Podróż śladami Jezusa

Z Peterem Seewaldem, niemieckim dziennikarzem i pisarzem, autorem
książki "Jezus Chrystus. Biografia", rozmawia Bogusław Rąpała

Dlaczego zdecydował się Pan wyruszyć do Ziemi Świętej i podążyć śladami
ziemskiej wędrówki Zbawiciela?

– Pewnego razu doszedłem do takiego punktu swojej wiary, którego nie mogłem
przekroczyć. Zagadnienie prawdy o Chrystusie od dawna było zasadniczą sprawą
mojego życia, ale chciałem się w niej upewnić tak bardzo, jak to tylko jest
możliwe. Pytania, które sobie postawiłem, brzmiały następująco: Co w ogóle o
Jezusie Chrystusie możemy powiedzieć na pewno? Który obraz Jezusa jest pełny,
prawdziwy? I czy to, co głosi Kościół, opiera się na legendach czy faktach?

Owocem tych poszukiwań jest książka: "Jezus Chrystus. Biografia", po
przeczytaniu której Papież Benedykt XVI powiedział: "Świetna książka o Jezusie
Chrystusie". Co nowego chciał się Pan dowiedzieć o ziemskim życiu Syna Bożego,
czego nie znalazł Pan w Piśmie Świętym?

– Rozmawiamy tutaj o najważniejszej historii, jaka kiedykolwiek się wydarzyła. O
objawieniu, którego nie da się porównać z niczym i z nikim innym. Wpływ Jezusa
na historię jest poza wszelkimi analogiami. Jego imieniem zostały nazwane miasta
i kraje od San Salvadoru po Dominikanę. Flagi noszą Jego znak, od Union Jack po
Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Każdy kalendarz chrześcijański liczony jest od
daty Jego narodzin. Nawet ktoś taki jak Albert Einstein musiał przyznać: "Jest
tylko jedno miejsce na świecie, gdzie nie ma żadnej ciemności. Jest nim osoba
Jezusa Chrystusa". Krótko mówiąc: wraz z Jezusem na świat przyszło coś, czego
wcześniej nie było. Gdyby nie On, nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Interesowało mnie, po pierwsze: Jak powstawały Ewangelie? Kiedy dokładnie
zostały napisane? Co wiemy o kronikarzach: Mateuszu, Marku, Łukaszu i Janie? Czy
ich teksty zachowały się niezmienione i niezafałszowane? Czy obraz Jezusa musi
zostać skorygowany poprzez nowsze wyniki badań?

Jaką rolę spełniła Biblia w Pańskiej pracy?
– Absolutnie centralną. Właściwie nic innego nie robiłem, tylko z Biblią w ręku
przemierzałem Ziemię Świętą. Kiedy tam, na miejscu, podąża się śladami Jezusa,
to jest trochę tak, jakby wędrowało się po kartach Starego i Nowego Testamentu.
Jeszcze przed półwieczem miało się wrażenie, że wiele miejsc pamiętających tamte
wydarzenia pochłonęło jakieś ogromne trzęsienie ziemi. Sceptycy mówili: "A czego
oczekujecie? Przecież takie wioski jak Kafarnaum nigdy nie istniały. Wszystko to
zostało zmyślone". W międzyczasie archeolodzy odkopali wszystkie te miejsca i w
pewnym sensie pozwolili mówić kamieniom jako nieprzekupnym świadkom historii o
Jezusie Chrystusie.
Ale życie Jezusa udokumentowane jest nie tylko poprzez Biblię, lecz także
poprzez różnorodne źródła pozabiblijne, które nie pozostawiają wątpliwości ani
jeśli chodzi o Jego historyczne istnienie, ani w kwestii słuszności oddawania Mu
czci jako długo wyczekiwanemu Mesjaszowi. O żadnej innej postaci ze
starożytności nie pisano z takim wyprzedzeniem jak o Jezusie z Nazaretu. To
oznacza, że Jezus, w którego wierzymy, jest także postacią historyczną, a Jezus
jako postać historyczna jest Tym, w którego wierzymy. Nie ma mowy też o żadnym
"dopasowywaniu" Jezusowego przesłania w trzecim lub w czwartym pokoleniu. Kto
dziś czyta Nowy Testament, ma przed sobą – nie licząc niewielu niejasności w
tłumaczeniu poszczególnych słów lub zwrotów lub kwestii stylistycznych –
dokładnie to, co zostało zapisane dwa tysiące lat temu.

Faktem jest, że dzięki badaniom naukowym możemy dziś dowiedzieć się
więcej o Jezusie i czasach, w których żył, niż poprzednie pokolenia. Co dzięki
nim Pan odkrył?

– Efekty pracy historyków, archeologów, teologów, papirusologów, psychologów i
badaczy tekstów dostarczyły bogactwa materiałów, do których wcześniejsi
analitycy nie mieli dostępu. Możemy dzięki nim stwierdzić z dużym
prawdopodobieństwem, że słowo "Jezus" pojawia się w piśmie już za życia
Zbawiciela. Albo że ludzie, którzy szli za Nim, nie stanowili garstki, ale ruch
masowy. Że okolica jeziora Genezaret nie była jakąś zacofaną prowincją, ale
punktem, gdzie krzyżowały się kultury całego świata. Albo – że nie było takiego
momentu, w którym Jezus nie panowałby nad sytuacją. Wszystko to jest zasługą
Jego szeroko rozumianych umiejętności organizatorskich. Obok liczb i symboli
Ewangelia zawiera mnóstwo kodów, które wspierają przesłanie Jezusa. Oczywiście
trzeba na nowo nauczyć się składać wszystkie te elementy w jedną całość, żeby w
końcu uzyskać ogląd na całą postać Jezusa, także na "wewnętrzną stronę" Jego
rzeczywistości, na Misterium Jezusa Chrystusa.

Czy jako pisarz i dziennikarz nauczył się Pan czegoś od Ewangelistów?
– Bardzo wiele. Oni byli spostrzegawczy jak reporterzy, a wyniki swoich
precyzyjnych badań zapisywali w sposób niezwykle interesujący, nie ulegając
jednak przy tym pokusie, aby coś wygładzić lub gloryfikować.
Oczywiście jako dziennikarz napotykałem na pewne granice. Postać Jezusa jest
zbyt wielka, aby można było się łudzić, że można Go całkowicie poznać. "Jest
ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo
opisać, to sądę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać" –
zaznaczył św. Jan w zakończeniu swojej Ewangelii (J 21, 25). Z drugiej strony
jest to wspaniałe zadanie. Trzeba się do niego zabierać z wielką starannością, w
poczuciu odpowiedzialności, jaką się ponosi – starając się na nowo odkrywać
poruszającą prawdę tej historii, aby potem móc ją przedstawić w języku naszych
czasów. Czytelnik chce w pewien sposób być obok, chce otrzymać lokalny koloryt,
poczuć nie tylko pewną teologiczną głębię, ale również emocjonalność, która
wychodzi od Jezusa i która porusza.

No właśnie, w swojej książce przedstawia Pan wspólną z Chrystusem
wędrówkę przez życie, proces poznawania Go nie tylko intelektualnie, ale również
emocjonalnie. Dlaczego według Pana to takie ważne?

– Dziś znów całkiem na nowo mamy szansę odkryć historię Jezusa Chrystusa we
wszystkich jej obliczach i wymiarach. Z jednej strony wydarzenia opisane w
Ewangelii są faktem. To, co się stało, jest zrozumiałe, poruszające i
wstrząsające. Ale jednocześnie to coś o wiele więcej niż suchy fakt. Jeden
przykład: kiedy jest mowa o cudownym rozmnożeniu chleba, wydarzenie to wskazuje
na świętą Eucharystię, którą dawniej określało się jako pharmakon athanasias –
pokarm nieśmiertelności. Kto idzie drogą Jezusa, doświadcza u Jego boku
poruszającej miłości. W dodatku Jezus to Ktoś, kto nie obiecuje czegoś, czego
nie może dotrzymać.

Co Pana osobiście zafascynowało w Jezusie Chrystusie jako Bogu, ale i
człowieku?

– Wcielenie Boga w człowieka jest wydarzeniem przełomowym. Niektórzy porównują
ten akt z Genesis, z drugim dziełem stworzenia. Bóg stał się mały. Stał się
człowiekiem, aby przekazać niebieskie posłannictwo i wraz z człowiekiem na nowo
pisać historię. "Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel" –
ogłosił anioł pasterzom w Betlejem, "On jest Mesjaszem i Panem". Ten akt jest
bezprecedensowy i prawie niewyobrażalny. Oczywiście można byłoby mówić, że to
bajka, gdyby nie dało się udowodnić tego wydarzenia za pomocą faktów. W tamtej
godzinie świat zupełnie się zmienił.
Długo spierano się, czy Jezus był "tylko" Bogiem czy "tylko" człowiekiem, czy
też równocześnie i Bogiem, i człowiekiem. Ale można Go zrozumieć tylko jako
prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, kiedy jest mocą i słabością
jednocześnie. Tylko w ten sposób jako wszechmocny Bóg mógł uzdrawiać i przynieść
zbawienie, a z drugiej strony, jako człowiek pokazał, jak dobrze iść przez
życie, prawdziwie się ofiarować i poświęcić, a tym samym być przykładem do
naśladowania. Od Jezusa można nauczyć się wiele w kwestii męstwa, ale również
wiele jeśli chodzi o właściwe zachowanie się wobec kobiet, którym pozwolił się
poznać. Bo przecież po raz pierwszy jako Mesjasz objawił się kobiecie –
Samarytance przy studni. Również tuż po zmartwychwstaniu, jako prawdziwy
Chrystus i Zbawiciel, dał się rozpoznać najpierw kobiecie – Marii Magdalenie.

Czasami wydaje mi się jednak, że za bardzo dopasowaliśmy Jezusa do naszych
mieszczańskich wyobrażeń. Za bardzo ograniczyliśmy Go do ciasnych pojęć, za
pomocą których opisujemy rzeczywistość i poznanie. Ale jeśli ten Jezus
rzeczywiście nie jest nikim innym, jak wyczekiwanym z utęsknieniem Mesjaszem,
Zbawcą świata, Synem Wszechmocnego, "Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich
rzeczy widzialnych i niewidzialnych", jak to jest napisane w Credo, tworzy
jedność z Ojcem, "Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga
prawdziwego, zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu", to mówimy o rzeczach
największych i najbardziej tajemniczych, jakie kiedykolwiek widział ten świat.

Tytuł książki brzmi bardzo surowo i współcześnie. Rzadko zestawia się
Boże imiona ze słowem "biografia". Co chciał Pan przez to wyrazić albo osiągnąć?

– Do dzisiaj utrzymuje się, że nie da się chronologicznie przedstawić życia
Jezusa, ponieważ nie oddają tego Ewangelie. Myślę, że tabuizacja Jego biografii
to największe zwycięstwo, jakie odnieśli przeciwnicy Jezusa. To w pewnym stopniu
zmieniło nasze wyobrażenie o Chrystusie, z dużego i całościowego – w małe i
ograniczone. Nagle zaczęliśmy postrzegać Jezusa tylko w małych fragmentach.
Jedni oddzielnie rozpatrują Jego cuda, inni dzielą Jego słowa na autentyczne i
rzekomo fikcyjne. A tak naprawdę nie ma żadnego znaleziska, które zaprzeczałoby
informacjom podawanym przez Ewangelistów. Jest wprost przeciwnie.
Chodziło mi więc o to, aby znowu otrzymać całościowy obraz Jezusa. Nie da się
odpowiedzieć na wszystkie pytania dotyczące Chrystusa, jeśli nie pozna się także
Jego ludzkiego życia. I to jako zamkniętej i logicznej pod względem
chronologicznym całości. Jeśli Jezus mówi, że jest "drogą" i "życiem", to
powinno się rzeczywiście zrozumieć tę "drogę" i to "życie". Słowa to jedno. Jego
czyny i znaki to co innego. Dopiero zestawione razem otwierają przed nami meta-
i megaprzesłanie chrześcijaństwa. Żeby rzeczywiście poznać Jezusa, trzeba wraz z
Nim wyruszyć w drogę. Ta wspólna podróż będzie trwała długo, ale wysiłek się
opłaci. Jest to fascynujące, ożywiające, duchowo motywujące i uzdrawiające
przeżycie. Wspinamy się na nieznane dotąd szczyty, z których w końcu możemy
dostrzec, że mówimy o Kimś, kto zawsze był i cały czas jest – ale i o Kimś, z
kim musimy się liczyć.

Z pewnością zastanawiał się Pan też nad tym, jak wyglądałoby ziemskie
życie Jezusa, gdyby przyszedł na świat w dzisiejszych czasach? Takie rozważania
mają teraz sens?

– Dlaczego mają nie mieć sensu? Życie Jezusa jest po to, abyśmy mogli się nim
kierować. Żebyśmy umieli odróżniać prawdę od fałszu i nie podążali ślepo za
sloganami reklamowymi lub hasłami wynikającymi z ducha czasu. Jezus jest
nauczycielem i doradcą. Można się do Niego zwrócić w każdej sytuacji. Często
zadaję sobie pytanie: co Jezus powiedziałby na ten albo inny temat? Jak On
zachowałby się na moim miejscu? On, który nas pociesza, że nigdy nie odwróci się
od grzesznika borykającego się z troskami i problemami, że dobrze wie, jak słabi
jesteśmy, dlatego nikogo z góry nie osądza, i że na końcu On sam będzie
Miłosierdziem. Oferuje nam swoją pomoc, nikogo przy tym do niczego nie zmusza.

Myślę, że każdy z nas bardzo dokładnie wie, co Jezus by nam powiedział. Czujemy
to w naszym sercu. Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo cierpi, kiedy widzi, jak
nieprawdopodobnie błądzimy, także w obrębie Jego Kościoła, jak bardzo jesteśmy
skoncentrowani tylko na sobie. Kiedy widzi duchową brutalizację i ogłupienie.
Jezus cierpi z powodu naszego odwrócenia się od Boga i wzmagającej się dominacji
agresywnej, pogańsko-ateistycznej kultury, która próbuje wypchnąć
chrześcijaństwo poza społeczeństwo. Znów człowiek aspiruje do bycia panem tego
świata i chce być jedyną miarą dla samego siebie. Historia jest pełna tego
rodzaju eksperymentów.

W książce w ciekawy sposób porusza Pan temat paruzji. W fikcyjnym
artykule "Watykan przygotowuje się na ponowne przyjście Chrystusa" przedstawia
Pan przesłanie Papieża do rządów państw oraz ludzi dobrej woli w przededniu tego
wielkiego wydarzenia. Po przeczytaniu tego artykułu rodzi się pytanie, dlaczego
dziś wielu ludzi żyje tak, jakby nie wierzyli w tę zapowiedź?

– Zapowiedź powtórnego przyjścia jest centralnym przesłaniem Jezusa. Ten
przełomowy moment będzie większy niż wszystko, cokolwiek wydarzyło się do tej
pory. On nie tylko wywróci historię świata do góry nogami, lecz zakończy ją
taką, jaka była i jest. To największe proroctwo świata i dziwi fakt, że często
zachowujemy się tak, jakby ta przepowiednia dotycząca przyszłości naszej planety
była trochę kłopotliwa, a nawet próbujemy ją przemilczeć – mimo że w czasie
każdej Mszy Świętej modlimy się słowami: "i oczekujemy Twego przyjścia w
chwale".
Wszystkie przepowiednie Jezusa wypełniły się, tylko ta czeka jeszcze na
spełnienie. Dopiero w chwili Jego powtórnego przyjścia stanie się zadość
sprawiedliwości i zbawcze dzieło Chrystusa wraz z nastaniem nowych czasów
rzeczywiście zostanie zakończone. Papież Benedykt XVI traktuje te rzeczy
dokładnie tak samo poważnie jak jego poprzednik. Nieprzypadkowo Jan Paweł II
kanonizował swoją rodaczkę Siostrę Faustynę Kowalską. Ta wielka prorokini
podczas jednego z objawień otrzymała od Chrystusa polecenie przygotowania świata
na Jego powtórne przyjście. Nikt nie wie, kiedy to się stanie. Dziś jednak
musimy sobie uświadomić fakt, że żyjemy nie tylko w czasach po Chrystusie, lecz
już także coraz bardziej i bardziej w czasach przed Chrystusem.

Pańska książka spotkała się z wieloma głosami krytyki. O czym one
świadczą?

– Z krytyką należy się liczyć zawsze, zwłaszcza wtedy, kiedy wyjdzie się z
utartych dróg mainstreamu, a przy tym nadepnie się komuś na odcisk. Ale cóż jest
warta książka, która przez wszystkich zostanie dobrze przyjęta? I której autor
nie miałby odwagi płynąć pod prąd?
Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że wielu uczonych w piśmie, krytykując tylko dla
samej krytyki, w salach wykładowych i środkach masowego przekazu pozostawiło
postrzępioną, pokreśloną, a częściowo przekreśloną i przedartą samą Ewangelię.
Oni "przycięli" Jezusa do szerokości skrzydeł swojej własnej, przeciętnej
wyobraźni. To, co kiedyś było księgą świętą, która wstrząsnęła ludzkością,
zaczęto uważać za zbieraninę kłamstw i legend. Wszystko, co im nie pasowało,
zostało amputowane. W takim środowisku nikt już nie wie, po co w ogóle jest
Kościół, jaką ma misję i jakie przynosi korzyści.

W innych recenzjach pojawiają się opinie, że lektura Pańskiej książki
jest również bardzo ciekawa dla osób, które z Kościołem nie mają za wiele
wspólnego. Jak się to Panu udało?

– Teologowie są niesamowicie ważni. Nie poradzilibyśmy sobie bez ich pracy. Ale
Biblia nie należy do uczonych w piśmie, ale do ludu, i dziś znów trzeba ją temu
ludowi przywrócić. Również przez to, że historię Jezusa będzie się opowiadać w
sposób szczery, krytyczny, zgodny z prawdą, ale również żywy, interesujący,
emocjonalny, z podkreśleniem całej doniosłości objawienia, które zawiera coś tak
niezwykłego jak propozycja zbawienia. Wtedy znów będzie poruszać ludzkie serca i
zacznie działać jej uzdrawiająca moc.

Podróż do Ziemi Świętej i praca nad książką były z pewnością dla Pana
wielkim, osobistym przeżyciem. Co zmieniły w Pana dotychczasowym sposobie
postrzegania Jezusa Chrystusa i w Pańskim życiu?

– Kiedy zacząłem zajmować się tym tematem, nie wiedziałem, dokąd mnie
doprowadzi. W trakcie pracy nad tym projektem mogłem na nowo doświadczyć, że
chrześcijaństwo nie jest oparte na mitach, ale na faktach, jakimi są objawienie
się Jezusa i przekazanie nam przez Niego przesłania posiadającego olbrzymią siłę
sprawczą. Jezusowa "Dobra Nowina" jest przesłaniem miłości, pokoju, równości,
braterstwa i sprawiedliwości. Myślę, że ten, kto swoją wolność odnalazł w
Chrystusie, będzie stale pamiętał o tym, że jest coś więcej niż sukces, praca i
ambicja; więcej niż tylko ten widzialny świat i tylko to jedno, ziemskie życie.
Taki człowiek ma szansę znaleźć siłę, aby nie dać się ściągnąć w dół poprzez
ciężar bezsensu i głupoty, które nas osaczają ze wszystkich stron.
Całe pokolenia ludzi dręczyła tęsknota, aby móc wreszcie zobaczyć Boga. Ukazał
im się w osobie Jezusa: "Kto widzi mnie, widzi Ojca". On jest światłem świata, a
"wybawienie" w tym przypadku oznacza: Nie chcę umrzeć – i nie umrę! To jest
odpowiedź na pytanie o moją egzystencję.

Co sprawiło Panu największą trudność przy pisaniu tej książki?
– Po pierwsze, bałem się, że nigdy nie uda mi się jej skończyć. A po drugie: że
jestem nieodpowiednią osobą do wykonania tego zadania. A po trzecie i
najważniejsze: że to wszystko, co zostało objawione w Piśmie Świętym, może być i
jest prawdą. Ponieważ to objawienie jest w gruncie rzeczy tak potężne i
niesłychane, że ze zrozumiałych względów ciągle się przed nim cofamy. Gdybyśmy
je traktowali poważnie, musielibyśmy zmienić swoje życie.

Twierdzi Pan: "Jestem przekonany, że powodem kryzysu społeczeństwa jest
kryzys chrześcijaństwa. (…) A kryzys chrześcijaństwa ma swoje przyczyny w
braku zachwytu Chrystusem". Jak z tej perspektywy widzi Pan przyszłość
społeczeństwa europejskiego? Czy Jezus Chrystus jest ostatnią szansą
dzisiejszego człowieka?

– Bezspornie tak. Jeśli zamykamy się na Jezusa – Słowo Boga, nie może to
pozostać bez konsekwencji. Tak więc widzimy, jak całe społeczeństwo coraz
bardziej traci równowagę, traci zdolność oceny i mierniki wartości, jak zatraca
się w relatywizmie i wyobcowaniu. I jak w końcu przestaje prawidłowo
funkcjonować, a wtedy upadają całe systemy. Ludzie to czują. I czują również to,
że o własnych siłach nie możemy się uratować.
Przypomina o tym także Papież Benedykt XVI w swojej egzegezie o Jezusie
Chrystusie. Wszystko, co powiedział Jezus – wyjaśnia Benedykt XVI, zawsze
odnosiło się również do przyszłości. Od pytania "czy Bóg, nasz Pan Jezus
Chrystus, jest wśród nas i czy to uznamy, czy też zniknie z naszego życia,
zależy to, jak potoczą się dziś, w tej dramatycznej sytuacji, losy całego
świata".

Dziękuję za rozmowę.

Peter Seewald – niemiecki dziennikarz i pisarz. Wraz z ks. kard.
Josephem Ratzingerem napisał dwie książki "Sól ziemi" i "Bóg i świat". Autor
wywiadu rzeki z Benedyktem XVI zatytułowanego: "Światło świata". W 2011 r. w
Polsce nakładem wydawnictwa Rafael ukazała się jego książka "Jezus Chrystus.
Biografia". Seewald w młodości skłaniał się ku światopoglądowi komunistycznemu,
a nawet wystąpił z Kościoła. Pod wpływem współpracy z obecnym Papieżem i
przeprowadzonych z nim rozmów zmienił podejście do wiary, co zaowocowało
nawróceniem i powrotem do Kościoła katolickiego. Jest żonaty, ma dwoje dzieci.
Na stałe mieszka w Monachium.

drukuj