O Polskę niepodległą i sprawiedliwą

Kiedy 19 października 2009 r. prezydent Lech Kaczyński ogłaszał przed
kościołem św. Stanisława Kostki w Warszawie nadanie Orderu Orła Białego Słudze
Bożemu księdzu Jerzemu Popiełuszce, nie potrafił ukryć wzruszenia.

Prezydent powiedział wtedy: „Nie po raz pierwszy w ciągu czterech już lat
swojej kadencji wręczam Order Orła Białego. Zawsze robię to z głębokim
przekonaniem, że postępuję słusznie, ale w żadnym przypadku nie było przekonania
tak mocnego jak w przypadku księdza Jerzego. Księdza, który służył Bogu i
Ojczyźnie. (…) Mówię o kapłanie, ale mówię też o wielkim Polaku. Polaku
naznaczonym charyzmą niezwykłą, która służyła Bogu i Kościołowi, ale służyła też
Ojczyźnie, służyła Polsce, mobilizacji Polaków w czasie krótkim, ale niezwykle
ważnym”. W oficjalnym uzasadnieniu nadania Orła Białego księdzu Jerzemu czytamy:
„W uznaniu znamienitych zasług w pracy duszpasterskiej, jako kapelana
'Solidarności’, wspierającego słowem i czynem walkę o Polskę niepodległą i
sprawiedliwą – od chwili powstania Związku aż do męczeńskiej śmierci, która była
świadectwem jak dobrem zwyciężać zło”.

Kapelan „Solidarności”
Pozostanie na zawsze w historii
Polski jako kapelan „Solidarności”. Od sierpnia 1980 r. do końca życia związany
był ze środowiskami robotniczymi. Może dlatego komuniści tak bardzo się go bali
i tak go nienawidzili. Nawiązał z robotnikami serdeczne porozumienie od
pierwszych spotkań. W czasie wielkiego strajku sierpniowego odprawił Mszę św. w
Hucie „Warszawa” – był pierwszym księdzem, który wszedł na teren największego
zakładu pracy w stolicy. W tym samym czasie Słowo Boże czytano również w
sztandarowych zakładach pracy Polski sowieckiej: Stoczni im. Lenina w Gdańsku i
Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Działy się rzeczy wielkie i przełomowe.
Wielkie przez wielkość kapłanów, którzy z narażeniem życia nieśli Chrystusa tam,
gdzie władza tego sobie szczególnie nie życzyła.
Od początku stanu wojennego
ksiądz Jerzy nazywał po imieniu to, co się stało. To było zło. To było zabicie
nadziei milionów Polaków. Podkreślał, że przez stan wojenny i towarzyszące mu
zniewolenie niszczy się godność człowieka, wolność sumienia, swobodę czynów.
Wielokrotnie i ze szczególną pasją uciekającą się nie tylko do szykan
milicyjnych i prokuratorskich, lecz także do najpodlejszych pomówień, oskarżany
był przez władze Peerelu i służących im pismaków o rzekomo szkodliwą działalność
polityczną. Był rozpracowywany przez bezpiekę, inwigilowany przez całą zgraję
konfidentów. W Pałacu Mostowskich odczytano mu decyzję prokuratorską o wszczęciu
śledztwa, gdyż „w wygłaszanych kazaniach nadużywał wolności sumienia i wyznania
w ten sposób, że permanentnie oprócz treści religijnych zawierał w nich
zniesławiające władze państwowe treści polityczne, a w szczególności pomawiał,
że te władze posługują się fałszem, obłudą i kłamstwem (…). Czynił z kościołów
miejsce szkodliwej dla interesów PRL propagandy antypaństwowej”.

W jedności i w prawdzie
W rzeczywistości podobne
oskarżenia należałoby przedstawić raczej ówczesnym dysponentom nienormalnego
„stanu wojennego”, bo to oni podzielili na trwałe Naród. Dziś ich dzieło
kontynuują piewcy stanu wojennego i obrońcy sowieckiego namiestnika na Polskę,
który łamał prawo i łamał ludziom życie. Ksiądz Jerzy łączył ludzi, a nie
dzielił. Śmierć uświęca dzieła człowieka i pozwala je zobaczyć w wyrazistym
świetle. Widzieliśmy to od 10 kwietnia w Warszawie i w całym kraju. Jednak
ksiądz Jerzy przez swą charyzmę, przez swe „naznaczenie”, jeszcze za życia
potrafił wywołać swoim nauczaniem głębokie poczucie wspólnoty. Tysiące Polaków
jechało wtedy do Warszawy, by na Żoliborzu „odetchnąć Polską”, by ją przywieźć
do swojego domu, by jej starczyło na następne dni, pełne załamań i niewiary, bo
to, co widzieliśmy wokół siebie – zamykało perspektywę zmiany, poprawy, nadziei
dla nas i dla naszych dzieci.
Ksiądz Jerzy, poza formowaniem sumień, przede
wszystkim nauczał. Jednym z powodów nienawiści do niego i lęku władz były
exempla historyczne, które wykorzystywał w kazaniach. Bo to były raczej kazania
niż homilie. Sceny z przeszłości Polski były w nich równie ważne jak przykłady z
Ewangelii, ksiądz Jerzy był głęboko przeświadczony o obecności Boga w życiu nie
tylko poszczególnych ludzi, lecz także całych narodów. Wielkie wydarzenia z
historii Polski odczytywał jako znaki tej obecności i jako przesłanie dla
następnych pokoleń. Władze komunistyczne irytowały się przywoływaniem przez
księdza Jerzego zakazanego słowa „Katyń” czy przypominaniem Cudu nad Wisłą,
który był wówczas przedmiotem manipulacji cenzury i tak jak w latach 50. dalej
był przedstawiany jako „wojna Piłsudskiego z młodym państwem radzieckim” [!].
Irytowały się tym, w jaki sposób ksiądz Jerzy mówi o wielkiej narodowej ofierze
Powstania Warszawskiego. W końcu władze postanowiły „rozwiązać problem”, a
szczegóły tego „rozwiązania” pozostają przed nami ukryte, choć podobno już 20
lat żyjemy w wolnej Polsce.
„Nie pozostawiłem tutaj żadnego dziedzica” –
pisał w „Testamencie moim” Juliusz Słowacki, mając tyle lat, ile ksiądz Jerzy.
Inicjator Mszy Świętych za Ojczyznę mógłby powiedzieć, że pozostawił ideowego
dziedzica, którego zabiły jednak te same ręce. Młodziutki ksiądz Stanisław
Suchowolec został wikariuszem w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w
Suchowoli – rodzinnej parafii ks. Jerzego Popiełuszki. To właśnie Sługa Boży był
dla niego mistrzem i przewodnikiem. 11 listopada 1984 r. w Święto Niepodległości
mieli wspólnie celebrować Mszę Świętą za Ojczyznę w Suchowoli. Tragiczną śmierć
ks. Popiełuszki przeżył boleśnie, ale z pełnym zrozumieniem, że właśnie została
złożona miła Panu Bogu ofiara na ołtarzu Ojczyzny, i że on też nie może się
lękać na swojej drodze. Założył izbę pamięci zamordowanego kapłana. Mówił
wiernym o jego męczeństwie, tłumaczył znaczenie tej ofiary. Na placu
przykościelnym wybudował symboliczny grób księdza Jerzego. Stał się opiekunem
duchowym jego rodziców. Od listopada 1984 r. w każdą drugą niedzielę miesiąca
odprawiał, za przykładem księdza Jerzego, Mszę św. w intencji Ojczyzny. W
poniedziałek, 30 stycznia 1989 r., znaleziono na plebanii martwe ciało ks.
Suchowolca. 30 stycznia 2006 r. prokuratorzy IPN uznali, że ponad wszelką
wątpliwość został on zamordowany.
Wszyscy jesteśmy uczniami księdza Jerzego.
Był z nas i żył w czasie, który w większości zapamiętaliśmy jako czas modlitwy,
ważnych wyborów, przemiany zła w dobro wbrew woli siewców zła. Módlmy się, by
złożona przez ks. Jerzego ofiara wyjednała naszej Ojczyźnie przemianę serc
Polaków w duchu jego nauczania.

 
Piotr Szubarczyk, IPN
Gdańsk

drukuj