Premierzy Grabarczyka nie poparli
Tym razem naręczy kwiatów wręczanych ministrowi Cezaremu Grabarczykowi na
sali sejmowej, przed telewizyjnymi kamerami, nie było
Sejm odrzucił wniosek złożony przez klub Prawa i Sprawiedliwości o wyrażenie
wotum nieufności dla ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Za wotum
opowiedziało się wczoraj 178 posłów, przeciw było 227, a od głosu wstrzymało się
dwóch. Aby odwołać ministra, należało zgromadzić 231 głosów. Przeciw odwołaniu
Grabarczyka opowiedziały się kluby rządzącej koalicji PO – PSL, za usunięciem
ministra z rządu były: PiS, SLD oraz PJN.
Tym razem naręczy kwiatów wręczanych ministrowi na sali sejmowej, przed
telewizyjnymi kamerami, nie było. Sam wynik głosowania wskazującego, że jeszcze
przez kilka tygodni pozostanie na stanowisku, Grabarczyk przyjął z kamienną
twarzą. Z poparciem ministra infrastruktury nie pokwapili się liderzy
koalicyjnych ugrupowań. Premier Donald Tusk nie znalazł czasu, aby pojawić się
na porannym głosowaniu przed wylotem do Brukseli, a wicepremier Waldemar Pawlak,
który miał uczestniczyć później w obchodach 31. rocznicy podpisania Porozumień
Sierpniowych w Szczecinie, być może słusznie przyjął, że podróż z Warszawy do
Szczecina wszelkimi środkami komunikacyjnymi pod rządami ministra Grabarczyka
zajmie zbyt dużo czasu, aby zdążył jeszcze na sejmowe głosowanie. Choć Prawo i
Sprawiedliwość straszy wizją kolejnej kadencji Cezarego Grabarczyka na
stanowisku ministra infrastruktury, to już sami liderzy rządzącej koalicji zdają
się być przekonani, że jeżeli przyjdzie im rządzić przez kolejne lata, to
Grabarczyka w tym resorcie już nie będzie. Premier Donald Tusk, występując
podczas debaty nad odwołaniem swojego ministra, bez specjalnego entuzjazmu
tłumaczył, że minister Grabarczyk "ideałem nie jest", lecz różne statystyki
pokazują, iż pozostaje poza wszelką konkurencją swoich poprzedników na tym
stanowisku. Wicepremier Waldemar Pawlak, tłumacząc z kolei, że jego klub nie
zagłosuje przeciw ministrowi, wyjaśniał, iż skoro "każda partia jest żywotnie
zainteresowana, by na stanowiska rządowe dawać najlepszych ludzi", to tak samo
jest w przypadku Grabarczyka. W związku z tym każda inna osoba, która miałaby
teraz zastąpić Grabarczyka w resorcie infrastruktury, byłaby od niego gorsza.
Sam minister nie chce zresztą przyznać, czy w przypadku kontynuowania rządów
przez Platformę Obywatelską nadal będzie kierował resortem infrastruktury.
Trwanie Grabarczyka na stanowisku ministra infrastruktury odpowiedzialnego za
bałagan na kolei czy opóźnienia w budowie dróg, to cena, jaką Polacy – wskutek
decyzji Donalda Tuska – muszą płacić za silną pozycję Grabarczyka w Platformie
Obywatelskiej. Premier ewentualną dymisją ministra infrastruktury – dzielącego
miejsca na wyborczych listach – podważyłby pozycję Grabarczyka stanowiącego w
Platformie przeciwwagę dla obozu Grzegorza Schetyny. Równie dobrze premier
mógłby – tak jak polskie drogownictwo czy kolejnictwo – doświadczyć w ten sposób
inny resort znajdujący się poza kompetencjami Grabarczyka. W tej kadencji Sejmu
to trzecia próba odwołania ministra infrastruktury. W lipcu 2009 r. PiS chciało
go odwołać za redukcję planów budowy dróg, a w styczniu 2011 r. SLD – z powodu
bałaganu na kolei.
Artur Kowalski
