Pod inną flagą
Metoda upowszechniania specjalnie przygotowanych informacji w mediach innych
krajów, by następnie je cytować we własnym kraju dla określonych celów
politycznych, ideologicznych, gospodarczych czy społecznych, jest znana od
XIX wieku. Jako
bardzo istotny element działań socjotechnicznych szczególnego znaczenia
nabrała w okresie "zimnej wojny". KGB nawet specjalnie utrzymywało małe gazety
w niektórych
krajach basenu Morza Śródziemnego. Publikowały one wygodne dla Moskwy informacje,
na które z kolei z lubością powoływali się Kreml i przywódcy "bratnich
krajów socjalistycznych". Analizując zawartość współczesnych mediów, trudno
nie odnieść
wrażenia, że metoda działania "pod inną flagą" jest nadal stosowana.
W grudniu 2003 roku, gdy okazało się, że koalicja antyiracka nie może odnaleźć
składów broni masowego rażenia – które były propagandową przyczyną wojny w
Zatoce Perskiej – w jednej ogólnopolskiej komercyjnej stacji radiowej tylko
jeden raz była wyemitowana sensacyjna korespondencja z Londynu. Wynikało z
niej, że brytyjski wywiad MI 6 jeszcze przed wybuchem wojny w Iraku przeprowadził
bardzo ważną operację dezinformacyjną. Jej celem było uwiarygodnienie na forum
międzynarodowym doniesień dotyczących zagrożenia użycia broni masowego rażenia
przez Irak. Brytyjscy specjaliści od wojny psychologicznej spowodowali, że
spreparowane wygodne dla zwolenników wojny informacje ukazały się w kilku gazetach
w Republice Południowej Afryki oraz w prasie polskiej. "Przecieki" pochodziły
z "dobrze poinformowanych źródeł", a za tą operacją służb specjalnych stał
współpracujący z brytyjskim wywiadem jeden z inspektorów rozbrojeniowych ONZ.
Polska została specjalnie wybrana, gdyż w owym czasie nasz rząd nie był jeszcze
zwolennikiem zbrojnej interwencji w rejonie Zatoki Perskiej. Z tego powodu
uznano, że "przecieki" cytowane i przytaczane za "wolną" prasą z Polski tym
bardziej uwiarygodnią rewelacje o arsenale Husajna.
W toczonej wojnie medialnej przeciwko Radiu Maryja również bywa stosowana metoda
"pod inną flagą". Wykorzystuje się niektóre media zagraniczne do "uwiarygodnienia"
specjalnie przygotowanych informacji i "uprawdopodobnienia" propagandowych
tez. Generowane w ten sposób "rewelacje" są następnie – na zasadzie pudła rezonansowego
– cytowane na łamach określonych mediów w Polsce. Ten mechanizm ma wykazać
rzekomy obiektywizm mediów nakręcających oparte na manipulacjach ataki na Radio
Maryja.
Zamiana fikcji
w rzeczywistość
Manipulacja jest definiowana przez znawców zagadnienia jako celowe i skryte
działanie, przez które narzuca się człowiekowi i społeczeństwu fałszywy obraz
rzeczywistości. Jest tym bardziej skuteczna, im trudniejsza jest do odkrycia
i staje się "ukryta" dla zwykłego człowieka. To go bowiem utwierdza w spokoju
i powoduje, że nawet nie zastanawia się nad jej istnieniem. W atakach na Radio
Maryja stosowana jest często technika manipulacji określana jako "cliche" albo
po prostu "negatyw". Polega ona na "maskującym uproszczeniu cech opisu", a
więc przedstawieniu osób lub instytucji jedynie w aspekcie negatywnym i przesłonieniu
cech pozytywnych. Bardzo skutecznym orężem propagandowym jest perswazja ukryta.
By to osiągnąć, następuje wymieszanie informacji z komentarzem, przy czym przysłania
się dane wyjściowe i podaje gotowe wnioski w taki sposób, by odbiorca mógł
je zapamiętać i przyswoić. Wnioski nie wynikają więc z faktów, ale wybiera
się tylko te spośród faktów, które potwierdzają z góry założone wnioski.
I tak nadawca komunikatu przedstawia swój życzeniowy i zgodny z własnym interesem
porządek rzeczy jako oczywisty, akceptowany przez większość, zgodny ze zdrowym
rozsądkiem i ewentualnie potwierdzony ewentualnymi badaniami naukowymi. Skuteczność
tego sposobu uprawiania propagandy bierze się stąd, że bazuje się na stadności
zachowań i naturalnej skłonności człowieka do unikania skrajności, uczestniczenia
w grupie większościowej i myślenia w kategoriach "rację ma większość". To buduje
poczucie bezpieczeństwa i "uprawomocnia" normalność naszych poglądów, wrażeń,
odczuć. W ten sposób łatwo sterowalną formą przymusu staje się presja tak zwanej
opinii publicznej.
Nadal też bywa używana Goebbelsowska metoda – powtarzane wielokroć kłamstwo
staje się "prawdą". Ta manipulacja jest ulepszona o "jedynie słuszne" kryterium
prawdy wypracowane przez tych, którzy głoszą, że prawdą jest to, co "strażnicy
ognia postępu" ze swych telewizyjnych ambon uznają arbitralnie za słuszne i
właściwe. I taki obraz świata, jako obowiązujący, chcą narzucić wszystkim.
Posługiwanie się kłamstwem bywa uzupełniane przez "fakt prasowy". Istota tej
usprawiedliwiającej podawanie nieprawdy koncepcji sprowadza się do tego, że
wystarczy fałszywą informację odpowiednio nagłośnić, choćby "pod inną flagą",
aby uzyskać dla niej moralną, intelektualną czy polityczną legitymację. "Fakt
prasowy" jest często cytowany za mediami zagranicznymi, co ma go uwiarygodnić.
Jaki jest cel tych wszystkich działań? Zamiana fikcji w rzeczywistość ma wywołać
u odbiorców bierność, która ma zapewnić manipulatorom utrzymanie wygodnego
dla nich status quo.
Podwójny obwód
Tytułem, który obrzydza polską "klerykalno-zaściankową" rzeczywistość, jest
"Gazeta Wyborcza". Wyraźnie jest obecna na jej łamach grupa autorów, która
stanowi – nawiązując do Orwella – "partię wewnętrzną" i nadaje tej gazecie
silne zabarwienie ideologiczne. Obrzydzanie rzeczywistości odbywa się bowiem
przede wszystkim w warstwie ideologicznej, do której dobiera się fakty ilustrujące
założone tezy. Głównie za sprawą "ideologów" "Gazeta Wyborcza" jest w bardzo
wysokim stopniu współodpowiedzialna za zamęt moralny w Polsce, nieoddzielenie
wyraźną cezurą okresu komunistycznego od przemian 1989 roku.
"Gazeta Wyborcza" nierzadko sprawia wrażenie pisma będącego rodzajem przewodnika
dla ludzi, którym należy objaśnić kraj, w którym żyją, nie rozumiejąc jego
specyfiki: podpowiedzieć, jak rozumieć i odczuwać Polskę i polskość. Jakże
często "Gazeta Wyborcza" proponuje – w formie wypisów do przyswojenia – schematy
z przykrojoną do swojej linii wykładnią polskiej tożsamości narodowej i religijnej;
ocenę polskiej historii, kultury oraz wybranych aspektów życia publicznego.
Teksty swoiście interpretujące ważne elementy etosu narodowego mają podważyć
dorobek pokoleń, które przez wieki budowały Polskę w oparciu o wyrastającą
z fundamentu chrześcijaństwa tradycję kultury polskiej.
Gazeta odwołuje się za to do zakorzenionych w "okresie minionym" stereotypów
myślenia i przesądów ("Polacy są nacjonalistami"; "Kościół stoi na drodze postępu"),
okraszonych socjalliberalną nowomową. Na jej łamach dogmatycznie odmienia się
przez wszystkie przypadki triadę: demokracja, pluralizm, tolerancja. Retoryka
zamieszczanych w "GW" tekstów często ma charakter autorytarny, nie dziwi więc,
że wielu czytelników w ten sposób interpretowaną rzeczywistość traktuje jako
"prawdę objawioną". Operując dialektyką, "GW" daje proste odpowiedzi na trudne
pytania i wskazuje przeciwnika.
"Gazeta Wyborcza" odgrywa rolę kluczową w pejzażu mediów w Polsce. Jej animatorzy
chcą nazywać rzeczywistość i oceniać, kto jest "słuszny", a kto jest "niesłuszny".
Usiłują według klucza ideologicznego interpretować całość życia społecznego
i wszelkie aspekty rzeczywistości. Można też odnieść wrażenie, że wielu autorów
"Gazety Wyborczej" ulega frustracji, gdyż życie codzienne nie daje się zaszufladkować
według ich pomysłów ideologicznych. Zamykają się w "oblężonej twierdzy" i gorączkowo
piszą "dzienniki wojenne". Nieustannie straszą swoich czytelników i mobilizują
ich do obrony przed "kołtunem" i "ciemnogrodem", przestrzegają przed "falą
nienawiści i ksenofobii", "dyktaturą" ciemnych sił.
Poza tym "Gazeta Wyborcza" niejako zamyka obwód w układzie komunikacji społecznej.
I to obwód w sensie podwójnym: na skalę międzynarodową i polską. Jest bowiem
odpowiednikiem na rynku polskim francuskiego dziennika "Liberation", włoskiego
"La Repubblica", hiszpańskiego "El Pais". Wszystkie te tytuły wzajemnie się
cytują, wymieniają tekstami i autorami, a nierzadko równocześnie publikują
– każdy w swoim kraju – podobne teksty. W ten sposób uzyskują wpływ na europejską
opinię publiczną. Ponadto "Gazeta Wyborcza" zamyka obwód medialny w Polsce.
Dziennikarze większości mediów krajowych, stacji telewizyjnych, rozgłośni radiowych,
tytułów prasowych, portali internetowych zaczynają dzień od studiowania "GW",
która przez wielu jest traktowana jako instruktaż, co mają myśleć, pisać i
mówić. W ten sposób przekaz z "Wyborczej" jest retransmitowany przez inne kanały
dystrybucji i choć są one teoretycznie różne, to wszystkie śpiewają na tę samą
melodię.
Kwestia bezpieczeństwa informacyjnego ma kluczowe znaczenie dla każdego kraju.
Znany cybernetyk i teoretyk informacji prof. Edward Kowalczyk dokonał znamiennej
obserwacji: "Główne źródła przepływów informacyjnych, które powinny być źródłami
procesów wiążących nasz system społeczno-gospodarczy w jeden sprawny mechanizm
pracujący na pomyślność narodu, znajdują się obecnie poza granicami kraju.
Oznacza to, że i źródła rzeczywistej władzy nad Polską też się tam znajdują".
Te słowa, pełne jasnego realizmu, wymagają głębszej refleksji, szczególnie
w czasach zamętu.
Jan Maria Jackowski
