Promować otwartość na dziecko i rodzinę
Rodzinie w Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie,
rozmawia Paulina Jarosińska
Zgadza się Pani z opinią reprezentowaną przez ministra finansów Jacka
Rostowskiego, że ulgi prorodzinne i ustawa becikowa w ogóle nie wpływają
na wzrost poziomu urodzeń, więc bez szkody można z nich zrezygnować?
– Zaczęłabym od tego, że wszelkie działania w zakresie polityki
ludnościowej mogą mieć efekty tylko wtedy, gdy są długofalowe. Ponieważ
ekipy rządowe się zmieniają i każda ma inny punkt widzenia w tym
aspekcie w zależności od tego, jaką opcję polityczną reprezentuje, mamy
do czynienia z działaniami doraźnymi i chwilowymi rozwiązaniami, a nie z
ukierunkowaną na lata polityką. Obecnie w Polsce nie mamy konsekwentnej
polityki w tym zakresie. Nie można wzrostu poziomu rozrodczości
uzależniać tylko od czynników ekonomicznych. Czynniki te są niewątpliwie
ważne i z pewnością nie można powiedzieć, że nie mają żadnego wpływu na
zachowania prokreacyjne, jednak w mojej ocenie, dużo ważniejsze jest
zaangażowanie ze strony państwa na płaszczyźnie instytucjonalnej.
Jakie na przykład działania powinny zostać podjęte w zakresie
polityki prorodzinnej? Co państwo może zrobić dla utrzymania pożądanego
poziomu dzietności w rodzinach?
– Przede wszystkim należy promować właściwe podejście do prokreacji i w
tym punkcie warto zauważyć, że oprócz względów finansowych, niezwykle
ważna jest polityka edukacyjna w tym zakresie, to znaczy formowanie
takich postaw życiowych, które są postawami otwarcia na dziecko i
rodzinę. Oprócz tego czynnikiem, który obecnie może powodować u młodych
ludzi lęk przed zakładaniem rodziny, jest sytuacja na rynku pracy.
Chodzi nie tylko o to, że młoda kobieta – potencjalna matka, może mieć
kłopoty ze znalezieniem pracy, ale także może się obawiać, że utraci
pracę po powrocie z urlopu wychowawczego, bo pracodawca – jeśli zechce –
zawsze znajdzie pretekst, aby ją zwolnić z dotychczasowego stanowiska.
Cały czas jest to nierozwiązany problem współczesnych kobiet. Inną ważną
kwestią jest opieka nad dzieckiem. Brakuje sensownego rozwiązania
również w tej materii. To również nie sprzyja pronatalistycznym postawom
w społeczeństwie.
Rząd powinien przede wszystkim, w Pani ocenie, realizować politykę
prorodzinną na płaszczyźnie instytucjonalnej. Jednak nie można
powiedzieć, że nawet doraźna pomoc, taka jak ulgi podatkowe, nie
poprawia sytuacji wielu rodzin w Polsce, bo chyba to również powinno być
jednym z założeń działań w tym zakresie?
– Oczywiście nie należy marginalizować znaczenia czynników
ekonomicznych. W ogóle trzeba powiedzieć jasno: poziom dzietności zależy
od bardzo wielu czynników, ale ogólna sytuacja ekonomiczna i polityka
rządu powinny sprzyjać jego utrzymaniu i ewentualnemu wzrostowi. Obecny
niewielki wyż jest sytuacją przejściową, ponieważ, jak już powiedziałam,
aby on się utrzymał, potrzebna jest długofalowa polityka prorodzinna.
Rząd powinien starać się, aby była ona konsekwentna – nie można w
zależności od koniunktury politycznej zmieniać jej założeń, ponieważ w
ten sposób nigdy nie będzie ona skuteczna. Należy ją ulepszać i
rozwijać. Nie wystarczą deklaracje, które nie przekładają się na
konkretne działania w praktyce. System wspierania rodziny jest u nas
ciągle słabo rozwinięty. Priorytetem w polityce rodzinnej powinno być
jego wzmacnianie, nie tylko poprzez działania o charakterze
ekonomicznym.
Dziękuję za rozmowę.
