Ostatni znak nadziei

Śmierć Chrystusa, wydarzenia związane z Jego pogrzebem, zstąpienie do
Szeolu, gdzie na pełnię zbawienia oczekiwali sprawiedliwi, pytania o kres
naszego życia kierują naszą uwagę w stronę rzeczy ostatecznych: śmierć, Sąd
Boży, niebo albo piekło. Na co dzień poświęcamy im raczej niewiele uwagi. Są
spychane na margines ludzkiej aktywności. Współczesna popkultura albo je
trywializuje, albo omija szerokim łukiem. Tymczasem spośród wielu niepewnych
rzeczy na tym świecie ta jest najpewniejsza: kiedyś każdy z nas umrze…

Jan Paweł II podczas swojego pontyfikatu wiele razy sięgał po tematykę
eschatologiczną. Na szczególną uwagę zasługują trzy katechezy: "Niebo jako
pełnia życia z Bogiem" (21.07.1999 r.), "Piekło jako ostateczne odrzucenie Boga"
(28.07.1999 r.) i "Czyściec – niezbędne oczyszczenie przed spotkaniem z Bogiem"
(4.08.1998 r.)
W trzech syntetycznych odsłonach Papież przypomniał naukę Kościoła, która w
zlaicyzowanych społecznościach Zachodu została włożona między bajki,
potraktowana co najwyżej jako metafora, ewentualnie przybrała dziwaczne
hybrydowe formy powstałe wskutek połączenia katolickiej dogmatyki z elementami
pogańskimi, reinkarnacją, wierzeniami religii Wschodu.
W swoich rozważaniach Jan Paweł II wyszedł z perspektywy bardzo realnej: o ile
człowiek jest sobie w stanie naszkicować perspektywę szczęścia (wszak to o nie
całe swoje życie zabiega), o tyle rzeczywistość piekła, czyśćca jawi się mu jako
coś tak bardzo nieprawdopodobnego, sprzecznego z ideą Bożego miłosierdzia, że je
a priori odrzuca. Jest to poważny błąd. Jako istota wolna może zanegować Bożą
miłość, całkowicie odwrócić się od Stwórcy, wybierając stworzenie, godząc się na
grzech w swoim życiu. Ma to swoje realne konsekwencje. Katechizm Kościoła
Katolickiego tłumaczy ów wybór bardzo jasno: "umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie
żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z
wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego
samowykluczenia się z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem "piekło""
(p. 1033). "Nie jest ono zatem karą Bożą wymierzoną "z zewnątrz" – pisze Papież
– konsekwencją decyzji wcześniej przez Niego podjętych (…) jest ostateczną
konsekwencją grzechu, zwracającą się przeciw temu, kto go popełnił". Bez
specjalnego objawienia Bożego nie jest nam dane poznać, kogo z ludzi to
rzeczywiście dotknęło – podsumowuje Jan Paweł II. Nie powinno to budzić w nas
irracjonalnego lęku, lecz stać się "konieczną i zbawienną przestrogą dla
wolności".
Niebo i piekło to jednak nie jedyna alternatywa, przed jaką staje człowiek po
śmierci. "Ci, którzy otwierają się na Boga, ale w sposób niedoskonały, na drodze
do pełni szczęścia muszą przejść przez oczyszczenie, które wiara Kościoła
opisuje nauce o czyśćcu".

Czyściec. Dojrzewanie w miłości
Próżno szukać tego terminu zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. W formie
rzeczownika słowo "czyściec" pojawiło się dopiero w połowie XII w. – do tego
czasu występowało w formie przymiotnika. Definicja została sformułowana później.
Wyprzedził ją znany od zarania istnienia Kościoła powszechny zwyczaj modlitwy za
zmarłych. Zakorzeniony był on w przekonaniu, że większość zmarłych potrzebuje
przed "wejściem" do nieba oczyszczenia, w którym pomaga im wstawiennictwo
żyjących. Podstawowe teksty biblijne, do których sięgają teologowie w nauczaniu
o czyśćcu, pochodzą z Drugiej Księgi Machabejskiej (12, 41-45) i z Pierwszego
Listu św. Pawła do Koryntian (3, 13-15).
Jak pojęcie czyśćca definiuje Jan Paweł II? Wszystko, co jest przeznaczone dla
Boga, ma być doskonałe – tłumaczy Ojciec Święty. Kto za życia nie osiągnął tej
nieskazitelności, musi po śmierci przejść przez proces oczyszczenia. "Trzeba
usunąć wszelkie ślady przywiązania do zła i naprawić wszelkie zniekształcenia
duszy. Oczyszczenie musi być całkowite". Przy czym "nie jest to przedłużenie
sytuacji ziemskiej tak, jakby po śmierci istniała jeszcze dodatkowa możliwość
zmiany własnego losu" – przypomina Papież. Takie rozumienie niebezpiecznie
przybliżyłoby naukę o czyśćcu do idei reinkarnacji.
Jan Paweł II zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt cierpienia w
czyśćcu: jest to jego wymiar wspólnotowy. "Aby osiągnąć stan doskonałej
nieskazitelności, potrzebne jest czasem wstawiennictwo lub pośrednictwo jakiejś
osoby". Przykładem jest Mojżesz, który uzyskuje przebaczenie dla ludu dzięki
modlitwie, w której odwołuje się do zbawczego dzieła dokonanego przez Boga w
przeszłości. Papież przywołuje postać Sługi Jahwe ukazaną w Księdze Izajasza,
dzięki której dokonuje się "usprawiedliwienie wielu" (por. Iz 53, 11). W Nowym
Testamencie Jezus Chrystus staje się "ofiarą przebłagalną" za grzechy całego
świata. To jednak nie wszystko. "Ci, którzy znajdują się w sytuacji
oczyszczenia, związani są zarówno z błogosławionymi, cieszącymi się już w pełni
życiem wiecznym, jak i z nami, zdążającymi na tym świecie do domu Ojca (por. KKK,
1032). Podobnie jak w życiu ziemskim wierzący są między sobą zjednoczeni w
jednym Ciele Mistycznym, tak również po śmierci ci, którzy żyją w stanie
oczyszczenia, doświadczają tej samej solidarności eklezjalnej, wyrażającej się w
modlitwie, sufragiach i miłości innych braci w wierze. Oczyszczenie przeżywane
jest w podstawowej więzi, jaka się tworzy między tymi, którzy żyją na tym
świecie, a tymi, którzy cieszą się szczęśliwością wieczną".
Wyrażamy to codziennie, wyznając wiarę w świętych obcowanie.

