Nieodpowiedzialni mówią o odpowiedzialności…
Warunkiem rozwiązania problemu krzyża przed Pałacem Prezydenckim jest
spełnienie postulatu upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej godnym
pomnikiem. Takie stanowisko przedstawili w środę członkowie Konferencji
Episkopatu Polski na zakończenie obrad Rady Biskupów Diecezjalnych, które odbyły
się na Jasnej Górze. Dlatego też zaapelowali do przedstawicieli najwyższych
władz państwowych, prezydent Warszawy oraz liderów partii politycznych o wspólne
powołanie komitetu i powierzenie mu "sprawy miejsca i formy upamiętnienia w
Warszawie ofiar katastrofy smoleńskiej".
Tego samego dnia na antenie TVN 24 Paweł Graś stwierdził, iż "to przykre i
smutne, że nie doczekaliśmy się ze strony Kościoła zajęcia stanowiska w sprawie
krzyża". "Czekaliśmy na ten głos, bo to była ostatnia szansa na zajęcie przez
Kościół odpowiedzialnej postawy" – powiedział rzecznik rządu Donalda Tuska.
Wypowiedź ta nie może dziwić, skoro od dłuższego czasu wśród polityków Platformy
Obywatelskiej zdaje się obowiązywać dogmat, według którego "rację mają ci,
którzy myślą tak jak my, a odpowiedzialni są jedynie ci, którzy postępują według
naszych wskazań". W istocie dla Pawła Grasia Kościół jest "nieodpowiedzialny"
nie dlatego, że nie zajął stanowiska, bo je faktycznie zajął, lecz dlatego, że
stanowisko to nie spełnia oczekiwań Platformy Obywatelskiej. Jej przedstawiciele
bowiem oczekiwali, iż biskupi odsądzą protestujących pod krzyżem od czci i
wiary, nakazując księżom bezwarunkową realizację pomysłów PO poprzez
przeniesienie krzyża ze skutkiem natychmiastowym… Dowodzili tego w wielu
niedorzecznych, absurdalnych i mających niewiele wspólnego z rzeczywistością
wypowiedziach, które środki społecznego przekazu na ogół ochoczo prezentowały.
Wystarczy przypomnieć słowa szefa Kancelarii Prezydenta RP Jacka Michałowskiego,
który 3 sierpnia br. stwierdził, że "w sprawach krzyża decyduje Kościół". Jeśli
byłaby to prawda, to powinien krytycznie odnieść się do Bronisława
Komorowskiego, który podejmując decyzję o usunięciu krzyża, wszedłby w nie swoje
kompetencje.
Terenem przed Pałacem Prezydenckim nie dysponuje Kościół. To nie Kościół ustawił
tam krzyż i to nie Kościół podjął decyzję o jego usunięciu. Gdy w wypowiedzi dla
"Gazety Wyborczej" Bronisław Komorowski stwierdził, że krzyż zostanie "we
współdziałaniu z władzami kościelnymi przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie
miejsce", nie rozmawiał uprzednio z "władzami kościelnymi" o tej sprawie. Nie
mieliśmy więc do czynienia z "niefortunną wypowiedzią", lecz przede wszystkim z
nieodpowiedzialną postawą prezydenta RP, której skutki oglądamy do dziś.
Politycy Platformy Obywatelskiej – a wspomniana wypowiedź Pawła Grasia jest tego
kolejnym dowodem – chcieli "załatwić" dwie sprawy. Przede wszystkim usunąć krzyż
sprzed Pałacu Prezydenckiego, a przy okazji uniknąć budowy pomnika dla
upamiętnienia ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Boją się oni nie tylko
przypominającego o upamiętnieniu ofiar krzyża przed Pałacem, ale również
usunięcia go własnymi rękoma, wiedząc dobrze, jakie mogą być dla nich tego
polityczne skutki. Dlatego potrzebny był Kościół.
Ogłoszony w środę na Jasnej Górze komunikat księży biskupów potwierdza wyraźnie,
że do rozwiązania konfliktu wystarczyłyby konkretne i jednoznaczne działania w
sprawie godnego upamiętnienia ofiar smoleńskiej katastrofy. Ani Bronisław
Komorowski, ani żaden z przedstawicieli Kancelarii Prezydenta działań takich
dotychczas nie podjął. Stąd też apel biskupów w tej sprawie jest zarówno dla
prezydenta RP, jak i dla polityków PO ostatnią szansą na zajęcie przez nich
odpowiedzialnej postawy. W przeciwnym razie największym sukcesem sprawowanych
przez nich rządów pozostanie "ucięcie głowy" tzw. aferze hazardowej…
Sebastian Karczewski
