Pracował dla dobra dusz
Salezjanin, który zawsze się uśmiechał, misjonarz pełen apostolskiego
zapału, będący darem dla wszystkich tych, którzy go znali – takim był własnie
ks. Marek Rybiński SDB, polski misjonarz zamordowany na placówce w Tunezji. Z
wielką miłością podchodził do ludzi, do których posłał go Pan. Praca głównie
wśród muzułmanów na dalekim kontynencie afrykańskim wymagała szczególnego
poświęcenia, ofiary – jak się okazało – aż po śmierć. Jego pełne misyjnego
posłannictwa życie zostało brutalnie przerwane. Dzisiaj w Warszawie odbędą się
uroczystości pogrzebowe śp. ks. Marka Rybińskiego, którego ciało wczoraj
sprowadzono do Polski.
– Znali go i księża, i muzułmanie. Miał bardzo wielu przyjaciół. Był życzliwie
postrzegany. Był bardzo dobrym misjonarzem, zakonnikiem, kapłanem, salezjaninem
– podkreśla ks. Maciej Makuła SDB, który wraz z ks. Romanem Wortolcem SDB,
dyrektorem Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie, oraz rodziną śp. ks.
Marka Rybińskiego przywieźli ciało zamordowanego kapłana do Polski.
Ksiądz Marek wyjechał na misje w 2007 r., w dwa lata po przyjęciu święceń
kapłańskich. Trafił do prowadzonej przez salezjanów szkoły podstawowej w
tunezyjskiej Manoubie, gdzie pełnił funkcję ekonoma. Dzięki jego współpracy z
Salezjańskim Ośrodkiem Misyjnym w Warszawie sfinansowanych zostało wiele
projektów dla tamtejszej szkoły. I pewnie jeszcze niejedna jego inicjatywa
zostałaby sfinalizowana, gdyby 18 lutego nie został brutalnie zamordowany.
Jego korespondencja staje się dziś swego rodzaju przesłaniem. "Od początku, gdy
się znalazłem w Tunezji, próbuję zrozumieć ten naród. Jest to chyba coś
naturalnego w każdym człowieku, który styka się z czymś nowym, że próbuje
wchodzić coraz głębiej w środowisko życia, poznawać ludzi, którzy są mu dani na
ten czas i chwilę.
Omawiając niektóre wątki literatury polskiej niegdyś w szkole, wśród wielu pytań
były i te: jaka jest dusza polska, czy w ogóle taka istnieje? Kim jesteśmy jako
Polacy, co nas charakteryzuje jako naród i jako konkretną jednostkę? Te same
pytania zadaję każdego dnia samemu sobie w odniesieniu do Tunezyjczyków" – pisał
7 lutego br., kilka dni przed śmiercią.
W komunikacie dotyczącym śmierci kapłana Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Tunezji
podało, że zabójca to pracujący w szkole stolarz, który kilka miesięcy temu miał
poprosić ks. Marka o pożyczkę 2 tys. dinarów tunezyjskich z przeznaczeniem na
konieczne narzędzia do pracy. Jak się później miało okazać, kwotę tę przeznaczył
na inne cele. "Spanikowany, bojąc się, że to wszystko zostanie odkryte – jak
czytamy w komunikacie MSW – zabójca zaatakował znienacka kapłana, zadając mu
silne ciosy tępym narzędziem w kark i szyję, powodując jego zgon".
Pogrzeb ks. Marka Rybińskiego odbędzie się dziś o godz. 12.00 w warszawskiej
bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa. Poprzedzi go 1,5-godzinne modlitewne
czuwanie przy jego trumnie, która zostanie złożona w grobowcu wspólnoty zakonnej
salezjanów na cmentarzu Bródnowskim.
Ciało ks. Marka powróciło do Polski wczoraj, a dzień wcześniej swojego
duszpasterza żegnała wspólnota polska w Tunezji, społeczność muzułmańska,
tamtejsi uczniowie, rodzina – ludzie, którym oddał swoje serce. Eucharystia
żałobna pod przewodnictwem ks. abp. Marouna Eliasa Nimeha Lahhana została
odprawiona w kościele katedralnym św. Wincentego á Paulo w Tunisie.
W najnowszym numerze magazynu salezjańskiego "Don Bosko" redaktor naczelny ks.
Andrzej Godyń SDB zwraca uwagę na art. 54 Konstytucji Salezjańskich: "A jeśli
się zdarzy, że salezjanin umrze, pracując dla dobra dusz, to Zgromadzenie
odniosło wielki tryumf". Jak podkreśla, zapraszając do podjęcia refleksji nad
życiem i śmiercią śp. ks. Marka, "Zgromadzenie odniosło kolejny tryumf. Sanguis
martyrum semen christianorum – Krew męczenników zasiewem chrześcijan".
Uświadamia również, że autorem tego zdania był Kartagińczyk Tertulian, a
Kartagina to przecież obecny Tunis.
