Obama twierdzi, że ma słuszną koncepcję
W związku z nieudanym „szczytem zdrowotnym” zwołanym przez prezydenta
USA Baracka Obamę, na którym bezskutecznie starano się znaleźć ponadpartyjne
rozwiązanie dla reformy służby zdrowia, Partia Demokratyczna coraz silniej
sugeruje, że przeprowadzi ją tylko i wyłącznie głosami członków swojego
ugrupowania. Na zignorowanie sprzeciwu Republikanów nalega także Biały
Dom.
Oznacza to, że demokratyczni senatorzy sięgną po tzw. procedurę
rekoncyliacji, której od początku za wszelką cenę chcieli uniknąć. Powszechnie
bowiem było przyjęte, że tak poważną reformę przyjmuje się choćby przy
minimalnym poparciu opozycji i z uwzględnieniem jej postulatów. W związku z tym,
że w czasie ostatniej debaty żadne z ugrupowań nie chciało przystać na warunki
przeciwników politycznych, Demokraci zdecydują się najprawdopodobniej na
przegłosowanie ustawy zwyczajną większością 51 głosów, nie zaś jak jest to w
zwyczaju – 60.
Doradca Obamy ds. reformy służby zdrowia Nancy-Ann DeParle
twierdzi, że takie rozwiązanie jest na razie jedną z opcji. Lecz – jak dodała –
najprawdopodobniej prezydent wkrótce opowie się właśnie za nią. W opinii
DeParle, którą podzielać ma szef Białego Domu, nie jest istotne to, czy przyjmie
się tę ustawę jednym głosem więcej lub mniej, lecz to, aby uporać się z
istniejącym problemem.
Sprzeciw Republikanów jest w tej kwestii bardzo silny.
Wszystko wskazuje na to, że Demokratom nie uda się przeciągnąć na swoją stronę
ani jednego z nich. Jak podkreślają komentatorzy, Partia Demokratyczna będzie
musiała wobec tego sięgnąć po rozwiązania, które mogą się zemścić na dotyczącym
jej wyniku jesiennych wyborów do Kongresu. Między innymi mogą się mocno narazić
prawnikom, czyli jednej z grup zawodowych aktywnie wspierających dotąd polityków
z lewego skrzydła sceny politycznej.
Łukasz Sianożęcki
