Polonia poruszy Kongres

Z Krystyną Kwiatkowską, żoną dowódcy operacyjnego Sił Zbrojnych gen.
Bronisława Kwiatkowskiego, i Dorotą Skrzypek, żoną prezesa Narodowego Banku
Polskiego Sławomira Skrzypka, rozmawia Marta Ziarnik

Wróciły Panie właśnie z USA. Przyjęcie było ciepłe?
Dorota Skrzypek: – To prawda. W miniony weekend, na zaproszenie Polish American
Congress, razem z panią generałową Krystyną Kwiatkowską poleciałyśmy do Stanów
Zjednoczonych, gdzie miałyśmy niezwykłą okazję spotkać się z Polonią mieszkającą
w okolicach New Jersey i w Nowym Jorku. Wzięłyśmy udział w dwóch zorganizowanych
przez PAC i klub "Gazety Polskiej" spotkaniach, w których za każdym razem brało
udział po kilkaset osób. Często byli to ludzie, którzy przyjechali na nie
naprawdę z daleka. Poza tym odbyłyśmy także kilka mniejszych, prywatnych
spotkań, jak chociażby to w kościele św. Kazimierza w Newark czy w Instytucie
Piłsudskiego w Nowym Jorku. Przyjęto nas niezwykle serdecznie. Dla mnie
osobiście był to bardzo wzruszający, ale i krzepiący wyjazd, bo amerykańska
Polonia po raz kolejny udowodniła, że jest częścią naszego Narodu, a sprawy
Polski są jej bliskie. Razem z panią Krystyną spędziłyśmy w USA kilka naprawdę
intensywnych dni i wróciłyśmy do Polski zmęczone, ale także bardzo poruszone i
zbudowane postawą naszych rodaków mieszkających za oceanem.
Krystyna Kwiatkowska: – Co do tego zmęczenia, to rzeczywiście prawda, o czym
sama może się pani przekonać, patrząc na nas (śmiech). Ale to, co przeżyłyśmy,
tej serdeczności, jaką zostałyśmy otoczone, tych wzruszeń z niczym nie można
porównać. Lepszego przyjęcia nie mogłam sobie życzyć.

Jak oceniają Panie efekty wizyty w Stanach Zjednoczonych?
K.K.: – Od dłuższego już czasu bardzo chciałam spotkać się osobiście z Polonią,
z ludźmi, którzy są żywo zainteresowani sprawami Polski, w tym właśnie sprawą
katastrofy smoleńskiej. Dlatego też gdy tylko otrzymałam zaproszenie,
postanowiłam przełożyć wszystkie inne sprawy, żeby wreszcie zrobić to, o czym
już wcześniej tyle myślałam. I naprawdę bardzo jestem zadowolona z tej wizyty.
Polonia szczerze interesuje się naszą – rodzin ofiar – sytuacją. Tym, czy rząd
nam pomaga, czy nas informuje o stanie śledztwa itp. To zainteresowanie Polonii
wynika z naprawdę szlachetnych pobudek, z jej miłości do Ojczyzny. I to
zainteresowanie, ta pamięć o naszych bliskich i ich dokonaniach natchnęła mnie
wielką energią, tak bardzo w tej chwili mi potrzebną. Myślę, że efekty tych
spotkań są po obu stronach. My otrzymałyśmy zapewnienie, że Polonia będzie robić
wszystko, aby tę sprawę poruszyć w Kongresie. Z naszej zaś strony starałyśmy się
jak najrzetelniej przedstawić sytuację rodzin, opisać najbardziej interesujące
Polonię kwestie, zdementować wszystkie kłamstwa na nasz temat, zaprzeczyć
kłamstwom forsowanym przez rząd i niektóre media.
D.S.: – Pojechałam do USA z trzech ważnych powodów. Przede wszystkim chciałam
szczerze podziękować Polonii amerykańskiej za jej zaangażowanie w wyjaśnianie
sprawy katastrofy smoleńskiej, za poparcie, jakiego udzieliła rezolucji
kongresmana Kinga, za demonstracje organizowane w proteście przeciwko sposobowi,
w jaki prowadzone jest śledztwo, oraz za jej wielką życzliwość i wsparcie,
których my, rodziny smoleńskie, tak często osobiście doświadczamy. Chciałam też
publicznie podziękować trojgu niezwykłych ludzi, tzn. państwu Marii i Wiesławowi
Biniendom (którzy także uczestniczyli w spotkaniach z Polonią) oraz dr.
Kazimierzowi Nowaczykowi, za ich odwagę i determinację w badaniach mających na
celu rzetelne, naukowe wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Widać dziś wyraźnie, ile
może jeden człowiek i jego odwaga w mówieniu prawdy. Działania tych trojga
ludzi, a szczególnie pana profesora Biniendy i doktora Nowaczyka, sprawiły, że
coraz więcej naukowców w Polsce i za granicą angażuje się w prace naukowe
dotyczące wyjaśnienia przyczyn tragedii spod Smoleńska. Tylko w naszym kraju już
przeszło 20 uczelni wyższych zgłosiło chęć udziału w międzynarodowej konferencji
poświęconej temu zagadnieniu. Myślę, że gdyby nie oni, jeszcze niedawno taka
sytuacja nie byłaby możliwa. Dziś z wielką nadzieją patrzę na to, co dzieje się
w świecie naukowym, i mam poczucie, że wielka w tym zasługa naukowców ze Stanów
Zjednoczonych. Trzecim powodem mojej wizyty w Nowym Jorku była niezgoda na to, w
jaki sposób przyczyny katastrofy wyjaśniają polskie władze i organa śledcze.
Jestem przekonana, że mój mąż i pozostałe 95 osób, które zginęły pod Smoleńskiem
– podobnie zresztą jak każdy obywatel wolnej, demokratycznej Polski – zasługuje
na to, żeby okoliczności jego śmierci zostały uczciwie wyjaśnione. Wierzę, że
mój mąż zasługuje na to, aby państwo, dla którego pracował z takim poświęceniem
do ostatnich chwil swojego życia, rzetelnie przeprowadziło śledztwo i godnie
uczciło jego pamięć. Głęboko wierzę, że tak się kiedyś stanie.

O co najczęściej pytała Polonia, co ją najbardziej interesuje, niepokoi,
bulwersuje?

D.S.: – Polonia w USA jest żywo zainteresowana tym, co dzieje się w Polsce, i
bardzo dobrze orientuje się także w kwestiach dotyczących katastrofy. Podobnie
jak nas, rodziny smoleńskie, ich także niepokoją zaniedbania, jakich dopuszczono
się w trakcie śledztwa, bulwersują kłamstwa i niejasności, jakie narosły wokół
tragedii z 10 kwietnia. Polonia nie zgadza się także na kompletny brak
zdecydowanych działań ze strony polskich władz w sprawie chociażby dostępu
naszej prokuratury do oryginalnych dowodów w sprawie. Szokuje ich niszczejący
wrak, brak oryginałów czarnych skrzynek i wiarygodnych dokumentów sekcyjnych.
K.K.: – Podczas tych spotkań Polonia zadawała nam wiele pytań, co świadczy o
tym, że naprawdę obchodziło ich to, o czym mówiłyśmy. Były pytania m.in. o
ekshumacje, działania polskiego rządu i o współpracę z NATO. Ci ludzie nie
rozumieją, dlaczego Polska, która jest w NATO i brała udział w misjach
wojskowych tej organizacji, do tej pory nie otrzymała wsparcia w postaci
międzynarodowego śledztwa. Polonia nie pojmuje, dlaczego rząd USA nie interesuje
się polskimi generałami, którzy razem z Amerykanami służyli na wojnie chociażby
w Iraku, a którzy w dziwnych okolicznościach zginęli 10 kwietnia 2010 roku pod
Smoleńskiem. Wyjaśniałam im więc, że jednak polskie władze o takie wsparcie i
pomoc do tej pory nie wystąpiły. Zaznaczałam, że to minister obrony narodowej
powinien stanąć w obronie generała, którego starano się obciążyć winą za
katastrofę. Podobnie w jego imieniu i w imieniu pilotów powinien wystąpić
zwierzchnik Sił Zbrojnych. Tak się jednak do tej pory nie stało. I proszę sobie
wyobrazić reakcję setek osób, gdy opowiedziałam sytuację, o której pani
wspominałam podczas naszej pierwszej rozmowy – mówię o tym, że nie dość, iż
podczas uroczystości Święta Wojska Polskiego minister Bogdan Klich nie uczcił
nawet minutą ciszy nieżyjących generałów, to zwracając się do mnie, pogratulował
mi miejsca na cmentarzu dla męża, mówiąc, że "ma bardzo ładne miejsce i ogląda
cały Kraków z góry". Jak to powiedziałam, ludzie byli wstrząśnięci, że minister
może się tak zachowywać.

Jak Polonia, w tym kontekście, komentuje zachowanie polskich władz?
D.S.: – Komentuje je z dużym rozżaleniem i wstydem. Polakom w Stanach, często
tak jak nam, trudno jest uwierzyć w bezwolność i opieszałość polskiego rządu w
wyjaśnianiu tej narodowej tragedii. Wszyscy zgodnie twierdzimy, że
upolitycznienie śledztwa smoleńskiego było po prostu skandalem, bo katastrofa, w
której ginie prezydent i kilkadziesiąt najważniejszych osób w państwie, nie jest
i nigdy nie powinna być sprawą partyjną! Wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy to
kwestia polskiego honoru i wiarygodności naszego kraju na scenie międzynarodowej
i Polonia świetnie to rozumie. K.K.: – Dokładnie. Polonia zdaje sobie sprawę z
sytuacji panującej w Polsce, jednak nie rozumie, dlaczego tak właśnie się u nas
dzieje. Dlaczego polski rząd biernie przygląda się niszczeniu dowodów, dlaczego
nie dopomina się o należne nam dokumenty itp., a co najważniejsze, dlaczego
pozwala na ohydne oczernianie swoich oficerów i sam w tym uczestniczy tylko
dlatego, że tak sobie życzy Rosja? I choć Polonia ma wiedzę o absurdalnych
zachowaniach naszych władz, to o wielu rzeczach dowiedziała się dopiero od nas,
ludzie nie kryli swojego oburzenia, rozgoryczenia tymi niedociągnięciami i
mnożonymi przed nami problemami oraz faktem lekceważenia rodzin. Przyznali mi
rację, gdy podkreśliłam, że to jest nieprawdopodobne, że my – wdowy – musimy
jeździć po świecie, by bronić honoru naszych bliskich, by dopominać się o
szacunek dla żołnierzy i bronić honoru Wojska Polskiego.

W spotkaniach uczestniczył także prof. Wiesław Binienda?
D.S.: – Ludzie byli nimi bardzo zainteresowani i uważnie słuchali wykładów
profesora, a korzystając z jego obecności zadawali mu wiele szczegółowych pytań.
Wbrew temu, co twierdzą niektóre środowiska, wiedza i doświadczenie prof.
Biniendy są bardzo doceniane w Stanach Zjednoczonych, a on sam jest laureatem
wielu prestiżowych nagród. To był więc dla nas prawdziwy zaszczyt móc osobiście
z nim porozmawiać i dopytać o nurtujące nas kwestie techniczne.

Spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem?
D.S.: – Tak, bardzo dużym. Poza tym, że na te kilkugodzinne spotkania
przychodziły prawdziwe tłumy, to obecni byli na nich również dziennikarze oraz
przedstawiciele organizacji polonijnych.
K.K.: – Wystarczy nadmienić, że sale, w których odbywały się nasze spotkania,
były po brzegi wypełnione ludźmi. Nie pytałam organizatorów, ile przychodziło
osób, ale sądzę, że sale mogły za każdym razem mieścić około 200-300 osób. To
jest naprawdę niesamowite. Poza tym te spotkania trwały po 4-6 godzin, z czego
większość zajmowały pytania do nas kierowane. Takie było zainteresowanie
Polonii. I proszę sobie wyobrazić, że za każdym razem miałyśmy owacje na
stojąco.

Padły jakieś deklaracje, obietnice współpracy itp.?
D.S.: – Ponieważ nam, rodzinom, najbardziej zależy na umiędzynarodowieniu
dochodzenia smoleńskiego i zaangażowaniu w nie niezależnych ekspertów – także ze
Stanów Zjednoczonych – Polonia już od jakiegoś czasu podejmuje działania w tym
kierunku i deklaruje, że będzie robiła to nadal, namawiając do tego także swoich
przedstawicieli w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Jest także drugi nieoceniony
wymiar wsparcia ze strony Polonii, czyli jej pamięć o tych, którzy zginęli, oraz
modlitwa za nich i za naszą Ojczyznę. Nie sposób tego ani opisać, ani się za to
odwdzięczyć.
K.K.: – I wierzę, że wspólnymi siłami, przy takim zaangażowaniu, jakie mogliśmy
zaobserwować, uda nam się osiągnąć wiele.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj