Pokażcie siłę
Dzisiejszym meczem z Grecją na Stadionie Narodowym w Warszawie
reprezentacja Polski zainauguruje udział w piłkarskich mistrzostwach Europy –
największej imprezie sportowej, jaka kiedykolwiek była organizowana w naszym
kraju. Biało-Czerwoni jako współgospodarze turnieju mają nie tylko nadzieję, ale
i obowiązek pozostać w niej jak najdłużej. Ćwierćfinał jest ich celem minimum,
ale wszyscy po cichu marzymy o czymś więcej. Bo kto nam marzyć zabroni?
18 kwietnia 2007 r. – tego dnia UEFA w tajnym głosowaniu dokonała wyboru
gospodarza(y) Euro 2012. Wygrała wspólna kandydatura Polski i Ukrainy, która
zdystansowała Włochy oraz Chorwację i Węgry. Naszą reprezentację prowadził wtedy
Leo Beenhakker, a drużyna dzielnie walczyła w eliminacjach do mistrzostw Europy
w Austrii i Szwajcarii. W listopadzie dokonała niemożliwego, wygrała grupę, w
której znalazła się też Portugalia, Belgia, Serbia i Finlandia. Po raz pierwszy
awansowała do finałów, a my już wiedzieliśmy, że wystąpi również na kolejnym
turnieju. W 2012 roku. Tego historycznego dnia, 18 kwietnia, w naszym kraju nie
było ani jednego stadionu spełniającego najwyższe międzynarodowe wymagania. Dziś
mamy takowych kilka (nie wspominamy o bólach, w jakich powstawały), nie tylko
tych, które przyjmą uczestników mistrzostw. Narodową drużyną kieruje Franciszek
Smuda. Objął ją 29 października 2009 roku, zastępując tymczasowego selekcjonera
Stefana Majewskiego. Ten przejął stery w końcówce fatalnych eliminacji do
mundialu w RPA, za Beenhakkera. – Kiedy zostałem selekcjonerem, nie spodziewałem
się, że będzie aż tak ciężko – przyznał kilkanaście dni temu, podczas
zgrupowania w austriackim Lienz. Na ławce kadry Smuda zadebiutował 14 listopada
w przegranym 0:1 meczu z Rumunią. Na boisko wybiegło wtedy pięciu graczy,
których w maju 2012 r. powołał na mistrzostwa Europy: Jakub Błaszczykowski,
Dariusz Dudka, Robert Lewandowski, Ludovic Obraniak i Maciej Rybus – debiutant.
Każdy z nich ma wielkie szanse pojawić się dziś w wyjściowym składzie na mecz z
Grecją.
Gdy Smuda obejmował kadrę, wiedział, że zostanie ze swej pracy rozliczony
latem 2012 roku, po Euro. Wiedział, że przez prawie trzy lata jego drużyna nie
rozegra ani jednego meczu o stawkę. Pod presją wyniku, o punkty. Każde z ponad
30 spotkań z "Franzem" w roli selekcjonera miało charakter towarzyski. I tak
naprawdę to powoduje, że dopiero dziś przekonamy się, na co tak naprawdę stać
naszą narodową drużynę. Nie da się bowiem porównać sparingów z pojedynkami o
realną stawkę. Biało-Czerwoni, z racji bycia współgospodarzami mistrzostw, nie
musieli walczyć w eliminacjach. Byli z nich zwolnieni, tak jak Ukraińcy.
Towarzysko grali z Niemcami, Francją, Włochami czy Portugalią, ale bądźmy
szczerzy – rywale w tych starciach nie zostawiali na boisku serca i zdrowia, tak
jak zostawią w każdym pojedynku Euro. Między innymi dlatego meczu z Grecją
oczekujemy z tak wielką niecierpliwością, nadziejami, ale i delikatnymi obawami.
