O naciskach z błędami

Nie było żadnych nacisków i przestępstw, a przedstawiciele władzy
publicznej działali na podstawie i w granicach prawa. Taka oto jest konkluzja
projektu sprawozdania tzw. sejmowej komisji naciskowej, autorstwa jej
przewodniczącego, posła Platformy Obywatelskiej, Andrzeja Czumy.

Komisja działała ponad 3 lata: odbyło się 175 posiedzeń, podjęto 177 uchwał,
przesłuchano 85 świadków (niektórych wielokrotnie), przejrzano kilkaset tomów
akt 52 postępowań prokuratorskich, wydano setki tysięcy, jeśli nie miliony
złotych. I co? I nic. A przecież główne media mainstreamowo-prorządowe oraz chór
potakujących im polityków obecnej koalicji informowały przez ostatnie lata o
"zbrodniach IV RP": nielegalnych podsłuchach (słynna informacja o 96
nielegalnych podsłuchach w ABW), inwigilowaniu przedstawicieli mediów,
nielegalnych operacjach specjalnych CBA i ABW, naciskach na funkcjonariuszy
podejmowanych przez prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego, prokuratora
generalnego Zbigniewa Ziobrę, szefa CBA Mariusza Kamińskiego i mnie jako
ówczesnego szefa ABW. Urządzano szopki medialne, porównywano ówczesne polskie
służby specjalne do Securitate i Stasi, a główni aktorzy dramatu w wielu
odsłonach – oskarżyciele, w szczególności Janusz Kaczmarek i Konrad Kornatowski
niemalże non stop występowali w stacji telewizyjnej, o której na ulicach
niektórych polskich miast mówi się Tusk Network Television.
Nic nie dawały zaprzeczenia, oświadczenia czy wskazywanie na absurdalność
niektórych oszczerstw i kłamstw serwowanych nam w większości mediów
elektronicznych i papierowych. Z powodów politycznych teza przyjęta a priori o
zbrodniczości IV Rzeczypospolitej i jej elit musiała być podtrzymywana i co
jakiś czas przypominana.
Taka ponura wizja rzeczywistości lat 2005-2007, niemalże horror, całkowicie
sprzeczna z realnym życiem publicznym w tamtym czasie, została przez znaczną
część polskiego społeczeństwa uznana za prawdziwą. Na dodatek zaserwowano
Polakom papkę medialną o Platformie Obywatelskiej jako o władzy miłości, a
Polsce pod ich rządami jako "drugiej Irlandii", "kraju mlekiem i miodem
płynącym". Nic więc dziwnego, że część społeczeństwa wybrała taką wizję świata,
sztuczny twór – matrix, stworzony na potrzeby partii rządzącej. Tymczasem
wydarzyło się coś niespodziewanego.

Czuma się wyłamał
Przewodniczący komisji śledczej ds. nacisków, poseł partii rządzącej Andrzej
Czuma przekroczył strefę mroku i przygotował projekt sprawozdania całkowicie
odmienny w swojej treści i sprzeczny w wymowie z przyjętą powszechnie przez
polityków Platformy Obywatelskiej wizją funkcjonowania państwa pod rządami
Jarosława Kaczyńskiego. We wnioskach sprawozdania czytamy m.in., że
"Postępowanie przed Komisją nie dostarczyło podstaw do stwierdzenia, aby w
okresie od 31 października 2005 r. do 16 listopada 2007 r. istniał mechanizm,
który umożliwiałby funkcjonariuszom publicznym zajmującym kierownicze stanowiska
państwowe nielegalne wywieranie wpływu na prokuratorów, funkcjonariuszy Policji
i służb specjalnych w celu wymuszania przez nich przekroczenia uprawnień w
związku z postępowaniami karnymi przeciwko lub z udziałem członków Rady
Ministrów, posłów na Sejm RP oraz dziennikarzy".
Projekt sprawozdania komisji naciskowej wywołał zrozumiałe oburzenie partyjnych
kolegów Andrzeja Czumy oraz członków SLD. Najwyraźniej nie wykonał on
politycznego zlecenia i nie wywołał burzy (co prawda w szklance wody) tak jak
poseł Kalisz. Może z powodu różnicy miejsc na listach wyborczych.
Niewątpliwie jednak Andrzej Czuma zasługuje na uznanie. Postawa taka wymagała
odwagi i determinacji. Szkoda jednak, iż nie działał on w taki sam sposób, będąc
ministrem sprawiedliwości, biorąc udział w osłabianiu polskiej prokuratury pod
hasłem jej reformy. Poza tym wypowiedzi medialne przewodniczącego w ostatnich
dniach świadczą o tym, że próbuje on rakiem wycofać się z niektórych stwierdzeń
swojego sprawozdania, obrażając przy tym wiele osób.

Projekt zawiera błędy
Wskazać także trzeba, że niestety w projekcie swojego sprawozdania Andrzej Czuma
nie ustrzegł się błędów, przeinaczeń oraz stwierdzeń niemających pokrycia w
rzeczywistości. Przede wszystkim niezgodnie z faktami określił rolę i działania
prokuratora okręgowego w Warszawie Elżbiety Janickiej w sprawie korupcji w
Ministerstwie Sportu i tzw. aferze przeciekowej. Wyciągnięte zaś w tym zakresie
wnioski są bardzo krzywdzące dla prokurator Janickiej, której wiedza
merytoryczna i zaangażowanie w nadzór nad wskazanymi śledztwami nie mogą być
kwestionowane przez nikogo znającego akta tych spraw.
Nie znajdują również żadnego racjonalnego wytłumaczenia zarzuty wobec CBA w
zakresie sporządzania tzw. dokumentów legalizacyjnych w toku czynności
operacyjnych i operacji specjalnej, dotyczącej płatnej protekcji w Ministerstwie
Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zapisy bowiem przepisów ustawy o CBA oraz ustawy o ABW
i AW nie zabraniają sporządzania takich dokumentów i nie określają ich
zamkniętego katalogu.
Nie można się także zgodzić z absurdalną tezą, iż ówczesny szef ABW (autor
artykułu) "…wykazał się gruntowną nieznajomością ustawy o ABW i SW, domagając
się od podwładnych funkcjonariuszy ABW ścigania mecenasa Wojciecha Brochwicza
pod zarzutem deliktu, który nie znajduje się w katalogu przestępstw ściganych
przez ABW. (…) jako prokurator nie miał on wystarczających kompetencji do
kierowania tą służbą". W tym zakresie przewodniczący komisji śledczej Andrzej
Czuma całkowicie mija się z prawdą, albowiem w ustawie o ABW i AW nie ma ściśle
określonego katalogu czynów zabronionych, których rozpoznawaniem, wykrywaniem i
ściganiem zajmuje się ta służba specjalna. Stanowisko to zresztą potwierdzają
orzeczenia Sądu Najwyższego, m.in. postanowienie SN z 5 października 2010 r. o
sygn. P 79/08. Podobnie zresztą uważa obecne kierownictwo ABW, które ustami
rzecznika prasowego ppłk Katarzyny Koniecpolskiej-Wróblewskiej, w wypowiedzi
udzielonej "Gazecie Wyborczej" 7 stycznia br. potwierdziło, iż "Agencja jest za
stworzeniem takiego katalogu. Już nad tym pracujemy". Jeśli coś ma być
stworzone, to go jeszcze nie ma, tak wynika z zasad logiki.
Szkoda zatem, że przewodniczący komisji, oceniając wiedzę i znajomość przepisów
prawa innych prawników, nie poszukał belki w swoim oku i nie zapoznał się
szczegółowo z zapisami ustawy, która była jednym z podstawowych aktów prawnych
wykorzystywanych przez to gremium sejmowe. Nadto, jak wynika z treści samego
sprawozdania Czumy, komisja nie zajmowała się tzw. sprawą Brochwicza. Skąd więc
tego rodzaju wiedza u pana posła?
Niezrozumiałe jest także kwestionowanie kompetencji byłych prokuratorów do
kierowania służbami specjalnymi. Wręcz przeciwnie, prokuratorzy z długoletnim
doświadczeniem śledczym, w tym w zakresie zwalczania przestępczości
zorganizowanej i mafijnej, wykorzystujący w swojej pracy materiały
operacyjno-rozpoznawcze służb i policji, apolityczni i bezpartyjni, a także
znający prawo europejskie, to wymarzeni kandydaci na szefów służb specjalnych.
No ale cóż mógł napisać Andrzej Czuma, jeżeli obecny szef ABW to były działacz
partyjny Platformy Obywatelskiej? Niezależność i apartyjność szefa jedynej w
Polsce wewnętrznej służby specjalnej nie jest widocznie dla polityka partii
rządzącej walorem, a istotną wadą.
Na marginesie wskazać trzeba, że w projekcie sprawozdania błędnie wskazano nazwę
ustawy normującej uprawnienia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zapewne
Andrzejowi Czumie chodziło o ustawę o ABW i AW, a nie o ustawę o ABW i SW.
Podobnie za niepoparte żadnym materiałem dowodowym uznać należy zarzuty braku
przygotowania merytorycznego części ówczesnego kierownictwa Centralnego Biura
Antykorupcyjnego oraz niewłaściwej polityki kadrowej szefa CBA. Wręcz
przeciwnie, proces tworzenia tej nowej służby policyjno-specjalnej, w tym nabór
kadr, należy uznać za wzorcowy, tym bardziej że służba ta niejako z marszu
zaczęła zajmować się sprawami korupcji na szczytach władzy publicznej.

Przemilczenia i niedopełnienia
Projekt raportu przemilcza niestety ocenę i rolę głównych świadków "oskarżenia"
komisji – Janusza Kaczmarka i Konrada Kornatowskiego. Jeśli bowiem nie było w
tamtym czasie nieprawidłowości w działaniach władz publicznych, to zarówno ich
publiczne wypowiedzi w tym zakresie, jak i zeznania złożone przed sejmowymi
śledczymi winny być ocenione jako składanie nieprawdziwych zeznań, kierowanie
wobec niektórych osób fałszywych oskarżeń i inicjowanie wobec nich postępowań
karnych. Projekt nie odnosi się także do kwestii odpowiedzialności Janusza
Kaczmarka jako ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz Konrada
Kornatowskiego jako komendanta głównego policji w zakresie ewentualnych
nieprawidłowości w realizowaniu kontroli operacyjnej niektórych dziennikarzy.
Andrzej Czuma pomija także fakt nieprzesłuchania przez komisję bardzo istotnych
świadków, m.in. Ryszarda Krauzego, oraz niemożność przesłuchania w pełnym i
istotnym zakresie niektórych świadków, m.in. mnie, jako byłego szefa ABW, z
powodu odmowy zwolnienia mnie z tajemnicy państwowej przez prezesa Rady
Ministrów Donalda Tuska. Nie wspomina on także, iż w zasadzie wszystkie
postępowania karne prowadzone przez prokuraturę, także pod rządami Andrzeja
Czumy, a związane z domniemanymi nieprawidłowościami w pracach prokuratury i
służb specjalnych w latach 2005- -2007 zakończyły się umorzeniami.
Bez względu na to, jaki ostateczny kształt przyjmie sprawozdanie komisji
śledczej, prawda jest tylko jedna: nie było żadnych nacisków, nielegalnych
działań służb czy prokuratury. Profesjonalne kierownictwo państwa, szefowie
służb oraz zaangażowani pracownicy i funkcjonariusze publiczni w latach
2005-2007 zrobili więcej dla wzmocnienia Polski i jej praworządności niż
jakakolwiek inna władza publiczna w najnowszej historii naszego kraju.

 

* * *

Autor w latach 2005-2006 był dyrektorem Biura ds. Przestępczości
Zorganizowanej Prokuratury Krajowej, od października 2006 r. do listopada 2007
r. pełnił funkcję szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

* * *

Profesjonalne kierownictwo państwa, szefowie służb oraz zaangażowani pracownicy
i funkcjonariusze publiczni w latach 2005-2007 zrobili więcej dla wzmocnienia
Polski i jej praworządności niż jakakolwiek inna władza publiczna w najnowszej
historii naszego kraju.

 

Bogdan Święczkowski

 

drukuj