Kto zyska, a kto straci

Wydarzenia ostatnich tygodni wydają się w sposób szczególny komplikować naszą scenę polityczną. Chociaż koalicja formalnie istnieje, to – jak deklarują zwłaszcza liderzy PiS i Samoobrony – właściwie już jej nie ma. Wydaje się, że Liga Polskich Rodzin, trzeci koalicjant, próbuje grać rolę mediatora, jednak tak naprawdę wpływ LPR na decyzje PiS czy Samoobrony jest niewielki lub raczej żaden.



Obecna sytuacja jest niekorzystna dla wszystkich koalicjantów. Na przedterminowych wyborach tracą zarówno PiS, LPR, jak i Samoobrona. Dlaczego? PiS może zaprzepaścić efekty rządów i sukcesów koalicji, jak chociażby znaczący wzrost gospodarczy czy spadek bezrobocia, które zmniejsza się z każdym miesiącem. Napływają nowe inwestycje zagraniczne, następuje rozbudowa infrastruktury transportowej, a wkrótce zapewne sportowej związanej z Euro 2012. Mimo szybkiego rozwoju gospodarczego naszego kraju jest jeszcze wiele do zrobienia. Można więc mieć nadzieję, że i pozostałe problemy mogłyby być wkrótce rozwiązane pozytywnie, jednak przedterminowe wybory spowodują, że te wszystkie sukcesy, które niewątpliwie można przypisać także Prawu i Sprawiedliwości, mogą być szybko zapomniane. Nie tylko z powodu propagandy mediów liberalnych, które za wszelką cenę próbują dezawuować sukcesy tej partii, ale również dlatego, że PiS może nie wygrać najbliższych wyborów. A jeśli nawet wygra, to trudno sobie wyobrazić, aby program „solidarnego państwa” był w przyszłości realizowany z liberalną Platformą Obywatelską czy też z SLD, gdyż powrót do koalicji z Samoobroną będzie raczej niemożliwy, a LPR tak znaczącego wyniku, aby utworzyć koalicję tylko z PiS, zapewne nie uzyska.

Na wcześniejszych wyborach traci również Samoobrona, gdyż nie tylko notowania tej partii w sondażach opinii społecznej są coraz niższe, ale również zarzuty stawiane niektórym członkom tego ugrupowania spowodują, że odwróci się od niej jej żelazny elektorat, co może oznaczać jej marginalizację. A wtedy wizja zajmowania ważnych stanowisk w państwie i realizacja programu Samoobrony oddala się w sposób bezpowrotny.

Podobnie traci LPR, która balansuje na granicy progu wyborczego. Powołany wraz z Samoobroną LiS wydaje się mieć bardzo kruchą konstrukcję bytową, zwłaszcza jeżeli potwierdzą się zarzuty stawiane niektórym członkom Samoobrony. Trudno sobie wyobrazić, aby LPR ryzykowała swoją reputację, współtworząc dalej LiS. Bez istnienia obecnej koalicji realizacja przedstawionego przez wicepremiera Romana Giertycha programu w zakresie zarówno edukacji, jak i polityki rodzinnej będzie niemożliwa.

Sytuację komplikuje dodatkowo zdymisjonowanie przez premiera ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka.

Całe to zamieszanie polityczne efektywniej próbuje wykorzystać opozycja. Mówi o powołaniu tymczasowego rządu składającego się z wszystkich partii oprócz PiS. Na czele takiego gabinetu chętnie stanąłby przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak. Donald Tusk, chociaż twierdzi, że musi dziesięć razy się zastanowić nad koalicją z Lepperem, Giertychem i Olejniczakiem, ostatecznie jej nie wyklucza.

Najbardziej z takiej sytuacji wydają się zadowolone SLD i PO. Chociaż politycy PO nie wykluczają powołania rządu „fachowców”, jednak jest to ostateczne rozwiązanie. Donald Tusk wolałby z pewnością przedterminowe wybory, które zwłaszcza przy obecnych notowaniach sondażowych są dla niego najbardziej korzystne.

Największy spokój w tej sytuacji wydaje się zachowywać PSL, którego notowania sondażowe wahają się na granicy progu wyborczego. Partia ta jednak posiada solidne struktury terenowe, a na dodatek niejasna do końca sytuacja w Samoobronie powoduje, że PSL raczej może być spokojne o miejsce w przyszłym parlamencie.

W świetle tych wydarzeń przyspieszone wybory parlamentarne wydają się nieuniknione. Świadomość tego ma sam premier, który mówi, że jeżeli nie ma sejmowej większości, muszą być wybory.

Nad porozumieniem i kompromisem partii koalicyjnych górę wzięły własne ambicje i duma, która nie pozwoliła zrealizować założonego ambitnego wspólnego planu. Projekty naprawy państwa, tak często atakowane i krytykowane przez opozycję i środowiska liberalne, służyły rozwojowi Polski i dawały nadzieję wielu Polakom. Destrukcja trzech koalicyjnych partii nie tylko nie pozwoli na zrealizowanie tego programu, ale również spowoduje, że wkład tych ugrupowań w szybki rozwój gospodarczy w ciągu ostatnich dwóch lat będzie przypisany nie rządzącym jeszcze partiom, lecz zupełnie innej, która być może wygra przyszłe wybory parlamentarne.

Jeżeli dojdzie do rozpadu obecnie rządzącej koalicji, a następne wybory wygra opcja lewicowa lub liberalna, to można śmiało stwierdzić, iż skończy się w ten sposób bezpowrotnie wizja „państwa solidarnego”.

dr Bogdan Więckiewicz

Autor jest pracownikiem naukowych Instytutu Socjologii KUL w Katedrze Makrostruktur oraz wykładowcą WSKSiM w Toruniu

drukuj