Smuda powołał na mistrzostwa młodą kadrę. Średnia wieku, 25,1 lat, jest
wyższa tylko od średniej Niemców (23,5). Pozostali przywieźli drużyny bardziej
wiekowe i doświadczone. Na każdego gracza z 23-osobowej grupy wyselekcjonowanej
przez naszego trenera przypada (średnio) 21 występów w narodowych barwach – tyle
samo, co reprezentantów Francji. Na przeciwległym biegunie plasują się
reprezentacje Rosji (średnia wieku 28,4) i Hiszpanii (średnia występów 43). – Na
pewno na Euro 2008 Beenhakker dysponował bardziej doświadczoną drużyną, w której
większość graczy miało doświadczenie z wielkich turniejów. Moi zawodnicy, w
przeważającej większości, będą takowe zdobywać. Mimo to uważam, że zebrałem
grupę najlepszych polskich piłkarzy. Oglądałem ich dokładnie przez 2,5 roku,
wiem, co potrafią, co mogą dać drużynie na mistrzostwach Europy – powiedział
Smuda. Trener robił wszystko, aby w przygotowaniach piłkarzom niczego nie
brakowało. Ci to potwierdzali. Zafundował im nawet psychologa, ale między
wierszami dodawał, że jeśli ktoś potrafi grać w piłkę, to porad takowego
potrzebować nie będzie. Selekcjoner starał się też przekonywać, że wybrał ekipę
nie tylko na dziś, ale i na jutro. – Dopasowałem piłkarzy pod względem
umiejętności i charakterów. Po mistrzostwach zespół powinien być jeszcze
silniejszy – zadeklarował. A jak chce grać na Euro? – Szybko i do przodu –
dodał. Polacy trafili do grupy A, obok Grecji, Rosji i Czech. Wylosowali
najlepiej jak mogli, bo tak naprawdę trafili na najsłabszych z możliwych rywali.
To automatycznie nie stawia ich w roli zdecydowanych faworytów, ale też
oczekiwania kibiców są przeogromne i konkretne – muszą awansować do
ćwierćfinału. To ich obowiązek czy plan minimum, jak go nazwiemy. Smuda to wie,
powtarza często, ale co ciekawe, za faworytów grupy uważa Rosjan. A może tak
tylko mówi, by zdjąć ze swych piłkarzy trochę presji. Nasi mieli szczęście w
losowaniu, ale tak naprawdę grupa prezentuje się niezwykle równo. Wszystko w
niej zdarzyć się może. W powszechnej opinii Polska dysponuje najlepszym zespołem
od lat. O jego sile decyduje czterech graczy europejskiego formatu: Jakub
Błaszczykowski, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Od ich
postawy będzie wiele zależeć, ale sami meczów nie wygrają. Dlatego siłą
biało-czerwonej reprezentacji musi być zespół. Razem mogą osiągnąć wiele.
Najważniejsze daty
8 czerwca: Polska – Grecja 12 czerwca: Polska – Rosja 16
czerwca: Polska – Czechy 21 lub 22 czerwca: ćwierćfinały – być może z udziałem
reprezentacji Polski 27 lub 28 czerwca: półfinały (być może z udziałem
reprezentacji Polski) 1 lipca: finał
***
W zespole siła
Nasz Dziennik, 2012-06-08
23 piłkarzy liczy kadra Polski na finały mistrzostw Europy. Szeroką, liczącą
o trzy nazwiska więcej, Franciszek Smuda powołał 2 maja, zawęził 27 maja, na
zakończenie zgrupowania w austriackim Lienz. Pierwotnie znajdował się w niej
bramkarz Łukasz Fabiański, ale nabawił się kontuzji barku eliminującej go z gry.
Drużyna jest młoda i mało, w porównaniu z rywalami, doświadczona. Tylko kilku
graczy zna smak występów w wielkich turniejach, większość w takim zadebiutuje.
Najstarszy w tym gronie jest Marcin Wasilewski, który 9 czerwca skończy 32 lata.
Mecz z Grecją może być zatem dla niego najlepszym prezentem urodzinowym. Z kolei
najmłodszy jest Rafał Wolski, jedyny nastolatek w reprezentacji. Najwięcej
występów w narodowych barwach ma na koncie Dariusz Dudka, największą liczbę goli
strzelił Robert Lewandowski. Najliczniej reprezentowane są Borussia Dortmund i
Lech Poznań, z których Smuda powołał po trzech graczy.
Bramkarze
Grzegorz
Sandomierski
(Jagiellonia
Białystok).
Ur. 5 września 1989 r.
w Białymstoku.
Wychowanek tamtejszej Jagiellonii. 3A/0 (3 mecze w kadrze, 0 bramek). Debiut w
reprezentacji: 10 grudnia 2010 r., Bośnia i Hercegowina (2:2).
Początkowo rezerwowy. Gdy kontuzji doznał Fabiański, przebywał na wakacjach na
Teneryfie. Swego czasu błyszczał w Jagiellonii, trafił do belgijskiego Genk,
gdzie jego kariera się zatrzymała. Wrócił, wypożyczony, do Białegostoku i grał
tak, że powołał go Smuda.
Wojciech
Szczęsny
(Arsenal
Londyn).
Ur. 18 kwietnia 1990 r.
w Warszawie.
Wychowanek stołecznej Agrykoli. 9A/0. Debiut: 19 listopada 2009 r., Kanada
(1:0).
As Arsenalu Londyn, uznawany za jednego z najlepszych młodych bramkarzy świata.
Obdarzony doskonałym refleksem, przy tym niezwykle charakterny i walczący o
swoje. Potrafi szczerze powiedzieć, co leży mu na sercu, o czym przekonał się
m.in. trener Kanonierów” Arsene Wenger.
Przemysław
Tytoń
(PSV Eindhoven).
Ur. 23 maja 1987 r.
w Zamościu.
Wychowanek tamtejszego Hetmana. 5A/0. Debiut: 29 maja 2010 r., Finlandia (0:0).
Wyjechał z Polski w wieku 20 lat, via Roda Kerkrade trafił do słynnego PSV
Eindhoven, gdzie wygryzł ze składu znakomitego Szweda Andreasa Isakssona. To
wystarczająca wizytówka.
Obrońcy:
Sebastian
Boenisch
(Werder Brema).
Ur. 1 lutego 1987 r.
w Gliwicach.
Wychowanek SSVg Heiligenhaus. 5A/0. Debiut: 4 września 2010 r., Ukraina (1:1).
Młodzieżowy mistrz Europy z reprezentacją Niemiec. Ulubieniec Smudy. We wrześniu
2010 r. doznał poważnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry na ponad rok.
Gdy wrócił, trafił do rezerw Werderu i
kadry na Euro.
Marcin
Kamiński
(Lech Poznań).
Ur. 15 stycznia 1992 r.
w Koninie.
Wychowanek tamtejszego Aluminium. 3A/0. Debiut: 16 grudnia 2011 r., Bośnia i
Hercegowina (1:0).
W minionym sezonie, w Lechu, wygrał walkę o miejsce w składzie z Manulem
Arboledą, którego kiedyś Smuda widział na środku reprezentacyjnej obrony. Ma
zbierać doświadczenie, które kiedyś zaprocentuje.
Damien
Perquis
(FC Sochaux).
Ur. 10 kwietnia 1984 r.
w Troyes.
Wychowanek tamtejszego Aube Champagne. 6A/1. Debiut: 6 września 2011 r., Niemcy
(2:2).
Urodzony we Francji, jego babcia była Polką, stąd pomysł Smudy, by grał w naszej
kadrze. W marcu złamał rękę w łokciu, jego forma była zagadką, ale nie dla
selekcjonera. Deklaruje się jako wyznawca wudu.
Łukasz
Piszczek
(Borussia
Dortmund).
Ur. 3 czerwca 1985 r.
w Czechowicach-Dziedzicach.
Wychowanek Goczałkowic-Zdroju. 23A/0. Debiut: 3 lutego 2007 r., Estonia (4:0).
Kiedyś był napastnikiem. Niezłym, ale nic ponadto. Teraz jest doskonałym prawym
obrońcą, jednym z najlepszych w Europie. Imponuje dynamiką, kapitalnymi
wyjściami do przodu. Cieniem kładzie się na nim udział w aferze korupcyjnej z
czasów gry w Zagłębiu Lubin.
Marcin
Wasilewski
(Anderlecht
Bruksela).
Ur. 9 czerwca 1980 r.
w Krakowie.
Wychowanek tamtejszego Hutnika. 47A/1. Debiut: 20 listopada 2002 r., Dania
(0:2).
Najstarszy, najbardziej doświadczony, najtwardszy. W sierpniu 2009 r. doznał
otwartego złamania nogi, po którym mógł nie wrócić na boisko. Przeszedł trzy
operacje i nie poddał się ani przez moment.
Jakub
Wawrzyniak
(Legia Warszawa).
Ur. 7 lipca 1983 r.
w Kutnie.
Wychowanek Sparty Kutno. 26A/0. Debiut: 6 grudnia 2006 r., Zjednoczone Emiraty
Arabskie (5:2).
Popełnia błędy, daje się ogrywać rywalom, ale w kraju nie ma lepszego lewego
obrońcy. W kwietniu 2009 r., gry grał w Panathinaikosie Ateny, został
zdyskwalifikowany za zażycie niedozwolonego środka odchudzającego.
Grzegorz
Wojtkowiak
(Lech Poznań). Ur. 26 stycznia 1984 r.
w Kostrzynie nad Odrą.
Wychowanek tamtejszej Celulozy. 18A/0. Debiut: 10 września 2008 r., San Marino
(2:0).
Opcja rezerwowa dla Piszczka. W końcówce sezonu w Lechu nie grał, Smuda odegrał
sporą rolę przy jego transferze do TSV Monachium.
Pomocnicy
Jakub
Błaszczykowski (Borussia Dortmund).
Ur. 14 grudnia 1985 r.
w Truskolasach.
Wychowanek Rakowa Częstochowa. 50A/8. Debiut: 28 marca 2006 r., Arabia Saudyjska
(2:1).
Kapitan drużyny. Wielkie serce do gry, wielkie umiejętności, dynamika, pasja,
charakter. Nie boi się podejmować trudnych tematów, mówi, co myśli. Nie ma
kompleksów, dlatego jako młodzieniec błyskawicznie wywalczył miejsce w mocnej
wtedy Wiśle Kraków.
Dariusz
Dudka
(AJ Auxerre).
Ur. 9 grudnia 1983 r.
w Kostrzynie nad Odrą.
Wychowanek tamtejszej Celulozy. 62A/2. Debiut: 12 lipca 2004 r., USA (1:1).
W kadrze rozegrał najwięcej spotkań spośród wszystkich powołanych.
Wszechstronny, bywa ustawiany na prawej lub lewej stronie obrony, na jej środku,
ale najlepiej czuje się w roli defensywnego pomocnika.
Kamil
Grosicki
(Sivasspor).
Ur. 8 czerwca 1988 r.
w Szczecinie.
Wychowanek tamtejszej Pogoni. 12A/0. Debiut: 2 lutego 2008 r., Finlandia (1:0).
Przechodził w swym młodym życiu różne koleje (hazard, problemy z dyscypliną),
ale gdy się ustatkował, pokazał, jak nietuzinkowym jest piłkarzem. Najszybszy w
kadrze, lecz dobrze przy tym panuje nad piłką.
Adam
Matuszczyk
(Fortuna
Duesseldorf).
Ur. 14 lutego 1989 r.
w Gliwicach.
Wychowanek SPVgg 1910 Merzig. 19A/1. Debiut: 29 maja 2010 r., Finlandia (0:0).
Powołany chyba tylko dlatego, że Smuda odkrył go dla kadry. Rezerwowy w
II-ligowej Fortunie Duesseldorf.
Adrian
Mierzejewski
(Trabzonspor).
Ur. 6 listopada 1986 r.
w Olsztynie.
Wychowanek tamtejszego Tampa 25. 22A/1. Debiut: 29 maja 2010 r., Finlandia
(0:0).
Najdroższy piłkarz wytransferowany z polskiej ligi. Trabzonspor zapłacił za
niego 5,25 miliona euro, ale szybko pożałował tego kroku, bo w Turcji
niespecjalnie się odnalazł.
Rafał
Murawski
(Lech Poznań).
Ur. 9 października 1981 r.
w Malborku.
Wychowanek Arki Gdynia. 42A/1. Debiut: 15 listopada 2006 r., Belgia (1:0).
Lech sprzedał go do Rubina Kazań za 3,2 miliona euro, po czym odkupił za milion.
Jego rola w linii pomocy jest nie do podważania, niezwykle waleczny.
Ludovic
Obraniak
(Girondins
Bordeaux).
Ur. 10 listopada 1984 r.
w Longeville-les-Metz.
Wychowanek FC Metz. 22A/4. Debiut: 12 sierpnia 2008 r., Grecja (2:0).
Choć gra w kadrze od trzech lat, po polsku mówić się jeszcze nie nauczył. Dobrze
wyszkolony technicznie, świetnie wykonuje rzuty wolne, jednak przytrafiają mu
się wahania formy.
Eugen
Polanski
(FSV Mainz).
Ur. 17 marca 1986 r.
w Sosnowcu.
Wychowanek Blau-Weiss Concordia.7A/0. Debiut: 10 sierpnia 2011 r., Gruzja (1:0).
Długo miał nadzieję na powołanie od selekcjonera reprezentacji Niemiec, gdy to
nie nadeszło, uległ namowom Smudy. Musiał wypierać się słów, że w meczu Polska
Niemcy kibicowałby naszym rywalom.
Maciej
Rybus
(Terek Grozny).
Ur. 19 września 1989 r.
w Łowiczu.
Wychowanek tamtejszego Pelikana. 20A/1. Debiut: 14 listopada 2009 r., Rumunia
(0:1).
Młodość, błyskotliwość, przebojowość, świetna lewa noga, czyli teraźniejszość i
przyszłość narodowej drużyny. Nie żałuje egzotycznego wyjazdu do Czeczenii.
Rafał
Wolski
(Legia
Warszawa).
Ur. 10 listopada 1992 r.
w Kozienicach.
Wychowanek Jastrzębia Głowaczów. 2A/0. Debiut: 22 maja 2012 r., Łotwa (1:0).
Najmłodszy w kadrze i być może najlepiej wyszkolony technicznie. Ma wszystko, by
zostać wybitnym piłkarzem, choć wiele nauki przed nim. Nie boi się walczyć z
mocniejszymi teoretycznie rywalami.
Napastnicy
Paweł
Brożek
(Celtic Glasgow).
Ur. 21 kwietnia 1983 r.
w Kielcach.
Wychowanek Polonii Białogan. 34A/8. Debiut: 27 kwietnia 2005 r., Meksyk (1:1).
Kiedyś uważany za niewiarygodny talent. W barwach Wisły Kraków zdobywał
mistrzostwo i tytuły króla strzelców, ale po wyjeździe za granicę zniknął. Nie
odnalazł się ani w Trabzonsporze, ani Celtiku Glasgow.
Robert
Lewandowski
(Borussia
Dortmund).
Ur. 21 sierpnia 1988 r.
w Warszawie.
Wychowanek tamtejszej Varsovii. 41A/13. Debiut: 10 września 2008 r., San Marino
(2:0).
Najlepszy piłkarz ostatniego sezonu Bundesligi. Trzeci w klasyfikacji jej
strzelców. Bohater walki o mistrzostwo Niemiec i finału pucharu tego kraju.
Wyceniany na 20-30 milionów euro. Czego chcieć więcej?
Artur
Sobiech
(Hannover 96).
Ur. 12 czerwca 1990 r.
w Rudzie
Śląskiej.
Wychowanek tamtejszego Grunwaldu. 4A/1. Debiut: 29 maja 2010 r., Finlandia
(0:0).
Rezerwowy w Hannoverze. Grywał rzadko, ale Smuda uznał, że zasługuje na swoją
szansę. Pod względem postury i budowy przypomina Lewandowskiego, ale na razie
daleko mu do klasy kolegi.
***
Puchar marzeń Delaunay´a
Nasz Dziennik, 2012-06-08
Z kart historii, czyli jak to z mistrzostwami Europy
było
Choć historia mistrzostw Europy sięga końca lat 60. ubiegłego wieku, tak
naprawdę rozpoczęła się jeszcze przed wojną. Już w 1927 roku legendarny działacz
francuskiej federacji Henri Delaunay przedstawił projekt organizacji tej imprezy
włodarzom FIFA. Wtedy został on jednak odrzucony, a co ciekawe, o miano
najlepszej drużyny kontynentu – i to od 1916 roku – walczyły reprezentacje
Ameryki Południowej. Europejczycy musieli jeszcze poczekać. Delaunay, gorący
zwolennik idei, zmarł w 1955, a trzy lata później, podczas trzeciego Kongresu
UEFA, podjęto decyzję o organizacji Pucharu Europy Narodów, w 1965 roku
oficjalnie przekształconych w mistrzostwa Europy. Francuz tej chwili nie
doczekał, ale dla oddania mu hołdu puchar dla zwycięzcy turnieju został nazwany
jego imieniem.
ZSRS – pierwszy mistrz
Jako pierwsza, w 1960 roku, sięgnęła po niego reprezentacja ZSRS. Do rywalizacji
zgłosiło się 17 drużyn (zabrakło jednak kilku potęg, m.in. Anglii, RFN, Włoch),
które walczyły ze sobą systemem pucharowym – "mecz i rewanż". Zwycięzca
przechodził dalej, przegrywający odpadał. Polska wylosowała Hiszpanię i
dwukrotnie okazała się słabsza (2:4, 0:3). Cztery najlepsze ekipy spotkały się
ze sobą we Francji na krótkim turnieju. W finale reprezentacja ZSRS pokonała
Jugosławię 2:1. Po drodze nie obyło się bez zgrzytów. Późniejsi mistrzowie, w
ćwierćfinale, mieli zmierzyć się z Hiszpanią. Do meczu nie doszło, generał
Franco podjął decyzję o bojkocie na znak sprzeciwu wobec działań Sowietów,
którzy zestrzelili nad swoim terytorium amerykański samolot szpiegowski. Także w
1964 roku nie zabrakło politycznych zawirowań. Grecja odmówiła gry z Albanią, co
było o tyle uzasadnione, że oba kraje znajdowały się praktycznie w stanie wojny.
W finale, tym razem rozgrywanym w Hiszpanii, gospodarze zrewanżowali się ZSRS,
wygrywając 2:1.
Od 1968 r. drużyna, która wznosiła Puchar im. Henri Delaunay´a, zostawała
oficjalnie mistrzem Europy. Zmienił się też format turnieju. Toczył się w
grupach, zwycięzcy ośmiu awansowali do ćwierćfinału. Dopiero jednak od
półfinału, podobnie jak to miało miejsce w przeszłości, uczestnicy przenosili
się do jednego kraju. Tym razem wybór padł na Włochy. Gospodarze dotarli do
finału, w którym spotkali się z Jugosławią. W meczu padł remis, dogrywka nie
przyniosła rozstrzygnięcia, postanowiono zatem rozegrać powtórkę. W niej lepsza
okazała się już Italia (2:0). I jeszcze jedna ciekawostka: w 1968 roku, jeden
jedyny raz w historii, o wyniku meczu zadecydował rzut monetą. W ten sposób
gospodarze w półfinale wyeliminowali ZSRS (po 120 minutach gry było 0:0).
Regulamin turnieju zakładał powtórzenie tylko finału, w pozostałych przypadkach
miało rozstrzygać losowanie – czyli moneta.
Mueller, Panenka, Platini…
Mistrzostwa w roku 1972 w Belgii (ta sama formuła, podobnie zresztą jak w 1976
r.) były popisem RFN i Gerda Muellera. Doskonały napastnik w finałowym meczu z
ZSRS zdobył wszystkie trzy bramki, przesądzając o zwycięstwie swojej
reprezentacji 3:0. Cztery lata później, w Jugosławii, zdecydowanymi faworytami
także byli Niemcy z Zachodu. Pewnie dotarli do finału, w którym zagrali z
Czechosłowacją. Nasi południowi sąsiedzi postawili zaskakujący opór, po 120
minutach remisując 2:2. Wtedy, pierwszy raz, o wyniku miały zadecydować rzuty
karne. Lepiej spisali się w nich Czechosłowacy, a do historii przeszedł sposób
wykonania decydującej jedenastki przez Antonina Panenkę. Zawodnik uderzył lekką
podcinką w środek bramki i… do dziś wielu stara się go naśladować, wiedząc, że
podobne zagrania wywołują zachwyt. Ciekawostka: żaden z czterech najważniejszych
meczów nie został rozstrzygnięty w regulaminowych 90 minutach gry. Trzy
skończyły się po dogrywce, a wspomniany finał w karnych.
W 1980 roku zmienił się format: zwycięzcy ośmiu grup eliminacyjnych awansowali
do turnieju w Rzymie i zostali podzieleni na dwie grupy. Ich zwycięzcy (RFN i
Belgia) awansowali do finału. Lepsi okazali się Niemcy, którzy wygrali 2:1. Tak
jak w niedalekiej przeszłości do sukcesu poprowadził ich Mueller, tak teraz
bohaterem był Horst Hrubesch. Po czterech latach triumfowała Francja (gospodarz)
z genialnym Michelem Platinim w składzie. Obecny szef UEFA w każdym z pięciu
meczów turnieju zdobywał gole. Łącznie uzbierał ich dziewięć, a najważniejsze
trafienie było to z finału. Trójkolorowi pokonali w nim Hiszpanię 2:0.
Ciekawostka: do eliminacji ME 1984 r. zgłosiły się wszystkie federacje zrzeszone
w UEFA. Wówczas 33.
Ach ten van Basten, niesamowita Dania
W 1988 roku wydawało się, że kolejny tytuł zdobędzie reprezentacja RFN,
gospodarz. Na ich drodze stanęła jednak rewelacyjna reprezentacja Holandii z
niesamowitym triem: Marco van Basten, Ruud Gullit, Frank Rijkaard. Pomarańczowa
ekipa zaprezentowała wspaniały futbol, ofensywny, urzekający, a van Basten
zdobywał gole, które przeszły do historii. Szczególnie ten z finału (2:0 z ZSRS),
zdobyty strzałem z woleja z niemal zerowego kąta. Do dziś to trafienie uznawane
jest za jedno z najpiękniejszych w dziejach.
Kolejne mistrzostwa, w 1992 r., okazały się z wielu względów wyjątkowe.
Wystąpiły w nich ekipy zjednoczonych Niemiec i Wspólnoty Niepodległych Państw.
Wykluczono Jugosławię, ogarniętą wojną domową. Zastąpiła ją Dania, która o tym
fakcie dowiedziała się dosłownie za pięć dwunasta. Trener Richard Moeller
Nielsen pospiesznie ściągał piłkarzy z wakacji, nie miał czasu na normalne
przygotowania. Wszyscy spodziewali się, że dość przypadkowa, z pozoru, drużyna
pożegna się z rywalizacją już po pierwszej fazie, tymczasem wygrywała i
wygrywała, i… nie przestała wygrywać. Ciesząc się sympatią całej Europy,
dotarła do finału, w którym pokonała 2:0 Niemców.
Złote gole, grecka niespodzianka
W 1996 roku, po raz pierwszy, w turnieju finałowym (zorganizowanym w Anglii)
wystąpiło 16 drużyn rywalizujących w czterech grupach. Wyspiarze marzyli o
sukcesie i faktycznie doczekali się reprezentacji, która ten sukces dać im
mogła. Ich marsz ku szczytom w półfinale zatrzymali jednak Niemcy, którzy lepiej
egzekwowali rzuty karne. Potem, w finale, nasi zachodni sąsiedzi w dramatycznych
okolicznościach pokonali Czechów 2:1. Po 90 minutach był remis 1:1, a w dogrywce
bramkę na wagę tytułu zdobył Oliver Bierhoff. Obowiązywała wtedy zasada tzw.
złotego gola – zdobyty w dodatkowym czasie automatycznie kończył mecz.
Cztery lata później, pierwszy raz, turniej zorganizowały dwa kraje – Belgia i
Holandia. Długo wydawało się, że po tytuł sięgną Pomarańczowi. W fazie grupowej
odnieśli komplet zwycięstw, w tym 3:2 po porywającym meczu z Francją. W
ćwierćfinale, grając genialnie, roznieśli 6:1 Jugosławię. W grze o finał nie
potrafili jednak pokonać bramkarza Włochów, a w rozstrzygającej serii jedenastek
trafili tylko raz. Rywale trzy. O wyniku drugiego półfinału (Francji z
Portugalią), zadecydował "złoty gol" zdobyty w 117. minucie przez Zinedine´a
Zidane´a. W ten sam sposób Trójkolorowi pokonali 2:1 Włochów w finale. Tym razem
gola na wagę tytułu strzelił David Trezeguet. W 2004 roku, na boiskach
Portugalii, doszło do największej sensacji w dziejach mistrzostw Europy. Oto
bowiem tytuł zdobyła drużyna, na którą nikt nie stawiał, która miała pożegnać
się z turniejem już po fazie grupowej. Grecja. Podopieczni Otto Rehhagela nie
zaprezentowali jakiegoś nadzwyczajnego futbolu, ale szalenie zdyscyplinowany,
ułożony i konsekwentny. Stanowili przy tym prawdziwy zespół, wyjątkową jedność i
jak się okazało, dało im to historyczny sukces. W ćwierćfinale, półfinale i
finale wygrywali po 1:0, kolejno z Francją, Czechami i Portugalią. W ogóle ten
turniej był wyjątkowy, już w fazie grupowej swój udział w nim zakończyły potęgi:
Hiszpania, Włochy i Niemcy. W 2008 roku mistrzostwa odbyły się w Austrii i
Szwajcarii, zagrała w nich wreszcie Polska, ale ten turniej przypominamy w innym
miejscu..
[WIĘCEJ]
