wizerunku

Niedługo zastanawiał się Donald Tusk nad znalezieniem zajęcia dla
swojego przyjaciela, politycznego mentora i najbliższego doradcy, czyniąc go
szefem swojej Rady Gospodarczej. Jan Krzysztof Bielecki, bo o nim mowa, ledwie
miesiąc temu opuścił formalnie stanowisko prezesa największego prywatnego banku
w Polsce – Pekao SA, a teraz będzie już oficjalnie najważniejszym doradcą
premiera. Trzeba się jednak bliżej przyjrzeć temu, po co Rada Gospodarcza przy
Prezesie Rady Ministrów została tak naprawdę powołana, jakie będą jej
kompetencje i zadania, co dzięki temu nowemu organowi premier Tusk chce
osiągnąć, jakie cele ma też sam Bielecki. Bo najciekawsze informacje dotyczące
tej rady nie zostały podane do wiadomości, musimy ich szukać między wierszami
oraz polegać na nieoficjalnych przekazach
.

Przypomnijmy, że oprócz byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego w Radzie
Gospodarczej zasiadają również Dariusz Filar (w latach 2004-2010 członek Rady
Polityki Pieniężnej, a wcześniej główny ekonomista banku Pekao SA, którego
prezesem został wtedy Bielecki), prof. Witold Orłowski (główny doradca
ekonomiczny Pricewatershouse Coopers Polska, a wcześniej doradca ekonomiczny
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego) czy też Bogusław Grabowski (który w
życiorysie ma także zasiadanie w RPP, a teraz jest prezesem zarządu TFI
Skarbiec). Ponadto skład RG uzupełniają: socjolog Ireneusz Krzemiński (jedyny
nieekonomista w tym gronie), była prezes ZUS Aleksandra Wiktorow, prezes PZU
Andrzej Klesyk, prezes Banku Zachodniego WBK Mateusz Morawiecki, główna
ekonomistka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” Małgorzata
Starczewska-Krzysztoszek oraz główny ekonomista Reiffeisen Bank Polska Jacek
Wiśniewski. Trzeba też dodać, iż koordynacją prac rady zajmie się wiceminister
Adam Jasser z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Już sam skład rady wiele nam
mówi o tym, jak może wyglądać jej praca.
Musimy sobie bowiem uświadomić, że
profil RG powołanej przez Donalda Tuska jest bliski ideom lewicowo-liberalnym.
To zaś oznacza, że rada będzie charakteryzować się jednostronnym spojrzeniem na
sytuację gospodarczą państwa, na zmiany, jakie powinny w nim następować. To
zauważają nawet zwolennicy PO i rządu. Premier stracił niewątpliwie szansę na
to, by powołać szerokie, a przez to różnorodne gremium eksperckie, bo tylko
wtedy taka rada ma sens. Cóż z tego, że doradcy premiera mają poglądy zbliżone
bądź nawet tożsame z kierunkiem myślenia Donalda Tuska. Nie chodzi przecież o
to, by RG przytakiwała premierowi, ale jako organ doradczy rządu pomagała mu w
podejmowaniu najlepszych decyzji gospodarczych, służących Polsce i Polakom. A
chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że jedynie środowisko
polityczne i ideowe premiera ma monopol na wiedzę i na dobre pomysły
gospodarcze. Tymczasem w zamierzeniu premiera celem RG nie jest wcale tworzenie
eksperckiego zaplecza dla szefa rządu, lecz uzyskanie określonych korzyści
politycznych, zarówno w starciu z opozycją i prezydentem, jak i w rozgrywaniu
spraw koalicyjnych.

Ma prezydent, mam i ja

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że utworzenie RG przy premierze było
odpowiedzią Donalda Tuska na niedawne powołanie przez Lecha Kaczyńskiego
Narodowej Rady Rozwoju. Ta prezydencka rada jest o wiele większa od powołanej
przez premiera (liczy prawie 50 osób), bo skupia nie tylko ekonomistów i
przedstawicieli przedsiębiorców, ale także działaczy związkowych czy
samorządowych. Tusk może teraz pokazać, że i on ma znakomite zaplecze
eksperckie, które będzie mogło konkurować z radą prezydencką. To może być
całkiem sprytna taktyka PR-owska premiera, bo przecież mało kto zorientuje się w
takich niuansach jak ten, że NRR to rzeczywiście tylko ciało opiniotwórcze
prezydenta, bez większych kompetencji. A od RG przy premierze może rzeczywiście
sporo zależeć, bo przecież już podczas ceremonii powoływania jej członków
premier powiedział, że powinna ona „oceniać, czy koncepcje i pomysły rządu
dotyczące gospodarki są właściwe i nie wynikają z rutynowego działania”. W
dodatku już wiadomo, że RG będzie się zbierać przynajmniej raz na dwa tygodnie i
zapewne jej posiedzenia i komunikaty, jakie będą po nich wydawane, przyciągną
uwagę mediów, które będą je szeroko omawiać i komentować. Cokolwiek zaś ogłosi
Narodowa Rada Rozwoju już takiego ciężaru gatunkowego nie będzie miało, bo też i
NRR nie będzie się zajmować choćby oceną konkretnych projektów ustaw, jakie
przygotowują poszczególne ministerstwa i cała Rada Ministrów.
Powiedzmy sobie
szczerze, gdyby nie zbliżająca się kampania wyborcza, Donald Tusk żadnej rady by
nie powoływał – chodzi po prostu o pozbawienie Lecha Kaczyńskiego wszelkich
potencjalnych atutów wizerunkowych. Gdyby takie doradcze ciało było potrzebne
premierowi, to zostałoby już dawno powołane, nawet na początku kadencji, a
najpóźniej rok temu, gdy musieliśmy się zmagać z poważnym kryzysem finansowym.
Chyba że przy pomocy RG Tusk chce przykręcić śrubę swoim ministrom, a zwłaszcza
koalicjantom z PSL.

Bat na PSL

Rada Gospodarcza przy Prezesie Rady Ministrów nie jest ciałem konstytucyjnym,
teoretycznie nie ma żadnych mocy decyzyjnych. Ot, zebrało się grono ludzi
zaproszonych przez premiera, którzy będą mu doradzać. Ale szybko może ona zyskać
nieformalny wpływ na to, co będzie się działo w rządzie. Nie po to Tusk stawia
na czele takiego gremium swojego najbliższego powiernika politycznego, aby nie
dać mu władzy. Jest to swego rodzaju usankcjonowanie roli, jaką przy Tusku
spełnia Jan Krzysztof Bielecki. Z nieoficjalnych informacji wynika przecież, że
to Bielecki stał za wieloma decyzjami personalnymi premiera. To podobno on
wskazał Tuskowi Jacka Rostowskiego jako najlepszego kandydata na stanowisko
ministra finansów. To Bielecki miał radzić premierowi odwołanie ludzi mniej lub
bardziej zamieszanych w aferę hazardową, to także on miał ostatecznie odradzić
Tuskowi start w wyborach prezydenckich. Teraz już nikt nie będzie mógł
powiedzieć, że Jan Krzysztof Bielecki spiskuje po kryjomu z premierem, bo jest
przecież formalnie jego najważniejszym doradcą. Kierowanie RG sankcjonuje więc
pozycję Bieleckiego przy premierze.
Władzę Bieleckiego szybko mogą na własnej
skórze poczuć ministrowie. Kto wie, czy to nie oni najbardziej nerwowo będą
czekać na opinie i oceny wystawiane przez Radę Gospodarczą. Spotka się ona np. w
poniedziałek wieczorem, a już we wtorek na posiedzeniu rządu premier będzie
recenzował i odpytywał ministrów ze zgłaszanych przez nich pomysłów. I biada
temu, kto zostanie słabo oceniony przez Bieleckiego i innych członków rady.
Oczywiście ministrowie z PO nie będą mieli nic do powiedzenia, jak tylko przyjąć
i uznać „słuszną krytykę”, ale sprawy mogą się skomplikować, gdy RG zacznie
wchodzić w kompetencje koalicyjnych ministrów z PSL. Trudno oczekiwać, aby
wicepremier Waldemar Pawlak potulnie przyjął krytykę ze strony Bieleckiego i nie
zareagował, gdy jego pomysły będą często deprecjonowane i odrzucane. Zresztą
ludowcy piastują ważne ministerialne stanowiska gospodarcze (Pawlak – resort
gospodarki, Jolanta Fedak – pracy, Marek Sawicki – rolnictwa) i ich praca będzie
na pewno często oceniana przez radę. A przecież w przeszłości już nieraz Pawlak
zgłaszał projekty, które nie podobały się Tuskowi. Premierowi nie wypadało ich
deprecjonować, co teraz doskonale za niego zrobi Rada Gospodarcza. Dlatego przy
jej pomocy Tusk może rozgrywać z ludowcami choćby sprawę podatków rolnych i
przyszłości KRUS.
Na razie kierownictwo PSL zachowuje spokój. Poseł Stanisław
Żelichowski, przewodniczący klubu poselskiego ludowców, uważa, że powołanie Rady
Gospodarczej może być dobrym krokiem i może być ona pożyteczną instytucją.
Żelichowski nie traktuje też jej powstania jako wotum nieufności wobec
wicepremiera Waldemara Pawlaka. Ale już poseł Eugeniusz Kłopotek nie kryje, że
powołanie przez premiera Rady Gospodarczej to „prztyczek” dany ministrom
gospodarki, czyli także wicepremierowi Pawlakowi. Kłopotek odniósł się też do
spekulacji, że RG może być również elementem przygotowywania Jana Krzysztofa
Bieleckiego do funkcji wicepremiera odpowiedzialnego za sprawy gospodarcze –
mógłby on być ministrem bez teki, bo Pawlakowi nie odbierano by gabinetu.
Zdaniem posła Kłopotka, byłby to koniec koalicji PO – PSL. Ale taki scenariusz
jest możliwy, zwłaszcza bliżej końca kadencji, kiedy Platforma będzie chciała
skompromitować PSL, aby pogorszyć szanse ludowców na dobry wynik wyborczy.
Zwłaszcza gdy w zanadrzu byłby możliwy układ koalicyjny z lewicą. Dlatego
ludowcy z niepokojem będą obserwować działania RG i w razie potrzeby ostro z nią
walczyć, ponieważ będzie to także walka o polityczną przyszłość PSL. Tak czy
inaczej już krąży opinia, że po powołaniu RG wicepremierowi Pawlakowi pozostanie
już tylko nadzór nad kopalniami, bo resztę zabierze mu Jan Krzysztof
Bielecki.

