Prewencja jest najważniejsza

O problemie pijanych kierowców i bezpieczeństwie na drogach z młodszym inspektorem Andrzejem Chanieckim, komendantem miejskim policji w Radomiu, rozmawia Krzysztof Losz

Panie Komendancie, Radom jest kolejnym miastem, w którym będzie można publikować w prasie i telewizji nazwiska i twarze tych sprawców wypadków, którzy byli pod wpływem alkoholu. To był pomysł policji czy prokuratury?

– Rozmawialiśmy o tym z prokuratorami już dawno temu. Pomysł stopniowo dojrzewał i teraz prokuratura uznała, że nadszedł moment, aby takie kroki zastosować. Chcemy bowiem także w ten sposób zacząć walczyć ze zjawiskiem siadania za kierownicą przez osoby, które piły alkohol.

Co policja i prokuratura chcą przez to osiągnąć?

– Zależy nam przede wszystkim na prewencji, zapobieganiu takim przestępstwom, bo przecież od kilku lat kierowanie pojazdem – obojętnie, czy jest to rower, czy samochód – gdy we krwi ktoś ma ponad pół promila alkoholu, jest traktowane w kodeksie karnym jak przestępstwo. Mamy nadzieję, że opublikowanie wizerunku pijanego kierowcy w lokalnej prasie czy telewizji odstraszy wiele osób przed podobnym zachowaniem. Teraz taki kierowca jest anonimowy. Wiemy zaś z wieloletniej praktyki, że gdy potencjalnemu przestępcy grozi utrata anonimowości, wtedy powstrzymuje się często przed dokonaniem takiego czynu. W tym przypadku może być podobnie.

Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że publikacja wizerunku i danych personalnych będą też dodatkową karą dla kierowców…

– Na pewno tak, ja zresztą nigdy nie ukrywałem, że będzie to dodatkowa kara. Ale właśnie możliwość jej zastosowania ma największe znaczenie prewencyjne. Podam tylko jeden przykład. Wiele osób wykonuje zawody, jakbyśmy je określili, zaufania publicznego. Są to lekarze, prawnicy, nauczyciele, dziennikarze czy policjanci. I oni też czasami za dużo wypiją, a potem kierują samochodami. My akurat wyrzucamy z pracy każdego funkcjonariusza przyłapanego na jeździe po alkoholu, tak jest od dawna i nie ma żadnej taryfy ulgowej w tym względzie. W innych profesjach nie zawsze tak jest. Teraz jednak znany lekarz czy nauczyciel, którego przecież znają setki ludzi, ryzykuje swoją reputacją, gdy siądzie nietrzeźwy za kierownicę. A przyzna pan, że wstyd związany z tym faktem może mieć dalekosiężne skutki. Utrata reputacji jest w wielu przypadkach okolicznością uniemożliwiającą normalne wykonywanie zawodu.

Gdy w Polsce zaczęto publikować wizerunki pijanych kierowców, słychać było też głosy, że jest to łamanie praw obywatelskich. Nie boi się Pan takich oskarżeń?

– Nie. Takie głosy było słychać, to prawda, ale okazało się, że nikt w tym przypadku nie łamie prawa. Przecież nasz kodeks karny dopuszcza możliwość ujawnienia danych personalnych i wizerunku przestępcy skazanego przez sąd. Teraz będzie podobnie. Jeśli ktoś zostanie zatrzymany przez patrol policji i okaże się, że jest pijany, wtedy sprawa w normalnym trybie trafia do sądu, który orzeknie o winie i karze. Zresztą nie spotkałem się w kraju z ani jednym przypadkiem, nie słyszałem o tym, aby np. ktoś wytoczył policji i prokuraturze proces za to, że opublikowano jego wizerunek w mediach. Bo nikt nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych, wszystko jest robione w zgodzie z prawem. Jestem przekonany, że większość ludzi akceptuje takie metody walki z nietrzeźwymi kierowcami.

Jak poważnym problemem są dla radomskiej policji nietrzeźwi kierowcy?

– Dużym. Podam tylko suche dane statystyczne. W tym roku – w okresie od stycznia do końca września – na terenie Radomia i powiatu radomskiego, bo ten teren obsługujemy, zatrzymaliśmy 1084 nietrzeźwych kierowców. W tym samym okresie 2005 roku było ich 1251.

A więc jest zdecydowanie lepiej, liczba nietrzeźwych kierujących spadła. Może więc nie trzeba uciekać się do dodatkowych sankcji?

– Nie patrzę na tę sprawę tak optymistycznie, jak by to sugerowały dane statystyczne. Spadek jest nieduży, to prawda, ale ja służę już bardzo długo w policji i znam nasze realia. Ten spadek wynika po prostu z tego, że mniej pijanych kierowców złapali nasi policjanci. Wystarczy bowiem, że w danym dniu jest większa liczba kolizji i wypadków i patrole muszą się zająć tymi zdarzeniami w pierwszej kolejności. Nie ma więc ich w tym czasie na innych drogach. Gdyby spadek liczby nietrzeźwych kierowców był bardziej znaczący, rzędu kilkuset osób, wtedy można by mówić o tendencji spadkowej. Mamy przykłady miast na Mazowszu, w których w tym okresie znacznie wzrosła liczba złapanych kierowców „na podwójnym gazie”, np. Płock (z 536 do 815) czy Ostrołęka (z 516 na 612), i tych, w których podobnych przypadków było mniej: Siedlce odnotowały zmniejszenie się tego wskaźnika z 601 do 445. To jednak pokazuje, że problem nadal jest bardzo poważny.

Czy pijani kierowcy często powodują wypadki?

– Niestety tak. Na naszym terenie są oni sprawcami ponad 10 proc. wypadków. To bardzo dużo. W pierwszych trzech kwartałach na 127 sprawców wypadków, których policja ustaliła, aż 13 to nietrzeźwi kierujący. Z pewnością wielu tych zdarzeń udałoby się uniknąć, gdyby kierowca lub pieszy, bo i takie przypadki są, był trzeźwy.

Ale z tego też wynika, że kierowanie po kilku kieliszkach nie jest podstawową przyczyną, czy raczej okolicznością, zaistnienia wypadków…

– Dotknął pan podstawowego problemu związanego z bezpieczeństwem na drogach. Gdy zatrzymujemy pijanego sprawcę wypadku, jest to zawsze bardzo bulwersujące zdarzenie, szeroko omawiane potem w mediach i rozmowach między ludźmi. Zwłaszcza jeśli w wypadku ktoś zginął czy pijana osoba wiozła dzieci. Ale nigdy tak nie było i nie jest, że to pijani są sprawcami większości wypadków. Doprowadzają do nich przede wszystkim ludzie trzeźwi, którzy źle zachowują się na drodze. Brawura, zbyt szybka jazda, wyprzedzanie „na trzeciego”, zajeżdżanie drogi, wyprzedzanie na pasach, wykonywanie innych niebezpiecznych manewrów: to są główne przyczyny wypadków. Często jeżdżę prywatnie po naszych drogach i widzę, co się na nich dzieje. Nie wiem, jak już apelować do kierowców, aby się opamiętali. Bo najważniejsza jest kultura jazdy – gdyby była wyższa, to mniej mielibyśmy wypadków. Kierowcy nie powinni zrzucać winy na złą jakość polskich dróg czy zachowanie innych, ale przede wszystkim zwrócić uwagę na to, jak sami jeżdżą, jak reagują na to, co się dzieje na drodze. Wtedy wypadków i kolizji będzie na pewno mniej.

Czasami słyszy się opinię, że większość nietrzeźwych kierowców to ludzie młodzi…

– Nie, to jakiś stereotyp, bo tak nie jest. Młodzi kierowcy owszem, często uczestniczą w wypadkach, ale zazwyczaj z powodu swojej brawury i lekkomyślności. Rodzice dają im coraz lepsze samochody, wydaje im się, że są znakomitymi kierowcami i zaczynają szarżować. Często chodzi o popisanie się przed kolegami, rówieśnikami. Oczywiście, mamy świadomość, że i młodzi piją, a potem kierują autami. Takie przypadki mają miejsce choćby po dyskotekach. Ale musimy też pamiętać, że często zamiast alkoholu biorą narkotyki, co dla kierowcy jest jeszcze bardziej niebezpieczne.

Wspominał Pan Komendant o tym, że część nietrzeźwych kierowców unika kary, gdyż nie zawsze patrol może ich namierzyć. Nie wiemy, jaka jest ta czarna liczba nieujawnionych przypadków, bo drogówka w Polsce narzeka na braki kadrowe. Czy tak samo jest w radomskiej komendzie?

– W wydziale ruchu drogowego mam 50 pracowników i nie ukrywam, że przydałoby się więcej. Ale tylko część tych ludzi mogę skierować na patrole. Codziennie mamy na drogach około dziesięciu patroli zmotoryzowanych. Obsługujemy jednak ogromny teren, samo miasto Radom to ponad 110 kilometrów kwadratowych z ważnymi drogami krajowymi i międzynarodowymi. Do tego dochodzi 13 gmin powiatu radomskiego, gdzie mamy kolejne setki kilometrów różnych tras. Siłą rzeczy niemożliwe jest upilnowanie tak rozległego terenu i część pijanych kierowców nam umyka. Nie tylko my jedni mamy taki kłopot, w całej polskiej policji jest mnóstwo wolnych etatów, także w drogówce. Może jednak za jakiś czas z tym problemem sobie poradzimy i na drogach pojawi się więcej patroli. Gdybym skierował do pracy codziennie nawet 20 patroli, wszyscy policjanci mieliby co robić.

Policja ma łapać nietrzeźwych kierujących, ale nam wszystkim zależy, żeby było ich jak najmniej, żeby po prostu nikt nie siadał po alkoholu za kierownicą…

– O to cały czas apelujemy. Najważniejsze jest bowiem to, aby wreszcie przestało obowiązywać społeczne przyzwolenie na jazdę po alkoholu. Jest z tym bardzo źle. Wielu osobom nie przeszkadza, że jadą samochodem, którym kieruje nietrzeźwy. Żony tolerują takie zachowanie u mężów, co więcej – do samochodu sadzają wtedy także dzieci. Często nie reagujemy na to, że nasz znajomy wychodzi z imienin, wesela lub innej imprezy i pijany wsiada do samochodu. Tymczasem powinno być inaczej, powinniśmy takiemu kierowcy uniemożliwić jazdę dla jego dobra i innych użytkowników drogi. Na szczęście to się zaczyna też zmieniać. Mamy informacje, że ludzie zabierają nietrzeźwym kierowcom kluczyki, coraz częściej informują nas o pijanych kierujących przypadkowi ludzie. Zdarza się i tak, że kierowcy blokują samochód prowadzony przez pijaną osobę i informują nas o zdarzeniu. Jeszcze niedawno nikogo to nie obchodziło.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj