Odbudowa Hiszpanii

Na przestrzeni ostatnich miesięcy w Hiszpanii doszło do głębokich przemian
politycznych i społecznych. Aby zrozumieć ich istotę, musimy spojrzeć na nie z
pewnej perspektywy.

Przyczyny upadku gospodarczego

Przez ostatnie siedem lat hiszpańską polityką kierował socjalistyczny rząd,
na którego czele stał José Luis Zapatero. Kiedy objął w 2004 roku władzę, nasz
kraj cieszył się okresem ekonomicznej prosperity. Gospodarka się rozwijała, a
bezrobocie spadło poniżej 10 procent. Wzrosła w dodatku międzynarodowa pozycja
Hiszpanii. Nasz kraj miał bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a także
z większością państw europejskich, łącznie z Polską. Istniały oczywiście
napięcia terytorialne i społeczne, ale nie były one alarmujące. Napięcia
terytorialne powodował terroryzm ETA, a także ruchy separatystyczne kierowane
przez niektóre partie Katalończyków i mieszkańców Kraju Basków. Najpoważniejszym
powodem niepokojów społecznych było udzielenie przez Hiszpanię wsparcia Stanom
Zjednoczonym podczas wojny w Iraku. Ta wojna nigdy nie miała u nas poparcia
społecznego. Przeciwne jej partie lewicowe wyraziły swój głęboki niesmak dla
polityki George´a W. Busha. Część katolickiej opinii publicznej także
sprzeciwiała się wojnie, ponieważ Papież Jan Paweł II wyraził na ten temat swoją
negatywną opinię. Uważał on interwencję w Iraku za nieusprawiedliwioną. Poparcie
dla wojny wyrażali jedynie członkowie poprzedniego rządu, na czele którego stał
José Maria Aznar.

Szczególne okoliczności zwycięstwa

W tych okolicznościach odbyły się wybory w 2004 roku. Sondaże wskazywały, że
mimo wszystko zwycięży (przy niewielkiej przewadze głosów) Partia Ludowa.
Tymczasem sytuacja zmieniła się dramatycznie w ciągu kilku godzin, kiedy 11
marca doszło w Madrycie do straszliwych ataków terrorystycznych. Stało się to 3
dni przed wyborami. Nigdy nie zostało wyjaśnione, kto właściwie stał za tymi
aktami terroru. Wielu wyborców sądziło jednak, że zamachy stanowiły zemstę
islamistów za udzielenie poparcia dla wojny w Iraku. W czasie krótszym niż 48
godzin całkowicie zmieniły się preferencje wyborcze. Wiele osób wycofało się z
decyzji o głosowaniu na Partię Ludową, ponieważ uznali oni Aznara za osobę
pośrednio odpowiedzialną za ataki terrorystyczne z 11 marca.

Gdyby nie doszło do kombinacji tych dwóch czynników – wojny w Iraku i ataku
terrorystycznego, jest mało prawdopodobne, że Zapatero kiedykolwiek doszedłby do
władzy. Socjologowie, a nawet jego partyjni koledzy wątpili w możliwość jego
wygranej w wyborach. Jedyną osobą, która wierzyła w zwycięstwo Zapatero, był…
Zapatero. Źródłem jego pewności siebie był wrodzony optymizm i irracjonalna
skłonność do myślenia życzeniowego.

Ta obserwacja pozwala nam wejść w psychologię byłego premiera Zapatero.
Wygrał on wybory o włos. Aby utrzymać się u władzy, potrzebował zatem
sojuszników. I znalazł ich w najbardziej zideologizowanych i najbardziej
radykalnych partiach. Zawiązał sojusz ze skrajną lewicą, z separatystami, z
najbardziej radykalnymi ideologami gender. Czynił gesty sympatii wobec każdej
antysystemowej grupy, która mogła go poprzeć. Podjął negocjacje z terrorystami z
ETA, mimo iż kontynuowali oni swoją działalność przestępczą. Jeżeli chodzi o
politykę międzynarodową, zmienił nasze tradycyjne sojusze: publicznie lekceważył
amerykańską flagę i zbliżył się do najbardziej skorumpowanych reżimów na
świecie, takich jak Kuba, Wenezuela czy Iran. Na Bliskim Wschodzie przyjął
politykę antyizraelską. Wszystko to opatrzył szyldem utopijnej formuły Sojuszu
Cywilizacji. Mając nadzieję na Pokojową Nagrodę Nobla, poczynił niepotrzebne i
nieusprawiedliwione koncesje na rzecz terrorystów z ETA i na rzecz najbardziej
skorumpowanych reżimów naszej planety.

