Nowa szlachta dla tubylców
"Gdy stary Gnom wciąż na mównicy / wyliczał komy i procenty / Bagno i jego
harcownicy / chyłkiem włazili na urzędy" – napisał w słynnym poemacie "Towarzysz
Szmaciak" Janusz Szpotański. Rzecz dotyczyła wprawdzie lat 60. i zapomnianego
już dzisiaj konfliktu między Władysławem Gomułką a generałem Moczarem, ale
okazuje się, że historia się powtarza i zacytowane słowa pasują jak ulał do
premiera Donalda Tuska, a zwłaszcza – kazania, jakie wygłosił podczas konwencji
Platformy Obywatelskiej 25 września. Kazanie to było znakomitym świadectwem
utraty poczucia rzeczywistości, podobnie zresztą, jak w przypadku Władysława
Gomułki, który do ostatniej chwili nie zauważył, że złocą mu rogi, aż na skutek
tak zwanych wydarzeń grudniowych w roku 1970 został od rządów odsunięty. Bo
jakże inaczej ocenić sytuację, kiedy z jednej strony premier opowiada z trybuny,
że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, podczas gdy po burzliwej rozmowie w
gabinecie ministra Rostowskiego od finansów sam Leszek Balcerowicz wyszedł z
połamanymi okularami? Nie tylko wyszedł, ale kilka dni później, konkretnie – 28
września, w samym sercu Warszawy, na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami
Jerozolimskimi, uruchomił zegar długu publicznego, który na "dzień dobry", o
godzinie 13.00, pokazał kwotę ponad 724 miliardów złotych. Wprawdzie okna
kancelarii premiera nie wychodzą na to skrzyżowanie, więc zegar Balcerowicza nie
musi kłuć go w oczy, ale przecież nie o to chodzi. Taka demonstracja świadczy o
rozpoczęciu zwijania parasola ochronnego nad premierem Tuskiem – bo przecież na
wypadek kryzysu finansów publicznych lepiej z góry upatrzyć sobie winowajcę, tym
bardziej że nadaje się on również na moralnego sprawcę katastrofy smoleńskiej,
oczywiście po stronie polskiej – bo widać wyraźnie, że obydwa niezależne
śledztwa doprowadzą do odmiennych konkluzji. Rosyjskie – że katastrofa cywilnego
samolotu Tu-154 zawiniona jest wyłącznie przez stronę polską, i polskie – że
wojskowy samolot Tu-154 rozbił się również na skutek zagadkowego zachowania
funkcjonariuszy rosyjskich. Jeśli zatem zajdzie taka potrzeba – o ile oczywiście
kiedykolwiek zajdzie – trzeba będzie nieubłaganym palcem wskazać jakiegoś
winowajcę zaniedbań w organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w
Katyniu, zwłaszcza że ich stwierdzenie nie powinno nastręczać żadnych trudności
nawet niezależnej prokuraturze, nie mówiąc już o niezawisłym sądzie. Nawiasem
mówiąc, są jeszcze sędziowie, i to nie tylko "w Berlinie", ale również w
Warszawie. Oto sędzia Piotr Schab wskazał, że skoro Polska jest w UE, a sądy
innych państw członkowskich podważyły rosyjski list gończy za Ahmedem Zakajewem,
który poza tym ma w Wielkiej Brytanii azyl polityczny, to Polska musi te
orzeczenia respektować i żadnej ekstradycji Zakajewa dokonać nie może. Z jednej
strony to bardzo ładnie, że Polska nie kuca przed Rosją, ale z drugiej – widać
wyraźnie, że poprzez orzecznictwo sądowe zostaną w Polsce wprowadzone wszystkie
rozwiązania zawarte w Karcie Praw Podstawowych, któreśmy, jak wiadomo,
"odrzucili".
Wracając zaś do premiera Tuska, to objawy zwijania parasola ochronnego przez
tych, którzy go dotychczas nad nim trzymali, można dostrzec również po zbiorowym
proteście Salonu przeciwko minister Radziszewskiej, pod którym, obok pani
filozofowej Środy, obok pani Henryki Krzywonos jako zastępczej matki
"Solidarności", podpisała się również Maja Frykowska "Frytka" – jako autorytet
moralny. Takie grono sygnatariuszy jest zwiastunem nowego etapu – etapu
"modernizacji", w który Polska, za sprawą zarówno wpływowych europejsów, jak i
tubylczych razwiedczyków, właśnie wkracza w ramach przygotowań do scenariusza
rozbiorowego. Chodzi również o forsowanie hiszpańskiej drogi do socjalizmu,
którą najwyraźniej upodobał sobie nie tylko SLD, ale i Salon, liczący na
ostateczne zmonopolizowanie rządów nad tubylczymi – chciałem napisać: "duszami",
ale Salon przecież uważa, że należący do mniej wartościowego narodu tubylcy
żadnych dusz nie mają i jeśli nawet są podobni do rodzaju ludzkiego, to tylko na
podstawie zewnętrznych pozorów. Wymaga to oczywiście głębokiego przetasowania
nie tylko sceny politycznej, bo to dla prawdziwych kierowników naszego
nieszczęśliwego kraju mały pikuś, ale przede wszystkim przebudowy tubylczej
szlachty. Stąd obok pani filozofowej Środy obecność panny Frykowskiej,
reprezentującej środowisko "młodych, wykształconych, z wielkich miast", po
którym modernizatorzy mniej wartościowego narodu tubylczego tak wiele sobie
obiecują.
Stanisław Michalkiewicz
