Polska strategicznie aktywna czy bierna
Wraz z uwolnieniem Polski z komunistycznej niewoli i przystąpieniem
do organizacji Paktu Północnoatlantyckiego strategiczna sytuacja Warszawy uległa
przekształceniu. Wydawało się, że zasadniczo się poprawiła. W rzeczywistości
jednak bezpieczeństwo Polski nie jest tym, czym się wydaje
Wręcz przeciwnie, sytuacja, w mojej ocenie, pogorszyła się i
prawdopodobnie ulegnie dalszej erozji. Polska będzie musiała zdecydować, czy
pozostanie strategicznie bierna, czy też zacznie być strategicznie aktywna.
Zakrawa na ironię, że gdy Polska wstąpiła do NATO, Sojusz, który przeżył
Układ Warszawski, z własnej woli osłabił swoją moc. Mówiąc wprost, pomimo
obowiązków prawnych wynikających z zobowiązań traktatowych Polska nie może być
pewna, że NATO, a w istocie Stany Zjednoczone, wykażą się niezłomnym oddaniem
dla jej bezpieczeństwa w każdej sytuacji, a szczególnie w odpowiedzi na nowe,
wieloznaczne rodzaje zagrożeń, jak na przykład wojna gospodarcza lub wojna
cyfrowa. Tymczasem to gwarancja ze strony USA miała być właśnie taką niezbędną,
szczególną ochroną, w której Polska, wstępując do NATO, znalazłaby
zabezpieczenie swojej niepodległości.
Pomimo opłakanego stanu zdolności obronnych i determinacji w NATO, nie
wspominając już o retorycznym charakterze wypowiedzi jego obecnego sekretarza
generalnego czy podobnych zapewnień amerykańskich departamentów Stanu i Obrony,
wydaje się wciąż politycznie niepoprawne, by przyznać ten fakt publicznie. Tym
niemniej Polska musi przyjąć tę zasmucającą, ale realistyczną ocenę jako
dyskretny czynnik motywujący jej politykę bezpieczeństwa. Polska musi zająć się
swoim własnym bezpieczeństwem, gdy to konieczne, także w jakiś sposób
niezależnie. Należy zrozumieć, że będzie to polityka wysokiego ryzyka.
Zachodzą trzy niekorzystne procesy strategiczne, które Polska musi złagodzić
lub zrekompensować, skoro nie ma sama z siebie takiej mocy, by je zatrzymać. Po
pierwsze, USA zdecydowały się na ustanowienie stałych, strategicznych relacji z
Rosją. Niezależnie od tego, czy USA i Europejczycy to rozumieją, taka relacja,
gdyby zaistniała, spowodowałaby zepchnięcie całej Europy do stanu zależności od
Rosji. Nawiasem mówiąc, amerykańskie samobójcze zabieganie o przyjaźń Chin
uczyni tę relację drugorzędną, a może i nieznaczącą. Po drugie, NATO popada w
postępujący wyniszczający uwiąd i najprawdopodobniej nie uda się go odrodzić.
Unia Europejska, druga instytucjonalna podstawa bezpieczeństwa Europy, a więc i
Polski, również powoli zapada się gospodarczo i politycznie. Znów jak na ironię
stało się to widoczne, gdy Polska sprawowała w niej prezydencję. Jeśli upadnie
strefa euro, a w konsekwencji Unia Europejska utraci gospodarczą żywotność, to
tylko Niemcy będą w stanie prosperować w okresie przejściowym. Ale i niemiecka
prosperity w długookresowej perspektywie jest wątpliwa, co wynika z trendów
demograficznych, takich samych na całym kontynencie. Zastój gospodarczy Unii
Europejskiej oczywiście osłabia też polityczną i militarną siłę NATO. Te dwie
tendencje, w USA i Europie, składają się na efekt powolnego topienia się
fundamentów bezpieczeństwa Polski po zimnej wojnie. Po trzecie, kierownictwo
Rosji świadomie i z premedytacją odbudowuje rosyjskie imperium, chociaż środkami
odmiennymi niż jego dwaj poprzednicy i w formie dostosowanej do współczesnych
warunków i wrażliwości oraz mniej kosztownej. Przecież nie tak dawno Władimir
Putin zapowiedział, że Rosja będzie podejmować starania na rzecz budowy Związku
Euroazjatyckiego, do którego wejdą "stany" byłego Związku Sowieckiego: Białoruś
i – co najważniejsze – Ukraina. Najbardziej niebezpieczne, szczególnie dla
Polski, jest to, że Rosja trzyma się niezachwianie swojego roszczenia do
uprzywilejowanej pozycji w Europie Wschodniej.
W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwóch dekad demokratyczne i
republikańskie administracje podporządkowały amerykańskie interesy w Europie
Wschodniej i amerykańskie wsparcie dla interesów Europy Wschodniej dążeniu do
strategicznego partnerstwa z podobno demokratyzującą się Rosją. Tak zwana
polityka "resetu" jest jedynie ostatnim wyrazem wieloletniego procesu popadania
z własnej woli w urojenie. Rozliczenia wpisane w porozumienia o kontroli zbrojeń
powodujące jednostronne rozbrojenie USA oraz modyfikacja umiejscowienia tarczy
antyrakietowej USA w Europie Wschodniej z powodu rosyjskich zastrzeżeń służą
osłabieniu i rozkładowi zdolności obronnych USA i NATO. Te porozumienia nie
uwzględniają także współczesnych form zagrożeń, takich jak nacisk ekonomiczny
dla celów politycznych i wojna w cyberprzestrzeni. Dopóty, dopóki Rosja nie
przyjmie i nie zacznie działać według zachodnich zasad i wartości, partnerstwo
strategiczne USA z Rosją pozostaje chimerą. Umowy, które dotyczą jedynie
szczegółowych tematów, nie łamią fundamentalnej różnicy między Rosją a USA i nie
mogą doprowadzić do partnerstwa strategicznego. Niezależnie od tych faktów Stany
Zjednoczone będą wciąż zbliżać się do Rosji, w razie potrzeby z pominięciem lub
ze szkodą dla interesów Europy Wschodniej. W konsekwencji suwerenność Polski
jest znowu wątpliwa. Jest ona zagrożona przez iluzje polityki Stanów
Zjednoczonych nastawionej na zaspokojenie rosyjskiej ambicji gromadzenia
wpływów.
Polityka Rosji w kluczowych kwestiach dyplomatycznych i wojskowych jest w swej
istocie konsekwentnie i odruchowo antyzachodnia. W tych kluczowych kwestiach
wyraża się to różnicami niepodlegającymi dyskusji. To z pewnością nie zmieni się
na lepsze wraz z rozszerzeniem władzy Putina nad Rosją. Rosja nie zdemokratyzuje
się, a już z pewnością nie za naszych czasów. Rosja siłą rzeczy mogła być
europejską potęgą poprzez aroganckie i agresywne użycie siły oraz upodobanie do
interwencji w Europie w celu polepszenia samooceny, ale Rosja nigdy nie była
krajem europejskim kulturowo i historycznie, co przyznawało też wielu znaczących
i rzetelnych historyków rosyjskich, w tym wielki [Gieorgij] Wiernadski. Także w
XXI wieku państwo rosyjskie wyraźnie i zdecydowanie odrzuca zasady i wartości
Zachodu, a ponadto chlubi się tym odrzuceniem. Warto przywołać prawdę
historyczną: Rosja może należeć do Europy, być w Europie lub panować nad Europą
tylko poprzez Polskę. Rosji najbardziej odpowiada sytuacja, gdy po prostu Polskę
przejmuje.
NATO słabnie
Od zakończenia II wojny światowej jednym z fundamentów geopolitycznej potęgi USA
jest NATO. To NATO dało USA na pół wieku dominację w Europie. Rosjanie
wielokrotnie powtarzali deklarację zamiaru wydalenia USA ze Starego Kontynentu i
zastąpienia Ameryki sobą, a NATO – ogólnoeuropejskim systemem bezpieczeństwa,
wchodząc de facto w rolę najważniejszego mocarstwa europejskiego. W
międzyczasie, prawie ćwierć wieku po upadku Związku Sowieckiego, Rosjanie wciąż
domagają się specjalnej strefy wpływów nad wszystkimi państwami byłego Układu
Warszawskiego. Według oficjalnych deklaracji dyplomatycznych, wciąż takie są
rosyjskie ambicje.
A NATO, na którym opiera się bezpieczeństwo Polski, stale słabnie. Jedynie
Stany Zjednoczone, przynajmniej do tej pory, spełniają założenia celów NATO
zakładających udział wydatków na obronność w budżecie na poziomie 3 proc. PKB.
Nawet Niemcy i Wielka Brytania przechodzą proces drastycznego cięcia stanów
osobowych i redukcji wyposażenia, osłabiając wydatnie swój potencjał. Oba kraje
już wyraźnie zadeklarowały niechęć do rozmieszczenia sił poza własnym
terytorium. Kondycja pozostałych członków NATO jest jeszcze gorsza i wciąż się
pogarsza. Potencjalni ochotnicy do jakiejś przyszłej koalicji tych, którzy "chcą
i mogą", okazują się obdżektorami [osobami odmawiającymi służby wojskowej ze
względu na przekonania]. Przykład niedawnej interwencji w Libii wykazał, że
europejscy sojusznicy nie są w stanie sami wkroczyć, a tym bardziej narzucić
swojej woli nawet w kraju o trzeciorzędnym potencjale bez niezastąpionego i
zasadniczego udziału USA. Libia pokazała porażkę USA, ale i porażkę Europy bez
przywództwa USA.
W ciągu ostatnich kilku lat Polska zbudowała historycznie bezprecedensowe
serdeczne stosunki z Niemcami, głównie ze względu na niemieckie inwestycje w
Polsce. Jednak w tym samym czasie Niemcy udowodniły, że są gotowe do
politycznego układu z Rosją w sprawach gospodarczych, takich jak dostawy gazu
ziemnego. Ani Niemcy, ani Francja, podobno dwie kontynentalne potęgi, nie są
jakoś szczególnie silne w konfrontacji z Rosją. Włochy, Grecja i Turcja, czyli
partnerzy Polski z NATO, również pokazały raczej wolę dostosowania się do Rosji.
Skutki europejskiej słabości woli i szczupłości portfela będą jeszcze się
potęgować, gdy zorientowana na sprawy wewnętrzne i ekonomicznie osłabiona
amerykańska administracja zmieni kierunek zainteresowania swojej polityki
bezpieczeństwa z Europy na Chiny. USA dotknięte zadłużeniem, deficytem i
gospodarczym zastojem są bliskie redukcji swoich sił w Europie do szkieletu.
Sił, które miały być widomym znakiem zaangażowania USA w bezpieczeństwo Polski.
Z amerykańskich wojsk pozostaną tylko te komponenty, które są niezbędne do
zapewnienia tranzytu sił amerykańskich działających na Bliskim Wschodzie, a
których liczba także maleje. Tym samym stacjonowanie eskadry bojowej Sił
Powietrznych USA, jak zaproponowano, nawet na zasadzie okresowego, czasowego
rozmieszczenia, jest wątpliwe. Stacjonujące, uzbrojone i gotowe do walki wojska
stanowią o ciężarze argumentów dyplomacji państwa lub koalicji. Skumulowany
efekt cięć w obronności Stanów Zjednoczonych i Europy osłabi siłę zachodniej
dyplomacji i jej wpływy. Aby wzmocnić ramię i kręgosłup Sojuszu, może przyszedł
czas na wybór konserwatywnego Polaka jako sekretarza generalnego NATO.
Subtelne narzędzia agresji
Chociaż nie ma w dającej się przewidzieć przyszłości niebezpieczeństwa odwołania
się Rosji do użycia sił zbrojnych przeciwko Polsce, to istnieją we współczesnym
systemie międzynarodowym inne, bardziej subtelne i niejednoznaczne narzędzia
agresji przeciwko państwom. Mogą one zostać użyte do podważenia ich suwerenności
lub grabieży dorobku. Rozmaite mechanizmy finansowe i handlowe łatwo mogą
doprowadzić do zubożenia kraju lub jego szantażowania. Wystarczy tylko
przypomnieć sobie politykę wyśrubowanych cen i zamykania dostaw gazu ziemnego w
całej Europie w ciągu ostatnich kilku lat przez Gazprom, który jest narzędziem w
rękach rządu rosyjskiego. Do tego dochodzą kampanie medialne, oszustwa i walka
polityczna prowadzona z myślą o dalekosiężnych celach strategicznych, by wpoić
fałszywą wiedzę i zaszczepić odruchy – polityka wpływu opartego na niewłaściwym
zrozumieniu rzeczywistości. Na te niebezpieczeństwa składają się także sekretne
działania służb specjalnych i skryte programy podkopywania państw. Nowym i
rosnącym zagrożeniem dla polityki, wywiadu, infrastruktury obrony narodowej,
przemysłu, handlu i finansów jest wojna cyfrowa. Ponownie pozostaje jedynie
przywołać zorganizowane rosyjskie ataki cyfrowe sprzed kilku lat na estoński
system bankowy, które doprowadziły do jego zatrzymania na ponad dwa tygodnie i
spowodowały ogromne straty gospodarcze.
Wraz z zacieraniem się w XX wieku rozróżnienia między stanem wojny i pokoju,
pojawieniem się nowych środków agresji oraz wrogą postawą Rosji wobec Zachodu,
najwyższy czas, by NATO na nowo zdefiniowało i potwierdziło artykuł 5 Układu
Północnoatlantyckiego. Ten artykuł zobowiązuje wszystkich sygnatariuszy do
przyjścia z pomocą jakiemukolwiek członkowi, który został zaatakowany. W naszych
czasach nie jest prawdopodobne, że jakieś państwo zaatakuje sąsiada otwarcie i
przy użyciu sił zbrojnych przekroczy ich wspólną granicę. Raczej wyzwala się
agresja niejednoznaczna i nieokreślona, w postaci skomplikowanych środków wojny
ekonomicznej, społecznej, psychologicznej, informacyjnej i politycznej. Żeby
uczynić zadość konieczności reagowania państw członkowskich NATO na wspomniane
nowe zagrożenia, artykuł 5 powinien zostać sformułowany na nowo. A Polska, która
zajmuje odsłonięte flanki w Europie i której bezpośredni sąsiedzi ucierpieli w
wyniku ataków nowego rodzaju, powinna wieść prym w tym przedsięwzięciu.
Ocalić Ukrainę dla Zachodu
Geopolitycznym kluczem do odbudowy imperium rosyjskiego jest Ukraina. W ciągu
ostatnich dwudziestu lat Stany Zjednoczone zmarnowały złoty interes na Ukrainie.
USA i NATO-wska Europa powinny były położyć silniej rękę na to państwo poprzez
bardziej ofensywną dyplomację oraz rozległy i mocny program działań niejawnych,
aby ocalić Ukrainę dla Zachodu. Ukraina mimo wszystko była kiedyś częścią
Zachodu, gdy stanowiła jedną z trzech części I Rzeczypospolitej, jak to pokazano
na tarczy herbowej Związku Narodowego Polskiego [w USA]. Zanim do władzy doszedł
obecny prorosyjski rząd w Kijowie, Ukraina deklarowała zamiar wejścia do UE i
NATO. USA i Europa mogły zrobić dużo więcej i skuteczniej w praktyce, by
wesprzeć nieudolnych, przekupnych, wiecznie skłóconych i rywalizujących ze sobą
polityków w Kijowie, zamiast jedynie ubolewać nad chaosem i obserwować, jak
trwonią niepodległość swojego kraju. Te niekończące się małostkowe kłótnie w
Radzie Najwyższej powinny być lekcją dla polityki krajowej w Polsce. Ale wykręty
Zachodu, uprzedzenia i jego punkt widzenia, przestarzałe koncepcje i myślenie
oraz, szczerze mówiąc, brak zrozumienia i hartu ducha połączone gdzie indziej z
rozproszeniem uwagi – nie zwalczą zgubnych skutków siedemdziesięciu lat
systematycznego wpajania sowieckiego zła. USA i Europa, a nawet Polska, oddały
to, co powinno było grać rolę geostrategicznego obwałowania Zachodu. Ta cesja
jest stratą o nieobliczalnych konsekwencjach strategicznych.
Kresy, historyczne wschodnie pogranicze Polski, są nadal ważne dla jej
bezpieczeństwa. To zdumiewające i rozczarowujące, że Polska sama nie zrobiła
więcej, aby utrzymać Ukrainę po właściwej stronie, ponieważ Polska posiada ostrą
i celną ocenę kluczowości Ukrainy i strategicznego położenia całej Europy
Wschodniej wobec Rosji. Niewystarczająca aktywność Polski na Ukrainie jest
szczególnie zadziwiająca na tle otwartych, aktywnych i użytecznych działań,
jakie Polska prowadziła na rzecz opozycji demokratycznej na Białorusi. Jeśli
Ukraina przesunie się na Zachód, Białoruś na pewno za nią podąży. Polska,
powstrzymując ten proces, odcięłaby Rosję od Europy i sama okrzepła w swoim
geostrategicznym położeniu. Rosja znalazłaby się tam, gdzie geograficznie i
historycznie należy.
Pistolet przyłożony do serca Europy
Jest jeszcze jedna kwestia stanowiąca potencjalne zagrożenie, co do której USA,
NATO i Polska zachowują haniebne milczenie. Chodzi o imperialistyczny
anachronizm, jakim jest Kaliningrad lub poprawniej Königsberg czy Królewiec.
Jeszcze bardziej haniebne jest to, że obszar ten jest nazwany na cześć
bolszewika [Michaiła] Kalinina, jednego z sygnatariuszy wyroku śmierci na
polskich jeńcach zamordowanych w Katyniu i innych sowieckich miejscach zagłady.
Terytorium tak nazwane jest obrazą i zniewagą dla Polski i kolejnym przykładem
rosyjskiego barbarzyństwa. Pod koniec II wojny światowej ZSRS jednostronnie
włączyło to terytorium, utworzone z północnej części dawnych Prus Wschodnich, o
powierzchni około 15 tys. km kw., prostym prawem podboju. Oczywiście, połowa
Polski, cała Ruś Zakarpacka i znaczne obszary Rumunii nie były wystarczające do
zaspokojenia zachłanności Rosji sowieckiej na obce ziemie – oto bezczelny upust
rosyjskiego imperializmu. Po zajęciu przez Rosjan Prus Wschodnich wypędzili oni
mieszkańców, zastąpili ich kolonistami, a następnie zamknęli te ziemie dla
zewnętrznego świata jako teren wojskowy. W obwodzie mieści się obecnie garnizon
wojsk lądowych, kilka baz lotniczych i dowództwo rosyjskiej Floty Bałtyckiej.
Niedawno Rosjanie dodali jeszcze do kaliningradzkiego garnizonu brygadę piechoty
morskiej. Rozmieścili też na tym terenie swój najnowocześniejszy system obrony
antyrakietowej dalekiego zasięgu. Co istotne w tym posunięciu to zasięg bojowy
tego systemu obejmujący państwa bałtyckie i Polskę. Ze względu na potrzeby
transportu lądowego z obwodu kaliningradzkiego do Rosji przez Polskę i kraje
bałtyckie korzystanie z korytarzy komunikacyjnych urasta do rangi osobnej
kwestii, jaką Rosjanie często wykorzystują do wywierania presji na kraje
tranzytowe. Podczas lotów z i do swojej kolonii Rosjanie często naruszają
przestrzeń powietrzną państw bałtyckich. Co ważniejsze, w ostatnich latach kilka
razy pojawiły się groźby umiejscowienia taktycznej broni jądrowej w obwodzie
kaliningradzkim w odwecie za niepodobający się Rosjanom rozwój instalacji NATO.
Dotyczy to deklaracji rozmieszczenia w 2008 roku rakiet krótkiego zasięgu
ziemia-ziemia w enklawie oraz wycelowanych w Polskę pocisków strategicznych
SS-27 w samej Rosji w odwecie za stacjonowanie pocisków obrony powietrznej USA i
NATO w Polsce. Jest bardzo prawdopodobne, że Rosjanie już ulokowali znaczne
ilości broni jądrowej w Kaliningradzie, niezależnie od publicznych deklaracji i
zaprzeczeń z ich strony. Kaliningrad jest bezpośrednim i stale obecnym
zagrożeniem; jest jak naładowany pistolet przyłożony do serca Europy, zwłaszcza
Polski. Rosyjska okupacja w Kaliningradzie nie może korzystać z przywilejów
posiadania terytorium według rzymskiej maksymy: beati sunt possidentes
[szczęśliwi, którzy posiadają]. Rosja nie ma prawa do roszczeń wobec tego
starożytnego kraju ani historycznych, ani demograficznych, ani kulturowych, ani
prawnych. W istocie to Polska ma najwięcej praw do ziemi pruskiej, która była
przecież jej lennem. Przypomnijmy słynny obraz Matejki "Hołd pruski"! Nie ma
żadnego powodu, by Rosja kontynuowała okupację tej ziemi, a każdy powód jest
dobry dla Europy, żeby Rosjan stamtąd usunąć. Polska powinna przełamać milczenie
Zachodu o tym niebezpieczeństwie.
Jest wiele rzeczy, które Polska może zrobić, aby poprawić swoje
bezpieczeństwo. Członkostwo Polski w Grupie Wyszehradzkiej powinno być
kontynuowane, chociaż przynosiło ono dotąd jedynie ograniczone rezultaty. Siła
tego kwartetu jest po prostu za mała, jeśli chodzi o zakres, interesy i wpływy,
a jego spójność jest zbyt niestabilna. Polska powinna stanąć na czele "Nowej
Europy" – wszystkich państw Europy Wschodniej od Bałtyku do Morza Czarnego
zmobilizowanych w celu wzmocnienia NATO i działania jako zjednoczony blok w
polityce zagranicznej, obronnej i gospodarczej na równi ze "starą Europą".
Polska jako sworzeń Europy Wschodniej zasługuje na to, by być liderem "Nowej
Europy" – jeśli tylko chce nim być.
Wewnętrzna spójność polityczna Polski może wzmocnić realizację jej
geopolitycznych i strategicznych interesów. Polscy patrioci powinni chronić
krajowe życie polityczne i intelektualne przed nieustannym, zgubnym wpływem
obcych agentów w środowisku akademickim, mediach, polityce i innych składowych
narodowego mechanizmu bezpieczeństwa. Propagują oni dezinformację, niezgodę i
rozłamy w interesie państw nieprzyjaznych Polsce. Naród Polski w okresie
powojennym był najsilniejszy, wtedy gdy polski Papież naelektryzował polski
patriotyzm i polską pobożność. Polscy patrioci powinni zwrócić uwagę, że im
bardziej Polska staje się europejska w pojęciu i wrażliwości Unii Europejskiej,
tym bardziej traci swojego unikalnego ducha. Komuniści próbowali zabić duszę
Polski, europejski relatywizm moralny również może zabić duszę Polski.
Relatywizm moralny dotyka czegoś więcej niż osobowości jednostek i ich
zachowania w codziennym życiu. Może deformować i wypierać prawidłowe,
realistyczne rozumowanie i osąd przywódców oraz opinii publicznej, które są
niezbędne do radzenia sobie z wyzwaniami i problemami w polityce zagranicznej
czy też bezpieczeństwa. W istocie relatywizm moralny, szczególnie w sprawach
bezpieczeństwa, może zagrozić niepodległości Polski. Polska musi zwrócić się do
tego, co ma najlepsze: do swojego charakteru, swojej historii, swojej tradycji,
swoich wartości i swojej wyjątkowości. Nie wystarczy, że te cechy będą
zachowywane, ale muszą być wspierane i wzmacniane. Aby utrzymać swoją duszę i
swoje bezpieczeństwo, Polska musi powrócić do tego, czym była: przedmurzem
chrześcijaństwa – antemurale christianitatis.
