Pod Sikorskim fotel gore

Jeśli Radosław Sikorski z kretesem przegra prawybory w Platformie
Obywatelskiej, grozi mu utrata stanowiska ministra spraw zagranicznych. Janusz
Palikot, który w radiowym wywiadzie dopuścił taką możliwość, po prostu wygadał
się na temat tego, o czym od niedawna dyskutuje się w PO. Potknięcie ministra
będzie chciał wykorzystać Donald Tusk, nic więc dziwnego, że tak mocno
poirytowało go gadulstwo posła Palikota. Z nieoficjalnych informacji – do jakich
dotarł „Nasz Dziennik” – wynika, że Sikorski chce przeprowadzić z Tuskiem
szczerą rozmowę na temat prawyborów, bo sam dostrzegł, że zaczyna być w tej
rozgrywce traktowany przez większość czołowych działaczy PO jak „mięso
armatnie”, przez co jego polityczna przyszłość może być zagrożona. A na fotelu
szefa MSZ mógłby go zastąpić Jan Krzysztof Bielecki.

Janusz Palikot powątpiewa w to, aby Radosław Sikorski pozostał na stanowisku,
jeśli przegra prawybory. Co prawda oficjalnie działacze PO zaprzeczają, aby taki
scenariusz był rozważany, jednak w kuluarach nie są już tacy przychylni dla
ministra spraw zagranicznych.
Zdaniem naszych rozmówców z Platformy
Obywatelskiej, nie można wykluczyć, a nawet uznać za wielce prawdopodobne tego,
że premier pozbędzie się Sikorskiego przy nadarzającej się okazji, a taką może
być ewentualna klęska ministra spraw zagranicznych w prawyborach. – Gdyby
marszałek Komorowski wygrał stosunkiem głosów, załóżmy, 70 do 30 albo nawet
większym, to byłaby to już prawdziwa klęska i duża rysa na jego wizerunku.
Premier mógłby uznać, że członkowie PO dali ministrowi swoiste wotum nieufności,
a ponieważ Sikorski nieraz już podpadł premierowi i nie należy do grona jego
najbliższych współpracowników, to Tusk rozstałby się z nim bez żalu. Byłaby to
kara dla ministra za budowanie swojej pozycji w mediach i PO poza plecami
premiera. Donald Tusk nie zapomniał tego, że jeszcze niedawno Radosław Sikorski
był pokazywany w mediach jako najbardziej popularny minister i polityk
Platformy. Szef rządu miał prawo się obawiać, że na takim fundamencie Sikorski
mógłby umacniać swoją pozycję w partii – mówi jeden z senatorów PO. I
przypomina, że Tusk nie kieruje sie w tych sprawach sentymentami i nieraz w
przeszłości pozbywał się z PO „silniejszych ludzi niż Sikorski”, żeby wspomnieć
choćby Jana Rokitę, Andrzeja Olechowskiego, Macieja Płażyńskiego czy Pawła
Piskorskiego.
Podobne odczucia towarzyszą wielu obecnym współpracownikom
premiera, którzy z radością utrąciliby ambitnego ministra. Dla wielu z nich
Sikorski to rzeczywiście ciało obce w Platformie Obywatelskiej, a do tego, „buc
nadęty” z „rozdętym ego”. Dlatego wielu działaczy na spotkaniach partyjnych
otwarcie nawołuje do głosowania na Bronisława Komorowskiego, powtarzając
argumenty, które publicznie odważył się sformułować tylko Janusz Palikot. I choć
poseł wciąż się zarzeka, że zamilknie, to mało kto w to wierzy.

Użyteczny jak Palikot
Poseł z Lublina znakomicie odgrywa
swoją rolę „bicza na Sikorskiego”. Jest wygodny dla samego Komorowskiego, ale
także dla stronników marszałka, do których należą szef klubu parlamentarnego PO
Grzegorz Schetyna i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Najpierw był
słynny wpis w blogu Palikota z 1 marca, gdzie poseł otwarcie napisał o
kandydatach Platformy, że „choć obaj są formalnie kandydatami Platformy, to w
sensie merytorycznym i politycznym jest to wybór pomiędzy kandydatem PO
(Bronisław Komorowski) i kandydatem PO-PiS-u (Radek Sikorski), a może nawet
PiS-u”. Wybuchła awantura, Palikotowi grożono surowymi sankcjami, nawet
wyrzuceniem z partii, ale sprawa rozeszła się po kościach, a poseł z Lublina
nawet nie usunął tego wpisu z blogu. – Jak go mieli ukarać, skoro większość
zarządu popiera marszałka Komorowskiego i nawet na rękę były im ataki ze strony
Palikota, bo sami mieli czyste ręce – tłumaczy nam jeden z posłów PO.
Jego
zdaniem, nic też nie grozi posłowi z Lublina za ostatni wywiad w TOK FM. Janusz
Palikot powiedział otwarcie to, co jest publiczną tajemnicą: za kim optuje Tusk.
– Wydaje mi się, że to jest Bronisław Komorowski, ale Donald Tusk nigdy nie
powie tego publicznie, bo zepsułby ideę prawyborów – wypalił bez ogródek
Palikot. Powiedział tym samym tylko to, co w kuluarach twierdzi wielu innych
parlamentarzystów PO. Zresztą gdyby Tusk poparł oficjalnie Sikorskiego, to tak
samo przesądzony byłby los marszałka Komorowskiego.
Tym niemniej premier nie
krył poirytowania z powodu gadulstwa Palikota, bo poseł w ten sposób odkrył
karty, pokazał, w co gra szef PO i rządu, jaki może być jego dalekosiężny plan
wobec Sikorskiego. Ale poza irytacją Tusk nie może nic innego okazać Palikotowi.
Gdy dziennikarze pytali premiera podczas podróży po Kaukazie, czy poseł poniesie
konsekwencje za radiowy wywiad, odpowiedział, że raczej nie. – Nie sądzę, żeby
moim zadaniem było recenzowanie, cenzurowanie nawet niemądrych wypowiedzi
polityków Platformy. Uważam, że lepiej dla polskiego życia politycznego i PO
jest tolerować niektóre wypowiedzi, niż zamykać usta, chociaż mam wrażenie, iż
Palikot z przekraczania pewnych granic racjonalności uczynił metodę i to ze
stratą dla siebie – tłumaczył premier. Potwierdzają się więc już nieraz
wypowiadane słowa kolegów partyjnych Janusza Palikota, że jemu wolno więcej i
wielu innych parlamentarzystów za podobne wypowiedzi już dawno byłoby na
politycznej emeryturze. I choć szef rządu przestrzega, że jak wróci do kraju, to
zastanowi się, czy Palikot nie przekracza granicy przyzwoitości, za co grozi
wyrzucenie z partii, to z pewnością dojdzie do wniosku, iż ta granica nie
została jednak naruszona.
Radosław Sikorski też już chyba przejrzał grę
premiera w prawyborach i nie pozostaje mu nic innego, jak robienie dobrej miny
do złej gry. – Dla dobra Platformy Obywatelskiej ratujmy szlachetną ideę
prawyborów. Apeluję do Bronisława Komorowskiego o grę fair i powstrzymanie
kolejnych ataków personalnych jego przyjaciela Janusza Palikota – powiedział PAP
Sikorski. Poza apelami nie ma innej możliwości wpłynięcia na zachowanie
wiceprzewodniczącego klubu parlamentarnego PO. A Palikot, który znowu osiągnął
to, co chciał, i ponownie najwyraźniej odebrał część głosów Sikorskiemu,
natychmiast się pokajał i obiecał, że do końca prawyborów „będzie cicho”. „W
związku z tym, iż każda moja wypowiedź traktowana jest jako pretekst do
kwestionowania przyjętej przez Zarząd Krajowy PO RP formuły prawyborów,
oświadczam, iż do dnia ogłoszenia wyników prawyborów, tzn. do 27.03.2010 r., nie
będę wypowiadał się w mediach” – oświadczył Janusz Palikot. Ale mało kto w te
deklaracje wierzy. Głosowanie za pośrednictwem poczty zakończy się przecież już
18 marca, a przez internet będzie prowadzone od 19 do 25 marca i Palikot pod
koniec elekcji może jeszcze z czymś wyskoczyć.

Krzysiek zamiast Radka
Poseł z Lublina powiedział też
publicznie to, o czym w PO od pewnego czasu tylko się plotkuje, że w razie
dymisji Sikorskiego jego miejsce zajmie Jan Krzysztof Bielecki, szef powołanej
kilka dni temu Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów. Co prawda równie
często wspomina się o tym, że Bielecki mógłby w przyszłości być wicepremierem od
gospodarki, ale wtedy PO musiałaby rzucić rękawicę PSL i ryzykować rozpad
koalicji, więc wygodniejsze będzie odesłanie do Sejmu Radosława Sikorskiego. –
Przeciwko Sikorskiemu będzie można wytoczyć nie tylko działa w postaci wyników
prawyborów. Ale Tusk będzie mógł go ukarać także za styl prowadzenia kampanii,
choćby atakowanie urzędującego prezydenta, co będzie można pokazać jako
uderzenie w majestat Rzeczypospolitej – tłumaczy osoba z bliskiego otoczenia
premiera. – Będzie też można w razie potrzeby wyrzucić Sikorskiemu, że podczas
prawyborów zaniedbał swoje obowiązki. Teraz premier tego nie podnosi, twierdzi
nawet, że minister dobrze wypełnia obowiązki, ale może niedługo zmienić zdanie –
dodaje.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Radosław Sikorski chce jak
najszybciej spotkać się z premierem, aby wyjaśnić wszystkie kwestie związane z
prawyborami i jego przyszłością. Ale trudno oczekiwać, aby Donald Tusk był wtedy
szczery wobec swojego podwładnego. – Przecież nie powie mu, że go za jakiś czas
odwoła, jak Sikorski kiepsko wypadnie w prawyborach – podkreśla poseł Platformy,
zwolennik ministra spraw zagranicznych. – Niestety, taki scenariusz jest realny,
bo przecież nie po to Tusk ściągał Bieleckiego do swojej kancelarii, aby
kierował tylko Radą Gospodarczą. Radek przecież nie ma co się porównywać z
Bieleckim, bo nie jest ani doradcą, ani najbliższym powiernikiem premiera –
tłumaczy parlamentarzysta. Jego zdaniem, widać teraz najwyraźniej, że Tusk po
prostu wykorzystał ambicje szefa naszej dyplomacji i „wkręcił” go w prawybory, z
góry zakładając, że wygra je marszałek Sejmu. – Mam jednak nadzieję, że minister
zachowa swoje stanowisko, bo jest osobą popularną i premier nie może sobie
pozwolić na utratę takiego człowieka. Ryzykowałby, że na scenie politycznej
wyrośnie mu konkurent – uważa senator PO, także członek „obozu Sikorskiego”.
Jednak w takie pogróżki chyba mało kto w partii wierzy. – Gdzie pójdzie
Sikorski? Może tylko do Polski Plus, bo przecież PiS go nie przyjmie po tym, jak
traktował i traktuje prezydenta Lecha Kaczyńskiego. SLD też raczej odpada. No,
ale Polska Plus pewnie i tak nie wejdzie do Sejmu w 2001 roku, więc wtedy i
Sikorski zakończyłby swój żywot polityczny. Zatem jeśli zechce zostać w
polityce, będzie musiał zacisnąć zęby i robić to, co będzie od niego oczekiwał
Donald Tusk – tłumaczą przeciwnicy szefa polskiej dyplomacji.

Krzysztof Losz

drukuj