Powódź tym razem nie z rzeki

Gwałtowne ulewy i oberwania chmur, jakie na skutek rozległego niżu od
kilku dni przechodzą nad Polską, niemal spustoszyły północną część Podkarpacia i
część woj. świętokrzyskiego. W wyniku burz ubiegłej nocy pod wodą znalazły się
powiaty ropczycko-sędziszowski, strzyżowski i tarnobrzeski. Podtopione są setki
domów, rozmyte drogi w Tarnobrzegu i Sandomierzu. Woda dała się we znaki także
na Mazowszu, Warmii i Mazurach.

Najbardziej poszkodowane zostały Tarnobrzeg, Sandomierz i okolice, gdzie w ciągu
12 godzin spadło aż 140 litrów wody na metr kwadratowy. W okolicach Tarnobrzega
podtopionych jest około dwustu domów. Woda wdarła się m.in. na osiedla: Sobów,
Wielowieś, Sielec i Zakrzów, które ucierpiały także w ubiegłym roku. Miejscami
sięgała na metr. Zalane zostały kanały, rowy melioracyjne, a także budynki
gospodarcze. W wielu miejscach tworzyły się zastoiska wody spowodowane m.in.
wylewem małych rzek i strumieni. Strażacy układali tam worki piaskiem,
wypompowywali wodę z zalanych domów i piwnic, udrażniali przepusty drogowe i
studzienki kanalizacyjne.
Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" Stanisław Szynalik, szef wojewódzkiego
centrum zarządzania kryzysowego w Rzeszowie, w odróżnieniu od ubiegłorocznej
powodzi tym razem mamy do czynienia nie z powodzią z rzeki, ale spowodowaną
utrudnieniami w spływie wód opadowych. – W rzekach wprawdzie poziom jest
podniesiony, ale wody utrzymują się w korytach i na razie nie grożą wylewem –
wyjaśnia Szynalik.
Wszystko zależy teraz od pogody, tymczasem prognozy nie są zbyt optymistyczne. W
ciągu najbliższych dni możliwe są opady deszczu i burze, które przy obecnym
stanie rzek mogą stanowić potencjalne zagrożenie. – Jeżeli opady będą się
rozkładać równomiernie, to Podkarpaciu nie powinna zagrażać powódź ze strony
rzek. Natomiast bardzo prawdopodobne są lokalne podtopienia, głównie ze strony
małych cieków wodnych. Dopóki niż nie ustąpi znad Polski, możemy mieć do
czynienia z intensywnymi opadami, a co za tym idzie – z zagrożeniem powodzią –
dodaje Stanisław Szynalik.
Również w sąsiadującym z Podkarpaciem województwie świętokrzyskim woda dała się
mocno we znaki mieszkańcom. Prawobrzeżna część Sandomierza tak jak przed rokiem
została zalana, podobnie jak podsandomierskie gminy: Dwikozy, Samborzec i
Wilczyce. Straty oceni komisja, która wczoraj inwentaryzowała zniszczenia. Jak
relacjonuje burmistrz Sandomierza Jerzy Borowski, duże straty są w prawobrzeżnym
Sandomierzu, gdzie zalane zostały posesje i domy. – Uszkodzona została część
tzw. Kozich schodków przy Collegium Gostomianum na skarpie sandomierskiej,
ponadto obsunęła się część skarpy przy Podwalu Górnym, podmyte są także inne
ulice – wylicza burmistrz.
Jeszcze wczoraj rano woda zagrażała m.in. hucie szkła i galerii handlowej w
lewobrzeżnej części Sandomierza, ale dzięki strażakom, których wspomagały
zastępy z Opatowa i Ostrowca Świętokrzyskiego, nie doszło do zalania obiektów.
Szef resortu spraw wewnętrznych Jerzy Miller pytany wczoraj o sytuację w
Sandomierzu podkreślił, że nigdzie wzdłuż koryta Wisły nie ma takiego stanu
wody, który by upoważniał do tworzenia atmosfery zagrożenia powodziowego. –
Mówimy nie o powodzi, a o podtopieniach – zauważył.
Nieco inaczej ten problem widzą w terenie. – Ktoś zamiast zająć się rozwiązaniem
rzeczywistego problemu, jaki stanowi ciek wodny, który za każdym razem jest dla
nas zagrożeniem, tego nie robi. Zbliżają się wybory, wszyscy prężą się do zdjęć,
a nikogo nie interesują problemy ludzi. Mamy zatem do czynienia z zasadą znaną
skądinąd, że rząd się zawsze wyżywi – zauważa burmistrz Borowski. Ulewy oprócz
podtopień domów i obiektów użyteczności publicznej zniszczyły też drogi.
Utrudniony jest m.in. dojazd do Sandomierza dla ciężarówekdrogą krajową nr 77,
która została podtopiona. Objazdprowadzi drogami wojewódzkimi przez Stalową Wolę
– Grębów -Tarnobrzeg. Nawet kilkanaście dni mogą potrwać naprawy dróg w powiecie
strzyżowskim, gdzie podmyte są także mosty i przepusty.
 

Mariusz Kamieniecki

drukuj