Preludium do „polskiego laboratorium pierestrojki”

Wprowadzając 13 grudnia 1981 r. stan wojenny, gen. Wojciech Jaruzelski
zdynamizował jedynie proces stopniowego podboju państwa i partii przez armię.
Rozpoczął się on w istocie, jeszcze zanim wprowadzono stan wojenny. Już wówczas
zwracał na to uwagę partyjny socjolog Jerzy Wiatr, który pod tym kątem
analizował zjazd PZPR z lipca 1981 roku. Zauważył on, że "wojskowi byli na
zjeździe jedyną grupą społeczno-zawodową, której przedstawiciele zostali w
przeważającej większości (80 proc.) ponownie wybrani do Komitetu Centralnego. Na
21 członków i zastępców członków KC z VIII Zjazdu (1980) wybranych ponownie do
KC na IX Zjeździe ośmiu, a więc ponad jedną trzecią, stanowili wojskowi".
Symbolem coraz większej roli Ludowego Wojska Polskiego było powierzenie
Jaruzelskiemu w lutym 1981 r. stanowiska premiera, zaś w październiku tego roku
funkcji I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. Państwo, partia i armia znalazły
się w rękach jednego człowieka – Towarzysza Generała.

Jaruzelski, agent sowiecki?
Ważnym elementem marszu Jaruzelskiego po pełnię władzy było powierzenie w lipcu
1981 r. gen. Czesławowi Kiszczakowi stanowiska ministra spraw wewnętrznych. Nowy
szef MSW – pełniący w przeszłości funkcje szefa wywiadu i kontrwywiadu
wojskowego – gwarantował Jaruzelskiemu sterowność służb cywilnych. Dzięki
Czesławowi Kiszczakowi "wywiadowcy" (i "kontrwywiadowcy") z LWP "kolonizowali"
MSW. Rola Kiszczaka wykraczała zresztą poza formalnie pełnioną funkcję ministra
spraw wewnętrznych. W rzeczywistości nadzorował nie tylko cywilną bezpiekę, ale
także wywiad i kontrwywiad wojskowy, którymi kierowali ludzie związani z nim od
lat. Szef MSW gromadził też wiedzę, którą nie chciał się z nikim dzielić.
Przykładem może być informacja na temat związków agenturalnych Jaruzelskiego z
Sowietami przekazana w lutym 1982 r. przez dyrektora Departamentu I MSW
wyłącznie Kiszczakowi (jedyny adresat pisma): "Nasz punkt operacyjny w
Belgradzie uzyskał od źródła, które w przeszłości przekazywało wielokrotnie
wartościowe informacje, w szczególności z odcinka dywersji, informację o
następującej treści: "Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) przekazała
Departamentowi Stanu dowody – oparte na oświadczeniach swoich byłych agentów z
lat pięćdziesiątych w Związku Radzieckim i Polsce – rzekomej współpracy gen.
Wojciecha Jaruzelskiego z wywiadem radzieckim do 1956 r."".

Wola Moskwy
Proces militaryzacji partii i całego aparatu państwowego PRL była zgodna ze
scenariuszem wypracowanym w Moskwie. Armia Polski Ludowej, a zwłaszcza jej tajne
służby, były gwarantem wpływów i kontroli sowieckiej nad Polską. Wiele wskazuje
na to, że podlegały one o wiele ściślejszej kontroli ze strony Sowietów aniżeli
służby cywilne. Decydował o tym potencjał militarny PRL (druga co do wielkości
armia Układu Warszawskiego) i planowany przez Sowietów udział LWP w przyszłej
wojnie przeciwko Zachodowi. Dlatego wojskowe tajne służby były zarówno
narzędziem dyscyplinowania armii, jak i do pewnego stopnia również kontrolowania
aparatu państwa. W tym kontekście decyzja Moskwy o powierzeniu Jaruzelskiemu
władzy w PRL wydaje się bardzo logiczna. Towarzysz Generał i jego armia ma
ocalić wpływy sowieckie nad Wisłą. Pisał o tym przed laty były wysoki oficer KGB
i współpracownik wywiadu brytyjskiego Oleg Gordijewski: "KGB pokładało znacznie
więcej zaufania w kierownictwie wojska niż w kierownictwie partii. Większość
polskich oficerów była wyszkolona w sowieckich akademiach wojskowych, a wielu
wyższych stopniem było weteranami polskich jednostek utworzonych w czasie wojny
w Związku Radzieckim. Centrala liczyła, że kiedy armia przywróci porządek i
skruszy "Solidarność", możliwe będzie dokonanie czystki w partii i wybranie
Komitetu Centralnego, na którym Moskwa będzie mogła polegać. Kandydatem KGB na
przywódcę puczu był generał Wojciech Jaruzelski, członek Biura Politycznego PZPR
i długoletni minister obrony. (…) W Centrali uważano, że zanim został
pierwszym sekretarzem partii, umówił się wcześniej z Moskwą, że przeprowadzi
wojskowy zamach stanu i rozpoczął do niego przygotowania. Ostateczne plany puczu
zostały uzgodnione podczas dwóch sesji tajnych rozmów w Warszawie, które
przeprowadzili generał Kriuczkow oraz dowódca sił Układu Warszawskiego marszałek
Wiktor Kulikow".

"Będziemy musieli sami dać sobie radę"
Przygotowując się do wprowadzenia stanu wojennego, spiskowcy Jaruzelskiego
skupieni przede wszystkim wokół Komitetu Obrony Kraju i Sztabu Generalnego LWP
analizowali potencjał armii pod kątem sprawnej pacyfikacji solidarnościowego
oporu. Mieli świadomość, że odpowiedzialność za rozprawę z "kontrrewolucją"
spoczywa na armii, której wsparcia – ale jedynie pośredniego – udzielą Sowieci.
Potwierdzały to także raporty wywiadowcze, których treść opierała się na
rozmowach i kontaktach z oficerami GRU.
W lutym 1981 r. pisał o tym attaché wojskowy w Indiach, były zastępca szefa
Zarządu II – płk Ryszard Iwańciow, po spotkaniu z przedstawicielami wojsk Układu
Warszawskiego w New Delhi: "Jak już meldowałem, odpowiadając na toast, w którym
podkreśliłem nierozerwalną więź, przyjaźń oraz niezłomną wolę współdziałania WP
z Armią Radziecką i innymi armiami Krajów Socjalistycznych w ramach Układu
Warszawskiego, attaché wojskowy ZSRR w imieniu własnym i pozostałych akcentował,
że w trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, KS udzielają jej
wszechstronnej pomocy ekonomicznej, a ZSRR również wojskowej w uzbrojeniu,
nowoczesnej technice i szkoleniu. Wyraził głębokie przekonanie, że obecne
trudności Polska pokona, tak jak pokonały swoje inne KS w poprzednich okresach,
nie wyłączając Związku Radzieckiego w latach dwudziestych i trzydziestych.
Wojsko Polskie – druh bojowy Armii Radzieckiej z lat drugiej wojny światowej –
dzisiaj najsilniejsza po radzieckiej armia Układu Warszawskiego, niewątpliwie
udzieli swej partii i państwu, zagrożonym przez siły antysocjalistyczne i
kontrrewolucyjne, odpowiedniej pomocy". Pułkownik Iwańciow usłyszał także
zdecydowane zapewnienie, że Sowieci do Polski nie wkroczą: "Attaché radziecki
(…) w rozmowie osobistej powiedział, że dobrze zrozumiał moje akcenty o
niezłomnej woli WP współdziałania z Armią Radziecką i innymi armiami państw
Układu Warszawskiego, ale przy całej pomocy, jakiej Związek Radziecki udziela
nam i będzie udzielał, będziemy musieli sami dać sobie radę. "Związek Radziecki
nie da się wepchnąć do interwencji, czego bardzo by chciały zwłaszcza USA,
bowiem ma dość już jednego Afganistanu"".

Militaryzacja partii
Wojsko zaczęło z czasem zastępować partię, która przecież formalnie kierowała
armią. W oparciu o Instrukcję kierowania partią w warunkach ogłoszenia stanu
zagrożenia bezpieczeństwa państwa ekipa Jaruzelskiego zaczęła kierować partią w
"sposób dyrektywny", przeprowadzając czystkę "poprzez kooptację, mianowanie i
odwoływanie". Jeden z ówczesnych doradców gen. Jaruzelskiego, płk Stanisław
Kwiatkowski, pisał: "Oficerowie wchodzili do struktur rządowych i partyjnych na
stanowiska kierownicze, w miejsce zdejmowanych szefów instytucji czy
organizacji. (…) Jednak wprowadzenie komisarzy w sferę polityki, do
bezpośredniego sprawowania władzy, administrowania i zarządzania gospodarką,
obiektywnie rzecz biorąc, niezależnie od dobrej czy złej woli kogokolwiek,
spowodowało dalsze uszczuplenie wpływów partii (czytaj aparatu). Aparat partyjny
dotąd monopolizujący władzę praktycznie utracił dotychczasowe możliwości
kontroli kluczowych stanowisk w państwie. Chociaż partia już wcześniej nie
panowała nad rozwojem sytuacji i sama uczyniła się niezdolną do oddziaływania
środkami polityczno-perswazyjnymi. Komitety partyjne ulegały stopniowej
marginalizacji na korzyść administracji państwowej, zwłaszcza rząd poczuł się
samodzielnym podmiotem polityczno-gospodarczym. (…) Realną władzę sprawowali
więc wojskowi, tym bardziej że zwierzchnik sił zbrojnych już był pierwszą osobą
w partii i w państwie. Żołnierze dowodzeni przez Jaruzelskiego ratowali państwo,
a nie partię rządzącą. Otwarcie tego się nie mówiło, ale faktycznie
zapoczątkowany został proces kilkuletniego odsuwania partii od państwa i
stopniowej zmiany systemu. Centrum decyzyjne przesunęło się wyraźnie z Komitetu
Centralnego do Rady Ministrów. Symbolicznym tego wyrazem było miejsce pracy
pierwszego sekretarza i premiera. Generał najchętniej pracował w Al.
Ujazdowskich, a nie w gmachu KC PZPR".

"Arbitraż wojska"
"Arbitraż wojska" – jak ujął to kiedyś płk Kwiatkowski – zagwarantował "osłonę"
dla całego pakietu przeobrażeń gospodarczych, politycznych i własnościowych,
które w ciągu całej dekady lat 80. przeprowadzili komuniści pod wodzą
Jaruzelskiego. Warto zauważyć, że właśnie w okresie zmiany stosunków
własnościowych i uruchomienia – zwłaszcza w drugiej połowie lat 80. – procesu
przepływu kapitału z sektora państwowego do rąk prywatnych zasadnicze funkcje
kontrolne pełnili wojskowi. Można w tym względzie raz jeszcze wskazać na
przykład Kiszczaka nadzorującego chociażby działalność spółek polonijnych i
zagranicznych inwestycji kapitałowych, ale również prezesa Najwyższej Izby
Kontroli, którym w 1983 r. został bliski współpracownik Jaruzelskiego, członek
WRON i absolwent kursów strategiczno-operacyjnych w Moskwie gen. Tadeusz
Hupałowski. Dominację wojskowych wspierali najbliżsi doradcy Jaruzelskiego, w
różny sposób i w różnych okresach życia związani z tajnymi służbami LWP. Mam tu
na myśli chociażby Stanisława Cioska, z którym wywiad wojskowy nawiązał
konfidencjonalny kontakt już w 1969 r., a także Manfreda Gorywodę
(współpracownik Zarządu II o ps. "Werk"), który w gabinetach Jaruzelskiego i
Messnera zajmował stanowisko wicepremiera i przewodniczącego Komisji Planowania.
Jaruzelskiemu doradzali także wojskowi: gen. Józef Baryła (wywodził się z
Głównego Zarządu Politycznego), płk Wiesław Górnicki i wspomniany już płk
Stanisław Kwiatkowski.

Polskie laboratorium pierestrojki
Pojęcia "laboratorium pierestrojki" w kontekście polskich przemian jako pierwszy
użył Wojciech Jaruzelski w rozmowie z Michaiłem Gorbaczowem w 1985 roku. Zdaniem
Jadwigi Staniszkis, Polska Ludowa miała w planach sowieckich stanowić swoiste
"laboratorium" pierestrojki: "Polska może być potraktowana jako swoiste
laboratorium rozkładu formacji i jej przechodzenia w nową jakość. (…) Co
więcej, wydaje się, że rozkład dokonuje się jakby za przyzwoleniem centrali
imperium: polska sytuacja pozwala bowiem zidentyfikować zagrożenia (które mogą
ewentualnie pojawić się w skali całego obozu, jeżeli inne kraje wejdą w podobną
fazę kryzysu) i przygotować z wyprzedzeniem środki zaradcze; równocześnie Polska
nie jest krajem na tyle silnym, by nie można było siłą przywrócić "porządku". Na
przykładzie Polski można też dostrzec skutki zwlekania z reformami i w tym
sensie stanowi ostrzeżenie dla innych krajów".
Profesor Staniszkis pisała też o kształcie "rewolucji wojskowej" w Polsce, którą
zainicjowała decyzja z 13 grudnia 1981 r.: "Po roku 1987 przedstawiciele
biurokratyczno-wojskowego establishmentu już w skali masowej zaczęli
przekształcać kontrolowane przez siebie agendy w wyłączone układy nastawione na
prywatne formowanie kapitału. Główni aktorzy "odgórnej rewolucji" przejmowali
kluczowe obszary materialnej metawymiany. W Polsce i w Rumunii, gdzie
inicjatorem "kontrolowanego przejścia" (w odpowiedzi na kryzys komunizmu,
połączony z rewolucją militarną w ZSRS) była część aparatu państwowego, a przede
wszystkim – część technicznego i wywiadowczego zaplecza wojska, te właśnie
podmioty opanowały banki czy handel zagraniczny. Między innymi po to, aby w
nowych warunkach zachować chociaż część kontroli nad gospodarką, w tym nad
manewrem otwarcia na świat. (…) W Polsce i w Rumunii "odgórnej rewolucji"
przewodził segment militarno-biurokratyczny, w naszym kraju szczególnie
rozbudowany ze względu na stan wojenny i wieloletnie rządy generała
Jaruzelskiego. Odróżniało to zasadniczo ten manewr od "rewolucji wojskowej" w
Związku Sowieckim, przeprowadzonej przeciwko segmentowi
wojskowo-biurokratycznemu. Ma to dalekosiężne skutki dla postkomunistycznego
porządku. Kształtujący się w Polsce fenomen "menedżerskiego korporatyzmu" (przy
słabym politycznym centrum państwa i słabym społeczeństwie) jest jedną z
konsekwencji specyficznej, z udziałem służb specjalnych wojska, polskiej drogi
od komunizmu. Podobnie jak walka o koncepcję "zorganizowanych rynków" i nowe
formy etatyzmu na styku społeczeństwa i państwa".

Scheda po Jaruzelskim
Plasowanie oficerów LWP i agentury wojskowych tajnych służb po 13 grudnia 1981
r. w Ministerstwie Handlu Zagranicznego, Centralach Handlu Zagranicznego,
Ministerstwie Finansów, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Polskiej Agencji
Informacyjnej "Interpress", Komitecie ds. Radia i Telewizji i innych
instytucjach państwowych okazało się szczególnie groźne dla Polski po 1989 roku.
Najbardziej znanym, choć wciąż nie w pełni opisanym przez badaczy przykładem
związanej z tym patologii, jest udział oficerów i agentury wywiadu wojskowego w
aferze FOZZ. Nie przeszkodziło to wielu zakulisowym aktorom tej afery przejść w
1991 r. do pracy w Wojskowych Służbach Informacyjnych. Dawne struktury, kadra i
sieć współpracowników służb wojskowych, połączone w dodatku z aparatem WSW, bez
jakiejkolwiek weryfikacji zostały przejęte przez WSI. Sieć osobowych źródeł
informacji postkomunistycznych służb wojskowych ulokowanych w urzędach
centralnych i administracji publicznej, organizacjach społeczno-politycznych, na
uczelniach, w mediach, bankach, firmach prywatnych, spółkach i
przedsiębiorstwach państwowych liczyła w 1990 r. prawie 2500 osób. Po 1990 r. to
środowisko tajnych służb dysponowało sporym zasobem wiedzy ekskluzywnej (tajnej
i "hakowej" odnoszącej się zarówno do postkomunistów, jak i
"solidarnościowców"), siecią agenturalną i bogatym doświadczeniem związanym z
prowadzeniem działalności operacyjnej w kraju i za granicą (m.in. znajomość
realiów gry rynkowej, umiejętność manipulowania ludźmi i opinią publiczną),
kontaktami zagranicznymi i relacjami z elitami polityczno-biznesowymi w Polsce.
Wykorzystując swój potencjał, ludzie dawnego reżimu konsekwentnie wspierali
wypracowany przy Okrągłym Stole model transformacji ustrojowej, którego istotą
była ciągłość, a nie zerwanie z PRL.
Należy się zatem zgodzić z dość smutną konstatacją Mariusza Jędrzejki i Wiesława
Bożejewicza, autorów interesującego studium na temat aktywności biznesowej ludzi
tajnych służb PRL w III RP. Pisali oni o funkcjonariuszach i współpracownikach
komunistycznych tajnych służb, którzy stali się "rzeczywistymi finansowymi
beneficjentami transformacji, jaka dokonała się w Polsce po 1989 roku. Zarówno
indywidualnie, jak i w pewnych grupach podjęli oni duży trud organizacyjny, aby
zaistnieć w nowej rzeczywistości. Wydaje się oczywiste, że do tych nowych ról
przygotowywali się znacznie wcześniej, choć część z nich została zaskoczona
głębokością i tempem zmian. Uprawnione jest postawienie tezy, że znacząca część
opisywanego środowiska na wiele miesięcy przed czerwcem 1989 r. podjęła różne
działania w celu zapewnienia sobie bezpiecznego "lądowiska". Otwarte pozostaje
pytanie, czy te działania miały charakter zorganizowany, czy też było to
"skrzyknięcie się" osób o podobnych życiorysach lub kwalifikacjach".
Jedno jest pewne – drogę do tej patologii utorował gen. Wojciech Jaruzelski,
wprowadzając 30 lat temu stan wojenny.

 

Prof. Sławomir Cenckiewicz historyk
 


Autor opublikował ostatnio książkę pt. "Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy
Polski Ludowej 1943-1991 (wprowadzenie do syntezy)", Zysk i S-ka Wydawnictwo,
Poznań 2011.

drukuj