"Miejsce mgliste, napełnione ogniem"
Uzupełnieniem powyższych treści są wizje św. Siostry Faustyny zapisane w
"Dzienniczku". Warto je przypomnieć, kiedy stajemy w perspektywie Święta Bożego
Miłosierdzia. Jej zapiski dyscyplinują nasze myślenie, są powrotem do klasycznej
teologii, która dziś niestety bardzo często jest "rozmiękczana" przez niektórych
liberalnych teologów. Przypominają światu prawdę, że nauka Kościoła o rzeczach
ostatecznych człowieka to nie mitologia, "straszak" na grzeszników, wymyślony "w
ciemnych wiekach" przez ludzi Kościoła, ale realna przyszłość, której jakość
zależy od naszych życiowych wyborów.
"Byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. (…) umarłabym na ten
widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech
grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność
całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma
piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest. (…) zauważyłam:
że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że piekło jest. (…) nie
mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze…" (Dz. 741). "W
jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe
mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla
siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. (…) największym dla nich
cierpieniem jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w
czyśćcu. Dusze nazywają Maryję "Gwiazdą Morza". Ona im przynosi ochłodę" (Dz.
20). "…byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie
nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają nieustannie
cześć i chwałę Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się
rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je, i wraca do źródła wszelka
chwała i cześć uszczęśliwienia i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie
wewnętrzne Boga. (…) To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej,
lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia" (Dz. 777).

Jak pomóc?
Wilfrid Stinissen pisał: "Jakie to szczęście, że istnieje czyściec! Co byśmy bez
niego uczynili? Stalibyśmy pod bramą nieba przez wieki wieków? Czyściec jest
niepojętą łaską dla wszystkich, którzy nie są zupełnie gotowi do tego, by
oglądać Boga, kiedy umrą. Jest łaską dla wszystkich, którzy po śmierci noszą w
sobie resztki egoizmu i sprzeciwu. Tutaj wpadamy prosto w ogień Bożej miłości.
To jest bolesne, dopóki nie jesteśmy jeszcze w pełni na "Bożych falach", ale
jest też słodkie, ponieważ doświadczamy, jak wszystko, co było zamknięte, powoli
się otwiera, a co było oziębłe, zaczyna płonąć".
Czyściec zatem jest znakiem nadziei. Jak pisał bł. ks. Michał Sopoćko, można go
nazwać "ostatnim wysiłkiem Bożego miłosierdzia".
Pozostaje pytanie: co robić, aby duszom cierpiącym w czyśćcu pomóc osiągnąć
pełnię zbawienia? – Pierwszy krok to przebaczenie zmarłemu wszystkiego, czym
wobec nas zawinił – tłumaczy s. Kinga Szczurek z Apostolskiego Dzieła Pomocy dla
Czyśćca. – Bywa, wcale nie tak rzadko, że jeszcze zmarły nie został pochowany, a
już rodzina jest skłócona i ma do niego pretensje. Powinno się też uszanować i
wypełnić testament zmarłego oraz nie mówić o nim źle. Zachowuje nadal prawo do
dobrego imienia. Należy kierować się zasadą: jeżeli nie ma się do powiedzenia
nic dobrego o zmarłym, to tym bardziej nie należy mówić źle. Jeżeli jest to
możliwe, starać się naprawić wyrządzoną komuś przez zmarłego krzywdę, naprawić
zło itp. Praktyki zalecane przez Kościół jako pomoc duszom czyśćcowym to Msza
św. w ich intencji, post, jałmużna, ofiarowane odpusty, wypominki – dodaje.
Podkreśla jednocześnie, że wszystko, co podejmujemy z myślą o zmarłych,
powinniśmy zanurzać w odkupieńczej ofierze Chrystusa, bo tylko wtedy możemy
ufać, że nasza modlitwa i ofiara będą dla nich pomocne.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj