Rachunek dla Zapatero
Według ośrodków badania opinii publicznej minimalna przewaga, jaką
uzyskają ludowcy w dzień głosowania, wyniesie 15 punktów procentowych. Ten wynik
najprawdopodobniej jeszcze poprawi rozpoczynająca się kampania, która skupia się
na kwestiach gospodarczych.
Centroprawica Mariano Rajoya będzie przez najbliższe dwa tygodnie miała
ogromne pole do popisu przy wytykaniu błędów popełnionych przez zapaterystów w
ostatnich latach ich rządów. Na czele tej listy znajdzie się prawdopodobnie
wprowadzenie kraju w najgroźniejszy od dziesięcioleci kryzys, który objawia się
bezrobociem na poziomie 22 proc. – co jest niemal dwukrotnie wyższym wskaźnikiem
niż średnia w całej Unii Europejskiej. Ludowcy podkreślają także, że socjaliści
nie wykorzystali pozytywnych sygnałów płynących ze strony światowych gospodarek
o oznakach pokonywania kryzysu i wszystko wskazuje na to, że Hiszpania po raz
kolejny pogrąża się w recesji.
Głosowanie karzące
Komentatorzy zauważają, że wybory będą "głosowaniem karzącym", które pokaże, jak
Hiszpanie oceniają stan krajowej ekonomii i zarządzanie nią. Ustępujący premier
José Luis Rodriguez Zapatero, który zaznaczył, że nie zamierza ubiegać się
ponownie o tekę szefa rządu, winą za fatalną sytuację w kraju obarczył przede
wszystkim globalny kryzys finansowy. "Zaczęła się kampania wyborcza przytłoczona
sytuacją ekonomiczną" – głosi nagłówek dziennika "El Pais". "Kampanię o
bezrobociu czas zacząć" – tytułuje z kolei swój artykuł "El Mundo". Te tytuły
prasowe jasno pokazują, że debaty między przedstawicielami obu ugrupowań, które
zainaugurowała rozmowa telewizyjna nowego kandydata socjalistów na premiera
Alfredo Pereza Rubalcaby i szefa Partii Ludowej Mariano Rajoya, będą zdominowane
przez kwestię tworzenia nowych miejsc pracy. Z przełożenia wskaźników bezrobocia
na realne liczby wynika, iż blisko 5 milionów Hiszpanów pozostaje bez pracy, a
prawie 1,5 miliona gospodarstw domowych nie posiada stałego źródła dochodu.
Zdaniem szefa opozycji, poziom bezrobocia jest czymś "przekraczającym granice i
nieakceptowalnym". Jak przypomniał, tylko w październiku średnio 4350 osób
traciło pracę jednego dnia. 56-letni Mariano Rajoy pomimo przegrania dwóch
ostatnich wyborów generalnych utrzymał swoją pozycję w partii i tegoroczne jego
zwycięstwo wydaje się niemal przesądzone. Choć sam siebie przedstawia jako
polityka umiarkowanego, podkreśla, że następny rząd będzie musiał podjąć kroki
zdecydowane i wprowadzić kilka wprawdzie niepopularnych, ale radykalnych
decyzji.
Ślepa lewacka optyka
Eksperci twierdzą zgodnie, że socjaliści z PSOE zwyczajnie nie potrafili
zarządzać gospodarką kraju, a cenę za to płacą zwyczajni ludzie. – Ich
największym błędem było przyjęcie skrajnie radykalnej lewicowej optyki na
wszystkie sprawy. Kryzys ekonomiczny był niedostrzegalny aż do momentu, kiedy na
reakcję było już za późno. Z kolei polityka rodzinna polegała na nieustannym
sprowadzaniu katolików do roli głównego wroga całego społeczeństwa. Ponadto
polityka międzynarodowa również była prowadzona przez premiera Zapatero z
pogwałceniem wszystkich dotychczasowych tradycji. To musiało zniechęcić do
naszego kraju część światowych przywódców, a naszych rodaków zniechęcić do
premiera – wytyka błędy zapaterystów dr José Luis Orella z Uniwersytetu San
Pablo CEU w Madrycie. Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii Rajoy obiecywał
przywrócenie międzynarodowego zaufania do Hiszpanii oraz odzyskanie wsparcia
zagranicznych inwestorów, tak kluczowego w radzeniu sobie z redukcją bezrobocia
oraz spłatą zaciągniętych długów.
