Pytanie „dlaczego” jest naturalne w tej sytuacji
Z Pawłem Kowalem, wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie PiS,
posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy),
rozmawia Marta Ziarnik
Kilka godzin po katastrofie Tu-154M przyjechał Pan razem z Jarosławem
Kaczyńskim do Smoleńska. Tam też doszło do spotkania z premierem Rosji
Władimirem Putinem. O czym Panowie rozmawiali?
– Kiedy
przyjechaliśmy do Smoleńska, na miejscu byli już premierzy Polski i Rosji; nie
uczestniczyliśmy jednak w ich rozmowach. Po odwiedzeniu miejsca tragedii i
identyfikacji ciała pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego trwały rozmowy, w jaki
sposób pan prezydent powinien zostać pożegnany w Rosji, jak powinna wyglądać
ceremonia i jakie formalności jeszcze trzeba spełnić. Początkowo wydawało się,
że potrwa to około 3-4 godzin, w związku z czym delegacja Jarosława
Kaczyńskiego, czekając na finał tych prac, zatrzymała się w hotelu. Po kilku
godzinach otrzymaliśmy informację, że rosyjski premier chciałby jeszcze
przedyskutować koncepcję ceremonii pożegnania. Wówczas z ambasadorem RP w Rosji
pojechaliśmy na spotkanie z premierem Putinem, z którym rozmawialiśmy, w jaki
sposób powinny wyglądać wszystkie szczegóły. Warunki były, oczywiście,
nadzwyczajne. Wszyscy mieli świadomość tego, iż nie dość że podobne katastrofy
zdarzają się bardzo rzadko, to dodatkowo rzadkością w skali historii jest
katastrofa z tyloma ważnymi osobami na pokładzie. Myślę, że trudno byłoby
znaleźć precedens w historii Europy, gdzie w jednym momencie zginęło całe
dowództwo wojska. Nawet w czasie wojny to się nie zdarza. Myślę, że Władimir
Putin miał tego świadomość i nasza rozmowa przebiegała w warunkach, kiedy
wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że ta sytuacja jest nadzwyczajna.
Strona rosyjska naciskała, żeby pożegnanie prezydenta odbyło się w
Moskwie?
– Były różne warianty, propozycje. Wśród nich rozważana
była także opcja, aby pożegnanie odbyło się właśnie w Moskwie. Ale po rozmowach,
w których uczestniczył m.in. ambasador i przedstawiciele naszego rządu, strona
rosyjska przyjęła do wiadomości stanowisko rodziny, tych, którzy przyjechali z
panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Ostatecznie zdecydowano więc, że
pożegnanie pana prezydenta nastąpi w Smoleńsku, bez wyjazdu do Moskwy.
Dlaczego premier Putin w pierwszej kolejności chciał spotkać się z
Donaldem Tuskiem, a nie z Jarosławem Kaczyńskim?
– Brak mi pełnych
przesłanek, aby oceniać to, czego chciał premier Putin. Nie potrafię się
wypowiadać za stronę rosyjską i nie chciałbym wchodzić w tę rolę. Ze względu na
delikatność sprawy nie chciałbym także snuć rozważań, czy też przedwcześnie
przedstawiać swoich opinii, które mogłyby być wzięte za autorytatywny opis
rzeczywistości.
Konwój, w którym jechał Pan razem z Jarosławem Kaczyńskim, był
wstrzymywany i na miejsce katastrofy przybył dopiero po przyjeździe premiera
Donalda Tuska, który przecież przyleciał do Rosji znacznie później. Kiedy Pan
wraz z prezesem PiS przybył do Smoleńska, premierzy Polski i Rosji byli już po
rozmowie.
– Jeśli chodzi o ocenę tego, to uważam, że każdy musi
sobie sam takową wyrobić. Jeśli pani uważa, że tę sprawę należałoby drążyć, to
myślę, że trzeba o to pytać kogoś z rządu. Ja mogę tylko potwierdzić, że tak
było i że po przekroczeniu granicy rosyjsko-białoruskiej poruszaliśmy się bardzo
wolno i faktycznie bardzo długo trwało, zanim dotarliśmy do Smoleńska.
Jeden z polskich posłów na miejscu katastrofy usłyszał z ust
rosyjskiego funkcjonariusza słowa: „Chcieliście mieć swoje święto, to je
macie”.
– Ta sytuacja była na pewno bardzo stresująca dla wszystkich
i nie wyciągałbym wniosków odnośnie do wszystkich Rosjan na podstawie jednej
wypowiedzi, którą ktoś w tym czasie mógł usłyszeć. Jeśli chodzi o Rosjan, z
którymi miałem okazję się zetknąć, to zachowywali się z wielkim szacunkiem dla
śmierci. Osobiście miałem wrażenie, że obywatele rosyjscy, których spotykałem na
ulicy, jak również nasz kierowca i pracownicy hotelu, byli wobec nas bardzo
życzliwi, że starali się nam pomóc. Niewykluczone, że w tym wszystkim zdarzały
się też takie negatywne wypowiedzi. Nie oceniałbym jednak na tej podstawie
wszystkich Rosjan. Myślę, że jeśli ktoś okazywał współczucie czy inne dobre
intencje, to trzeba to przyjąć. Natomiast bardzo ważne jest to, żeby nie mieszać
tego z polityką. I jeśli mnie coś niepokoi, to właśnie to, że niektórzy te
pozytywne gesty rosyjskie przyjmują jako zmianę polityczną. Nic na to bowiem nie
wskazuje. Kolejne tygodnie nie usunęły sprzeczności strategicznych pomiędzy
Polską a Rosją. I myślę, że aby być wiarygodnymi i uczciwymi, musimy zwrócić
uwagę na to, co było dobre, nie szukać jedynie negatywnych zachowań u Rosjan.
Ale także musimy powiedzieć o tym, że sprzeczności strategiczne pozostają i że
nie możemy mieszać emocji z polityką w takim stopniu, iż później nie będziemy
mogli nic zrobić. Czy to w sferze energetyki, bezpieczeństwa, polityki w Europie
Środkowej, czy też wreszcie w sprawach historycznych, zostają ogromne bariery,
które trzeba będzie pokonać. I polscy politycy muszą być gotowi do tego, by mimo
żałoby skutecznie reprezentować polski interes – pamiętać, jakie było polskie
stanowisko np. w sprawie kwalifikacji prawnej Katynia jako ludobójstwa. Po
drugie, muszą także zadawać sobie pytanie o to, jakie intencje mają politycy
innych krajów. Żeby być dobrym politykiem, musi on zawsze pytać o to, jakie
intencje ma inny polityk. Musimy zwracać uwagę na to, dlaczego w sferze
politycznej Rosja zachowuje się dzisiaj tak, a nie inaczej. Musimy to widzieć w
kontekście rosyjskiej polityki na Ukrainie, nowej umowy o stacjonowaniu na
Krymie rosyjskiej bazy czy planach włączenia ukraińskiego systemu energetycznego
do Gazpromu, Gazociągu Północnego itd.
Senator Włodzimierz Cimoszewicz stwierdził przed kilkoma dniami, iż
„prokuratura nadzoruje śledztwo tak, jakby chodziło o włamanie do garażu na
Grochowie”. Czy zgodzi się Pan z tą wypowiedzią?
– Włodzimierz
Cimoszewicz wyraził niepokój, który odczuwa wiele osób. Rząd najrzadziej co
kilka dni powinien informować opinię publiczną o kolejnych szczegółach. W każdym
kraju na świecie tego rodzaju śledztwo byłoby pod nadzwyczajnym nadzorem rządu,
a myśmy przez kilka tygodni nawet nie wiedzieli, o której godzinie była
katastrofa. Przez kilka dni, bez podstaw w materiale dowodowym, były
rozpowszechniane w internecie wersje katastrofy obciążające pilotów czy nawet
niektórych pasażerów. Powtarzali to poważni komentatorzy i nie spotykało to się
z reakcją osób odpowiedzialnych za badanie katastrofy. Nie wiemy, kiedy i czy w
ogóle przylecą do Polski poddawane badaniom czarne skrzynki… Naturalne jest,
że ludzie pytają: „Dlaczego?”. To obowiązek każdego polskiego polityka pytać o
wszelkie szczegóły śledztwa, bez nich nie można go uczciwie oceniać. Nie ma
powodu, by taką postawę traktować jako antyrosyjską. Ci zaś, którzy rzucają
takie oskarżenia, gdyby się zastanowili, sami doszliby do wniosku, że w ten
sposób najbardziej szkodzą relacjom z Rosją. W sprawie śledztwa nie ma powodu
poprzestawać na ogólnych deklaracjach, że relacje z Rosją poprawiają się – takie
wypowiedzi mogą być nawet traktowane jako swego rodzaju polityczny nacisk.
Dziękuję za rozmowę.
