Obłuda Steinbach przekracza wszelkie granice
Z prof. dr. hab. Jerzym Robertem Nowakiem, historykiem i publicystą, rozmawia Marcin Austyn
Jak ocenia Pan ostatnie wypowiedzi Eriki Steinbach, która po raz kolejny próbuje na swój sposób kształtować historię II wojny światowej?
– Wywiad z Eriką Steinbach zamieszczony w sobotnio-niedzielnym wydaniu „Gazety Wyborczej” jest przykładem skrajnej obłudy w myśl przysłowia „Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”. Pani Steinbach, żeby zamaskować swe prawdziwe intencje, wrogie wobec Polski – nawet w pewnym momencie używa zwrotu: „Polacy zawsze potrafili mobilizować się do oporu kierowani przekonaniem: 'Jeszcze Polska nie zginęła'”. Jest to pełen hipokryzji, obłudny ozdobnik, ukrywający to, co wyraźnie przebija w tym wywiadzie, czyli niemieckie roszczenia wobec Polski.
Pani Steinbach od dawna kłamliwie przedstawia się jako „wypędzona” i stoi na czele Związku Wypędzonych w Niemczech, a jest córką żołnierza niemieckiego, okupanta Rumi, który przybył na polskie tereny. A Steinbach z dumą mówi: „Mój ojciec był w Luftwaffe”, czyli w lotnictwie niemieckim. „Bogu dzięki, że był w Luftwaffe, nikomu przynajmniej nie przyjdzie do głowy mówić, że był nadzorcą obozu koncentracyjnego”. A co to było Luftwaffe? To przecież ofensywna, agresywna formacja. To było niemieckie lotnictwo, które atakowało inne kraje, które w 1939 roku tak barbarzyńsko napadło znienacka na polskie lotniska, które bombardowało Warszawę, bombardowało katedry, kościoły. Ojciec Steinbach był „tylko” w lotnictwie. Przecież walczył tam po to, by owi nadzorcy obozów koncentracyjnych mogli działać. Im dłużej atakowały i potem broniły się Niemcy, tym bardziej rozkwitała niemiecka machina śmierci w różnych krajach okupowanych.
Steinbach mówi: „Odpowiedzialność za wypędzenia pod koniec wojny i po wojnie ponoszą ci, którzy sprawowali tam władzę”…
– „Tam”, czyli m.in. w Polsce. I dodaje: „Duża część odpowiedzialności spada na aliantów”. Ona nie spada na aliantów, ale na Niemcy, które rozpoczęły wojnę, które spowodowały drastyczną zmianę granic. Polska straciła znacznie więcej terytorium na wschodzie, niż w końcu przydzielono jej ziem na zachodzie. Ponadto decyzję o wysiedleniu Niemców podjęli alianci, a nie, jak twierdzi Steinbach, „odpowiedzialne są także państwa, z których Niemców wypędzono”. Powstaje pytanie, jaką odpowiedzialność miała Polska za ustalenie granic po II wojnie światowej, kiedy zabrano nam Lwów, Wilno i inne tereny wschodnie, kiedy wysiedlano Polaków na wielką skalę.
Bezczelność Steinbach przekracza wszelkie granice, kiedy mówi: „Belgia i Francja zachowały się w stosunku do niemieckiej mniejszości inaczej. Ukarano tylko winnych, chociaż w Belgii również doszło do masakry”. Jakież jest porównanie między Francją a Polską, między tą tyranią, okrutnym despotyzmem, podłością niemieckich władz, wojsk, gestapo, jakie były na terenie Polski. Przecież dużo lżej traktowano Francję, w której zresztą przez kilka lat wojny zachowano formalne państwo z siedzibą w Vichy.
Na dodatek, żeby wytłumaczyć swoje stanowisko, cytuje jakieś anonimowe wypowiedzi, żeby w Polsce obcy element zredukować poniżej 1 proc. Jakież one miały rezonans? Kto to był? W Niemczech władze państwowe, przy poparciu przeważającej części narodu, robiły „porządek”. Najpierw niszczyły mniejszości – tak jak polską w 1939 roku, mordowały, zagarniały majątki. Dotąd tych majątków Niemcy mniejszości polskiej nie zwrócili. Potem mordowali Żydów, a następnie na ogromną skalę mordowali wiele innych narodów, mordowali inteligencję. Steinbach porównuje to do jakichś anonimowych wypowiedzi, że w Polsce coś się kiedyś zdarzało.
Kiedy Steinbach mówi o „wypędzonych” Niemcach stosuje mocno dyskusyjne kryteria…
– Tak. Kiedy dziennikarka pyta ją, czy zalicza do 12,5 mln „wypędzonych” uciekających okupantów i późniejszych przesiedleńców, Steinbach odpowiada, iż „w sumie mamy do czynienia z 15 mln Niemców wypędzonych z różnych krajów europejskich”. Jest to ewidentne kręcenie, bo większość tych Niemców uciekła przed armią sowiecką. Takie stawianie sprawy jest grą uników i kłamstw. Co więcej, Steinbach powtarza: „Wypędzeni są ofiarami różnych reżimów oraz aliantów”. Oni zostali wypędzeni jako „skutki” agresywnej polityki Niemiec, którą popierała większość narodu. Tu Steinbach twierdzi, że to tylko 44,91 procent Niemców wybrało Hitlera. No tak, tylko nie dodaje, że popierała go potem przeważająca część Niemców, że niemiecki ruch oporu był maleńki, mikroskopijny. Hitlera popierała znaczna część Niemców i co więcej – korzystała z łupów, które Niemcy uzyskiwali właśnie na Wschodzie: w Polsce, w Rosji i innych krajach.
Steinbach zauważa, że prezydenci Niemiec, z wyjątkiem Theodora Heussa i obecnego prezydenta, byli w czasie wojny żołnierzami. Podkreśla, że była wówczas dzieckiem, a to ją ubiera się w mundur SS.
– Erika Steinbach słusznie twierdzi, że Richard von Weizsäcker był oficerem „i od pierwszego dnia wojny brał udział w zdobyciu Polski”, a mimo to cieszy się szacunkiem i „nie jest w Polsce jakimś podejrzanym”. Cóż, na szacunek trzeba zasłużyć. Pan Weizsäcker starał się być rzecznikiem autentycznego zbliżenia z Polską. Pani Steinbach robi wszystko, by te stosunki zakłócić.
Z jej wypowiedzi wynika, że Niemcy nie zrezygnują z roszczeń?
– Tak. Nawet podkreśla: „Nie mogę jako przedstawicielka Związku Wypędzonych zrezygnować z roszczeń osób prywatnych (…) zależy mi jedynie na tym, żeby tę kość niezgody jak najszybciej usunąć” – oczywiście, w domyśle, przez ustępstwa Polski. Płaćcie, Polacy, roszczenia niemieckie na możliwie największą skalę, usuniecie wówczas kość niezgody i będzie wszystko bardzo ładnie – zdaje się mówić. To jest pełen obłudy referat. Dodam tylko, że źle świadczy o „GW”, że taki kłamliwy wywiad eksponuje bez komentarza.
Dziękuję za rozmowę.