Warto także przywołać wymowne słowa z listu arcybiskupa Tunisu: "’Jeżeli ziarno,
wpadłszy w ziemię, nie obumrze…’, to nie wzejdzie, będzie martwe. Ks. Marek
natomiast, idąc za przykładem Chrystusa, któremu zawierzył, wydał owoc. Świadczą
o tym wszystkie wyrazy solidarności, uczestnictwa w żałobie, kwiaty złożone przy
drzwiach katedry, obecność Tunezyjczyków i Tunezyjek, którzy manifestowali przed
katedrą z okrzykami: 'Marek, przebacz’, młodzi Tunezyjczycy, którzy przybyli do
katedry w niedzielę, 20 lutego, z kwiatami, mając oczy pełne łez… 'Nie
zabiliśmy go – mówili – Tunezja nie jest taka… Przebaczcie nam’…".
11 maja skończyłby 34 lata. Dzisiaj żegnamy śp. ks. Marka Rybińskiego SDB z
przekonaniem, wiarą i ufnością, że jego śmierć przemieni ludzkie serca,
poprowadzi "tunezyjskie dusze" ku Bogu, będzie przemieniać świat.
Małgorzata Bochenek
*******************
Szanował człowieka niezależnie od religii
Z ks. Maciejem Makułą SDB z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie
rozmawia Małgorzata Bochenek
Wrócił Ksiądz z Tunezji, gdzie w poniedziałek odprawiono Mszę św. żałobną
przy trumnie ks. Marka Rybińskiego. Jak tunezyjska wspólnota przeżywa ten
dramat?
– Do Tunezji pojechaliśmy razem z ks. dyrektorem Romanem Wortolcem SDB, który
reprezentuje zgromadzenie salezjańskie, i z rodziną ks. Marka – jego tatą i
siostrą Marysią. Byliśmy we wspólnocie, w szkole, w której ks. Marek pracował.
Bardzo ciepło był tam przyjmowany, bardzo życzliwie go postrzegano, wspaniale
się o nim wypowiadali zarówno pracownicy szkoły, ksiądz dyrektor,
współpracownicy, jak i dzieci oraz młodzież. Z tego, co zdążyliśmy wysłuchać i
zobaczyć, jasno wynika, że wszyscy są poruszeni, wszyscy są w żalu, pytają, jak
mogło do tego dojść. Odwiedziliśmy wspólnotę, szkołę. W poniedziałek wieczorem
uczestniczyliśmy w uroczystości, podczas której sprawowana była Msza św.
pogrzebowa przy trumnie ks. Marka. Zgromadziła się liczna Polonia właśnie stąd,
z Tunezji, ale było też bardzo wiele osób niepolskojęzycznych, dlatego Liturgia
była sprawowana w trzech językach: polskim, arabskim i francuskim. Poszczególne
części stałe Mszy św. były czytane na zmianę w różnych językach. Ale przybyło
też bardzo wielu Polaków, którzy znali ks. Marka. Poza tym przyszło też sporo
Arabów, muzułmanów, którzy wzięli udział w Liturgii. Pojawiło się wprawdzie
sporo młodych Arabów, którzy znali osobiście ks. Marka, ale byli również tacy,
którzy znali go jedynie ze słyszenia. Poruszyła ich jego tragiczna śmierć. Jak
zdążyliśmy się zorientować, ks. Marek naprawdę bardzo dobrze tu pracował. Znali
go i księża, i muzułmanie. Miał bardzo wielu przyjaciół. Był uważany za bardzo
dobrego misjonarza, zakonnika, kapłana, salezjanina…
Kiedy czyta się listy, relacje, które ks. Marek zamieszczał w internecie,
widać, że był on kimś, kto głęboko kochał Boga i człowieka, kimś, kto pomimo
niesłychanie trudnej pracy na placówce misyjnej w kraju muzułmańskim, gdzie
głoszenie Ewangelii sprowadza się do dawania świadectwa własnym życiem, był
pełen zachwytu dla świata…
– To prawda. Ktoś nawet tam, w Tunezji, mówił, że ks. Marek szanował człowieka
niezależnie od wyznania. Wielu muzułmanów przychodziło i mówiło: "Dziękujemy za
ks. Marka, ponieważ on nas bardzo szanował, a my przecież nie jesteśmy
chrześcijanami". Kiedy nadszedł moment składania kondolencji tacie i siostrze
ks. Marka, bardzo wielu muzułmanów podchodziło, ściskało rodzinę ks. Marka,
płakało. I to było pocieszające, na pewno. Tata i siostra ks. Marka przyjęli te
kondolencje. Z całą pewnością nie ukoi to ich żalu, natomiast był to bardzo miły
moment. Chciałbym zaznaczyć, że bardzo serdecznie zostaliśmy przyjęci i przez
wspólnotę salezjanów, i przez ambasadę polską w Tunezji. Przedstawiciele
ambasady – co warto podkreślić – bardzo się o nas tam, na miejscu, zatroszczyli.
Dziękuję za rozmowę.
