Niebezpieczne drogi, niebezpieczni kierowcy

Kierowcy bez wyobraźni we własnym mniemaniu są najlepsi na świecie

– bo wszyscy inni jeżdżą gorzej i wolniej od nich. Połączenie tej pychy za kierownicą z fatalnym stanem polskich dróg daje w sumie 60 tysięcy wypadków rocznie i najwyższą śmiertelność z ich powodu w całej Europie.

Jaka jest rzeczywistość na polskich drogach? Każdego roku śmierć w wyniku wypadków motoryzacyjnych ponosi około 7 tysięcy osób. Do wypadków dochodzi co 9 minut, do kolizji co 2 minuty (nie każda kolizja zgłaszana jest policji), co 82 minuty ginie na drodze człowiek. Dziennie w naszym kraju ginie w wypadkach około 20 osób, a 200 zostaje rannych. Co 2 minuty i 48 sekund policja zatrzymuje nietrzeźwego kierowcę, czyli codziennie około 600. Liczba ofiar pijanych kierowców w Polsce jest bliska liczbie morderstw. Pijani kierowcy rocznie powodują w kraju około 13-14 tysięcy wypadków. Najwyższa w Europie jest też u nas śmiertelność na drogach. W Polsce na 100 wypadków średnia zgonów to 12,2 (w woj. podlaskim 13), podczas gdy w Hiszpanii – 6,9, we Włoszech – 3,6, a w Wielkiej Brytanii – 1,5 (najmniej w Europie). Co 5. ofiara wypadku umiera z powodu braku pomocy na drodze. Spośród tłumu gapiów, który towarzyszy przeważnie zdarzeniom na drodze, nikt nie potrafi udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej.

Jak na polu minowym

W Polsce jest prawie 380 tysięcy kilometrów dróg. Jeździ po nich ponad 12 milionów samochodów. Jak przewiduje Ministerstwo Transportu, w 2015 roku na tysiąc mieszkańców będzie przypadało około 500 samochodów. Będzie ich w sumie 16-20 milionów sztuk. Niestety, nie wiadomo, o ile kilometrów zwiększy się sieć drogowa. W jakim stanie jest większość dróg, kierowcy doskonale wiedzą. Zły stan nawierzchni to jedna z głównych przyczyn wypadków.

W Polsce obecnie niemal cały ruch drogowy odbywa się tzw. drogami krajowymi, zaprojektowanymi i wykonanymi w okresie PRL-u. Szerokość jezdni w przeważającej mierze wynosi 6 metrów – ledwie wystarcza, by mogły minąć się na niej dwa tiry. Drogi te zbudowane są z miękkiego asfaltu, a ich wytrzymałość przewidziana została najwyżej na to, by mogły po nich jeździć załadowane jelcze czy stary. To, że drogami krajowymi będą kiedyś pędzić 30-40-tonowe tiry, zapewne nawet nie śniło się ich pomysłodawcom i wykonawcom.

Stare, niemodernizowane, rozjeżdżone przez tiry i pełne kolein drogi krajowe są bardzo niebezpieczne. Najlepiej jest mi znana droga krajowa nr 8 wiodąca z Warszawy do przejścia granicznego z Litwą w Budzisku. Wezmę ją jako przykład. By poznać skalę problemu, jak niebezpieczna jest ta droga, wystarczy spojrzeć na policyjne statystyki wypadków, do których na niej doszło. W ciągu ubiegłego roku na tej drodze miały miejsce 132 wypadki, w których zginęło 67 osób, a 188 zostało rannych. Tylko w ciągu pierwszego półrocza 2006 r. na drodze nr 8 doszło już do 52 wypadków, w których 17 osób zginęło, a 63 zostały ranne. Na odcinku biegnącym przez powiat augustowski (47 km) w ubiegłym roku doszło do 23 wypadków, w których 8 osób zginęło, a 23 zostały ranne. Policjanci stwierdzili wówczas w tym miejscu ponad 9 tysięcy wykroczeń drogowych. W pierwszym półroczu tego roku na odcinku augustowskim zanotowano 12 wypadków, w których zginęło 5 osób, a 18 zostało rannych. Policjanci stwierdzili w tym czasie ponad 4200 wykroczeń drogowych. Kilka tygodni temu cała Polska była poruszona tragicznym wypadkiem z udziałem litewskiego busa i polskiej cysterny z mlekiem, w którym zginęło 8 osób! Wypadek przeżyła jedynie 17-letnia Litwinka. Lekarzom nie udało się jednak uratować jej ciężko pokaleczonej nogi, musieli ją amputować.

Niebezpieczne tiry

Przyjmując dane z maja, w tym roku przez Suwałki i Augustów, położone na drodze nr 8 prowadzącej do przejścia granicznego z Litwą, przejedzie około 1,5 mln tirów. To kolejny rekord. Już teraz jest dramatycznie. Smród spalin, hałas, koleiny i tragiczne wypadki, a te zdarzają się ostatnio praktycznie codziennie. Według ekspertów, będzie jeszcze gorzej, i to już za rok.

Kierowcy tirów w całym województwie podlaskim spowodowali w 2005 roku 75 wypadków drogowych. W pierwszym półroczu tego roku doprowadzili już do 44 wypadków drogowych. Krajowa „ósemka” jest trasą, na której aż roi się od ciężkich ciągników siodłowych z naczepami. Większość z nich należy do litewskich firm spedycyjnych. Litwa jest bowiem europejskim potentatem w tej branży. Funkcjonuje tam z powodzeniem ponad 5 tysięcy firm spedycyjnych. Napędzają one litewską gospodarkę i dają wiele miejsc pracy, dlatego władze państwowe stosują wobec nich ulgową politykę podatkową. Tiry na litewskich rejestracjach całymi tabunami kursują każdego dnia między Europą Zachodnią a Wschodem. Firmom zachodnim opłaca się korzystać z usług litewskich spedytorów, ponieważ dla nich są one po prostu bardzo tanie. Dla Polski, jako kraju jedynie tranzytowego, nie jest to jednak żaden biznes, a raczej strata, ponieważ ciężkie tiry niszczą nasze drogi, w większości nieprzystosowane do tak ogromnych obciążeń. Łatwo przekonać się o tym, podróżując samochodem drogami, po których one jeżdżą. Drogi te, z wygniecionymi koleinami, przypominają raczej tory saneczkowe, a nie trasy, po których mogą się poruszać samochody. Koleiny są częstą przyczyną wypadków, pojazdy osobowe bowiem – o znacznie mniejszym rozstawie kół niż tiry – są z nich nieraz z impetem wyrzucane. Wówczas często kierowcy tracą nad autem kontrolę i lądują w rowie, na drzewie lub na przeciwległym pasie ruchu. Fatalne skutki kolein to również gromadzenie przez nie wody podczas deszczu. Uniemożliwiają spływanie deszczówki do znajdujących się po obu bokach drogi kanałów. Woda, która zalega w koleinach, gwałtownie wyhamowuje pojazd (czym zwiększa jego zużycie paliwa), pogarsza przyczepność opon oraz rozpryskując się spod kół, spada na szyby jadących z naprzeciwka pojazdów, co bardzo osłabia widoczność i stwarza realne niebezpieczeństwo wypadku.

Pieszy
to nie święta krowa


Wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego. Pieszymi jesteśmy zawsze, kierowcami lub pasażerami bywamy. Są jednak tacy piesi, którzy często zachowują się w sposób bardzo dziwny – jakby nie wierzyli, że w zderzeniu z pojazdem nie mają żadnych szans. W codziennych sytuacjach wygląda to np. tak, że pieszy przebiega przez ulicę w miejscu, w którym mu najwygodniej. Raz mu się uda uniknąć bezpośredniego kontaktu z rozpędzonym pojazdem, innym razem nie. A co widzimy na przejściach dla pieszych, na których nie ma świateł? Dla wielu pieszych poczucie bezpieczeństwa w zupełności gwarantuje sam widok pasów na przejściu. Wtedy nie oglądają się ani w lewo, ani w prawo, tylko idą przed siebie. Kierowcy mają wprawdzie obowiązek zwolnić przed przejściem dla pieszych, a kiedy widzą, że piesi czekają, aby przejść, powinni zatrzymać się i przepuścić słabszego uczestnika ruchu – tego wymaga nawet kultura. Tak jest w państwach Europy Zachodniej. Jednak jak jest w naszej polskiej drogowej rzeczywistości, każdy widzi. Tylko nieliczni kierowcy przepuszczają pieszych, choć trzeba przyznać, że jest ich coraz więcej. Czasami bywa tak, że jeden kierowca zatrzyma się przed przejściem, a drugi, jadący w tym samym kierunku sąsiednim pasem, jakby nie rozumiał, po co tamten się zatrzymał. Myśli chyba, że zepsuł mu się samochód, bo prosty wniosek, iż uczynił to ze zwykłej kultury, jakoś nie może zrodzić się w jego umyśle. Efektem tego jest przeważnie potrącenie pieszego lub pieszych, którzy ośmieleni zachowaniem kulturalnego kierowcy wychodzą na przejście i zaraz po minięciu jego samochodu dostają się pod koła pojazdu kierowcy skostniałego w złych nawykach.

Agresja na drodze

Agresywne działania za kierownicą mają różne przyczyny. Mogą być związane z emocjami, pośpiechem, wpływem alkoholu lub narkotyków, a także postawami i zachowaniami innych uczestników ruchu drogowego. Agresja może skutkować przekraczaniem dozwolonych limitów prędkości, wykonywaniem niebezpiecznych manewrów podczas zmiany pasa ruchu, niestosowaniem się do znaków i sygnałów drogowych, np. przejeżdżaniem na czerwonym świetle, agresywnym używaniem klaksonu i wykonywaniem niegrzecznych gestów. Wyniki badań OBOP mówią, że do działań agresywnych, z jakimi najczęściej spotykają się kierowcy, należą w 77 proc. zbyt szybka i brawurowa jazda. W nieco mniejszym stopniu spotykane jest wymuszanie pierwszeństwa – 50 proc., zbyt ostra i dynamiczna jazda (44 proc.), jazda tuż za poprzedzającym pojazdem bez zachowania bezpiecznego odstępu (39 proc.) i tyle samo stanowią sytuacje gwałtownych wejść na jezdnię przez pieszego, tzw. wtargnięcia, oraz poruszanie się pieszych po drogach bez jakichkolwiek elementów odblaskowych w nocy.

Na koniec chciałbym wspomnieć o dość często spotykanej na drodze odmianie agresji, to jest tzw. prywatnej egzekucji prawa. O ile agresywne gesty czy nadużywanie sygnałów świetlnych lub dźwiękowych są bardzo przykre i świadczą jedynie o niskiej kulturze dopuszczającego się tych zachowań kierowcy, o tyle już np. świadome uniemożliwianie zakończenia manewru wyprzedzenia i powrotu na prawy pas ruchu w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa zderzenia z nadjeżdżającym z przeciwka pojazdem stanowi oczywisty zamach na zdrowie czy życie współuczestnika ruchu. Takich „egzekutorów” prawa nie brakuje niestety na naszych drogach. Jest nim kierowca jadący uparcie lewym pasem jezdni jednokierunkowej z dopuszczalną prędkością i umyślnie uniemożliwiający wyprzedzenie pojazdów jadących prawym pasem, jest nim również kierowca, który chcąc dać nauczkę wyprzedzającemu nadjeżdżającemu z przeciwka, umyślnie kontynuuje jazdę przy osi jezdni, choć mógłby bez problemu umożliwić ten manewr, zbliżając się do prawej krawędzi jezdni lub nawet zjechać na utwardzone pobocze.

Niestety, w wielu z nas podczas jazdy odzywają się czasem złe instynkty. Wady nie są jednak po to, by im ulegać, ale by z nimi walczyć. Dlatego nie traćmy czasu i od zaraz starajmy się cywilizować nasze zachowania na drodze – bo od tego zależy często życie nasze i naszych bliźnich.

Adam Białous
drukuj