Opór zamiatany pod dywan

Z posłem Arturem Górskim (PiS) z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, rozmawia Maria S. Jasita



MEN nie ma danych dotyczących liczby sprzeciwów udziału w lekcjach wychowania do życia w rodzinie, wniesionych przez rodziców i pełnoletnich uczniów. To dopuszczalne?

– To niepokojące. Wcześniej ten kontrowersyjny przedmiot był nieobowiązkowy i uczestniczyło w nim niewielu licealistów, zaledwie co trzeci uczeń. Dziś wychowanie do życia w rodzinie jest obowiązkowe, ale osoby świadome zawartych w nim treści i niegodzące się z nimi mają prawo zrezygnować z udziału w tych zajęciach. Ważna jest wiedza, ile osób korzysta z tego prawa.

Ale obrońcy przedmiotu twierdzą, że wychowanie do życia w rodzinie w obecnym kształcie to co innego niż postulowana przez lewackie środowiska edukacja seksualna…

– Jednak przekazywana na tych lekcjach wiedza ma często niewiele wspólnego z przyjętą podstawą programową, która zakłada m.in. odpowiedzialne korzystanie z daru ludzkiej seksualności oraz podjęcie odpowiedzialności za nowe życie. W praktyce mówi się bardzo dużo o tym, jak uchronić się przed „niechcianą ciążą”, i w tym kontekście promowane są prezerwatywy. A przecież wprowadzenie w Wielkiej Brytanii powszechnego dostępu do prezerwatyw dla młodzieży i uparta indoktrynacja w tym względzie nie poprawiły sytuacji, nie zmniejszyła się liczba młodych dziewcząt „zachodzących w ciążę”. Bo przecież nie jest to kwestia wiedzy o prezerwatywach i środkach antykoncepcyjnych. Jak widać, w tej sprawie chrześcijaństwo traktowane jest wybiórczo.

Rzecznik resortu Grzegorz Żurawski zapewnia, że dyrektorzy są zobligowani do informowania rodziców zaraz na pierwszym zebraniu o możliwości zgłoszenia sprzeciwu.

– Ale czy ministerstwo wie, jak to zalecenie jest realizowane? Jeśli rodzice złożyli pisemne oświadczenia o rezygnacji dzieci w tych lekcjach przed pierwszymi zajęciami, czyli na początku roku szkolnego, bo tego się od nich wymagano, to dlaczego resort nie ma tej wiedzy? I wreszcie, w jakim trybie informuje się o tym prawie uczniów, którzy mają 18 lat lub osiągną pełnoletniość w trakcie roku szkolnego? Jest wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi, bo ministerstwo nie zna odpowiedzi. Ale, czy nie dzieje się tak dlatego, że ten przedmiot jest z założenia obowiązkowy, a sprzeciw traktowany przez resort jako „bunt”?

Dziękuję za rozmowę.

drukuj