Wprowadzanie utopii w życie

Traf chciał, że znam Zapatero od wielu lat – oboje pochodzimy z tego samego
małego hiszpańskiego miasteczka. Obaj należymy do tej samej generacji. Zapatero
we wszystkich swoich decyzjach kierował się zideologizowaną wizją rzeczywistości
– utopijną i uproszczoną. Próbował zaszczepić w Hiszpanii nowe wzorce społeczne
i nową kulturę, której ton miała nadawać ordynarna ideologia "postępu". Chciał
także – w bardzo dyskusyjny sposób – stanąć na czele wprowadzanej na całym
świecie postępowej inżynierii społecznej. W efekcie jego rządy w pierwszym
okresie (lata 2004-2008) skupiły się właściwie wyłącznie na kampanii na rzecz
postępu, sekularyzmu i ideologii gender. Socjaliści przegłosowali prawo, które
zrównuje układy homoseksualne z prawdziwym małżeństwem. Zatwierdzili także
prawo, które przenosi aborcję z kategorii przestępstw do kategorii praw kobiety.
Dążyli do wycofania nauczania religii ze szkół państwowych. Chcieli zaszczepić
swoją ideologię w szkołach i zacząć w nich prezentować zupełnie oderwaną od
rzeczywistości koncepcję historii. W końcu zaczęli dążyć do wykluczenia ze
świata kultury i nauki każdego, kto prezentował inne niż ich własne stanowisko
intelektualne.

W tym czasie rząd Zapatero nie był zainteresowany sprawami ekonomii. Zbyt
mocno pochłonęła go walka ideologiczna. Gospodarka przez jakiś czas
funkcjonowała dobrze, działo się to jednak jedynie siłą rozpędu. Najbardziej
dynamicznymi sektorami okazały się eksport, turystyka i budownictwo. Bez
przeprowadzenia koniecznych reform kondycja ekonomiczna stopniowo jednak słabła.
Kryzys międzynarodowy i bankructwo Lehman Brothers w 2008 roku brutalnie
otrzeźwiły naszą gospodarkę. Eksport został sparaliżowany, kryzys osłabił także
sektor turystyczny. Rozwój inwestycji budowlanych również został gwałtownie
zahamowany ze względu na wzrost poziomu zadłużenia. Pod wpływem tych wszystkich
czynników załamała się cała hiszpańska gospodarka. Rząd nie zrobił nic, aby to
przewidzieć i aby móc temu zapobiec. Był zbyt zajęty operacjami inżynierii
społecznej. Ponadto w 2008 roku odbyły się kolejne wybory. Cały wysiłek Zapatero
i Partii Socjalistycznej skoncentrował się na ukrywaniu i zaprzeczaniu istnieniu
kryzysu ekonomicznego w celu uzyskania głosów wyborców. Zaprzeczanie
rzeczywistości zwiększyło rozmiary katastrofy. Nie podjęto żadnego działania
antykryzysowego, ponieważ oficjalnie żadnego kryzysu nie było. Za sprawą tego
kłamstwa Zapatero wygrał wybory w 2008 roku. Trzeba powiedzieć, że hiszpańskie
społeczeństwo chętnie dało się oszukać. Woleliśmy nie widzieć brutalnej
rzeczywistości i jeszcze przez chwilę pożyć sobie w dobrobycie, a czasem i w
luksusie.

Zderzenie z rzeczywistością

Kiedy Zapatero wygrał wybory, został jednak zmuszony do tego, aby zmierzyć
się z kryzysem, który stał się w tym momencie już oczywisty. Jego nowym celem
stało się zatem minimalizowanie go. Powiedział nam, że kryzys jest lekki i
przejściowy. Sądził, że da się szybko jemu zaradzić, jeszcze zanim nadejdą nowe
wybory. Chciał to zrobić na drodze zwiększenia wydatków i zaciągania większych
pożyczek. Wciągnął nas w absurdalną spiralę wydatków i kredytów. Zapatero nadal
kierował się swoim irracjonalnym optymizmem. Sądził, że w jakiś magiczny sposób
wszystko nagle zacznie iść lepszym torem. W 2010 roku jednak sytuacja jeszcze
się pogorszyła wraz z nadejściem kryzysu zadłużenia w strefie euro, który zaczął
się w Grecji. Nowy kryzys rozpoczął się w złym momencie. Hiszpania podjęła
bowiem próbę postawienia na nogi swojej gospodarki właśnie poprzez zwiększenie
zadłużenia. Nagle okazało się, że nie mamy już zasobów finansowych. Musieliśmy
zacząć spłacać astronomiczne długi. W maju 2010 roku nasz kraj znalazł się na
skraju bankructwa. Wtedy Zapatero, pod wpływem dyrektyw płynących z Unii
Europejskiej, drastycznie zmienił swoją politykę. Nagle podjął decyzję o
obniżeniu płac, emerytur, wydatków na pomoc i opiekę społeczną – przedwcześnie i
pod wpływem presji międzynarodowej. To posunięcie kosztowało go utratę poparcia
wielu wyborców. Socjaliści przestali być popularni. W ciągu roku stracili ponad
4 miliony wyborców, którzy zdecydowali się głosować na skrajną lewicę, Partię
Ludową czy inne partie centrowe bądź ugrupowania separatystyczne. Część wyborców
w ogóle nie głosowała. Socjaliści odnotowali najniższe od wielu lat wskaźniki
poparcia. Stracili władzę na szczeblu lokalnym w prawie wszystkich większych
miastach. Wreszcie kilka miesięcy temu utracili ją także na szczeblu państwowym.
Cała władza, którą kiedyś sprawowali, przeszła w ręce Partii Ludowej, która
rządzi obecnie niemal na wszystkich szczeblach zajmowanych niegdyś przez
socjalistów.

Skutki rządów socjalistów

Spadek po Zapatero okazał się katastrofalny dla jego partii. Jeszcze gorszym
dziedzictwem okazał się on dla całej Hiszpanii. Policzmy straty. Na polu
ekonomii socjaliści pozostawili kraj na skraju bankructwa i w głębokiej recesji.
Zniszczyli sektor budowlany, nie tworząc niczego w zamian. Spowodowali ogromny
wzrost bezrobocia, które wynosi obecnie prawie 23 procent. Zdestabilizowali
sektor opieki socjalnej, edukacji, a także służbę zdrowia. Rząd jest zadłużony i
ledwie stać go na płacenie pensji swoim urzędnikom. Poziom konsumpcji stanął w
miejscu, ponieważ nikt nie chce brać kredytów, a ludzie – bojąc się przyszłości
– ograniczają wydatki i inwestycje.

Na arenie międzynarodowej Hiszpania spadła o kilka pozycji w rankingu państw
rozwiniętych. Jej wpływ na politykę międzynarodową jest bardzo ograniczony z
powodu błędów popełnionych w zawieraniu sojuszy z innymi krajami. W dodatku
marka Hiszpanii spadła, co przekłada się na poziom eksportu naszych produktów.

Na planie społecznym hiszpańskie społeczeństwo jest podzielone i nastawione
konfrontacyjnie. Polityka sekularyzmu, ideologia gender i odgrzebanie
zadawnionych urazów – dawno, jak sądziliśmy, zapomnianych – zagraża istnieniu
dobrych stosunków społecznych. Tendencje separatystyczne w Katalonii i Kraju
Basków są obecnie bardzo silne. Grożą bałkanizacją Półwyspu Iberyjskiego. Partia
polityczna reprezentująca terrorystów z ETA dysponuje obecnie większą niż
kiedykolwiek do tej pory siłą polityczną. Reasumując – my, Hiszpanie, jesteśmy
biedniejsi, mniej znaczymy, jesteśmy bardziej podzieleni i bardziej
zdemoralizowani niż siedem lat temu. Tak wygląda nasz spadek po dwóch kadencjach
socjalistycznych rządów Zapatero.

Nie tylko reformy, ale i zmiana jakościowa

Z tą sytuacją musi teraz zmierzyć się rząd Partii Ludowej, na czele którego
stanął Mariano Rajoy. Przed nowym rządem pojawiło się zadanie nie tylko
wykonywania rutynowej pracy, ale także moralnej i ekonomicznej odbudowy całego
kraju. Hiszpanie zrozumieli tę sytuację. W ostatnich wyborach oddali całą władzę
Partii Ludowej. Zobowiązali w ten sposób premiera Rajoya do wydobycia kraju z
zapaści. Drogą do realizacji tego zadania nie jest nagła i radykalna zmiana
ideologii, ale realizm, umiarkowanie, odpowiedzialność i zdrowy rozsądek –
kategorie zapomniane w ostatnich latach. Przed Rajoyem stoją obecnie dwa typy
wyzwań: te pilne i te ważne. Pilne związane są głównie ze sferą ekonomii.
Potrzebna jest poważna reforma systemu finansowego, tak aby możliwe stało się
ponownie zaciąganie kredytów, potrzeba głębokich zmian w sferze prawa pracy, aby
zmniejszyć w ten sposób poziom bezrobocia, konieczna jest wreszcie reforma
administracji państwowej w celu zmniejszenia kosztów, zwiększenia efektywności i
postawienia tamy korupcji. Żadne z tych zadań nie będzie łatwe. Premier będzie
musiał zmierzyć się z bankierami, biznesmenami i spółkami handlowymi, a także z
większością swojej klasy politycznej, wliczając w to niektórych działaczy jego
partii. Reformy te są jednak konieczne, aby gospodarka ożyła. Nieodzowne jest
także zreformowanie systemu edukacji – jednego z najgorszych w Europie, a także
systemu sądownictwa. Obie te reformy są już w toku, co wzbudzi zapewne
podejrzliwość niektórych przedstawicieli świata akademickiego.

Tyle jeśli chodzi o pilne wyzwania. Rezultaty działań na wszystkich tych
polach powinny być możliwe do dostrzeżenia przez opinię publiczną w stosunkowo
krótkim czasie. W szczególny sposób dotyczy to sektora ekonomicznego. Możemy
założyć, że Rajoy ma przed sobą mniej więcej kilka lat, po upływie których
społeczeństwo zażąda od niego przedstawienia namacalnych rezultatów jego
działań. Jeśli w ciągu dwóch lat nie poprawi się sytuacja obywateli, szybko
straci on ich poparcie.

Przejdźmy teraz do zadań ważnych. Musimy odzyskać naszą markę i odbudować
znaczenie Hiszpanii na polu międzynarodowym. Rajoy musi powrócić do sensownej
polityki zawierania sojuszy i zaprezentować w polityce powagę i wiarygodność,
których obecnie nam brakuje.

W polityce wewnętrznej będzie on musiał zmierzyć się z tendencjami
separatystycznymi i odbudować poczucie dumy narodowej, które Hiszpanie ostatnio
utracili. Będzie musiał także zmierzyć się z procesem negocjacji z terrorystami
z ETA, nie godząc się na niesprawiedliwe koncesje. Wreszcie Rajoy będzie musiał
odnaleźć podstawowy konsensus konstytucjonalny, który zjednoczy hiszpańskie
społeczeństwo. Prawa wprowadzone przez rząd socjalistów opierały się na
ideologii gender, radykalnym sekularyzmie i resentymentach historycznych. Muszą
one zostać zreformowane, w taki jednak sposób, aby nie spowodowało to nowych
pęknięć i konfliktów społecznych, ale doprowadziło do porozumienia. Kierunek w
tych wszystkich zmianach powinien wyznaczać zdrowy rozsądek (phronesis). I
rzeczywiście, Rajoy często się do niego odwołuje. Miejmy nadzieję, że nie jest
to jedynie figura retoryczna.

Prof. Alfredo Marcos filozof,

Uniwersytet Valladolid w Hiszpanii

tłum. Agnieszka Żurek

drukuj