Polska czy partia?

Obecny kryzys w koalicji rządowej w sposób jednoznaczny sprowokował Jarosław Kaczyński. Większość obserwatorów, nawet tych bardzo przychylnych braciom Kaczyńskim, widzi w działaniach premiera kolejny etap realizacji celu budowania jednej, wielkiej partii na prawicy. Tak naprawdę bowiem Kaczyńskiemu od początku funkcjonowania koalicji rządowej chodziło o zrealizowanie tego właśnie celu. Rządzenie Polską było jakby celem drugorzędnym. Aby zbudować „wielką partię”, należało zlikwidować mniejsze podmioty partyjne, tj. Samoobronę i LPR. Gdyby te partie pozostawały w opozycji, a PiS weszłoby w koalicję z PO, zawsze stanowiłyby ogromne zagrożenie dla Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego szef PiS starał się za wszelką cenę osłabić partnerów koalicyjnych. Pierwsza dymisja wicepremiera Leppera, przypomnijmy, łączyła się z nominacją Wojciecha Mojzesowicza na ministra w kancelarii premiera odpowiedzialnego za rolnictwo. Był to wyraźny policzek wymierzony w Samoobronę, zwłaszcza że Mojzesowicz był przeciwnikiem Leppera jako były członek Samoobrony. „Taśmy Renaty Beger” w doskonały sposób ilustrowały, jakie intencje miało PiS w stosunku do koalicjanta. Chodziło po prostu o rozbicie partii będących dla partii braci Kaczyńskich największą konkurencją. Podobne działania wykonywano w odniesieniu do LPR. Sprawność, z jaką na scenie politycznej poruszało się PiS, spowodowała, że od dłuższego już czasu osiągnęło ono władzę w kraju, jakiej do tej pory żadna z partii prawicowych nie miała. Praktycznie wszystkie najważniejsze stanowiska państwowe obsadzone zostały ludźmi PiS, wszystkie niemal projekty ustaw przechodziły gładko przez Sejm. Dlaczego zatem została wywołana na powrót wojna z Lepperem? Ano dlatego, że celem najważniejszym nie było rządzenie, lecz budowa wielkiej partii. O tym, iż premierowi nie tyle chodziło o „ukaranie” Leppera, ile o rozbicie Samoobrony, świadczy znowu nominacja Mojzesowicza, tym razem na ministra rolnictwa. Oczywiście było to złamanie ustaleń koalicyjnych i musiało wypchnąć Samoobronę realnie poza koalicję. Obecna gra toczy się o to, kto jest odpowiedzialny za rozbicie koalicji. Pamiętajmy, że ogromna większość opinii patriotycznej jest zwolennikiem układu, który do tej pory rządził Polską. Nie ulega jednak wątpliwości, że ostatnie działania są autorstwa nade wszystko Jarosława Kaczyńskiego i on ponosi odpowiedzialność za dzisiejszy rozwój wypadków.

Czy zbudowanie jednej partii na prawicy jest możliwe? Jakie to będzie mieć skutki dla Polski? Odpowiadając na drugie pytanie, należy bezwzględnie stwierdzić, że niszczenie obecnej koalicji jest szkodliwe dla kraju. Powiem więcej: twierdzenie, jakoby dało się pogodzić cele dobra Polski i budowania wielkiej partii, jest mylne. Raz za razem pojawiają się sprzeczności i politycy muszą rozstrzygać, czyj interes poświęcić: partii czy państwa. Jeśli celem głównym jest budowa partii, zawsze cierpi na tym Polska.

Przy odpowiedzi na pierwsze pytanie, czy możliwe będzie zbudowanie jednej partii na centroprawicy, jawi się również odpowiedź na nie. Widać to choćby po ostatnich sondażach. Zatem wielka gra w polityczne szachy, którą prowadzi PiS, może okazać się najnormalniej w świecie nieskuteczna. Bo nawet jeśli spotęguje się atak na Samoobronę, to ta ostatnia może odpowiedzieć równie mocnym atakiem porównywalnym do „taśm Beger”. W tej walce obóz centroprawicowy będzie się kompromitował i marzenia o jednej partii pójdą w zapomnienie. Wielka wizja, że dziś odda się władzę PO i LiD, a po kilku latach obóz prawicowy w większej sile wróci do władzy, jest po prostu tyleż prorocza, co ryzykowna. Kto bowiem jest w stanie przewidzieć rozwój wypadków za kilka lat? Gra w polityczne szachy od strony intelektualnej może jest ciekawa, pamiętajmy jednak, że szachownicą jest Polska. Wysoce wątpliwe jest, czy powinna ona być przedmiotem gry, czy raczej głównym celem działań politycznych. Dla Polski można poświęcić wszystkie partie, jakie na scenie istnieją, nigdy odwrotnie.

Mieczysław Ryba
drukuj