Pierwsza rocznica wybuchu pogromów w Orisie
Jutro mija dokładnie rok od dnia, w którym został zamordowany 85-letni nauczyciel, przywódca hinduistycznych radykałów Laxmanananda Saraswati. Choć zabójstwa dokonali maoiści, którzy się do tego oficjalnie przyznali i do czego policja nie ma żadnych wątpliwości, hinduscy ekstremiści oskarżyli o morderstwo chrześcijan. 23 sierpnia 2008 roku rozpoczęły się brutalne pogromy wyznawców chrześcijan przede wszystkim w prowincji Kandhamal w stanie Orisa we wschodnich Indiach. Mimo zapowiedzi władz o otoczeniu ochroną chrześcijan przez policję, wyznawcy Chrystusa żyją w strachu.
– Chcą usunąć wszystkie ślady chrześcijaństwa z Orisy, jednak trwamy w dalszym ciągu – mówi w rozmowie z AsiaNews, podsumowując miniony rok, ks. abp Cheenath, podkreślając, że Bóg dał ludziom silną wiarę i determinację, by pozostać chrześcijanami. – Byłem głęboko zaniepokojony i sam cierpiałem z powodu strasznych aktów brutalności i bestialstwa, które dotknęły naszych wiernych. Jednak wielką pociechę dał mi fakt, że oni pozostali uczniami Chrystusa – podkreślił hierarcha. Zwraca jednocześnie uwagę, iż Kościół w Indiach jest mocny i się rozwija, a ataki prawdopodobnie nie ustaną. – Krzyż Chrystusa jest naszą siłą, naszą nadzieją, naszą radością – dodaje.
Hinduscy ekstremiści od dnia, w którym zamordowany został Saraswati, rozpoczęli zorganizowane, brutalne ataki na osoby duchowne, siostry zakonne, a także na wiernych. Zniszczono kilkaset kościołów i chrześcijańskich ośrodków. Często z antykościelnymi okrzykami na ustach bandyci wdzierali się do świątyń podczas nabożeństw i na oczach wiernych profanowali ołtarze i tabernakula. Przez cały miniony rok dochodziły do opinii publicznej informacje o kolejnych brutalnych mordach czy pobiciach chrześcijan. Dziesiątki tysięcy ludzi, by chronić swoje życie, uciekło z domu i schroniło się w lasach i w ośrodkach dla uchodźców. Tysiące z nich nadal w nich przebywają, mimo że panują tam fatalne warunki sanitarne. Wielu jednak obawia się powrotu do domów. Wielu nie ma gdzie wracać, bo ich domy nie tylko zostały splądrowane przez hinduistyczne bojówki, ale bardzo często zupełnie zniszczone. Przemoc rozlała się na 14 stanów Indii. Jednocześnie tam, gdzie to było możliwe, chrześcijanie organizowali protesty przeciwko prześladowaniu Kościoła w Indiach, szczególnie w Orisie. Mimo że dobrze znane są osoby, które dokonywały ataków na chrześcijan, policja aresztowała niewielu podejrzanych. Większość z nich wyposzczono na wolność z braku dowodów. Napastnicy zadbali także o to, by chrześcijanie bali się zeznawać przed sądem przeciwko oprawcom. Tym, którzy się na to odważyli, ekstremiści grożą śmiercią. Metropolita Cuttack i Bhubaneswar ks. abp Rafael Cheenath organizuje pomoc i miejsce schronienia dla zeznających, by doszło do skazania osób winnych pogromów chrześcijan.
Jednak prawdziwe powody tak brutalnych ataków na wyznawców Chrystusa zdają się być dużo bardziej skomplikowane niż zabójstwo hinduistycznego nauczyciela, do którego kilkakrotnie przyznali się maoiści. Od początku wskazywano na motyw polityczny ataków. W marcu 2009 roku bowiem odbyły się w Indiach parlamentarne wybory, a partie ekstremistyczne chciały zdobyć popularność dzięki hasłom głoszącym wolność Indii od zachodniej ideologii, którą wiązali z chrześcijaństwem. Jednocześnie obserwatorzy zwracają uwagę, że ataki na chrześcijan w Orisie to zaplanowana od 30 lat akcja, by wyrzucić chrześcijaństwo z Indii. Już w 1967 roku uchwalono w tym stanie tzw. Akt o Wolności Religijnej i całą serię przepisów antykonwersyjnych. W efekcie dokument, który teoretycznie miał chronić osoby przed nawracaniem siłą, stał się w rzeczywistości mechanizmem hamującym wolność religijną i przekonań. Manipulują nim łatwo fundamentaliści hinduistyczni, czyniąc z niego pretekst do dokonywania aktów przemocy wobec mniejszości religijnych.
Władze i policja, mimo obietnic, nie robiły nic, by powstrzymać ataki. Z jednej strony, rządzący wobec biskupów zgadzali się z opinią, że prześladowania są złem i trzeba je zakończyć, a w rzeczywistości robili niewiele, by zapewnić chrześcijanom bezpieczeństwo. Dlatego dzisiaj chrześcijanie żyją nadal w strachu w związku z jutrzejszą rocznicą, a pamięć o atakach jest nadal żywa, dlatego obawiają się wybuchu nowej fali jeszcze okrutniejszej przemocy. W Kandhamal, gdzie najczęściej dochodziło do najbardziej brutalnych ataków, już kilkanaście dni temu rozmieszczono 12 plutonów sił zbrojnych.
23 sierpnia został ustanowiony w Orisie Dniem Pokoju i Harmonii, bo jak podkreśla metropolita, ani zabójstwo nauczyciela hinduskiego, ani przemoc wobec chrześcijan nie mogą się nigdy powtórzyć. – Przemoc i rozlew krwi prowadzi tylko do niszczenia społeczeństw. Mamy pracować dla miłości, co oznacza pracę na rzecz pokoju – podkreślił ks. abp Cheenath. Metropolita zaznaczył, że wielką pociechą było wsparcie Ojca Świętego Benedykta XVI, a także wyrazy solidarności napływające z różnych regionów świata.
Ojcze nasz, któryś jest w Niebie,
Ty sprawiasz, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi.
Twój Syn Jezus Chrystus umarł za wszystkich,
a po swoim chwalebnym zmartwychwstaniu,
zachowując na Ciele rany swojej Świętej Męki,
Boską mocą podtrzymuje teraz tych,
którzy cierpią prześladowanie i ponoszą męczeństwo
za wiarę i wierność Kościołowi.
Ojcze, pełen miłosierdzia i mocy,
spraw, aby współczesny Kain nie mordował
swego słabego i niewinnego brata Abla.
Aby prześladowani chrześcijanie w Indiach mogli
trwać razem, tak jak Maryja, Matka Jezusa,
u stóp Krzyża.
Opiekuj się tymi, którym zagrażają przemoc
i niepewność.
Niech Duch Święty, który jest miłością,
sprawi, aby świadectwo i krew tych,
którzy umierają, przebaczając swoim
prześladowcom,
przynosiły obfite owoce.
Amen.
