fot. PAP/Maciej Kulczyński

Śledztwo ws. śnięcia ryb po spuszczeniu wody ze zbiornika Pilchowice

Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim wszczęła śledztwo w sprawie śnięcia kilkunastu ton ryb po spuszczeniu wody ze zbiornika Pilchowice. Wodę ze zbiornika spuszczono, by rozpocząć remont zapory należącej do spółki Tauron Ekoenergia.

Śledztwo jest prowadzone w kierunku dokonania przestępstwa przeciw środowisku, z artykuły 182 Kk.

– Chodzi o zanieczyszczenie wody w takiej skali, że może to zagrażać życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Ewa Węglarowicz-Makowska.

Postępowanie powierzono Komendzie Powiatowej Policji w Lwówku Śląskim.

– Zabezpieczana będzie dokumentacja od inwestora i wykonawcy inwestycji oraz od osób, które wydawały zgody na poszczególne etapy prac – powiedziała prokurator.

W sobotę wojewoda dolnośląska Anna Żabska wydała rozporządzenie ws. zakazu korzystania z rzeki Bóbr od zapory Pilchowice do zbiornika Rakowiec. Rzecznik wojewody dolnośląskiej Tomasz Jankowski przekazał, że rozporządzenie zostało wydane po badaniach jakości wody w Bobrze, na odcinku od zapory w Pilchowicach do zbiornika Rakowice.

„Ze sprawozdania z badań mikrobiologicznych wynika, że wody na wskazanym odcinku nie spełniają wymagań określonych dla wód w kąpieliskach oraz miejscach okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa” – podkreślił Jankowski.

W ostatnich dwóch dniach poprawiło się natlenienie rzeki Bóbr, nie notuje się też nowych śnieć ryb. W środę wieczorem zakończono odławianie martwych ryb, łącznie do utylizacji trafiło 15 ton.

Prace remontowe zapory zbiornika Pilchowice będą kosztować 93 mln zł. Inwestycja rozpoczęła się w styczniu, a obecnie wykonywane są prace budowlane na odpowietrznej stronie zapory, na kaskadzie przelewowej, w galeriach i upustach dennych. Renowacji poddawana jest też ściana odwodna.

Zapora pełni kluczową rolę w zabezpieczaniu przed powodzią tej części Dolnego Śląska, co udowodnił kataklizm w 2024 r.

PAP

drukuj