Papież wielkiej duchowej głębi

SANTO SUBITO

Z o. Józefem Kiełbasą, gwardianem klasztoru OO. Franciszkanów-Reformatów, proboszczem parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Jarosławiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wybór ks. kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową zastał Ojca w Niższym Seminarium Duchownym w Wieliczce. Jak młodzieniec, który myślał o kapłaństwie, przyjął tę wiadomość?

– We wszystkich klasach było zaledwie 35 uczniów, co pozwalało stworzyć autentyczną, braterską wspólnotę. 16 października 1978 roku jako uczeń II klasy zapamiętałem bardzo dokładnie. Na wieść o wyborze – kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową wybiegliśmy na ulice Wieliczki, aby wspólnie z innymi dzielić tę wielką radość. Świętowaliśmy ten historyczny fakt do późnych godzin nocnych. Z jednej strony było to dla nas wyróżnienie, a z drugiej – zobowiązanie, by w naszych modlitwach wspierać Ojca Świętego. Naszej radości nie podzielały ówczesne media, które tylko z obowiązku przekazywały lakoniczne informację o wyborze Polaka na Papieża. Następnego dnia wspólnie z kolegami udaliśmy się do Krakowa na ul. Franciszkańską pod Kurię Metropolitalną, by zobaczyć miejsce, z którego wyszedł Papież. Zresztą nie byliśmy w tym odosobnieni. Pod bramą kurii było już mnóstwo ludzi, którzy przynosili kwiaty i wspólnie się radowali. Jestem przekonany, że fakt wyboru Jana Pawła II w pewnym sensie pomógł mi podjąć ostateczną decyzję o wyborze drogi powołania zakonnego i kapłaństwa. Mogę śmiało powiedzieć, że podobnie jak w życiu Kościoła, Narodu, także i w moim za pontyfikatu Sługi Bożego dokonało się wiele cudownych wydarzeń. Dzięki Opatrzności zostałem wyświęcony na kapłana w 1987 roku, w tym samym, kiedy Ojciec Święty w Lublinie na Czubach udzielał święceń kapłańskich alumnom – przedstawicielom wszystkich seminariów duchownych w Polsce.


Papież Pielgrzym – to określenie nie bez przyczyny przylgnęło do Jana Pawła II. Która z pielgrzymek utkwiła Ojcu szczególnie w pamięci i dlaczego?


– Każda papieska pielgrzymka była wyjątkowa dla Kościoła i narodu, który odwiedzał. Papież starał się dotrzeć do wszystkich, głosząc Chrystusa i Jego Miłość. Nie wszystkie pielgrzymki, także te do Ojczyzny, były łatwe, bo też nie zawsze Papież spotykał przychylnych mu ludzi. Pamiętam pierwszą Jego wizytę w Polsce. Byłem na krakowskich Błoniach, wśród niezliczonych tłumów, które od rana przybywały na miejsce celebry, by modlić się wspólnie z Papieżem. Media nie podały nawet liczby wiernych, a kamery telewizyjne w zmanipulowany sposób zawężały obraz tak, by zgodnie z wolą komunistycznych władz nie pokazać światu wielkiej wiary Narodu Polskiego i solidarności z Ojcem Świętym. Wśród zgromadzonych wyczuwało się atmosferę jedności, życzliwości i mimo zmęczenia nikt nie narzekał, ciesząc się ze spotkania ze swoim Papieżem. Druga pielgrzymka była dla mnie wyjątkowa choćby z tej racji, że jako kleryk na Górze św. Anny osobiście mogłem uścisnąć dłoń Papieża i ucałować Jego pierścień. Każda wizyta Jana Pawła II w Polsce była wielkim wydarzeniem, przynosiła nam umocnienie w wierze i pozwalała z nadzieją patrzeć w przyszłość.


Jan Paweł II, co podkreślają wszyscy, którzy go znali bliżej, miał doskonałą pamięć. Ojciec też się o tym przekonał…


– W 1991 roku, podczas pielgrzymki z młodzieżą do Rzymu, po audiencji generalnej na placu św. Piotra, zostaliśmy zaproszeni do udziału w audiencji prywatnej z Ojcem Świętym. Uśmiechnięty Papież stworzył wspaniałą, niezapomnianą atmosferę. Podczas rozmowy zaskoczyła mnie doskonała pamięć Ojca Świętego. Zapytał, skąd jesteśmy, a kiedy odpowiedzieliśmy, że z Krakowa Azorów, Papież wspomniał o. Marka Szumierza, którego znał. Na wieść o tym, że o. Szumierz niestety już nie żyje, Jan Paweł II z powagą powiedział, że będzie o nim pamiętał w modlitwie. W sercach pozostała nam radość z tego spotkania i podziw dla Papieża, który mimo tak wielu obowiązków i spotkań z różnymi ludźmi pamiętał o poszczególnych osobach. Kiedy odszedł, wspólnie z innymi udałem się do Rzymu, by osobiście Go pożegnać. Był to wyraz szacunku, hołdu i wdzięczności wobec Wielkiego Papieża i Rodaka.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj