Pałka na obywateli
Utrzymanie w mocy wyroku nakładającego grzywnę na o. Tadeusza Rydzyka CSsR
pokazuje niechęć establishmentu do Radia Maryja oraz podejmowanych przez jego
twórców i słuchaczy wysiłków ewangelizacyjnych i obywatelskich, a także jak w
soczewce skupia największe wady systemu prawnego III RP i politycznej linii
rządu Donalda Tuska. Skomplikowane i przestarzałe prawo pozwalające na
arbitralne wyroki jest na rękę rządzącym, bo dzięki niemu mogą nawet bez
specjalnych nacisków liczyć na nadgorliwość organów śledczych i instancji
sądowych, chcących się władzy przypodobać. Zaniechanie zapowiedzianych zmian i
niepodjęcie wyzwania deregulacji polskiego prawa uświadamia, że Platforma jest
obywatelska tylko z nazwy. Jej działania, a właściwie brak działań, to polityka
skrajnie antyobywatelska i antyrozwojowa.
Procedura przeprowadzania zbiórki publicznej, za jaką organa ścigania i sądy
uznały działalność o. Tadeusza Rydzyka i Fundacji Lux Veritatis, funkcjonuje na
mocy Ustawy o zbiórkach publicznych z 15 marca 1933 roku, w której dokonano
jedynie niewielkich uwspółcześniających zmian, oraz rozporządzenia ministra
spraw wewnętrznych i administracji z 6 listopada 2003 roku. Anachroniczność
ustawy, choć podnoszona wielokrotnie zarówno ze strony organizacji
pozarządowych, jak i ministerstwa, nigdy nie została poważnie rozważona. Mówiąc
wprost – choć zauważano nieadekwatność przepisów z lat 30. ubiegłego wieku do
dzisiejszych, głównie technologicznych, realiów, nikt nie zadał sobie dotychczas
trudu rozwiania najbardziej fundamentalnych wątpliwości. Czy w warunkach
demokratycznego państwa prawnego ma rację bytu ustawa ograniczająca możliwości
finansowania instytucji społeczeństwa obywatelskiego? Czy społeczna gospodarka
rynkowa dopuszcza koncesjonowanie prawa obywateli do gospodarowania prywatnymi
funduszami na cele dobroczynne, humanitarne i społeczne?
By odpowiedzieć na powyższe pytania, trzeba zastanowić się nad przesłankami
uchwalenia ustawy w latach 30. Wówczas sanacyjna władza podejrzliwie patrzyła na
wszelkie przejawy publicznej działalności konkurencji politycznej. Z jednej
strony, podobnie jak w niemal wszystkich państwach europejskich, od co najmniej
połowy dwudziestolecia międzywojennego wzmagały się w kręgach rządowych
tendencje autorytarne. Z drugiej jednak strony niepokój ten był legitymowany
zupełnie realnym zagrożeniem działalności antypaństwowej ze strony zarówno
środowisk komunistycznych, jak i choćby nacjonalistów ukraińskich. Wobec
niemożności działania w ramach systemu politycznego wiele spośród tych grup
próbowało realizować swoje cele pod przykrywką działalności społecznej czy
dobroczynnej.
Prawo w służbie wykluczenia
Mogłoby się wydawać, że chęć kontrolowania wszelkich oddolnych inicjatyw
obywatelskich w demokracji nie ma racji bytu. Wydarzenia ostatnich miesięcy
pokazują jednak, że aparat państwowy często kieruje się partykularnym interesem
politycznym swoich mocodawców, a nie dobrem wspólnym obywateli. Zastosowany
przez organa ścigania mechanizm represji wobec mobilizowania obywateli do
przekazywania darowizn jest analogiczny do tego, jaki administracja państwowa
wykorzystuje na przykład w stosunku do kibiców piłkarskich. Zarówno arbitralne
zamykanie stadionów, jak i zatrzymywanie kibiców głoszących antyrządowe hasła
pod pozorem łamania przepisów ustawy o imprezach masowych to właśnie przykład
szkodliwości przeregulowanego systemu prawnego. Dopóki bezsensowne przepisy są
łamane w sposób niezagrażający politycznym interesom rządzących, dopóty nikt się
tym nie przejmuje i teoretyczne "bezprawie" staje się chlebem powszednim
obywateli kierujących się poczuciem sprawiedliwości i zdrowym rozsądkiem, a nie
bezmyślnym legalizmem. Kiedy jednak jakaś grupa staje się wobec władzy krytyczna
bądź zaczyna stanowić realną konkurencję dla działań obozu rządowego, można
posłużyć się martwymi przepisami i pod pozorem praworządności przystąpić do
represji. Cały proceder przeprowadza się w białych rękawiczkach, a władza może
odrzucić oskarżenia o ograniczanie wolności słowa czy swobody życia publicznego,
powołując się na niezależność sądów i organów ścigania.
Przejawy prawnych represji podejmowanych wobec środowisk silnie zaangażowanych
religijnie są niczym innym, jak długofalowym skutkiem wielu lat stygmatyzacji
tych grup w mediach III RP. A przecież badania socjologiczne wykazują pozytywną
współzależność między głęboką wiarą a zaangażowaniem w budowanie społeczeństwa
obywatelskiego, zaś katolickie wspólnoty religijne są w polskich warunkach
podstawową siłą prorozwojową.
Mit społeczeństwa obywatelskiego
Logika oligarchicznego systemu III RP sprawia, że nieufnie patrzy się na
wszelkie przejawy aktywności ze strony obywateli, ich zapał do działania i
gotowość przekazywania własnych pieniędzy na godne poparcia inicjatywy poza
systemem redystrybucji. Choć w demokracji liberalnej nieustannie słyszymy o
wspieraniu społeczeństwa obywatelskiego, w rzeczywistości jego rozwój jest
hamowany przez system publicznych grantów, kampanii społecznych i innych form –
nazywając rzeczy po imieniu – transakcji korupcyjnych, mających pozyskać
rządzącym przychylność określonych środowisk. W ten sposób zamiast republiki
aktywnych i dbających o dobro wspólne obywateli mamy rozrastającą się sieć
klientów poszczególnych ministerstw i instytucji publicznych, dostosowujących
swoją działalność do możliwości pozyskania środków ze strony państwa. W takiej
sytuacji fenomen ofiarności słuchaczy Radia Maryja musi władzę boleć
szczególnie.
"Zapóźnienia, jeśli chodzi o obywatelstwo wynikające z dziedzictwa komunizmu,
wymagają od władzy centralnej większego nacisku, większej otwartości. Większej
gotowości do wspierania sektora pozarządowego" – mówił w swoim exposé Donald
Tusk. Działania rządu PO – PSL w obszarze nowelizacji Ustawy o zbiórkach
publicznych pokazują, że za pięknie brzmiącymi deklaracjami idą działania wprost
odwrotne.
Zaniechane wyzwanie deregulacji
W ramach konsultacji społecznych ze stroną rządową organizacje pozarządowe
postulowały wykreślenie z rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i
administracji przepisu, który za zbiórkę publiczną uznaje również wspieranie
działań fundacji i stowarzyszeń dokonywanych za pośrednictwem SMS-ów i wpłat na
konto. Taka forma zbierania funduszy na realizację określonych celów wyłącza
problem anonimowości i braku kontroli nad przekazywanymi środkami, przez co
niweluje możliwość nadużyć i nieprawidłowości, takich jak choćby pranie brudnych
pieniędzy. To jedynie postulat minimum, który nie eliminuje zagrożenia, jakim
jest koncesjonowanie przez państwo gromadzenia funduszy na cele społeczne, ale
bez wątpienia jego spełnienie ułatwiałoby dobroczynność w dobie internetu, kart
kredytowych i komórek.
Niestety, zamiast rozważyć argumenty działaczy pozarządowych, postanowiono
zmienić ustawę w ten sposób, by usunąć wszelkie prawne wątpliwości i jeszcze
bardziej na gruncie ustawowym wzmocnić regulacje ograniczające inicjatywę
obywateli. W pewnym sensie było to nieuniknione, ponieważ – jak słusznie
zauważył pełnomocnik o. Tadeusza Rydzyka w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" –
istnieją poważne wątpliwości odnośnie do konstytucyjności przepisów dotyczących
zbiórek publicznych, również po stronie rządowej. Prezes Rządowego Centrum
Legislacji w piśmie z dnia 2 czerwca 2010 r. wydał opinię uznającą niespójność
Ustawy o zbiórkach publicznych z systemem źródeł prawa określonym w Konstytucji.
Co za tym idzie, wymagana jest zmiana przepisów materialnych i wykonawczych
regulujących kwestię zbiórek publicznych.
Choć Platforma Obywatelska głośno mówiła o potrzebie deregulacji systemu
prawnego, niewiele w tym zakresie uczyniła. Jak pokazuje omawiany przypadek –
nie korzysta nawet z możliwości usunięcia z systemu prawnego tych przepisów,
które z powodów formalnych i tak wymagają modyfikacji. Powołując się choćby i na
rzeczoną niespójność z Konstytucją przepisów regulujących zbiórki publiczne,
Platforma mogła realnie przyczynić się do postulowanego przez premiera w exposé
"wyposażania ludzi w możliwości działania inne niż poprzez administrację
państwową". Jak widać – pokusa kontroli okazała się silniejsza.
Anachroniczne prawo blokuje innowacje
Chociaż przypadek wyroku na o. Tadeusza Rydzyka jest dziś jeszcze raczej
szczególnie niepokojącym wyjątkiem niż regułą, za pomocą kontrowersyjnych
przepisów władza może utrudnić życie dziesiątkom organizacji pozarządowych i
tysiącom obywateli. Anachroniczny artykuł 1 – niezmieniony w swoim brzmieniu od
niemal 80 lat! – Ustawy o zbiórkach publicznych wraz z odpowiednimi przepisami
kodeksu wykroczeń sprawia, że zbieranie funduszy na działalność publiczną niemal
we wszystkich przypadkach może okazać się karalne. Szerokość definicji zbiórki
publicznej rozumianej jako "wszelkie publiczne zbieranie ofiar w gotówce lub
naturze na pewien z góry określony cel" sprawia nie tylko, że karać można
artystów czy pisarzy otrzymujących datki od swoich wielbicieli, ale również
zablokowany jest w Polsce rozwój innowacji technologicznych w dziedzinie
dobroczynności i przedsiębiorczości.
Przypomnijmy przypadek Stanisława Michalkiewicza. Ten znakomity felietonista
umieszcza na swojej stronie internetowej własne teksty zebrane z różnych łamów,
na których publikuje. W zamian czytelnicy – głównie Polonia, często niemająca
możliwości wsparcia autora zakupem czasopisma, w którym wydrukowano tekst –
wspierają go w miarę własnych chęci i możliwości datkami. Analizy i diagnozy
przywiązanego do wolnego rynku felietonisty na tyle bolą jednak tzw. liberalną
opinię publiczną, że część internautów i dziennikarzy rozpoczęła przed kilkoma
laty nagonkę, w imię której oskarżano Michalkiewicza o… żebractwo. Właśnie na
podstawie Ustawy o zbiórkach publicznych i kodeksu wykroczeń. Choć wówczas
sprawę umorzono, trudno podejrzewać, że z próbami zastraszania i kneblowania
niewygodnych publicystów nigdy się już nie spotkamy.
Jeszcze trafniej nieadekwatność prawa do dzisiejszych realiów pokazują przykłady
nowoczesnych projektów internetowych. Od kilku lat w Europie Zachodniej i
Stanach Zjednoczonych coraz większą popularność zyskuje sobie idea crowdfundingu,
czyli finansowania społecznościowego. Polega na tym, że pomysłowe osoby za
pomocą specjalnych stron internetowych prezentują swoje projekty: nagrania
płyty, napisania książki czy zbudowania innowacyjnego urządzenia. Pozostali
internauci wspierają ich drobnymi datkami i mają dzięki temu możliwość jakiejś
partycypacji w projekcie: na przykład wydrukowania ich nazwiska w książce.
Dzięki temu w kulturze czy gospodarce mają szansę zaistnieć projekty, które w
sytuacji braku odpowiedniego kapitału po stronie pomysłodawcy pozostałyby, być
może na zawsze, w szufladzie.
W cierpiącej na niedobór kapitału i niewystarczającą realizację innowacyjnych
pomysłów Polsce ta forma finansowania mogłaby dokonać cichej rewolucji
ekonomicznej wśród studentów i młodych przedsiębiorców. Niestety, gdy kilka
miesięcy temu pojawiły się pierwsze polskie strony internetowe wykorzystujące
ten pomysł, ich twórcy zamiast przebojem unowocześniać gospodarkę bez wsparcia
państwa i unijnych funduszy musieli się tłumaczyć z zarzutu żebractwa. Na forach
internetowych i portalach dotyczących prowadzenia biznesu pojawiły się
wątpliwości, czy nowe portale nie naruszają przepisów o zbiórce publicznej. W
końcu trudno zaprzeczyć, że prośba o wsparcie finansowe np. wdrożenia
opatentowanej innowacji technologicznej jest czym innym niż ustawowym publicznym
zbieraniem ofiar w gotówce na z góry określony cel.
Absurdalność omawianych przepisów powinna być zrozumiała dla wielu środowisk bez
względu na poglądy polityczne czy obszar działalności. Na anachronizmie prawa i
arbitralności władzy tracą wszyscy: z jednej strony twórcy i działacze
organizacji pozarządowych, z drugiej nowocześni przedsiębiorcy. Podjęcie działań
na rzecz uchylenia omawianych przepisów lub choćby zmiany definicji zbiórki
publicznej może być poważnym sprawdzianem dla środowisk, które postulują
przemyślaną deregulację gospodarki i działalności publicznej. Jeśli o wolność
dla obywatelskiego zaangażowania konstytuującego i prawdziwą republikę nie
upomnimy się sami, władza na pewno nie zrobi tego za nas.
Przemysław Wipler, Piotr Trudnowski
Przemysław Wipler jest prawnikiem, prezesem zarządu Fundacji
Republikańskiej.
Piotr Trudnowski jest publicystą kwartalnika "Rzeczy Wspólne".