Silny lobbing
Istotny jest wysiłek Polonii amerykańskiej, czyli Amerykanów aktywnie świadomych
swojego polskiego dziedzictwa, w nieustannym wywieraniu nacisku na Departament
Stanu i Kongres Stanów Zjednoczonych, aby wycofać skandaliczną dyskryminację
etniczną Polski w kwestii wydawania wiz. To, że kwestia ta pojawia się w
orędziach prezydenckich, a Kongres przyjmuje uchwały upamiętniające Kazimierza
Pułaskiego, Tadeusza Kościuszkę i Konstytucję 3 maja, jest ważne, godne pochwały
i podtrzymuje polskie dziedzictwo w Ameryce. Jednak jest również wiele do
zrobienia przez Polonię i jej organizacje dla wsparcia bezpieczeństwa Polski.
Silny lobbing na rzecz polskich strategicznych interesów byłby bardziej
efektywny. Wszystkie organizacje polonijne powinny wspólnie naciskać na Kongres
i władzę wykonawczą, wpływać na kształt programów politycznych Partii
Demokratycznej i Republikańskiej, zwłaszcza w obecnej kampanii prezydenckiej. W
ten sposób polski Sejm i rząd znalazłyby wsparcie w batalii o najtrudniejsze
sprawy polityki zagranicznej i obrony narodowej. Na przykład, by staraniem
Polski i USA uruchomić więcej audycji radiowych i telewizyjnych emitowanych na
Białoruś i Ukrainę; by promować rozszerzoną ścisłą współpracę Polski ze
środowiskami wywiadu USA; lobbować na rzecz stacjonowania amerykańskich sił
zbrojnych w Polsce, a szczególnie eskadry bojowej Sił Powietrznych oraz by
portem macierzystym jakiegoś okrętu Floty Wojennej USA był Gdańsk; wreszcie, by
prowadzono w Polsce wspólne ćwiczenia polskich i amerykańskich sił specjalnych.
Nacisk konieczny jest do redefinicji artykułu 5 Układu Północnoatlantyckiego, do
wprowadzenia konserwatywnego Polaka na stanowisko sekretarza generalnego NATO.
Lobbować trzeba w USA, w NATO i na Ukrainie w sprawie członkostwa Ukrainy w
NATO, a także na rzecz zastąpienia reżimu na Białorusi, wdrożenia z pomocą CIA
programu niejawnej polskiej akcji na Ukrainie, zmobilizowania uczestników
kampanii dyplomatycznej w celu pozbycia się Rosji z Kaliningradu. Polonia składa
się z wielu wyborców. Dlaczego nie zmobilizować tych wyborców wokół trudnych
kwestii bezpieczeństwa Polski?
Polska, najlepiej przy wsparciu USA, powinna podjąć inicjatywę, aby stawić
czoła trudnym wyzwaniom strategicznym swojego bezpieczeństwa, a nie tylko
przyjmować wysiłki innych, aby zdefiniować podstawowe warunki jej
bezpieczeństwa, nawet tych przyjaznych i pełnych dobrych intencji. W
rzeczywistości, twierdzę z całą mocą, Polska nie ma innego wyboru.
Gen. Walter Jajko
Generał bryg. Walter Jajko pochodzi z rodziny polskich emigrantów. Służył w
Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych i amerykańskim wywiadzie wojskowym. Po
przejściu do rezerwy pracował w Departamencie Obrony, pełniąc m.in. funkcję
asystenta sekretarza obrony ds. wywiadowczych. Mieszka w Waszyngtonie i wykłada
w Instytucie Polityki Światowej.
tłum. Piotr Falkowski
