Prokurator nie zachował umiaru

Z mec. Bogdanem Borkowskim, pełnomocnikiem rodziny Olewników,
rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki cel ma zażalenie na postanowienie o przeszukaniu w domu
Włodzimierza Olewnika?

– Przede wszystkim chodzi o sprawdzenie, czy to postanowienie o przeszukaniu
miało właściwe podstawy prawne. Przypomnę, że podstawą do przeszukania w
mieszkaniu jest art. 219 k.p.k., ale przepis nakazuje stosować przeszukanie w
celu pozyskania dowodów tylko wtedy, jeżeli istnieje uzasadniona podstawa, że
dowody rzeczowe mogą się tam znajdować. W naszym przekonaniu, bo zażalenie
sporządziliśmy wspólnie z mec. Ireneuszem Wilkiem, naruszono ten przepis.
Bezpodstawnie uznano, że w mieszkaniu Włodzimierza Olewnika (pokrzywdzonego w
sprawie), które przecież było dostępne dla funkcjonariuszy policji, a także
prokuratury przez 10 lat od uprowadzenia Krzysztofa, mogą znajdować się dowody,
i to obecne nie tylko w sposób przypadkowy, ale świadomie ukrywane przez
gospodarza bądź członków jego rodziny. Uznaliśmy, że takie rozumowanie jest
nadużyciem i powinno być zaskarżone. Jest także inny powód zaskarżenia.
Mianowicie, prokuratura wbrew art. 227 k.p.k. nie zastosowała umiaru w
prowadzonych czynnościach. Chodzi o sytuację Włodzimierza Olewnika, który,
przypomnę, ma status pokrzywdzonego. Ma zatem prawo do uzyskiwania informacji z
przebiegu śledztwa, możliwość uczestniczenia w czynnościach procesowych. Do tej
pory ten status nigdy nie był kwestionowany, a wręcz była współpraca. W tej
sytuacji przybranie do tych czynności przez prokuraturę środków – Włodzimierz
Olewnik mówi o kilkudziesięciu funkcjonariuszach policji z bronią – jest, w moim
przekonaniu, niezachowaniem tego umiaru. Pan Olewnik został potraktowany nie jak
osoba, z którą prokuratura powinna współpracować i mieć do niej zaufanie, ale
jako potencjalnie podejrzewany, co w odróżnieniu od podejrzanego w sensie
kodeksowym oznacza osobę, której w przyszłości mogą być postawione zarzuty.

Czynności się jednak dokonały.
– Owszem. Zażalenie przysługuje jednak każdej osobie, która stwierdza, że
naruszono prawo wobec niej lub go nadużyto. Jest to uprawnienie kodeksowe. To
sąd stwierdzi, czy do naruszenia prawa doszło i w jakim zakresie. Jest to także
sposób zwrócenia uwagi prokuraturze, by na przyszłość w sposób właściwszy
dobierano proporcje, a czynności, które są wykonywane w sprawie, były adekwatne
do okoliczności i sytuacji osób, które są przeszukiwane.

Podobne czynności odbyły się również w domach sióstr Krzysztofa Olewnika
– Danuty i Anny. Czy tu także możemy się spodziewać zażaleń?

– Wszystko wskazuje na to, że tak. Nie tylko Włodzimierz Olewnik o godz. 6.00 na
widok prokuratora i policjantów był zszokowany i zdumiony, lecz także jego
córki. W domu Danuty Olewnik były małe dzieci, które kompletnie zszokowane tą
sytuacją, nie rozumiejąc, co się dzieje, płakały. Zresztą skutki tego wejścia
policji o tak wczesnej porze sama pani Danuta, a przede wszystkim dzieci
odczuwają do dziś. Powstaje zatem pytanie, czy należało to robić w taki właśnie
sposób, czy nie można było zrobić tego przeszukania w ciągu dnia, jednocześnie
zachowując umiar. Przecież wspomniany art. 227 k.p.k. nakazuje pewne
zróżnicowanie przy wykonywanych czynnościach w stosunku do określonych osób.
Chodzi tu o osoby starsze, chore czy jak w tym przypadku niepodejrzewane ani
niepodejrzane. To jest przedmiotem zaskarżenia, a wszystko po to, aby wskazać na
naruszenia prawa, co naszym zdaniem nastąpiło, a także żeby zapobiec ewentualnym
podobnym sytuacjom na przyszłość. I to nie tylko w tej sprawie, ale także w
innych. Wszelkie działania, które naruszają prawo, powinny być piętnowane. Stąd
nasze zażalenie.

Czy działania śledczych oznaczają, że w śledztwie nastąpił przełom?
– Tak formułują to media po komunikacie prokuratury, która twierdzi, że
dysponuje dowodem na instruowanie porywacza przez uprowadzonego Krzysztofa
Olewnika, który dzwonił do rodziny, co w efekcie wywracałoby śledztwo do góry
nogami. Osobiście uważam, że taka ocena tych słów jest nieuprawniona i może
stanowić nadużycie. Trzeba bowiem bardzo dokładnie sprawdzić kontekst takiej
wypowiedzi, a jeżeli już nawet uznać, że Krzysztof wypowiedział te słowa w
obecności telefonującego porywacza, to należy wziąć pod uwagę okoliczności. Moim
zdaniem, suchej wypowiedzi, że mają jechać Jacek z Iwoną – przypomnę, że chodzi
tu o przekazanie okupu – nie można bezkrytycznie nazwać instruowaniem porywaczy.
Trzeba to ocenić w kontekście sytuacji, w jakiej znajdowała się ofiara
uprowadzenia.

Hipoteza dotycząca samouprowadzenia jest w ogóle prawdopodobna?
– W moim przekonaniu, w świetle dowodów, jakimi dysponuje prokuratura, ta
hipoteza nie jest prawdopodobna. Uważam, że powinna być, i zresztą była
sprawdzana bardzo dokładnie przez kilka lat od uprowadzenia Krzysztofa.
Przypomnę, że stanowiło to wręcz główne założenie w śledztwie, o co nawet
mieliśmy pretensje. Założenie to osłabiło bowiem czujność policji w pierwszym
okresie, spowodowało szereg zaniedbań, nie podjęto właściwych działań w celu
schwytania sprawców, co skutkowało nieodnalezieniem żywego Krzysztofa przez dwa
lata od uprowadzenia z domu. Weźmy chociażby słynny "anonim", który wskazał na
rzeczywistych sprawców porwania, a potem zabójstwa Krzysztofa, tymczasem
prokuratura i policja nie podjęły tego tropu, nie skorzystały z zawartych tam
informacji o osobach i prawdopodobnym miejscu przetrzymywania Krzysztofa,
uznając to za kolejny nieprawdopodobny sygnał. Czujność policji i prokuratury
mogła być osłabiona głównie poprzez przyjęcie hipotezy o samouprowadzeniu jako
najbardziej prawdopodobnej. Zaskoczony najściem prokuratora i policji o godz.
6.00 Włodzimierz Olewnik powiedział mi, że wszystko wskazuje na to, że śledczy
chcą tę wersję uwiarygodnić. Ważny w tej sprawie jest także aspekt medialny.
Okazuje się, o czym zresztą mówili Włodzimierz i Danuta Olewnikowie, że media
były o tych działaniach powiadomione, co potwierdzałby fakt, że czekały już
przed ich domami. To z kolei wywołało szereg spekulacji, które rodziły
podejrzenia w stosunku do Olewników.

Czy powrót do tej hipotezy ma w ogóle sens i jak w tej sytuacji można
rozumieć słowa Włodzimierza Olewnika, który powiedział, że śledztwo było i jest
prowadzone na niby?

– Oczywiście dokonania prokuratury w Gdańsku, która prowadzi szereg czynności,
wymagają oceny. Owszem, każdy dowód powinien być analizowany. Wydaje mi się
jednak, że zbyt pochopnie i nierozważnie powrócono do hipotezy o
samouprowadzeniu, która, moim zdaniem, jest nieuprawniona. W tej sytuacji nie
dziwię się Włodzimierzowi Olewnikowi, że tak to komentuje. Najpierw należałoby
przeanalizować wszystkie materiały, jakie zabezpieczono ostatnio w mieszkaniu
Krzysztofa, i nie forować z góry bardzo krzywdzącej hipotezy na podstawie
jedynego dowodu, który został zinterpretowany jako instruktaż dla porywaczy. To
za słaby argument, żeby wracać do wersji samouprowadzenia. Jak już wspomniałem,
nie można było tej wersji wykluczać na początku, ale wracanie dzisiaj do tego,
tylko na podstawie nagrania – które zostało zinterpretowane jako głos
Krzysztofa, jako instruktaż, budzi moje zastrzeżenia i wydaje się nieuprawnione.

