Polska stroną w budowie rosyjskiej elektrowni

W rosyjskim obwodzie kaliningradzkim w pobliżu miejscowości Niemen w
tym roku ma ruszyć budowa Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej. W postępowanie
środowiskowe poprzedzające jej budowę włączyła się Regionalna Dyrekcja Ochrony
Środowiska w Białymstoku, gdyż mieszkańcy województwa podlaskiego, którego
północna część graniczy z obwodem kaliningradzkim, dobrze pamiętają, ile
wycierpieli z powodu awarii w Czarnobylu.

Budowa pierwszego bloku elektrowni ma rozpocząć się jeszcze w tym roku, a
cały obiekt ma być gotowy do roku 2016. Bałtycka Elektrownia Jądrowa znajdować
się będzie w niewielkiej odległości (około 200 km) od dużych polskich miast,
takich jak Olsztyn i Białystok. Obecnie prace dotyczące jej lokalizacji prowadzą
rosyjskie służby środowiskowe. Zgodnie z prawem międzynarodowym skierowały one
pytanie do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie, czy „Polska
będzie czuła się stroną w sprawie budowy elektrowni jądrowej na terenie obwodu
kalingradzkiego?”. Ta rozesłała to zapytanie do wszystkich swoich regionalnych
przedstawicielstw. – To jest postępowanie transgraniczne, dlatego Rosjanie
przesłali nam to zapytanie. Dyrektor naszego ośrodka rozpatrzył je i uznał, że
czujemy się stroną w tej sprawie, więc powinniśmy uczestniczyć w postępowaniu
środowiskowym, jakie toczy się w Rosji – powiedziała nam Małgorzata Wnuk,
rzecznik RDOŚ w Białymstoku. – Teraz Rosjanie będą musieli nas informować o
każdym kroku podjętym w związku z budową u siebie elektrowni atomowej, a my
będziemy im przesyłać nasze uwagi i wnioski – dodała. Prawo do uzyskania
informacji na temat powstającej blisko województwa podlaskiego elektrowni
jądrowej mają wszyscy jego mieszkańcy. Komplety dokumentów dotyczących budowy
elektrowni atomowej RDOŚ w Białymstoku rozesłała już do wszystkich starostów
podlaskich powiatów. Od chwili ich otrzymania mają one 21 dni na składanie
wniosków i uwag w tej sprawie.
Wiadomo już, że podobna elektrownia do roku
2018 ma stanąć również na polskim Pomorzu. Wygląda na to, że mieszkańcy
województwa podlaskiego również mają powody, by obawiać się skutków jej
działalności. Rządowe plany przewidujące, iż odpady radioaktywne z mającej
powstać na Wybrzeżu elektrowni atomowej wywożone będą na tereny wschodnich
województw, m.in. do Krasnopola na polsko-litewskim pograniczu, Tajna koło
uzdrowiskowo-turystycznego Augustowa, do turystycznych tatarskich Kruszynian,
których pięknem kilka dni temu zachwycał się książę Walii Karol oraz do
Pogorzeli leżącej nieopodal uzdrowiskowej Gołdapi. W rządowych raportach za taką
lokalizacją składowisk odpadów radioaktywnych mają przemawiać leżące na
głębokości 600 metrów złoża granitu. – Dotarły do nas słuchy o planowanych przez
rząd lokalizacjach składowisk odpadów radioaktywnych na naszym terenie. Nie mamy
na ten temat żadnych oficjalnych dokumentów. Lecz wydaje się to mało
prawdopodobne, gdyż lokalizacje te są na obszarze Natura 2000, na którym nie
można ich realizować – powiedziała Małgorzata Wnuk. Szczególnie nietrafioną
lokalizacją na składowanie odpadów radioaktywnych, poza tym, że to miejsce
ekologicznie doskonałe, jest Tajno niedaleko Augustowa. Według niedawno
odtajnionych dokumentów, powstałych jeszcze za czasów PRL, pod ziemią znajdują
się tam prawdziwe geologiczne skarby. Mowa tu głównie o kilkunastu rzadkich
metalach niezbędnych m.in. do produkcji nowoczesnych silników elektrycznych,
supermagnesów, luminoforów, półprzewodników specjalnych, nadprzewodników
odnawialnych i czystych źródeł energii. Według ekspertów, pokłady tych metali,
głównie związków niobu, w okolicy Tajna mogą stanowić nawet 80 procent zasobów
Unii Europejskiej. Naukowcy stawiają więc pytanie, czy zamiast budować w Polsce
kosztowną i wywołującą ogromne protesty społeczne elektrownie jądrową, nie
lepiej zająć się wydobyciem skarbów naszej ziemi.

Adam Białous

drukuj