Okoliczności wskazują na awarię
Z byłym pilotem Tu-154M (nazwisko do wiadomości redakcji) rozmawia
Marcin Austyn
Wielokrotnie lądował Pan z wykorzystaniem systemu USL – takim jak na
lotnisku w Smoleńsku. To bezpieczny system?
– Jest to doskonały
system i w Polsce długo na nim lataliśmy, m.in. na wszystkie lotniska wojskowe:
do Słupska, Katowic, Wrocławia, Szczecina, gdzie takie systemy działały i
wszystko wychodziło dobrze. Kontrola lotów ma tu możliwość widzenia nas na
radarze i określenia naszej ścieżki schodzenia. Załoga jest informowana m.in. o
tym, czy samolot jest za nisko czy zbyt wysoko. Takie komunikaty były kierowane
do załogi prezydenckiego Tu-154M. To było mocno podkreślane w mediach i były
nawet pretensje, że Polacy nie odpowiadali na te komunikaty. To może świadczyć o
tym, że zdarzyła się jakaś awaria, że być może w tym momencie samolot nie był
już sterowny.
Pojawiają się też opinie, że piloci mogli nie odpowiadać, bo
przyzwyczajeni byli do procedur NATO, gdzie tylko słucha się komunikatów
kontroli lotów…
– Nie sądzę. Jeśli w samolocie wszystko jest tak
jak należy, to potwierdza się odległość, wysokość i nie ma z tym większego
problemu. Brak reakcji załogi mógł wynikać z tego, iż piloci nie mieli panowania
nad maszyną, a w takiej sytuacji nie mieli po co odpowiadać.
Piloci opisują sposób lądowania z systemem USL. Jest tam mowa o locie
odwrotnym do kursu pasa startowego z niewielkim odchyleniem od jego osi, potem
ma następować zakręt i ustawienie samolotu w osi pasa. Tak – w skrócie – wygląda
ta procedura?
– Każde podejście jest inne i z opracowanych dla
lotnisk procedur wynikają takie czy inne kombinacje, jak np. odejście przez
bliższą czy dalszą radiolatarnię. To normalne, że np. podchodzi się na
radiolatarnię z pewnym kursem, a potem wraca się w to samo miejsce chociażby po
to, by sprawdzić jej działanie. Być może opisywane manewry były wykonywane przez
Tu-154M, to jednak nie miało najmniejszego wpływu na tragedię, która się
wydarzyła.
Z analizy zniszczeń poczynionych przez samolot wynika, że oś jego
lotu była przesunięta o blisko 30 m od osi pasa. Jakie to ma
znaczenie?
– Mówimy tu o przesunięciu rzędu szerokości pasa. Takie
odejście od osi pasa nie ma większego znaczenia i pozwala na bezpieczne
lądowanie. Moim zdaniem, problem powstał wcześniej. Muszę tu zaznaczyć, że dziwi
mnie, iż wszyscy zakładają, że piloci próbowali lądować. Moim zdaniem, ten
samolot nie lądował, ale runął na ziemię, prawdopodobnie po utracie sterowności,
i tę kwestię warto jak najszybciej wyjaśnić.
Dziękuję za rozmowę.
