Przyganiał kocioł garnkowi
Czy aktywność, jaką przejawia ostatnio w mediach prof. Leszek Balcerowicz,
ma sugerować, że jest jakaś alternatywa dla gospodarczych planów premiera
Donalda Tuska? Jest to o tyle ciekawe, że krytykując coraz mocniej rząd,
Balcerowicz prezentuje się jako rzecznik emerytów, którzy w wyniku reformy mogą
mieć mniejsze świadczenia. Potwierdza to prof. Krzysztof Rybiński, były
wiceprezes NBP, dodając, że dług publiczny (jako tzw. ukryty) będzie rósł
jeszcze szybciej.
Finansów publicznych nie da się uzdrowić, zmniejszając wpłaty do II filaru (z
7,3 proc. do 2,3 proc. i docelowo do 3,5 proc. składki) tylko poprzez "większą
dawkę reform" – twierdzi Balcerowicz.
Warto się nieco zatrzymać nad pomysłami Balcerowicza, bo gdyby to jemu miało
wkrótce przypaść po raz kolejny "naprawianie" polskiej gospodarki, to mielibyśmy
dylemat w stylu – co gorsze: dżuma czy cholera. Dla ekonomistów różnych
politycznych opcji, oczywiście poza Platformą Obywatelską, której gospodarcze
rozwiązania firmuje minister Michał Boni, polonista z wykształcenia, nie ulega
wątpliwości, że grzebanie w emeryturach jest wyłącznie próbą ratowania finansów
publicznych. Rząd musi się wywiązać z zaleceń Komisji Europejskiej i sprostać
oczekiwaniom rynków finansowych, coraz mniej zainteresowanych kupnem polskich
obligacji. Nie idzie zatem o poprawę warunków życia obecnych i przyszłych
emerytów, ale o sztuczkę księgową. Taki też przekaz idzie od Balcerowicza, który
podpowiada, jak można zrobić to samo, ale lepiej. Po pierwsze prywatyzacja.
Balcerowicz już wyliczył, że sprzedając część akcji państwowych spółek
giełdowych, których wartość w styczniu 2011 roku szacuje na 100 mld złotych,
można "łatwo uzyskać" ok. 10 mld zł, czyli tyle, ile rząd chce zaoszczędzić na
proponowanych zmianach. A co z reformą OFE? Fundacja Leszka Balcerowicza, czyli
Forum Obywatelskiego Rozwoju, również na ten temat ma "własne pomysły", w tym
powierzenie zarządzania OFE towarzystwom funduszy inwestycyjnych (TFI). Każdy,
kto pamięta narodowe fundusze inwestycyjne (NFI), ten największy przekręt w III
RP, przyzna, że mechanizm ich działania był banalnie prosty. Państwowe spółki o
majątku 6 mld złotych (w 1995 roku) po 10 latach tzw. zarządzania straciły
połowę wartości. Upadały albo przechodziły na własność menedżerów z NFI, albo
pod dalsze "zarządzanie", co się wiązało z zawsze wysoką pensją dla menedżerów i
brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności za złe wyniki finansowe.
Podobnym, a może nawet "lepszym" pomysłem Balcerowicza wydaje się zasilenie TFI
w część składki z tytułu zarządzania OFE. A gdyby tak wszystkie instytucje na
polskim rynku finansowym podłączyć do naszych pensji w ramach obowiązkowej
części składki na emeryturę?
Balcerowiczowi, który przeszedł drogę od komunistycznego ekonomisty, reformatora
socjalistycznej gospodarki, do liberalnego doktrynera kapitalizmu, ciągle marzy
się taki drugi "powszechny program prywatyzacji".
Inne pomysły fundacji Balcerowicza to podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat,
włączenie do ogólnego systemu emerytalnego emerytur mundurowych i górniczych,
wstrzymanie zapowiadanego wydłużenia płatnych urlopów macierzyńskich, obniżenie
wysokości zasiłków chorobowych z 80 do 60 procent, likwidacja becikowego,
modyfikacja ulgi prorodzinnej i likwidacja ulgi na internet. Typowy lewicowy
liberał będzie się troszczył o wszystkich, ba, o cały świat. Jednak kiedy coś
postuluje, to najczęściej wbrew zwykłym, niezamożnym ludziom. Lewicowy liberał
nie wspomni o ograniczeniu zatrudnienia w administracji państwowej i
samorządowej, nie będzie się upominał o klarowne przepisy ułatwiające
funkcjonowanie gospodarki, o zmniejszenie horrendalnych pensji dyrektorów banków
i państwowych spółek giełdowych, o wyższym opodatkowaniu elity biznesu, nie
mówiąc o zniesieniu obowiązkowych składek na ZUS, milczy oczywiście o polityce
prorodzinnej państwa.
Pomysły Balcerowicza nakładają się na politykę społeczną Donalda Tuska
zwiększenia podatków i obciążeń kosztem najmniej zamożnych grup. Nie daje to
żadnych szans na przeforsowanie tzw. dodatku drożyźnianego, jaki zaproponowało
PiS. Opozycja chciałaby, aby dodatkowe przychody z wyższego podatku VAT były
kierowane w formie jednorazowej wypłaty dla najbardziej potrzebujących rodzin.
Ta propozycja to oczywiście, zdaniem lewicowych liberałów, czysty populizm. A
czymże, jak nie populizmem u Balcerowicza jest domaganie się od rządu rzetelnej
debaty na temat systemu emerytalnego? "Gdzie jest szacunek dla prawa?", "nie
wolno zrywać umowy społecznej" – gromi rząd Balcerowicz. Pyta nawet o zgodność
reformy emerytalnej z Konstytucją.
W 1989 roku, kiedy realizował antypolski plan gospodarczy Sorosa-Sachsa,
fałszywie nazwany "planem Balcerowicza", nie pytał społeczeństwa o zgodę. To
właśnie skutki tego planu (m.in. ograbienie ludzi z oszczędności, prywatyzacja
za bezcen, dominacja obcych banków, brak działań na rzecz wzrostu gospodarczego,
uprzywilejowanie partyjnej nomenklatury i gospodarczy egoizm tzw. reformatorów)
odczuwamy do dziś.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.