Dziękuję za rozmowęZ mec. Bogdanem Borkowskim, pełnomocnikiem rodziny
Olewników, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki cel ma zażalenie na postanowienie o przeszukaniu w domu
Włodzimierza Olewnika?

– Przede wszystkim chodzi o sprawdzenie, czy to postanowienie o przeszukaniu
miało właściwe podstawy prawne. Przypomnę, że podstawą do przeszukania w
mieszkaniu jest art. 219 k.p.k., ale przepis nakazuje stosować przeszukanie w
celu pozyskania dowodów tylko wtedy, jeżeli istnieje uzasadniona podstawa, że
dowody rzeczowe mogą się tam znajdować. W naszym przekonaniu, bo zażalenie
sporządziliśmy wspólnie z mec. Ireneuszem Wilkiem, naruszono ten przepis.
Bezpodstawnie uznano, że w mieszkaniu Włodzimierza Olewnika (pokrzywdzonego w
sprawie), które przecież było dostępne dla funkcjonariuszy policji, a także
prokuratury przez 10 lat od uprowadzenia Krzysztofa, mogą znajdować się dowody,
i to obecne nie tylko w sposób przypadkowy, ale świadomie ukrywane przez
gospodarza bądź członków jego rodziny. Uznaliśmy, że takie rozumowanie jest
nadużyciem i powinno być zaskarżone. Jest także inny powód zaskarżenia.
Mianowicie, prokuratura wbrew art. 227 k.p.k. nie zastosowała umiaru w
prowadzonych czynnościach. Chodzi o sytuację Włodzimierza Olewnika, który,
przypomnę, ma status pokrzywdzonego. Ma zatem prawo do uzyskiwania informacji z
przebiegu śledztwa, możliwość uczestniczenia w czynnościach procesowych. Do tej
pory ten status nigdy nie był kwestionowany, a wręcz była współpraca. W tej
sytuacji przybranie do tych czynności przez prokuraturę środków – Włodzimierz
Olewnik mówi o kilkudziesięciu funkcjonariuszach policji z bronią – jest, w moim
przekonaniu, niezachowaniem tego umiaru. Pan Olewnik został potraktowany nie jak
osoba, z którą prokuratura powinna współpracować i mieć do niej zaufanie, ale
jako potencjalnie podejrzewany, co w odróżnieniu od podejrzanego w sensie
kodeksowym oznacza osobę, której w przyszłości mogą być postawione zarzuty.

Czynności się jednak dokonały.
– Owszem. Zażalenie przysługuje jednak każdej osobie, która stwierdza, że
naruszono prawo wobec niej lub go nadużyto. Jest to uprawnienie kodeksowe. To
sąd stwierdzi, czy do naruszenia prawa doszło i w jakim zakresie. Jest to także
sposób zwrócenia uwagi prokuraturze, by na przyszłość w sposób właściwszy
dobierano proporcje, a czynności, które są wykonywane w sprawie, były adekwatne
do okoliczności i sytuacji osób, które są przeszukiwane.

Podobne czynności odbyły się również w domach sióstr Krzysztofa Olewnika
– Danuty i Anny. Czy tu także możemy się spodziewać zażaleń?

– Wszystko wskazuje na to, że tak. Nie tylko Włodzimierz Olewnik o godz. 6.00 na
widok prokuratora i policjantów był zszokowany i zdumiony, lecz także jego
córki. W domu Danuty Olewnik były małe dzieci, które kompletnie zszokowane tą
sytuacją, nie rozumiejąc, co się dzieje, płakały. Zresztą skutki tego wejścia
policji o tak wczesnej porze sama pani Danuta, a przede wszystkim dzieci
odczuwają do dziś. Powstaje zatem pytanie, czy należało to robić w taki właśnie
sposób, czy nie można było zrobić tego przeszukania w ciągu dnia, jednocześnie
zachowując umiar. Przecież wspomniany art. 227 k.p.k. nakazuje pewne
zróżnicowanie przy wykonywanych czynnościach w stosunku do określonych osób.
Chodzi tu o osoby starsze, chore czy jak w tym przypadku niepodejrzewane ani
niepodejrzane. To jest przedmiotem zaskarżenia, a wszystko po to, aby wskazać na
naruszenia prawa, co naszym zdaniem nastąpiło, a także żeby zapobiec ewentualnym
podobnym sytuacjom na przyszłość. I to nie tylko w tej sprawie, ale także w
innych. Wszelkie działania, które naruszają prawo, powinny być piętnowane. Stąd
nasze zażalenie.

Czy działania śledczych oznaczają, że w śledztwie nastąpił przełom?
– Tak formułują to media po komunikacie prokuratury, która twierdzi, że
dysponuje dowodem na instruowanie porywacza przez uprowadzonego Krzysztofa
Olewnika, który dzwonił do rodziny, co w efekcie wywracałoby śledztwo do góry
nogami. Osobiście uważam, że taka ocena tych słów jest nieuprawniona i może
stanowić nadużycie. Trzeba bowiem bardzo dokładnie sprawdzić kontekst takiej
wypowiedzi, a jeżeli już nawet uznać, że Krzysztof wypowiedział te słowa w
obecności telefonującego porywacza, to należy wziąć pod uwagę okoliczności. Moim
zdaniem, suchej wypowiedzi, że mają jechać Jacek z Iwoną – przypomnę, że chodzi
tu o przekazanie okupu – nie można bezkrytycznie nazwać instruowaniem porywaczy.
Trzeba to ocenić w kontekście sytuacji, w jakiej znajdowała się ofiara
uprowadzenia.

Hipoteza dotycząca samouprowadzenia jest w ogóle prawdopodobna?
– W moim przekonaniu, w świetle dowodów, jakimi dysponuje prokuratura, ta
hipoteza nie jest prawdopodobna. Uważam, że powinna być, i zresztą była
sprawdzana bardzo dokładnie przez kilka lat od uprowadzenia Krzysztofa.
Przypomnę, że stanowiło to wręcz główne założenie w śledztwie, o co nawet
mieliśmy pretensje. Założenie to osłabiło bowiem czujność policji w pierwszym
okresie, spowodowało szereg zaniedbań, nie podjęto właściwych działań w celu
schwytania sprawców, co skutkowało nieodnalezieniem żywego Krzysztofa przez dwa
lata od uprowadzenia z domu. Weźmy chociażby słynny "anonim", który wskazał na
rzeczywistych sprawców porwania, a potem zabójstwa Krzysztofa, tymczasem
prokuratura i policja nie podjęły tego tropu, nie skorzystały z zawartych tam
informacji o osobach i prawdopodobnym miejscu przetrzymywania Krzysztofa,
uznając to za kolejny nieprawdopodobny sygnał. Czujność policji i prokuratury
mogła być osłabiona głównie poprzez przyjęcie hipotezy o samouprowadzeniu jako
najbardziej prawdopodobnej. Zaskoczony najściem prokuratora i policji o godz.
6.00 Włodzimierz Olewnik powiedział mi, że wszystko wskazuje na to, że śledczy
chcą tę wersję uwiarygodnić. Ważny w tej sprawie jest także aspekt medialny.
Okazuje się, o czym zresztą mówili Włodzimierz i Danuta Olewnikowie, że media
były o tych działaniach powiadomione, co potwierdzałby fakt, że czekały już
przed ich domami. To z kolei wywołało szereg spekulacji, które rodziły
podejrzenia w stosunku do Olewników.

Czy powrót do tej hipotezy ma w ogóle sens i jak w tej sytuacji można
rozumieć słowa Włodzimierza Olewnika, który powiedział, że śledztwo było i jest
prowadzone na niby?

– Oczywiście dokonania prokuratury w Gdańsku, która prowadzi szereg czynności,
wymagają oceny. Owszem, każdy dowód powinien być analizowany. Wydaje mi się
jednak, że zbyt pochopnie i nierozważnie powrócono do hipotezy o
samouprowadzeniu, która, moim zdaniem, jest nieuprawniona. W tej sytuacji nie
dziwię się Włodzimierzowi Olewnikowi, że tak to komentuje. Najpierw należałoby
przeanalizować wszystkie materiały, jakie zabezpieczono ostatnio w mieszkaniu
Krzysztofa, i nie forować z góry bardzo krzywdzącej hipotezy na podstawie
jedynego dowodu, który został zinterpretowany jako instruktaż dla porywaczy. To
za słaby argument, żeby wracać do wersji samouprowadzenia. Jak już wspomniałem,
nie można było tej wersji wykluczać na początku, ale wracanie dzisiaj do tego,
tylko na podstawie nagrania – które zostało zinterpretowane jako głos
Krzysztofa, jako instruktaż, budzi moje zastrzeżenia i wydaje się nieuprawnione.

Dziękuję za rozmowę

drukuj