Polska na tym tylko straci
Komisja Europejska zaproponowała zniesienie dopłat do eksportu wieprzowiny na rynki zewnętrzne. Polska, Francja, Hiszpania i 14 innych krajów jest przeciw, ale to i tak zbyt mała siła, aby zablokować propozycję KE na forum Komitetu Zarządzającego ds. Wspólnej Organizacji Rynków Rolnych. Sprawa będzie jeszcze przedmiotem obrad ministrów rolnictwa państw członkowskich.
Bruksela chce, aby zakłady mięsne nie otrzymywały już dopłat eksportowych do wywożonych poza UE mrożonych i świeżych półtusz wieprzowych oraz innych elementów mięsa. Były jednak wciąż utrzymywane dopłaty do eksportu mięsnych produktów przetworzonych, jak np. konserwy.
Zdaniem KE, nie ma już potrzeby utrzymywania dopłat w tak szerokim zakresie, bo zmieniała się na korzyść rolników i przetwórców sytuacja na rynku. Przede wszystkim wzrosły i wciąż idą do góry zarówno ceny skupu mięsa, jak i gotowych produktów na półkach sklepowych. W niektórych krajach członkowskich ten wzrost sięgnął 20-30 procent – w Polsce jeszcze w tym roku czekają nas podobno kolejne podwyżki mięsa i jego przetworów. Jednocześnie, jak argumentuje Komisja, spada pogłowie trzody chlewnej i z tego powodu rolnicy mogą być pewni utrzymania się wysokich cen skupu w dłuższej perspektywie. Poza tym tanieją zboża, również paszowe, co wpływa na zmniejszenie kosztów produkcji żywca i poprawia się przez to opłacalność hodowli.
Ponadto KE argumentuje, że dopłaty do eksportu wieprzowiny zostały wprowadzone w listopadzie ub.r., gdy ceny mięsa były rzeczywiście niskie i już wtedy Bruksela zapowiadała, że jest to tylko czasowy instrument wsparcia dla sektora mięsnego aż do czasu poprawy sytuacji. A skoro ta sytuacja już jest lepsza, to nie ma powodów do dalszego utrzymywania dopłat.
Ale zupełnie inaczej na tę sprawę patrzy Polska. To na nasz wniosek, podpisany również przez Francję, Komisja Europejska uruchomiła w tamtym roku te dopłaty. I teraz ani Warszawa, ani Paryż nie poparły zmiany stanowiska Brukseli, argumentując, iż istnieją przesłanki, żeby jednak dopłaty utrzymać. Chodzi przede wszystkim o to, że z powodu niskiego kursu dolara wobec euro i walut narodowych w państwach unijnych spoza strefy euro opłacalność eksportu jest bardzo niska i bez dopłat sprzedaż mięsa do państw wschodniej Europy czy do Azji zostanie wstrzymana. Teraz do każdej tony wyeksportowanej wieprzowiny UE dopłaca od 300 do 540 euro, a jeśli tych dopłat nie będzie, zakłady mięsne wstrzymają eksport. To zaś spowoduje zwiększenie podaży wieprzowiny na rynkach wewnętrznych i – co za tym idzie – spadek cen żywca. Dla Polski byłaby to katastrofa, gdyż w tej chwili wywozimy za granicę około 20 procent krajowej produkcji wieprzowiny. Takiej ilości nikomu nie udałoby się upchnąć na rynku krajowym bez gwałtownego spadku cen w punktach skupu.
Podobne obawy oprócz Polski mieli także Hiszpanie, Portugalczycy i Irlandczycy. Nasze stanowisko poparły też inne kraje z naszej części kontynentu – w sumie przeciw propozycji Komisji opowiedziało się 17 na 27 państw unijnych. Dysponowały one jednak tylko 200 głosami (a potrzeba było o ponad 50 więcej) na posiedzeniu Komitetu Zarządzającego ds. Wspólnej Organizacji Rynków Rolnych. Projekt zniesienia dopłat zyskał bowiem aprobatę innych dużych unijnych państw, w tym Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii, które z racji liczby ludności mają odpowiednią siłę głosów, aby przeforsować propozycję Brukseli. Teraz nad tą sprawą będą debatować ministrowie rolnictwa i od umiejętności dyplomatycznych Polski będzie zależało, czy dopłaty uda się utrzymać.
Polska branża mięsna obawia się, że jeśli dopłaty eksportowe znikną, to nie uda nam się utrzymać pozytywnych tendencji w handlu zagranicznym wieprzowiną. Tym bardziej że perspektywy przed naszymi zakładami są rzeczywiście obiecujące. Rozwija się m.in. handel z Azją, poza tym tuż za miedzą mamy chłonny rynek ukraiński. Kijów niedawno ogłosił, że tylko w tym roku kupi za granicą 300 tys. ton mięsa. A ponieważ decydującym argumentem przy zawieraniu umów będzie cena, dopłaty eksportowe byłyby bardzo pomocne dla naszych firm. Inaczej nasze mięso będzie droższe choćby od produktów oferowanych przez Stany Zjednoczone czy też producentów z Ameryki Południowej.
Krzysztof Losz
