To atak na wolność badań naukowych

Z Andrzejem Gwiazdą, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz
Bober

Marszałek Bronisław Komorowski nie uszanował stanowiska prezydenta
Lecha Kaczyńskiego i podpisał nowelizację ustawy o IPN.

– Platforma
Obywatelska forsowała tę ustawę od dawna. Pierwszy projekt zgłosił poseł
Zbigniew Chlebowski, jeszcze przed wykryciem afery hazardowej. Głosami PO i SLD
ustawa przeszła przez Sejm i Senat. Jedynie Lech Kaczyński mógł jej zagrozić. Po
śmierci prezydenta Komorowski ustawę podpisał.

Jakie skutki będzie miało wejście w życie ustawy?
– To
jest polityczny atak na niezależność badań naukowych. Dotychczas gwarantem
niezależności badań była niezależność prezesa IPN od układów politycznych.
Powołanie i odwołanie prezesa większością 3/5 głosów dawało taką pozycję.
Chwilowa większość sejmowa mogła jedynie szantażować IPN obcięciem budżetu. To
okazało się niewystarczające. Nowa ustawa pozwala każdej partii, która ma
chwilową większość w Sejmie, odwołać prezesa. Prezes IPN, permanentnie zagrożony
dymisją, pragnąc zachować stanowisko, ma tylko jedno wyjście: poddać IPN
cenzurze politycznej. Jeśli bowiem np. pozwoli na przeprowadzenie badań, które
nie będą się podobały rządzącej koalicji, zostanie odwołany zwykłą większością
głosów. W ten sposób blokując ujawnienie prawdy, godzi się również w wolność
badań naukowych. Ponadto nowelizacja ustawy pozwala na zastrzeżenie tajności
danych osobowych na okres do 50 lat.
Warto przypomnieć, że śp. prezes Janusz
Kurtyka był kandydatem PO na to stanowisko, chociaż partią rządzącą było wówczas
PiS. Aby uzyskać dla niego poparcie 3/5 głosów w Sejmie, koalicja rządząca i
opozycja musiały dojść do porozumienia.

Czy wątpliwości dotyczące ustawy zostały przedstawione marszałkowi
podczas spotkania z Kolegium IPN?

– Stanowiska obu stron były znane
i publikowane. Było to zresztą zadziwiające spotkanie. Proszę sobie wyobrazić,
jak zareagowałyby media, gdyby to
śp. prezydent Lech Kaczyński zażądał
spotkania z Kolegium IPN. Uznano by to za niedopuszczalną ingerencję polityczną
w działalność Instytutu…

A jak ocenia Pan kolejną nowelizację tej ustawy w sprawie obsady
kierownictwa IPN w sytuacji śmierci prezesa?

– Stara i nowa ustawa
jednoznacznie określają procedurę na wypadek śmierci lub utraty zdolności
prezesa do kierowania IPN. Nowa ustawa nic tu nie zmieniła. Natomiast
nowelizacja przewiduje, że pierwsze posiedzenie Rady IPN zwołuje prezes.
Następne posiedzenia – przewodniczący Rady. Chodzi więc o jednorazowy incydent,
a drobną nieścisłość zapisów można było wyeliminować przez wskazanie dowolnej
osoby, która zwoła pierwsze posiedzenie Rady. Ten nieistotny zapis dotyczący
tylko jednego zdarzenia posłużył do trwałego wpisania w prawny system III RP
uprawnień marszałka Sejmu do wyznaczania zastępcy pełniącego obowiązki prezesa
IPN.

Sporo zamieszania po katastrofie pod Katyniem wywołały też informacje
o próbie przejęcia kontroli nad IPN z udziałem wiceprezes Marii
Dmochowskiej.

– Po katastrofie były ważniejsze sprawy niż dociekanie
szczegółów „wejścia” pani Dmochowskiej do gabinetu prof. Janusza Kurtyki. Dwa
lata temu, gdy prezes wobec obietnicy ścisłej dyskrecji umożliwił Marii
Dmochowskiej zapoznanie się z materiałami do książki Sławomira Cenckiewicza i
Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”, pani wiceprezes przekazała je wrogim IPN
środowiskom, co uruchomiło medialny atak na książkę przed jej wydrukowaniem. W
nocy 10 kwietnia br. dostałem SMS o treści: „PO przejmuje IPN *brak tekstu*
podpis”. Okazało się, że brakowało informacji o wejściu do gabinetu prezesa. Te
fakty rzucają pewne światło na sytuację polityczną w Polsce.

Co ma Pan na myśli?
– Że istnieje w naszym kraju lobby
czy też – inaczej mówiąc – układ, który chce przed Narodem ukryć prawdę i
posiada do tego środki. Może np. cenzurować korespondencję. Przypadki cenzury
SMS-ów powtórzyły się jeszcze trzykrotnie.

Podziela Pan więc pogląd, że to jest „skok po władzę” Platformy na
IPN?
– Oczywiście. PO usiłuje przejąć kontrolę nad wszystkim. Jest
to bardzo ważne w systemie silnego powiązania polityki i biznesu, w tym biznesu
o niekoniecznie czystych rękach. Aby wygrywać wybory, te powiązania muszą być
ukryte. To jest element polityki zmierzającej do tego, by Naród nie poznał
prawdy, tylko wierzył w to, co poda TVN. Wszystko zależy jednak od postaw ludzi,
od tego, czy będą chcieli poznać prawdę. Jeśli tak będzie, nie pomoże
odwoływanie prezesa IPN ani wyrzucanie naukowców z pracy, czego już spodziewają
się pracownicy Instytutu. I nie pomoże tu nawet przewaga PO w parlamencie.
Partia ta jest w rzeczywistości wytworem dwóch prywatnych stacji telewizyjnych,
których jest zakładnikiem.

Jakie informacje, które skrywają archiwa IPN, są najbardziej
wstydliwe dla Platformy?

– Przede wszystkim zatajenie prawdy o
procesie transformacji ustrojowej. Nie chodzi nawet o przeszłość Lecha Wałęsy.
Obserwując wysiłki zmierzające do ukrycia prawdy o przemianach III RP, aż ciarki
mi chodzą po plecach na myśl, jaka ona może być. Oznaczałoby to, że chodzi o
ukrycie tajemnic niesłychanie ważnych dla Polski.

Ma Pan na myśli np. informacje znajdujące się w tzw. zbiorze
zastrzeżonym?
– Nie znam zawartości zbioru zastrzeżonego, sądzę, że
zawiera wiele rewelacji. Lecz wnikliwa analiza zbioru otwartego pozwoliła już
zdemaskować ogromną listę ważnych kłamstw, a historycy wciąż znajdują nowe.
Jeśli jednak jakiś polityk ma coś na sumieniu, musi obawiać się ujawnienia tej
prawdy.

Chodzi o materiały istotne także dla obecnej Polski, a nie tylko o
wydarzenia dotyczące przeszłości?

– Oczywiście. Te informacje mają
znaczenie również dla współczesnej polityki. Wszystko, co jest ważne dla Narodu,
jest istotne także dla polityków, dla jednych dlatego, że chcieliby ujawnienia
prawdy, dla innych – aby nigdy do tego nie doszło. Dziś widzimy, że taka prawda
bardzo interesuje Polaków, wielu naszych rodaków jest przerażonych tym, co
wcześniej się działo, a nawet swoimi wcześniejszymi wyborami. Praca IPN pozwala
rozwiać atmosferę przygnębienia i beznadziejności. Być może, gdyby prawda o
naszej przeszłości została ujawniona, nasi rodacy odzyskaliby dumę, a wtedy
mogliby pracować dla Polski i dla siebie, bo dobro naszego kraju to pomyślność
wszystkich jego obywateli.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj