O nowych technologiach w przemyśle

Wprawdzie w dzisiejszych czasach nie ma już wojen – co zresztą już dawno
przewidziało Radio Erewań, odpowiadając słuchaczowi, że wojen już nie będzie, bo
rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu – ale
operacje pokojowe i misje stabilizacyjne też są kosztowne. A właśnie świat jest
w przededniu operacji pokojowej, jaką miłujący pokój, bezcenny Izrael montuje
przeciwko złowrogiemu Iranowi. To znaczy – nie "przeciwko", skądże by tam znowu;
Izrael szykuje Iranowi "bratnią pomoc" – taką samą, jaką w swoim czasie miłujący
pokój Związek Sowiecki zaaplikował Afganistanowi. Obecnie "bratnią pomoc" w
Afganistanie kontynuują państwa NATO, wśród nich również nasz nieszczęśliwy
kraj, na każde skinienie starszych i mądrzejszych dostarczający askarisów, gdzie
tylko trzeba. Nie tylko dostarcza, ale jeszcze do interesu dopłaca; w latach
2007-2011 na operację pokojową w Afganistanie Polska wydała co najmniej 2
miliardy złotych. Ale to prawdopodobnie drobiazg w porównaniu z orientacyjnymi
kosztami "bratniej pomocy" dla Iranu – więc zanim padnie pierwsza salwa, trzeba
rozejrzeć się za jakimiś źródłami finansowego zasilania tej operacji.

Dlatego nie zaskakuje wiadomość, że senator Karol E. Schumer wniósł do
Kongresu USA projekt ustawy "Holocaust Rail Justice Act", przewidującej
wyszlamowanie kolei niemieckich i francuskich pod pretekstem przewożenia Żydów
do obozów na terenie okupowanej Polski. "Gazeta Wyborcza" twierdzi, że senator
Schumer jest "potomkiem Żydów z Polski i Rosji". Nawiasem mówiąc, do Kongresu
Stanów Zjednoczonych coraz częściej trafiają projekty ustaw dotyczących innych
krajów członkowskich ONZ, co może budzić wątpliwości, czy jest to praktyka
zgodna z art. 2 Karty Narodów Zjednoczonych, stwierdzającym w punkcie 1, że ONZ
"opiera się na zasadzie równości suwerennej wszystkich jej członków". Wspominam
o tym m.in. dlatego, że w swoim czasie jakieś organizacje przemysłu holokaustu
wniosły przed niezawisłe amerykańskie sądy pozwy przeciwko naszemu
nieszczęśliwemu krajowi – ale jakiś niezawisły sąd w samą porę przypomniał sobie
o tej zasadzie Karty ONZ i wielkodusznie przyznał naszemu nieszczęśliwemu
krajowi immunitet państwa suwerennego, co uchroniło nas przed wyszlamowaniem.
Tym razem jednak może być inaczej, bo – jak zauważył Franciszek Maria Arouet
używający pseudonimu "Voltaire" – "kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie
troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku". Kto by tam się przejmował
jakimiś zapisami Karty Narodów Zjednoczonych, kiedy idzie walka o pokój?

Dlatego nie jest wykluczone, że "światowej sławy historyk" Jan Tomasz Gross
wkrótce ogłosi kolejny bestseller pod tytułem "Złote tory", któremu w naszym
nieszczęśliwym kraju prawdziwy festiwal urządzi krakowskie Wydawnictwo "Znak" –
bo nowym technologiom w przemyśle holokaustu muszą przecież towarzyszyć nowe
pozory moralnych uzasadnień. Bo wprawdzie z pozoru roszczenia tym razem
kierowane są do kolei niemieckich i francuskich, ale zgodnie z zasadą Murphy´ego,
jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Rzecz w tym, że 26
października 1939 roku, razem z Generalnym Gubernatorstwem, utworzona została
też, wydzielona z Deutsche Reichsbahn, Generalna Dyrekcja Kolei Wschodniej z
siedzibą w Krakowie, której majątek po wojnie przejęły Polskie Koleje Państwowe.
Nie jest zatem wykluczone, że wszystkie roszczenia wynikające z ustawy
zaprojektowanej przez "potomka Żydów z Polski i Rosji" prędzej czy później
spłyną do naszego nieszczęśliwego kraju – bo wiadomo, że na pochyłe drzewo… i
tak dalej. Polecam to szczególnej uwadze pana mecenasa Romana Giertycha, który –
jak się wydaje – po traumatycznych przeżyciach próbuje teraz dobrego fartu już
nie po ciemnej, tylko po jasnej stronie Mocy.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj