Prawda czasem boli
Każdy początek niesie w sobie nadzieję. To także czas podsumowań, okazja
do spojrzenia wstecz i oceny tego, co było dobre, analizy błędów i nazwania po
imieniu zła, które się wydarzyło. To wreszcie dobry pretekst, by dokonać
rachunku sumienia – wejść w nowy czas z oczyszczoną duszą – po to, aby nie
budować przyszłości na lotnych piaskach złudzeń, lecz na prawdzie.
Przeżywamy pierwszą niedzielę Adwentu. Według liturgicznej miary czasu
rozpoczyna się nowy rok, którego pierwszym ważnym wydarzeniem jest Boże
Narodzenie. Kościół przygotowuje się do niego bardzo dokładnie. W Adwent wpisana
jest swoista powaga, wyciszenie, które jawi się jako nieodzowny warunek
głębokiego przeżycia faktu wcielenia Jezusa Chrystusa – wydarzenia, które
radykalnie zmieniło bieg historii. Dlatego proponujemy dziś rachunek sumienia,
którego podstawowym zadaniem jest pomoc w uzyskaniu odpowiedzi na fundamentalne
pytania: gdzie jesteśmy – na jakim etapie historii, rozwoju duchowego – jako
Polacy, ludzie wierzący, uczniowie Chrystusa? Jak bardzo, goniąc za
wyimaginowanym szczęściem, wizją ziemskiego raju, mamieni iluzją demokracji,
która (ponoć) jest lekiem na wszelkie ludzkie dylematy, oddaliliśmy się od
prawdy?…
Nie będzie to rachunek sumienia kompletny. Rys indywidualny powinien nadać mu
każdy z nas, bo też różnimy się między sobą stopniem odpowiedzialności za dobro
wspólne, powołaniem do realizacji różnorakich celów publicznych. Wspólna –
niezależnie od środowiska, w jakim żyjemy, stopnia zaawansowania rozwoju
duchowego, przynależności partyjnej – jest odpowiedzialność za nienaruszalność
ludzkiego życia, Ojczyznę, los najsłabszych. Wszyscy ludzie wierzący są
zobowiązani do dawania świadectwa wierności Chrystusowi, zasadom wyrastającym z
Ewangelii – usprawiedliwieniem milczenia nie jest, jak czasem się twierdzi,
miejsce, skąd wygłaszane są opinie czy stanowione jest prawo. Nie ma znaczenia,
czy jest to przystanek autobusowy, przyjęcie rodzinne czy parlament. Nawet jeśli
jest to mównica sejmowa, uczniowi Jezusa nie wolno się zaprzeć Mistrza.
Judaszowe srebrniki, choć może dziś nie dźwięczą już srebrem, przybierają
kształt stanowisk, diet poselskich, foteli rad nadzorczych, poklasku i
popularności. Zawsze będą jednak synonimem zdrady. Nawet wyszukana argumentacja,
podpieranie się populistycznymi hasłami nie będą w stanie tego zmienić. Jeśli
przyzwolimy, by judaszowy tok rozumowania zdominował myślenie, wszystko ulegnie
relatywizacji. Naruszony kamień węgielny w konsekwencji prowadzi do ruiny całej
budowli.
Spróbujmy więc, stojąc na progu Adwentu, przyjrzeć się sobie w blasku prawdy.
Ona wyzwala.
Ja i Bóg
1. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną"
Objawiając Mojżeszowi na górze Synaj Dekalog, Bóg najpierw się przedstawia: "Jam
jest Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli" (Wj 20,
2). Jestem Tym, który daje ci wolność – który chce, abyś ty był wolny! – dlatego
tę wolność opisuję, wytyczam jej granice. Kresem wolności człowieka jest wolność
drugiej osoby. Dziwne jest to, że świat, który na wszelkie sposoby próbuje ją
absolutyzować, nie potrafi (czy też nie chce?) tego dostrzec. Buduje stele, na
których osadza fałszywych bożków, obiecujących wolność bez granic, i im oddaje
pokłon, zsyłając jednocześnie prawdziwego Boga na bezludną wyspę zapomnienia,
aby nie przeszkadzał nam być szczęśliwymi. Zapytajmy więc siebie:
– Czy Bóg rzeczywiście jest pierwszy w moim życiu? Jemu oddaję pokłon, Jego
słucham, czy bliższa jest mi wizja życia proponowana przez fałszywych bożków –
im zaczynam się kłaniać?
– Czy moneyteizm (kult pieniądza) nie zajął w moim życiu miejsca monoteizmu –
wiary w jedynego Boga Stwórcę – mojego Odkupiciela i Uświęciciela?
– W jakim stopniu, pełniąc różnorakie obowiązki w przestrzeni publicznej, bronię
zasad wiary i moralności chrześcijańskiej? Czy liczę się z Bogiem, podejmując
osobiste decyzje życiowe?
– Czy rozwijam moją wiarę? Czy lekkomyślnie nie narażam jej, nie korzystając z
programów religijnych i czasopism, uczestnicząc w widowiskach ośmieszających
Jezusa Chrystusa? Czy nie ulegam presji krytykowania wszystkiego, co jest
związane z Kościołem?
2. Imię Boże
Ono jest święte. Ni e wystarczy wyhaftować na sztandarze słowa: "Bóg – Honor –
Ojczyzna", nadać ulicy czy skwerowi imię Jana Pawła II. Intronizacja Jezusa
tylko wtedy ma sens, jeśli najpierw dokona się w ludzkim sercu. On staje się
pierwszym zawsze wtedy, gdy rodzi się w nas wola nawrócenia i gdy Jego imię
staje się inspiracją postaw i działań.
Jest jeszcze inna świętość, którą dziś z wielką lekkomyślnością się pomiata:
Ojczyzna. Są tacy, którzy przyrównują patriotyzm do choroby, stawiają go na
równi z rasizmem, negując nawet prawo do posługiwania się jego mianem w debacie
publicznej. Kiedy Polska stanie się "pawiem narodów i papugą" – zdają się
twierdzić – wtedy dopiero będzie w pełni zdolna do rozwoju, wolna od balastu
martyrologii. To wielkie kłamstwo.
– Czy imię Boga traktuję zawsze z należytym szacunkiem?
– Jak odnoszę się do Chrystusowego krzyża? Czy jest on ulokowany w centrum
mojego życia? Jak traktuję święte znaki?
– Czy przyczyniam się do rozwoju mojej Ojczyny? Czy szanuję jej dobre imię?
3. Dzień święty
Święty czas, święta przestrzeń – są nam potrzebne do tego, abyśmy nie
zapomnieli, kim jesteśmy. "Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty" – mówi Pan.
Świętość to nie luksus, na który mogą pozwolić siebie nieliczni – to horyzont,
ku któremu wszyscy zdążamy. A zatem:
– Czy szanuję święty czas (niedziela – uczestnictwo w Eucharystii), świętą
przestrzeń, znak krzyża? Dlaczego z taką łatwością usprawiedliwiam niedzielne
zakupy, wizyty w centrach handlowych?
– Czy nie pogardzam stanem kapłańskim? Czy wspieram moich przewodników duchowych
modlitwą?
Nikt nie jest samotną wyspą
1. Rodzina i Ojczyna
Debatując o problemach drugorzędnych, nie zauważyliśmy, jak rozpadła się
definicja rodziny. Wystarczyło tylko oddzielić kwestię prokreacji od małżeństwa.
Doświadczenie pokazuje, że cywilizacja, która odnosi się z pogardą do rodziny,
podcina pień, z którego wyrasta. Podobny mechanizm da się zauważyć w próbach
izolowania współczesnych dziejów Polski od jej historii. Nie przychodzimy
znikąd. Za nami stoją pokolenia, które walczyły, abyśmy dziś byli wolni. Polską
ziemię znaczą ich mogiły. Jesteśmy im winni pamięć i cześć. Zapytajmy więc
siebie:
– Czy jest mi bliski chrześcijański model rodziny? Czy znajduję w sobie odwagę,
by go bronić?
– Co robię, aby moja rodzina była silna Bogiem, jednością, by była w niej
wzajemna zgoda i miłość?
– Jak wygląda mój szacunek do rodziców, dziadków?
– Czy zabiegam o dobro mojej Ojczyzny, interesuję się jej losami?
– Czy modlę się za Polskę, za sprawujących władzę, za poległych w jej obronie?
2. Wdzięczność za życie
Życie jest święte od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Każde naruszenie
tej zasady, "zabawa w Boga", kończy się tragicznie. Nie potrafimy, albo nie
chcemy, tego dostrzec. Żądania legalnej aborcji, eutanazji, sprowadzenie momentu
początku ludzkiego życia do technicznego zabiegu to nic innego, jak pogarda
wobec Boga, zakwestionowanie Jego pierwszoplanowej roli w procesie stwarzania.
Warto zapytać siebie:
– Czy zawsze bronię świętości ludzkiego życia?
– Czy nie ulegam pokusie akceptacji metody in vitro jako "normalnego" początku
procesu rozwoju człowieka?
– Czy nie jestem powodem grzechu dla bliźniego? Czy swoimi poglądami nie gorszę
innych?
– Czy jestem wolny od nienawiści?
3. Miłość i prawda
Współczesna kultura szczyci się tym, że obalone zostało wszelkie tabu. Ciało
odarto z należnej mu godności, sprowadzono do roli przedmiotu. Stało się
zabawką. W hierarchii wartości dobro zostało zastąpione przyjemnością, miłość –
pożądaniem, piękno aktu małżeńskiego – techniką, definicja rodziny – hybrydą,
gdzie role totalnie się poplątały. Narasta pogarda wobec drugiego człowieka,
rozpadają się więzi społeczne, przybywa emocjonalnie kalekich dzieci,
niezdolnych do stworzenia jakiejkolwiek trwałej relacji. Nie potrafimy siebie
nawzajem szanować. Niestety, równia pochyła, na której znalazła się nasza
kultura, zdaje się być coraz bardziej stroma. Może to zbyt pesymistyczny obraz,
ale w dużej mierze prawdziwy…
– Czy akceptuję w pełni zasady nauczania Kościoła w kwestii etyki seksualnej?
– Czy nie daję przyzwolenia na rozwiązłość, brak wierności, konkubinaty,
rozwody?
– Czy robię wszystko, co w mojej mocy, by w taki sposób wychować swoje dzieci,
aby kiedyś w sposób odpowiedzialny mogły założyć rodziny?
– Czy na forum publicznym bronię wartości rodziny wobec działań mających na celu
jej dekonstrukcję?
4. Dobro wspólne
Dobra materialne mają służyć nam – nie odwrotnie. Bywa, że zaczynają nami władać
w takim stopniu, że z wolności pozostają tylko strzępy. Jeszcze większym
problemem jest fakt, że tego nie widzimy bądź nie chcemy dostrzec. Zapytajmy
więc siebie:
– Czy jestem wolny od pożądania materii, chciwości, zazdrości? Czy wszystko, co
posiadam, nabyłem w sposób uczciwy?
– Czy szanuję dobro wspólne?
– Czy nie kradnę innym ich dóbr materialnych, intelektualnych?
5. Kłamstwo
Półprawdy, manipulacja, przemilczanie faktów – to gra prawdą. Dużo jest jej dziś
wokół nas i w nas. Mówiąc o prawdzie, Jezus zawsze łączył ją z wolnością:
"Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Zależność ta jest koniecznym warunkiem,
by społeczeństwo mogło się rozwijać – jej zlekceważenie zamienia wszelkie
budowanie w grę pozorów. Kiedy się patrzy na polską rzeczywistość, rodzi się
pytanie: jak wielka jest niewola niewidzialnymi pętami wiążąca umysły, serca?
Dlaczego, mając prawdę na wyciągnięcie ręki, wolimy bujać w obłokach ignorancji,
nieświadomości? Czy dlatego, że jej znalezienie wiąże się z bólem, ponieważ
trzeba porzucić wygodne życie i zmienić myślenie? Ale przecież nie ma innej
drogi ku wolności.
– Jak często sięgam po Pismo Święte? Czy dbam o odpowiedni poziom swojej
formacji religijnej?
– Czy posługuję się kłamstwem, manipulacją, aby uzyskać doraźne korzyści?
– Czy toleruję kombinatorstwo, etykę sytuacyjną w moim środowisku pracy,
rodzinie?
– Czy ulegam pokusie osądzania, oczerniania, wygłaszania bezpodstawnych,
krzywdzących opinii?
– Czy reaguję w sytuacjach, gdy wyśmiewany jest Kościół, stan kapłański, gdy
kłamliwie i z pogardą mówi się o Ojczyźnie, jej historii?
Spotkanie przed lustrem
Człowiek jest największym bogactwem każdej szanującej się społeczności. Nikt nie
jest zwolniony z troski o własny rozwój. Jeśli sami nie zadbamy o swoje
wewnętrzne bogactwo, gdy zabraknie woli szukania prawdy, pragnienia nawrócenia,
będzie to początek duchowego obumierania. Drzewo, które gnije od środka,
najtrudniej jest uratować…
Ostatnia część rachunku sumienia to zawsze moment stanięcia przed lustrem –
spojrzenia sobie w oczy i postawienia pytania: kim jestem? Niełatwo na dnie
odbicia dostrzec swoje sumienie – podświadomie szukamy usprawiedliwień, naprędce
wymyślamy argumenty, nawet największe łajdactwa tłumaczymy koniecznością bycia
szczęśliwym, kamuflujemy prawdę. Kim jestem: jako Polak – syn tej ziemi, i jako
katolik – uczeń Chrystusa, który winien jest Mu cześć i wierność? Niektórzy
mówią, że codziennego życia i wiary nie da się pogodzić. Nie można być
politykiem i jednocześnie respektować w całej rozciągłości Ewangelię, mówić o
nowoczesności i tolerować katolicki "ogon", który ogranicza (?) pole widzenia,
być Europejczykiem, a zarazem czuć się emocjonalnie związanym z teraźniejszością
i przeszłością swojej Ojczyzny…
Można. Trzeba tylko chcieć. Wystarczy wskrzesić w sobie odrobinę odwagi. Patrząc
śmiało w przyszłość, wyznaczając jej nowe horyzonty, zachować jednocześnie w
sercu to, co dobre, prawdziwe i święte. Budować na sprawdzonym fundamencie, a
nie na lotnych piaskach.
To koniec rachunku sumienia, a zarazem postanowienie. Trudne, ale przecież
realne do spełnienia. Na nowy czas, który się dziś zaczyna.
ks. Paweł Siedlanowski