Do debaty z pewnością włączona zostanie także sprawa Grecji. Na europejskich
salonach nikt nie ukrywa, że w kolejce do scenariusza, jaki spotkał Ateny, tuż
obok Irlandii i Portugali stoi Hiszpania. Widmo niewypłacalności snuje się
zarówno nad Grekami, jak i Hiszpanami. Kampania PP odbywa się w związku z tym
pod hasłem "Dołączmy do zmiany", co ma podkreślać gotowość do redukcji deficytu
budżetowego zgodnie z wytycznymi Brukseli. Ludowcy proponują m.in. cięcia
podatkowe dla średnich i małych przedsiębiorstw, ulgi dla firm zatrudniających
młodych pracowników, bardziej elastyczne umowy o pracę i negocjacje wynagrodzeń.
Przede wszystkim jednak, jak podkreślają, najważniejsze będzie znaczne
ograniczenie kosztów generowanych przez budżetówkę oraz zmniejszenie
biurokracji, tak aby ułatwić np. otwieranie własnych przedsiębiorstw. Eksperci
jednak przestrzegają, że obietnice o redukcji zatrudnienia w urzędach mogą być
jedynie pustymi hasłami wyborczymi. – Jedyne cięcia, jakich doświadczymy w
budżetówce, to będą cięcia w służbie zdrowia i edukacji. Dlaczego nie w innych
obszarach? Już wyjaśniam – od czasów rządów gen. Franco, kiedy liczba urzędników
państwowych wynosiła pół miliona, administracja rozrosła się siedmiokrotnie.
Oznacza to, że we władzach centralnych i 17 samorządach regionalnych zasiada w
sumie 3,5 miliona pracowników. A proponowaną receptą na kryzys jest ograniczenie
ludziom dostępu do usług socjalnych. Członkowie wszystkich partii, czy to
ludowej, socjalistycznej, baskijskiej czy katalońskiej, rozlokowali się wygodnie
w tych urzędach. Nikomu więc, jak widzimy, z głównych sił politycznych nie
będzie zależało, by zmienić ten system – wyjaśnia dr Orella.
Życie na marginesie
Jak wyjaśnia ekspert, także sprawa zamieszania wokół euro odbije się echem wokół
kampanii. Fakt, że Grecja postawiła pod znakiem zapytania swój udział w strefie
wspólnej waluty, daje do myślenia także innym przywódcom państw strefy euro.
Doktor Orella przypomina, że Hiszpanie już przyzwyczaili się do euro, a żaden
ekonomista nie wskazuje na potrzebę porzucenia tej waluty. – Jednakże koszty
życia stają się coraz wyższe. Ceny mamy takie same jak w pozostałych krajach
eurostrefy, ale np. wypłaty są średnio o połowę niższe niż niemieckie. W czasie
kryzysu jak ten, dysponując własną walutą, kraj może ją zdewaluować i tym samym
wzmocnić eksport. Teraz taki zabieg nie wchodzi w ogóle w grę – wyjaśnia.
Wysoce prawdopodobne odsunięcie od władzy lewicowców budzi nadzieję na
ograniczenie wpływów agresywnego sekularyzmu, panującego obecnie w Hiszpanii,
przed którym ostrzegał wielokrotnie Ojciec Święty Benedykt XVI podczas
pielgrzymek do tego kraju. Sprawy ideologiczne najprawdopodobniej jednak nie
będą tak mocno sygnalizowane w obecnej kampanii. Także zwycięstwo PP nie
gwarantuje przywrócenia godnego miejsca wartościom katolickim, rodzinie i
zabezpieczeniu życia człowieka od momentu poczęcia. Jak wyjaśniają eksperci,
odwrócenie praw uchwalonych przez poprzedni rząd będzie bardzo trudne nawet przy
znacznej większości głosów. – Naciski lewackiego lobby, aborcyjnego czy
homoseksualnego, są tak duże, że nie sposób z nimi walczyć, nie narażając się na
frontalną krytykę w mediach. Także ich wpływy w Partii Ludowej są silne. Jako
przykład podam tu kwestię tzw. pigułki po, która, jak wiadomo, jest środkiem
poronnym, ale dla wielu przedstawicieli PP jej użycie jest dozwolone, jeśli
wynika z zaleceń lekarza. Tu
Łukasz Sianożęcki
