Problemy z kompetencjami

Nadal nie wiadomo, kto ma podjąć decyzję w sprawie dalszych losów
szczątków m.in. odzieży ofiar katastrofy smoleńskiej. Szczelnie zamknięte
niszczeją one w magazynach rzeszowskiej firmy utylizacyjnej. Inspektorzy
sanitarni – cywilny i wojskowy, wskazują, że to nie jest ich kompetencja.
Pełnomocnicy rodzin ofiar wypadku sprzeciwiają się spaleniu tych szczątków,
wskazując, że stanowią one dowód w śledztwie.

Prokuratura wojskowa podtrzymuje swoje poprzednie stanowisko, że o dalszym losie
tych szczątków powinien zdecydować wojewódzki inspektor sanitarny w Rzeszowie. –
To on ma podjąć decyzję dotyczącą utylizacji – wskazuje kpt. Marcin Maksjan z
Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
– To nie należy do naszych kompetencji – odpowiada Dorota Gibała, rzecznik
Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie, i odsyła nas do
Wojskowej Inspekcji Sanitarnej w Krakowie. Tam z kolei słyszymy, że "teren firmy
Eko-Top nie jest terenem wojskowym" i powinna się tym zająć inspekcja cywilna.
Gibała ripostuje, że wojskowe służby próbują przerzucić na nich podjęcie
decyzji, ale powtarza, że stacja w Rzeszowie w tym względzie nie jest właściwa.

Pełnomocnicy rodzin ofiar uważają, że nie powinno się niszczyć tych szczątków. –
Będziemy próbowali odzyskać te rzeczy – mówi nam mecenas Bartosz Kownacki, jeden
z nich. – Mają one znaczenie dla postępowania dowodowego, ich zniszczenie byłoby
na tym etapie błędne – podkreśla. – Powinny zostać do dalszej dyspozycji
prokuratury – dodaje inny pełnomocnik adwokat Zbigniew Cichoń.
Decyzję o ich utylizacji podjęła jeszcze w maju wojskowa prokuratura prowadząca
śledztwo w sprawie katastrofy rządowego samolotu z prezydentem na pokładzie.
Uzasadniano, że fragmenty ubrań ofiar nie mają "żadnego znaczenia dla toczącego
się śledztwa". Prokuratura ponadto powoływała się na decyzję wojskowego
inspektora sanitarnego, który uznał je za "zakaźne odpady medyczne". Ze względów
formalnych sąd cofnął decyzję, nie powiadomiono bowiem o niej rodzin ofiar. W
ślad za tym decyzję o utylizacji wycofał główny wojskowy inspektor sanitarny płk
Tadeusz Nierebiński.
Rzeczy zdążyły trafić do rzeszowskiej spalarni odpadów medycznych i
przemysłowych Eko-Top. Ta firma utylizacyjna należy do Narodowego Funduszu
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie i Wojewódzkiego Funduszu
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie. Wówczas prokuratura poleciła
jej "przechowywanie bez określenia terminu". Jak poinformowano nas w Eko-Top,
szczątki ubrań są przechowywane w magazynie w szczelnie zamkniętych pojemnikach
zaplombowanych przez zleceniodawcę. Spółka nie odpowiedziała nam na pytanie, w
jakim stanie te szczątki się zachowały ani czy są przechowywane w obniżonej
temperaturze.
Prokuratura wojskowa podtrzymuje opinię o konieczności utylizacji tych
szczątków. Podobnie jak główny inspektor sanitarny Wojska Polskiego. –
Prokurator zwolnił je z czynności śledczych – podkreśla Nierebiński. Zwraca
uwagę, że są to strzępki ubrań zabrudzone krwią, itp., nie mają żadnej wartości
materialnej i dowodowej.
Pełnomocnicy rodzin ofiar już wcześniej zapowiedzieli zaskarżenie każdej decyzji
o utylizacji. – Gdy inspektor sanitarny uzna, że to powinno być zutylizowane, to
będziemy to skarżyć – mówi Kownacki. Nie wyklucza także pewnych wniosków
dowodowych.
Jak informowali adwokaci, początkowo rzeczy przywiezione z Moskwy i Smoleńska
były posegregowane i przyporządkowane do każdej z osób. Natomiast rzeczy,
których nie zwrócono rodzinom, zostały włożone do kilku worków. Niestety, nie
przechowywano ich w obniżonej temperaturze, przez co zaczęły gnić. Nierebiński
przyznał, że na dodatek wszystko zostało wymieszane.
 

Zenon Baranowski

drukuj