Rada nasza ogromna

Obawy musi budzić już pierwsza opinia RG w sprawie złotówki. Rada uznała, że
jednym z największych zagrożeń dla naszej gospodarki w tym roku jest zmienność
kursu naszej waluty. Opinia ta nie jest oryginalna, bo wielu ekonomistów też
niepokoi się wahaniami wartości złotówki. Trudno też uznać, aby taka troska była
nieuzasadniona, bo jeśli złoty raz zyskuje na wartości, by za chwilę dużo
stracić, to trudno jest planować nie tylko działalność firmy, ale zwłaszcza
określić opłacalność kontraktów eksportowych i importowych.
Jednak w
sytuacji, gdy opinię na temat kursu walutowego podnosi rada działająca przy
premierze, trzeba postawić pytanie, czy nie jest to aby próba wywierania
„miękkiego” nacisku na Narodowy Bank Polski, aby ten prowadził taką politykę
monetarną, której oczekuje rząd? Prezes NBP Sławomir Skrzypek nie jest,
delikatnie rzecz ujmując, ulubieńcem premiera i koalicji, nieraz już miał na
pieńku z Tuskiem czy Rostowskim. Teraz może się więc spodziewać ataków także ze
strony Rady Gospodarczej, tym bardziej że w jej gronie zasiadają obecni lub byli
pracownicy dużych banków komercyjnych, które też mają swoje interesy, stojące
niekiedy w mocnej kolizji z działaniami podejmowanymi przez NBP wobec sektora
bankowego.
A skoro doradcy Tuska zaczną recenzować politykę takich instytucji
jak NBP, to realne jest zagrożenie, że to gremium może rościć sobie pretensje do
poszerzania zakresu swoich wpływów. A to byłoby już bardzo niebezpieczne dla
funkcjonowania państwa.
Zamiast zajmować się kwestiami przynależnymi NBP,
Rada Gospodarcza przy prezesie Rady Ministrów powinna się przede wszystkim
skupić na podpowiadaniu rządowi, jakie działania powinien on podejmować, aby
państwo wspierało rozwój gospodarczy zwłaszcza małych i średnich firm, ponieważ
to w tym sektorze jest zatrudnionych najwięcej pracowników. Ale RG będzie do
tego raczej niezdolna. Dlaczego? Bo mamy w niej nadreprezentację dużych
instytucji finansowych. W radzie zasiadają przede wszystkim makroekonomiści (co
robi w niej socjolog Ireneusz Krzemiński, to też zagadka), a brakuje w niej
ludzi zajmujących się mikroekonomią – funkcjonowaniem firm produkcyjnych czy
usługowych, czyli tej części gospodarki, w której musi radzić sobie ponad 90
proc. z kilku milionów polskich przedsiębiorców. Premier Donald Tusk nigdy nie
pokazał nam, że zna się na gospodarce, nie jest to niestety jego mocna strona.
Tym bardziej więc zaprzepaszcza jak na razie szansę zebrania wokół siebie
doradców, którzy podpowiedzieliby mu, w jaki sposób powinna być prowadzona
polityka gospodarcza państwa. Premier najwyraźniej tej wiedzy nie potrzebuje,
wystarczy mu PR, w którego budowaniu będzie mu pomagać Rada Gospodarcza.

Krzysztof Losz

drukuj